DRUKUJ
 
o. Michał Zioło OCSO
O nudzie w życiu duchowym
Miesięcznik W drodze
 


Pragnienie życia z Bogiem

Przypatrzmy się sobie. Jesteśmy wypełnieni po brzegi pragnieniem i oskarżeniem. Spotkanie Boga obudziło w nas prawdziwy apetyt na życie z Nim składające się - według nas - z radosnych spotkań, pożywnych dla ducha modlitw, nieprzerwanego dialogu z naszym Ojcem. Pragnieniu życia z Bogiem towarzyszy myśl, że zanurzenie w Nim będzie miało także widzialne owoce w naszym życiu - przede wszystkim każdy dzień będzie nowy, spojrzenie moje świeże, kontakty z bliźnimi przynajmniej poprawne, moja egzystencja zostanie wyzwolona z buntu, rozpaczy, a kiedy mimo wszystko zostaniemy zaatakowani przez nudę lub oschłość, będziemy zdolni widzieć w tych stanach głęboki sens i pedagogiczny cel. Spotkanie z Bogiem budzi w nas pragnienie wielkiej świętości, oddania się jeszcze pełniejszego - aż do głębokości naszego ducha. Święta Teresa z Lisieux kilka tygodni po wstąpieniu do Karmelu pisała do swojego ojca: "Będę się starała zaszczyt Ci przynieść, stając się wielką świętą" (list do Pana Martin z 31 lipca 1888 roku).

Jesteśmy pełni także oskarżenia

Rozbudzone pragnienie Boga domaga się zaspokojenia, a nasze wysiłki zdają się nam marne, połowiczne, widzimy doskonale nasze lenistwo i letniość, nasze rozprawianie o modlitwie zamiast modlitwy, nasze "czynienie się ważnym" w przekazywaniu innym naszego duchowego doświadczenia, naszą pychę, kiedy wiemy z pewnością, co dla innych jest dobre. Potem z przyjemnością słuchamy niezliczonych łatwych pocieszeń albo ciężkich oskarżeń - skutek jest jednak ten sam: bezruch spowodowany brakiem sił. Właśnie - brakiem sił.
 
Często bowiem mylnie sądzimy, że skoro nasze pragnienie Boga w nas jest tak wielkie, to zapewne musiał On złożyć w nas także ogromne siły potrzebne do osiągnięcia zjednoczenia z Nim. Marnujemy wiele czasu na rozważania w stylu: gdzie tkwi błąd w sztuce, w jaki sposób mogę znaleźć metodę pozwalającą te ogromne siły uruchomić lub w którym punkcie źle stosuję cudowną metodę na zjednoczenie z Bogiem. Moje życie duchowe składa się prawie z samego niezadowolenia, przetykanego od czasu do czasu jaśniejszymi promieniami drobnych duchowych satysfakcji, poruszeń ducha, jasności widzenia spraw w moim życiu etc.

Jak się okazuje, są to chwile, momenty, czasami dni, ale to wszystko. Przychodzi nam wrócić do stanu oschłości, zawieszenia, nudy, monotonii życia. Radzić komuś jest oczywiście stokrotnie łatwiej niż samemu żyć tak, jak się drugiemu radzi. 

Musimy więc nabrać choć trochę dystansu do samej porady i tego, kto jej udziela. Przypatrzmy się teraz naszemu wzajemnemu pocieszaniu się. Wszystko to, co słyszymy z ust przyjaciela, duchowego przewodnika, przypadkiem spotkanego na rekolekcjach człowieka, słyszeliśmy już dawno. Pociechy te można z grubsza podzielić na dwie grupy: te, które omawiają nasz stosunek do Pana Boga: modlitwa, czytanie duchowe, miłość bliźniego, i te, które zagłębiają się w stosunek Boga do nas: nieobecność Boga, Jego przyjście, znaki mające świadczyć o Jego miłości do nas.

Mamy wiedzę

Sam fakt, że umiemy dokończyć rozpoczęte przez kogoś zdanie-pocieszenie, świadczy o naszym skrzętnym szukaniu pomocy przy każdym zatrważającym nas stanie duszy, o dogłębnej jednak wiedzy z dziedziny "życia duchowego" albo o naszych ukrytych tendencjach do analizowania wszystkiego z przesadną perfekcją i nadawania problemom nadmiernego znaczenia. Niezależnie od źródeł naszej wiedzy - jedno jest pewne - wcale nie przekłada się ona na konkretne a wyznaczone pocieszającą poradą działanie. Nie wypowiadamy najczęściej takiego brutalnego zdania podczas duchowych nasiadówek, ale mamy je prawie zawsze w zanadrzu: "To wiem, ale co dalej?!". Nie zadajemy go, gdyż znamy i potencjalną odpowiedź na nasze pytanie: "Należy tę wiedzę z głowy przenieść do serca" lub: "Należy się więcej modlić".

 
strona: 1 2 3 4 5 6
グッチバッグコピー グッチ財布コピー