DRUKUJ
 
Tomasz Budzyński, Urszula Jagiełło
Z ciemności do światła
Ruah
 


CIEMNOŚĆ
 
Wspominałeś, że Luna to płyta o śmierci. Ale o jakiej śmierci mówisz? Czy to śmierć ciała, czy raczej takie „codzienne umieranie”, cierpienie?
 
Śpiewam o umieraniu duszy, czyli o najgorszej śmierci.
 
O grzechu?
 
Nie. O umieraniu duszy, o cierpieniu duchowym. To nawet nie chodzi o ciało. Wiadomo cierpienia ciała dotykają każdego. Ale nie ma nic gorszego niż cierpienie duszy i śmierć duszy. Śmierć duszy to jest śmierć całego bytu. Jak ona umiera to już nie ma człowieka. Ciało może umrzeć, a człowiek jest. Natomiast „Luna” mówi o najgorszym rodzaju cierpienia, o umieraniu duszy ludzkiej. Ta płyta nie jest łatwa. Ja uważam, że nie powinny jej słuchać młode osoby. Powinien być na niej napis, że lepiej, aby nie słuchała jej młodzież.
 
Dozwolone od lat...
 
Tak od 30.
 
To ja nie powinnam jej była słuchać.
 
Może nie powinnaś. To płyta o duchowej ciemności i może się wydawać, że ta ciemność nie daje żadnej nadziei. Ale daje! Jest taki moment przełamania w utworze „Wiosna na wygnaniu”, gdzie sięga się już dna. Na końcu Gero zaczyna nucić przy słowach „Ciche braterstwo, wędrówka dusz”, a to śpiewanie przechodzi w solówkę Lizy i nagle się robi bardzo jasno.
 
„Luna” to koncept album. Ja porównuję ją do podróży nocnym pociągiem, gdzieś, nie wiadomo gdzie... Niektórzy mówią, że moja podróż jest podobna do tej z „Jądra ciemności” J. Conrada. To porównanie mi się bardzo podoba. Bo „Luna” jest jakby podróżą do własnego „jądra ciemności”. W mojej wyobraźni to podróż pociągiem, którym jedzie się w nocy, zatrzymuje się na stacjach, czyli etapach życia. I generalnie opisany jest ból i cierpienie, ale w utworze „Wiosna na wygnaniu” wreszcie nastaje świt. Noc nie jest bez końca, ma swój kres. Istnieje zmartwychwstanie, jest świt. Głos Gero to jest jutrzenka. Potem jest utwór „Poza tym światem”, w którym padają słowa: „I love you, i need you”, a na sam koniec przychodzi piosenka „Dom”. Bohater wrócił do domu i okazuje się, że ten człowiek w końcu odnalazło czego szukał. Tym domem jest królestwo Boga. Mieszkanie, które On nam przygotował od wieków w Niebie, dom, o którym wszyscy w rzeczywistości marzą. I to jest to! Natomiast wcześniej jest ciężka przeprawa, aż do jądra ciemności dosłownie. Na przykład w utworze „Tren”, gdzie śpiewam słowa proroka Jeremiasza, który wręcz mówi do Boga, że lepiej by było, gdyby się w ogóle nie urodził.
 
Bardzo ostre słowa...
 
To są dla mnie jedne z najmocniejszych słów w Biblii. Są bardzo egzystencjalne i życiowe. Każdy z nas doświadcza momentu, kiedy wydaje mu się, że już dalej nie wytrzyma, że już ma dość wszystkiego. I ten prorok właśnie to mówi: „Dosyć, nie chcę już mówić, prorokować. Po co się w to wszystko wplątałem... Po co się w ogóle urodziłem?”. Ale śpiewa też, że nie może inaczej, że od wewnątrz trawi go jakby ogień. A jest to mistyczny, czarny ogień, o którym pisze św. Jan od Krzyża. Jeremiasz na końcu tej pieśni mówi, że Bóg mu pomaga, że jest u jego boku i w jego sercu. Myślę, że to jest sytuacja życiowa, która czeka każdego. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś poważne traktuje chrześcijaństwo i rozwój duchowy, to go czeka takie doświadczenie i musi przejść przez moment całkowitej ciemności. Chrystus też musiał przez to przejść.
 
