Chanel Santini KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
Homilia na niedzielę
 


 

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, rok A
5 kwietnia 2020 r.
 
 Mt 21,1-11; Iz 50,4-7; Flp 2,6-11; Mt 26,14-27,66
______________________________________________


Rzeczywiście, On był Synem Bożym
 
Jak żołnierz zaczyna dzień? Zaczyna od „zaprawy”, ubiera mundur i jest gotowy wypełniać rozkazy. Ten dzień, dla dowódcy, którego imienia nie znamy, wydawał się być kolejnym w służbie Imperium. Centurionem (po polsku setnik) mógł zostać jedynie doświadczony żołnierz, zaprawiony w walce, który doświadczył pierwszej linii frontu, szerzył chwałę Cesarstwa Rzymskiego, zabijał i widział wielu zabitych. Był twardy i cieszył się autorytetem wśród swoich żołnierzy. Czasami był wybierany przez samych żołnierzy. Setnik jako dowódca oddziału kilkunastu żołnierzy miał dopilnować wykonanie egzekucji na Jezusie z Nazaretu. Ponieważ proces więźnia wzbudził wiele emocji, wydawało się, że pracy będzie nieco więcej, duży tłum podzielony w sowich poglądach, tłok, ochrona skazańca… Setnik jako dowódca oddziału z konieczności był bardzo blisko wydarzeń na Kalwarii. Był człowiekiem „z zewnątrz” tej religii i tego procesu. Musiał jednak patrzeć na Jezusa od samego rana; na drodze krzyżowej, podczas przybijania do krzyża, podczas trzech godzin agonii, widział i słyszał, co mówił Jezus. Doświadczył z innymi dziwnego zaćmienia słońca i trzęsienia ziemi, o którym wspomina opowiadanie o męce według Ewangelii św. Mateusza. Wreszcie po wszystkim, po śmierci Jezusa, przelękniony, wypowiedział w imieniu wszystkich, którzy pilnowali Jezusa - niezwykłe słowa: „Rzeczywiście, On był Synem Bożym” (Mt 27, 54).

Setnik jako żołnierz, rzymianin i niezwiązany z religią żydowską mówi do mnie i dziś: stań bliżej Niego i popatrz… On - Jezus - jest Inny, inaczej cierpiał i umierał – nie tak jak każdy. Dziwne, nie patrzył na mnie jak na kata... Kiedy On umierał we mnie rodziło się coś nowego i niepojętego. Jakbym zawsze na to czekał.

Św. Piotr napisał w swoim liście: „Chrystus… cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie” (1P 2,21-23). Tak więc to „jak” Jezus przeżywał ostatnie godziny życia ma wielki sens dla mnie. Mam iść Jego śladami, wkładać swoje stopy w Jego… nie złorzeczyć, nie grozić w cierpieniu, oddawać się Bogu jak On – to tajemnica chrześcijaństwa i tajemnica przemiany świata. Chrześcijaństwo to Chrystus! Dopóki Go nie poznam zdaje się, że będę się rozbijaj jedynie o grzechy i błędy tych, którzy nazywają się chrześcijanami, ale nie bardzo chcą Go poznać i żyć Jego Mocą. Dopóki „nie spróbuję” chociażby poznać Go z kart najważniejszego świadectwa jakim są cztery Ewangelie i pozostałe księgi Nowego Testamentu – czy wolno mi krytykować, sprowadzać do swoich lub wyuczonych teorii osobę i owoce życia Jezusa Chrystusa? Czy mam prawo utożsamiać Chrystusa ze złymi ludzkimi postawami i ostatecznie posądzić samego Chrystusa o nieskuteczność? Odpowiedź jest prosta – mogę tak czynić! Tylko czy to jest uczciwe. To tak jakbyśmy chcieli dyskutować o słynnej powieści – nie przeczytawszy jej. Mało to rozsądne. A jeśli „uda się” nam żyć Jego słowami, nakarmić się Jego obecnością, wejść w Komunię przez przyjecie Jego Ciała czyż wtedy możemy powiedzieć, że On się pomylił, był pomylony, był oszustem, że jest tylko jednym z wielu? Biblia na wszelki sposób mówi: Bóg nie jest jednym z wielu, jest Jedyny (np.: Pwt 6,4; Ne 9,6; Mk 12,29; 1 Kor 8,4) i posłał na świat Syna Jedynego, Jednorodzonego, nie aby sądzić świat, ale aby świat zbawić – czyli ocalić. (J 3,16nn). Św. Paweł napisał, że „najważniejsza jest miłość”. Ta Miłość – sam Bóg – jest cierpliwa, bo ma do dyspozycja cały czas i wieczność. Wszystko przetrzyma (por. 1 Kor 13). Czeka, abym podszedł bliżej, abym odpowiedział. Miłość Chrystusa nie jest słaba, jest potężna. Tylko Najwyższy, Jedyny, może pozwolić sobie na taką słabość jaką okazał w ostatnich godzinach Jezus. Tylko Bóg może być taki prostoty jak okazuje się w Eucharystii. Może sobie na to pozwolić, bo nic nie traci, choć cierpi – z powodu odrzuconej mojej miłości…

Wielki Tydzień czyli ostatni w życiu Jezusa na tym świecie. Będzie „wielki” jeśli wejdę z Jezusem do Wieczernika i dam sobie umyć nogi. Pójdę z Nim do ogrodu Getsemani i będę patrzył jak się modli… a potem więzienie, przesłuchanie, droga krzyżowa, słowa z krzyża, odejście… cisza wielkiej soboty – oczekiwanie i radość ponownego spotkania. Tak, chce znowu wejść do ogrodu Getsemani, przejść z Nim całą Paschę, aby znowu spotkać Go jak Maria Magdalena w poranek wielkanocny. Czas ponownego odkrycia ogrodu, w którym rozkwita na nowo Jego i moje życie. Czyż nie jest to ogród sławiony przez Pieśń nad Pieśniami gdzie oblubieniec i oblubienica tworzą jedność: oblubienica - człowiek, Kościół, wspólnota nowego ludu śpiewa: „Powstań wietrze północny, nadleć wietrze z południa, wiej poprzez mój ogród, niech popłyną jego wonności! Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce” (Pnp 4,16). Owoce jedności oblubieńca i oblubienicy roznoszone są poprzez wiatr, są dla wszystkich, całego świata, ale najlepsze dla oblubieńca. Chodzi o to, aby ostatecznie powiedzieć coś więcej niż setnik: On nie tylko BYŁ ale JEST Synem Bożym!
 
Andrzej Prugar OFMConv
 
_______________________________________________________________________________________
Propozycje kazań można wysyłać na adres: redakcja@katolik.pl