DRUKUJ
 
Homilia na niedzielę
 


 

XIV Niedziela Zwykła, rok A
5 lipca 2020 r.
 
Iz 55,10–11; Rz 8,18–23; Mt 13,1-23


Jezus przybliżając prawdę o królestwie niebieskim odwołuje się do codziennych spraw wziętych z życia ludzkiego, które wszyscy słuchacze znają i rozumieją. W ten sposób pokazuje, że nie ma przepaści między tym, co ziemskie, a tym, co niebieskie. Wręcz przeciwnie, niebo i ziemia odwołują się do siebie nawzajem. Ziemia i to co jest z nią związane jest stworzone po to, aby kiedyś ostatecznie powróciło do domu, do Ojca w niebie, a niebo już teraz rzuca swój mocny snop światła na ziemię. Czyli królestwo niebieskie jest pośród ziemskich doświadczeń.

Jezus mówiąc w przypowieściach i odwołując się do obrazów wziętych z życia ludzkiego o królestwie niebieskim, nie ma zamiaru wyczerpująco ukazywać prawdy, czym ostatecznie to królestwo niebieskie jest. Obraz użyty w przypowieściach ma jedynie na tą rzeczywistość wskazywać i nadać odpowiedni kierunek. Jezus strzeże „tajemnicy” królestwa, jego niewypowiedzianego i niepojętego charakteru. Miłość Boża, która w całości jest związana z ujawnieniem, czym jest królestwo niebieskie, przerasta nasze ludzkie zrozumienie.

Pewnie to obrazowe i czytelne mówienie w przypowieściach powodowało, że Jezus miał zawsze liczne grono słuchaczy, tak jak w dzisiejszej scenie ewangelicznej. Chciano z Jego ust usłyszeć choćby kilka słów, by napełnić nimi swoje umysły i serca oraz by przy ich pomocy rozwiązać trudne problemy swojego życia.

Sposób przepowiadania w przypowieściach zmuszał słuchaczy do podjęcia decyzji, do zajęcia jakiegoś konkretnego stanowiska. W ten sposób słuchacz mógł zostać wyrywany z letargu i z niepotrzebnego zastoju.

Najczęściej słuchając tej przypowieści z dzisiejszej Ewangelii sami zastanawiamy się, jaką glebą, terenem dla ziarna, czyli Słowa Bożego jesteśmy?

A Jezus najpierw próbuje słuchaczy skoncentrować na postaci siewcy. Jeśli nie rozpoznamy siewcy, to i nie zrozumiemy przypowieści i nie będziemy potrafili zdać sobie sprawy ze swojego stanu duchowego.

Całą misję Jezusa można by przyrównać do postaci i czynów siewcy z tej przypowieści. To jest Boże szaleństwo, rozrzutność miłości. Bóg jest odwiecznym siewcą. Nie robi nic innego, wciąż sieje. Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie nie padłoby Jego ziarno. Ziarno Boże pada na całą ziemię, podobnie jak pozwala On, aby Jego słońce świeciło tak nad złymi, jak nad dobrymi.

Jezus odwołując się do tego obrazu podkreśla, że On przyszedł na ziemię by siać słowo, dobro, miłość. Jezus w tym momencie jest Panem zasiewu, a nie zbiorów. Jezus wie, że wielką wagę ma sianie, a nie patrzenie w przyszłość i widzenie ostatecznych zbiorów.

To jest całkiem inne postawa od naszej postawy życiowej. My sobie nie pozwalamy by nasze siły, słowo, naszą zainwestowaną miłość marnować, by nie widzieć już w punkcie wyjścia choć drobnego sukcesu. Nasze ludzkie kalkulacje są zdecydowanie inne. Nie lubimy, kiedy nasze wysiłki mają skromny wynik lub nawet żadnego dobra z tych wysiłków nie widać. Nie zgadzamy się by coś z naszego życia poszło na marne.

Dla Jezusa, jako siewcy ważne jest dostrzeżenie potrzeb i możliwości, a nie gotowych rezultatów.

Przecież my sami nie jesteśmy w stanie ocenić, czy „ziemia”, na którą „siejemy” dobro i miłość jest odpowiednio przygotowana i jakie warunki czy okoliczności będą sprzyjające do dobrego wzrostu.

Co więcej życie pokazuje nam, że wolność od nastawienia na sukces daje nam więcej pokoju. To ona sprawia, że nie przerażamy się niepowodzeniami, tylko zaczynamy od nowa siać, nawet zaraz po doświadczeniu porażki.
A jakże często „porażki” stają się po czasie jasno rozumianym doświadczeniem błogosławieństwa, które wcześniej było niewidoczne i całkowicie niezrozumiałe. Tylko zdecydowane nastawienie na sianie dobra powoduje, że możemy odczuwać wypełnienie swojej życiowej misji.

Siejąc od samego początku dobro i miłość w radości nawet na „ziemię skalistą”, „drogę”, „między ciernie”, możemy być spokojni, że zrobiliśmy to, co do nas należało. To zasiew powinien dawać pocieszenie i radość.

Kolejną ważną rzeczą, jaką nas uczy Jezus w tej przypowieści, to jest zwrócenie uwagi, że oprócz bycia siewcą mam być też ziemią. Bóg sieje ziarno na każdej glebie, obojętnie, czy jest ona odpowiednia, czy nie. Jeśli nie przyniesie plonu, to nie jest wina ziarna, ale gleby. Jeżeli jesteśmy oziębli, jeśli nie ma w nas więcej miłości, to nie wina Boga, lecz nasza. Bóg sieje swoje ziarno dzisiaj i jutro, i pojutrze. Chodzi o to, czy je przyjmiemy. No i od tego ostatecznie zależy, czy będziemy dobrymi siewcami.
 
Leszek Skaliński SDS
 
_______________________________________________________________________________________
Propozycje kazań można wysyłać na adres: redakcja@katolik.pl
 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー