KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
Michał Klizma
Nieznośna lekkość zabijania
Fronda
 


 
"Epoka nasza czyli zgon,
Ogromna Die Likwidation"
Czesław Miłosz "Traktat moralny"
 
 1.
Film o Auschwitz. Główni bohaterowie to budzący sympatię widza esesmani. Ubrani w eleganckie czarne mundury, lecz noszący je z niedbałym wdziękiem, posiadający urodę hollywoodzkich amantów lub diorowskich modelek (są między nimi piękne szczupłe blond esesmanki) próbują erotycznymi uniesieniami zagłuszyć zżerającą ich nudę egzystencji. Między stosunkami seksualnymi w wymyślnych pozycjach i rozmowami na temat bezsensu istnienia - niedbale, jakby od niechcenia, choć z wyrafinowanym (to rys profesjonalizmu) okrucieństwem - mordują setki wynędzniałych więźniów w odartych pasiakach. Kiedy pustka bytu zadręcza ich w szczególny sposób, urządzają zawody w jak najbardziej pomysłowym i bolesnym zadawaniu śmierci więźniom. Kamera z drobiazgowością anatomopatologa śledzić będzie każdy szczegół ich zabawy, podobnie jak nie pominie żadnego detalu w wystylizowanych na komediowe gagi eksperymentach doktora Mengele. Żadnej z ofiar pokazanych w filmie widz nie pozna bliżej, wszystkie będą tylko bezimiennymi figurami pojawiającymi się jedynie na stracenie. Zresztą ich los nie jest ważny. Widz przejęty ma być egzystencjalnymi niepokojami naszych niebieskookich nordyckich bohaterów; to oni są postaciami tragicznymi, to ich problemy są prawdziwe, z nimi należy się identyfikować, po ich stronie ma być nasza sympatia.
 
Gdyby taki film został nakręcony, wywołałby - i słusznie - falę protestów na całym świecie. A przecież tego typu filmy powstają dziś i nie wywołują skandali. "Są chwalone, nagradzane i masowo oglądane. "Milczenie owiec", "Pulp fiction", "Urodzeni mordercy", "Siedem" - to tytuły z ostatnich kilku lat... Jest truizmem twierdzenie, że w każdym filmie musi być bohater, z którym widz będzie się utożsamiał. Te obrazy skonstruowane są tak, aby sympatia widza była po stronie wyjątkowo okrutnych morderców, dla których zabijanie jest namiętnością, a zarazem misją. Każdy kolejny film jest zresztą mocniejszy (czytaj: bardziej perwersyjny) od poprzedniego. Eskalacja przemocy nasila się.
 
Jeśli zrezygnujemy z ciasnego, nacjonalistycznego punktu widzenia, że ocena czyjejś śmierci zależy od jego narodowości, a spojrzymy na sprawę z perspektywy ogólnoludzkiej i uniwersalnej, to przyznać musimy, że nie ma różnicy między wymienionymi wyżej filmami, a wyimaginowanym na początku obrazem o Auschwitz, tak jak nie ma różnicy między śmiercią jednego niewinnego człowieka a śmiercią drugiego. I w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia z konstruowaniem takiego obrazu mordercy, który wzbudzać ma sympatię widza. Nie jest to jednak zwykły morderca. Zabijanie jest jego pasją i misją, namiętnością i światopoglądem. Reżyser robi wszystko, byśmy tego człowieka polubili.
 

2.
Zawsze zastanawiała mnie osoba zabita przypadkowo. Oto nasz dzielny morderca wychodzi na ulicę i strzela do pierwszej z brzegu osoby. Kamera śledzi dalej naszego bohatera, towarzyszy jego kolejnym zabójstwom i innym dramatycznym wydarzeniom, ale trupem leżącym na trotuarze nikt już się nie zajmuje. On zrobił już swoje: dał się zabić.
 
Zawsze zastanawiało mnie: o czym myślał rano kiedy wychodził z domu? Czy kochał kogoś? Kto na niego czekał? Jakie miał plany? Jaki niepowtarzalny kosmos nosił w sobie? Jaki kosmos uśmiercono?
 

3.
W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono swego czasu eksperyment psychologiczny. Zaproszono do gabinetu kilkadziesiąt osób, ale wcześniej, po drodze zaaranżowano jakąś bójkę uliczną, podczas której silniejszy maltretował słabszego. Każdy, kto szedł na badanie, był mimowolnym świadkiem całego zdarzenia, nie wiedząc, ze bójka jest częścią eksperymentu. W gabinecie pokazywano mu 25 zdjęć portretowych, wśród których znajdowała się fotografia osoby bitej kilka minut wcześniej na ulicy. Regułą było, że wszelkie najgorsze skojarzenia i antypatie dotyczyły właśnie maltretowanej ofiary.
 
Być może tym tłumaczyć wielki sukces, jaki w 1986 r. odniosła piosenka austriackiego piosenkarza rockowego Falco "Jeanny". Śpiewał on w tonie pochwalnym o tym, jak uwiódł, zgwałcił, a następnie zamordował dziewiętnastoletnią dziewczynę. Przez wiele tygodni piosenka była puszczana w niemieckojęzycznych rozgłośniach radiowych średnio 71 razy w tygodniu, a płyta z jej nagraniem sprzedała się w nakładzie siedmiu milionów egzemplarzy. Falco stał się idolem.
 
 
strona: 1 2
グッチバッグコピー グッチ財布コピー