DRUKUJ
 
o. Michał Zioło OCSO
O nudzie w życiu duchowym
Miesięcznik W drodze
 


Zobaczyć życie

Zobaczyć życie. Najlepszy sposób przeciw oschłości i nudzie. I to sposób niewymagający wielkiego wysiłku, niewymagający "opuszczania siebie", szukania na gwałt pociechy, porady, spotkania, podwojenia modlitw, tragicznego gestu przyciskania do twarzy złożonych błagalnie dłoni, zamykania się w domowej ciemni fotograficznej, żeby wreszcie przeczytać w całkowitym skupieniu fragment Pisma Świętego, ucieczki do kościoła, telefonu do znajomego księdza.

Zobaczyć życie. Ono ukazuje się nam chętnie w całej swojej okazałości. Nie tylko na zewnątrz mnie, ale i we mnie. Widzimy i odczuwamy jego prosty rytm: jest praca i wypoczynek, czas modlitwy i zajmowania się gośćmi. Dni następują po sobie, a my się starzejemy. Jest nie tylko światło, jest również mrok, są półcienie. Nie ma tylko mroku, jest także światło. Ludzie pędzą, gonią, popychają się w przejściu, ale też potrafią się wciąż jeszcze zatrzymać. Kupują wszystko za pieniądze, lecz wciąż jeszcze wiedzą, że nie wszystko uda się za nie kupić. Kpią z miłości, lecz wciąż jeszcze jej pragną.

Zobaczyć życie. To znaczy - jestem jednym z nich, moje życie znaczy nie więcej, ale też nie mniej niż życie któregoś z nich. Jestem podatny na zranienia, kruchy, mogę odejść z tego świata gwałtownie, tak, kiedyś umrę, ale życie toczyć się będzie dalej. Ogarnia mnie więc smutek. Czy trzeba "coś zrobić" z tym smutkiem, bo jestem chrześcijaninem, a to przecież inna wizja śmierci. Nie, nie trzeba nic robić z nim, on jest, i dobrze, że jest, jest moją częścią, jest w jakimś sensie także piękny, potrzebny.

Zobaczyć życie. Zobaczyłem nagle, że przecież czasami uśmiecham się do siebie. A jednak. Lubię proste potrawy, po prostu lubię. Są rzeczy, które robię w miarę dobrze, poprawnie - mówię sobie: "To dobrze, dzięki Bogu". Widzę również, że potrafię podziwiać innych ludzi i cieszyć się ich dobrem, odniesionym sukcesem. Nie tylko gadam, ale potrafię posłuchać kogoś z prawdziwym zainteresowaniem. Ktoś powie: "Popiera ksiądz duchowy minimalizm". To źle sformułowane oskarżenie - popieram realizm, popieram trwanie w ludzkim środowisku, w którym przyszło mi żyć, popieram zwykły ludzki trud i codzienność, "zwykłe" obowiązki człowieka, starając się zarazem przywrócić jak największą liczbę ludzi im samym. Czasami szybujemy zbyt wysoko. Brat nowicjusz, z którym już od dwóch lat dzielimy się słowem Bożym, zwrócił moją uwagę na pomijany przeze mnie prosty fakt w historii przemienienia Jezusa na Górze Tabor. Otóż św. Piotr zaproponował Jezusowi postawienie trzech namiotów. W tym odruchu Piotra zabrakło miejsca dla niego samego i dwóch pozostałych uczniów - jakby niechcący oddzielił Jezusa od siebie, swojej kondycji, swojej sfery, swojego życia, ogrzał się, co prawda, w blasku Proroków, "było mu dobrze", ale nie zrozumiał, że właśnie Mesjasz pragnie nie sfery "wyższej", kapliczki, zamknięcia i oddzielenia, ale dzielenia życia Piotra, bycia z Piotrem, bycia z jego nędzą, słabością, zwykłością. "On, który istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi", a zarazem jest to Bóg Mocny i Pan wszechświata.

Aby nie uciekać

Cóż więc wynika z tego gestu Jezusa, który zakazał mówić uczniom o przemienieniu aż do momentu zmartwychwstania, cóż wynika z tej sytuacji, że uczniowie nagle znaleźli się " z samym Jezusem"?

Posłużę się fragmentem rozważań Wilfrida Stinissena OCD z książeczki Imię Jezus jest w Tobie, by odpowiedzieć na to pytanie, pytanie absolutnie życiowe. Posłuchajmy:

Spośród wielu form ascezy asceza słabości jest najważniejsza. Jej odkrycie to punkt zwrotny w naszym życiu. Wszystko, co było przeszkodą, staje się wspomożeniem, wszystko, co kiedyś budziło zniechęcenie, staje się źródłem radości i ufności. W ten sposób unikamy najgroźniejszej z pokus: zniechęcenia, melancholii. Pewien człowiek, który spotkał rabbiego Jakuba Icchaka z Lublina, skarżył się, że trapią go nieczyste żądze i że popadł wskutek tego w melancholię. Rabbi Jakub odparł: "Przede wszystkim strzeż się melancholii, ona bowiem jest gorsza i bardziej zgubna niż grzech. Kiedy zły duch budzi w człowieku żądze, nie zamierza wpędzić go w grzech, lecz przez grzech w melancholię". Kiedy przez coraz głębsze spotkanie z Jezusem, w zaufaniu do Jego imienia, uczysz się we właściwy sposób spotykać ze swoją słabością, to zwątpienie ustępuje miejsca ufności, a przygnębienie przemienia się w radość. Wiesz przecież, że Bóg cieszy się, kiedy oddajesz Mu swoje grzechy. Tak oto uświadamiasz sobie, że nigdy nie będziesz miał Mu do dania nic innego, oprócz grzechów; swoich własnych i grzechów innych ludzi. I to dobrze. Nie musisz kupować sobie Bożej miłości pięknymi czynami. Jego miłość jest, zawsze była. Jeżeli On ciebie kocha, to nie dlatego, że jesteś dobry, ale dlatego, że to On jest dobry. To nie twoje cnoty ani sukcesy dają ci władzę nad Nim, ale twoje ubóstwo. Ubóstwo czyni cię wszechmocnym, pod warunkiem, że dobrowolnie przedstawiasz je Bogu. Moc, o którą prosisz Boga, nie jest mocą sprawiającą, że stajesz się silny. Ty raczej prosisz Go o siły do tego, aby być słaby, aby nie uciekać ani nie skrywać swej fundamentalnej słabości.
 
strona: 1 2 3 4 5 6
グッチバッグコピー グッチ財布コピー