To był moment modlitwy w Ogrójcu, czy kuszenie na pustyni?
 
Właściwie Chrystus miał nawet parę takich momentów. Na pustyni, w Ogrójcu i na krzyżu. Najgorsze było na krzyżu, kiedy Chrystus mógł wyrzec się wszystkiego, mógł zejść z krzyża. Mówił: „Boże czemuś mnie opuścił”, bo musiał się tak czuć naprawdę. Chrystus musiał być w pełni człowiekiem, jeżeli miał wziąć nasze grzechy. Musiał być taki jak my i musiał doświadczyć, że nie ma Boga. Musiał, żeby w pełni współczuć człowiekowi. Jeśli Chrystus byłby tylko „supermanem”, to co ja mam do Niego? Ale On był w pełni człowiekiem, takim jak ja. Bolało go, miał znaki zapytania, nie wiedział co robić i w końcu powiedział: „Dlaczegoś mnie opuścił?”. To był dla Chrystusa moment całkowitej ciemności.
Ale to nie jest tak, że Boga nie ma. Bóg jest, tylko człowiek myśli, czuje, że Go nie ma. To wtedy jest ta największa próba wiary. Wielki mistyk i wielki święty, św. Jan od Krzyża mówi, że właśnie wtedy Bóg jest najbliżej człowieka, a ta ciemność to jest światło, tylko oczy duszy jej nie widzą, bo są kompletnie oślepione. To jest paradoks, w którym słowa nie mogą tego stanu wyrazić inaczej, jak ciemność albo nicość. Normalny język jest zbyt ubogi, tu najlepsza jest poezja.
 
Noc ciemna była całkowitym uwolnieniem dla duszy.
 
Tak...
 
Więc to umieranie duszy to nie jest grzech, coś zawinionego przez nas?
 
Dusza czuje się, jakby umierała w ciemności, w której jest, ale ta dusza nie umarła, Bogu dzięki. Ona odnalazła światło. Ciemność paradoksalnie prowadzi tu do prawdziwego światła. Jeśli ktoś jest na serio człowiekiem duchowym, to musi być przygotowanym na takie doświadczenie. Tak jak rycerz ma doświadczenie w walce, odnosi rany i ma blizny, ale to go hartuje. Ta płyta jest o przejściu przez jądro ciemności. W opowiadaniu Conrada bohater dopływa w końcu do Kurza, znajduje go w tej dżungli i poznaje człowieka, który chciał sobie tworzyć na ziemi królestwo niebieskie, poza wszelką moralnością.
 
Z tego, co pamiętam to nie wyszło dobrze...
 
Właśnie bardzo źle wyszło, ponieważ bez Boga nie można tego zrobić. Kurtz u Conrada i w filmie Coppoli chciał stworzyć na ziemi raj, ale bez Boga. Skończyło się szaleństwem i strachem. Kurtz mówi takie bardzo ciekawe zdanie: „Nie ma bardziej odrażającej istoty, od człowieka, który ucieka przed swoim demonem”, bo to, że się spotka swojego demona, to rzecz nieuchronna. Cała moja płyta mówi o tym, że należy podjąć walkę z tym demonem, i że nie ma dokąd uciec. Nie można uciec, bo uciec nie ma dokąd... Trzeba stanąć do walki. O tym jest utwór „Umieraj”.
 
Czy to, o czym śpiewasz, nie odstraszy ludzi, którzy dopiero zaczynają drogę z Bogiem?
 
Oni nie powinni słuchać tej płyty! Uważam, że to nie jest płyta dla wszystkich i mam duże obawy przed tym, żeby nie być zrozumianym opacznie. Tylko, że jeśli człowiek ma być szczery jako artysta, to nie może pewnych rzeczy nie powiedzieć. Muszę się więc liczyć z ewentualnym opacznym zrozumieniem. Modlę się do Boga, żeby tak nie było. Na „Lunie” jest smutek. Ale ja nie chcę nikogo dołować. Jestem tylko „głosem” ludzi, którzy w ten sposób czują. Natomiast ci ludzie, którzy dopiero zaczynają, mają zupełnie inne przeżycia. I to jest bardzo fajne. Ja też tak miałem!
 

 
strona: 1 2 3 4 5
グッチバッグコピー グッチ財布コピー