KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
Ks. Bp Stanisław Stefanek
Blisko Chrystusa, blisko człowieka
Msza Święta
 


O kapłaństwie z Ks. Bpem Stanisławem Stefankiem SChr w roku 50-lecia jego kapłańskich święceń rozmawia ks. Jan Hadalski SChr.
 
 W lipcowy poranek mych święceń
dla innych szary zapewne –
jakaś moc przeogromna
z nagła poczęła się we mnie…
Tak ks. Jan Twardowski, wspominał dzień swoich święceń kapłańskich. A jak Ksiądz Biskup przywołuje dzień 28 czerwca 1959 roku? Co Ksiądz Biskup wtedy czuł, jak widział swoją przyszłość?
 
Ks. Jan Twardowski w swojej poetyckiej refleksji sięgnął wprost faktu sakramentalności posługi kapłańskiej. Kapłaństwo jest sakramentem, czyli rzeczywistością, która mocą Chrystusa ogarnia całą osobę, całą aktywność człowieka. Kościół opiera się na Chrystusie powołującym swoje sługi – kapłanów, oni zaś w Jego Osobie publicznie sprawują Eucharystię.
 
Początki mojego kapłaństwa społecznie były trochę skomplikowane, bo święcenia otrzymałem o rok wcześniej, niż było to planowane. Decyzja o moich wcześniejszych święceniach zapadła na dwa tygodnie przed diakonatem i kapłaństwem. Stąd tego społecznego zamieszania było trochę więcej niż przeciętnie. Takie przyspieszenie było spowodowane powołaniem mnie do wojska. Była to pierwsza „branka” kleryków do wojska – w 1959 roku – która okazała się niemałym zaskoczeniem. Byłem najmłodszy na kursie. Koledzy normalnie szli do diakonatu i do święceń kapłańskich, a ja miałem pójść do wojska. Trzeba było decydować: albo z Brewiarzem do wojska na dwa lata, albo przyspieszone święcenia kapłańskie. Wybrano to drugie rozwiązanie. Muszę przyznać, że to trochę mi przeszkadzało, bo wszystko działo się zaledwie w ciągu kilku dni. Karta wcielenia, wezwanie na komisję wojskową, w środę diakonat, w piątek komisja, w sobotę przygotowanie do święceń kapłańskich, w niedzielę przyjęcie kapłaństwa – ten zewnętrzny, trochę nienormalny wymiar trochę mi przeszkadzał.
 
Jaki był wtedy ratunek, co pozwoliło mi się skupić, wyciszyć? Po pierwsze – zakonnik szykuje się do święceń kapłańskich w momencie, kiedy podejmuje ostateczną decyzję o ślubach wieczystych. Właśnie śluby wieczyste, dozgonne to jest ten moment ostatecznego wpisania swojej woli, swojego serca we wspólnotę zakonną, a przez to w Kościół. Ja byłem już po ślubach wieczystych. I tak prawdę mówiąc, po ślubach wieczystych święcenia pół roku w jedną czy pół roku w drugą stronę – to nie jest aż takie ważne. Zatem patrząc od tej strony, przyspieszone święcenia kapłańskie mnie nie zaskoczyły, już wcześniej podjąłem decyzję. A po drugie – w tym czasie miałem bardzo dobrych ojców duchownych: ks. Tadeusza Myszczyńskiego i ks. Władysława Gowina. On właśnie przewidział wszystko i zanim cokolwiek zaczęło się dziać, szczegółowo mnie do tego przygotował od strony duchowej, liturgicznej, a potem i od strony duszpasterstwa praktycznego. Byłem więc mądrze przeprowadzony przez to całe zawirowanie społeczne. Może właśnie dlatego tak dobrze pamiętam datę i moment w Katedrze Poznańskiej, kiedy razem z diakonami archidiecezji poznańskiej upadłem twarzą na posadzkę, żeby modlić się w czasie Litanii do Wszystkich Świętych, bo dopiero wtedy do końca uświadomiłem sobie, że za chwilę stanę się kapłanem.
 
Dzisiaj wiele mówi się o kapłaństwie, także o trudach tej posługi i kapłańskiego życia. Co z perspektywy 50 lat kapłańskiej posługi, ubogaconej jeszcze sakrą biskupią, widzi Ksiądz Biskup jako najtrudniejsze w kapłaństwie?
 
Należę do pokolenia nastawionego na aktywność, pokolenia bardziej akcyjnego niż kontemplacyjnego. A przy aktywności zazwyczaj widoczne są owoce, skutki. Kapłaństwo jest aktywnością na takim terenie, gdzie statystyka sukcesu nie jest taka oczywista. Bywa, że latami trzeba czekać – albo nigdy się nie doczekać – na skutki swojej działalności. Nie mówię o jakichś zewnętrznych skutkach, przejawiających się w tym, ilu ludzi było w kościele, czy mówili mi „dziękuję”, czy otrzymałem kartki na imieniny. Chodzi raczej o świadomość wewnętrznej przemiany człowieka, którego jako kapłan prowadzę przez sakramenty święte ku Chrystusowi. I to jest najtrudniejsze! Tu w każdym kapłanie musi funkcjonować wymiar nadprzyrodzony, ksiądz musi zdawać sobie sprawę z nadprzyrodzonego ukierunkowania każdego jego zamysłu. Dopiero wtedy w sercu kapłana panuje pokój, kiedy zda sobie sprawę i pamięta, że to Chrystus działa przez jego posługę. Ale z drugiej strony ta myśl stanowi dla księdza swego rodzaju doping do podejmowania jeszcze większego trudu. Bo przecież chodzi o to, żeby poprzez swoją kapłańską aktywność otwierać na Chrystusa serce drugiego człowieka. Kapłan go nie uświęca! Uświęca go Chrystus, a kapłan jako sługa pomaga mu otworzyć serce. W kategoriach tej pedagogiki sakramentalnej ksiądz najlepiej się realizuje, spełnia, wypowiada. Ale żeby sobie to uświadomił, rzeczywiście potrzeba nieustannego patrzenia w głębię swojej kapłańskiej posługi. Jeśli tylko statystycznie zacznie obliczać swoje sukcesy, może dojść do rozmaitych rozczarowań.
 
 
strona: 1 2 3
グッチバッグコピー グッチ財布コピー