DRUKUJ
 
Paweł Wieczorek
Problem ludzkiej duszy
materiał własny
 


 
 W świadomości pewnych osób utarło się mniemanie, że pojęcie duszy ludzkiej straciło jakąkolwiek moc wyjaśniającą ze względu na swoją ogólność i niejasność. Koncepcję duszy ruguje się z rozważań o człowieku poprzez zauważenie, że z punktu widzenia współczesnej nauki człowieka konstytuują co najwyżej dwa pierwiastki: psyche i soma. W związku z powyższym warto się zastanowić, czy pomijanie duszy przy całościowym opisie człowieka nie przypomina wylewania dziecka z kąpielą.
 
Wszystkie akty ludzkie takie jak myślenie, doświadczanie emocji, trawienie czy oddychanie posiadają wspólny mianownik w postaci jaźni. Jest ona kanwą, albo mówiąc bardziej formalnie podmiotem wszystkich działań człowieka. Gdy mówię o sobie, że czytam, odczuwam, trawię czy śpiewam, to mam świadomość, że moja jaźń jest obecna we wszystkich tych czynnościach. W języku filozoficznym mówi się, że jaźń jest immanentna we wszystkich swoich aktach. Są one bowiem zmienne i domagają się istnienia fundamentu, który byłby ich źródłem i przyczyną.
 
Dzięki jaźni możliwe jest poczucie tożsamości i jedności doświadczenia wewnętrznego. Z kolei trwałość jaźni usprawiedliwia definiowanie jej jako duchowej substancji, co też czyni filozofia perypatetyczno – tomistyczna.
 
Zwróćmy uwagę, że nasze ‘ja’ nie jest tożsame z żadnym ze swoich aktów. Gdy wypowiadam zdanie „ja mówię” to nie informuję tym samym otoczenia, że ja jestem mówieniem. Poza tym istnienie mojej jaźni jest pierwotne w stosunku do jej istoty. Co do własnego istnienia nie mogę się bowiem mylić. Zwrócił na to uwagę już św. Augustyn. Pewne jest, że istnieję, natomiast wiedzę co do swojej natury zdobywam na drodze kontaktu z rzeczywistością. Moje ja przekracza albo transcenduje wypływające z niego akty.
 
Można zatem powiedzieć, że nasza jaźń jest jednocześnie immanentna i transcendentna w stosunku do swoich czynności. Mówiąc bardziej potocznym językiem jestem czymś więcej niż sumą swoich cech. Wszystkie one są moje, ale nie są mną.
Różnica pomiędzy mną a moim myśleniem, czuciem, oddychaniem jest taka jak pomiędzy substancją a przypadłościami: podczas gdy substancja pozostaje ta sama, przypadłości się zmieniają. Właśnie dlatego psychologia nie wyjaśnia do końca fenomenu człowieka. Jej przedmiotem jest bowiem analiza przebiegu procesów psychicznych, a nie ich konieczne substancjalne podłoże.
 
Fakt posiadania przez człowieka wolnej woli jest kolejnym argumentem na rzecz istnienia w nim sfery duchowej. Nie jest to jednak pogląd powszechnie akceptowany. Zasada przyczynowości jako ważny postulat metodologiczny nauk przyrodniczych jest przez współczesnego człowieka rozciągany na całą rzeczywistość i owocuje przekonaniem, że jesteśmy zdeterminowani w swoich wyborach. W uzasadnieniu dowodzi się, że skoro każde zdarzenie ma swoją przyczynę, to dowolny akt woli nie jest tu wyjątkiem. W rzeczywistości muszę robić, to co robię, a moje wewnętrzne przekonanie o byciu wolnym jest czystym złudzeniem.
 
W odpowiedzi na powyższą argumentację należy podkreślić, że nasze wewnętrzne doświadczenie wolności bynajmniej nie jest mglistym przeczuciem.
Gdy stoję przed wyborem: zjeść ciastko albo cukierka to towarzyszy mi jednocześnie przekonanie, że moja ewentualna decyzja nie ma w sobie nic z przymusu. Jestem zarazem mocno utwierdzony w tym przekonaniu.
 
Nauka opracowuje jedynie modele rzeczywistości, a tym samym tylko ją przybliża. Jeśli ktoś powołuje się na naukę przy negowaniu wszelkiej wolności, to równie dobrze mógłby powiedzieć za Heglem, że gdy fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów.
 
Wiele nieporozumień w dyskusjach na temat duszy wynika z błędnego wyobrażania jej sobie jako niezależnej od ciała. Zakłada się skrajny dualizm psycho-fizyczny. To stanowisko ma długą tradycję w historii filozofii. Między innymi Platon utrzymywał, że status człowieka posiada wyłącznie wieczna i niezniszczalna dusza, uwięziona tymczasowo w ciele. Prawdziwe życie zacznie się dla niej z chwilą, gdy się z niego wyzwoli.
 
Tymczasem człowiek jest jednością cielesno – duchową. Platońska antropologia uwzględnia wprawdzie transcendencję duszy w stosunku do ciała, nie bierze jednak pod uwagę jej obecności we wszystkich ludzkich aktach. Jest tym samym błędna, jako że przeczy oczywistym faktom.
 
Coraz częściej można się dziś spotkać z próbami unifikowania ludzi i zwierząt. Dowodzi się, że nie istnieje żaden skok metafizyczny pomiędzy tymi dwoma światami. Autorami tych rozważań są często filozofujący przyrodnicy, którym wszechstronna wiedza przesłania nierzadko prosty fakt, że jednak człowiek, a nie szympans wymyślił mechanikę kwantową.
 
Pobieżna obserwacja efektów ludzkiego bytowania na Ziemi wystarczy, by się przekonać, że jesteśmy jednak wyjątkowi w świecie przyrody. Wyróżnia nas chociażby to, że nasza aktywność nie zamyka się w staraniach o zachowanie życia, czy przedłużenie trwania gatunku. Ponadto ważnym wyznacznikiem swoistości bytu ludzkiego jest skłonność do refleksji nad sensem własnej egzystencji, wynikająca ze zdolności do całościowego ujmowania rzeczywistości.
 
Ma zatem rację Barbara Skarga pisząc w swojej książce, że „człowiek to nie jest piękne zwierzę”. Gdy się już dojdzie do takiego wniosku, można sobie wówczas zadać kolejne pytanie: Co albo raczej Kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy?
 
Paweł Wieczorek
 

Bibliografia:
Wprowadzenie do filozofii, praca zbiorowa pod redakcją M. A. Krąpca, Wydawnictwo KUL, Lublin 2003.