DRUKUJ
 
o. Michał Zioło OCSO
O nudzie w życiu duchowym
Miesięcznik W drodze
 


Aby nie uciekać... Nie uciekać od siebie, od swoich bliskich, od życia po prostu, od swojego ludzkiego środowiska. Aby się spotkać ze swoją słabością, powiedzmy inaczej - ze swoją "zwykłością", udręczoną codziennym rytmem: dom, przedszkole, praca, dom, obiad, przedszkole, dzieci, dzieci... nie możemy od niej uciekać. W moje życie wpisana jest słabość - zwykłość, lecz wszystko, co było przeszkodą, może stać się wspomożeniem, wszystko, co kiedyś budziło zniechęcenie, może stać się źródłem radości i ufności... Nie moje pragnienie i oskarżenie jest najważniejsze, ale Jezus, który JEST. Zawsze. Oczywiście, po raz kolejny potrafimy się zaplątać w nasze teorie i oczekiwania, wyznając ze skruchą: "Nie umiem stosować ascezy słabości... Wiem, że to jest moja droga, ale boję się, że sobie pobłażam". Nie odpowiadam na takie pytania. Umiem powiedzieć: "Dosyć tego!". Co za przebrzydła kokieteria! Jezus Chrystus przecież ogarnia nas całych, gdy tylko jesteśmy prawdziwie u siebie. "Do siebie" sprowadzają nas nasi bliscy, nasze obowiązki niekiedy ogłupiające, nasze zmęczenie, irytacje, najzwyklejszy głód. To dobrzy sprzymierzeńcy. A Jezus? A Jezus JEST. Był zawsze. I będzie.

Będę oczywiście odczuwać ryzyko, bo oto powróciłem do rzeczy w moim mniemaniu banalnych, do rzeczy, które mnie raniły, przeszkadzały w swobodniejszym oddechu, tłumiły moje pragnienie Boga, bardzo wzniosłe pragnienie. Wróciłem do rzeczy, które są udziałem milionów ludzi, gdy tymczasem chciałem ofiarować Jezusowi coś cennego, przewyższającego nawet moje pragnienie Boga. Jakże mądrze reaguje mój organizm, bojąc się ryzyka. Oczywiście, przeczuwa śmierć, przeczuwa logikę ziarna, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, być przysypane warstwą ziemi, czekać, zgodzić się na porzucenie ochronnej sfery, otoczki zaskarbionych opinii o sobie, świętości dla samej świętości...

Słuchajmy siebie, "pozostając z sobą". Jest w nas mądry lęk przed utratą, budzi się on pod postacią paniki, irytacji i protestu: "Nie, nie oddam im (dzieciom, mężowi, żonie, ludziom...) mojego jedynego życia! Nie oddam za nic w świecie obietnic, które przeczuwam!". Mądry to lęk, bo nikt z nas bez pomocy Chrystusa "Pierwszego spośród umarłych" nie jest zdolny do takiego poświęcenia! Słuchajmy naszej niemocy, słuchajmy naszej zwykłości, bo przecież nie poświęcenia się lęka moje ja, nie służby! Lęka się oddania mojego punktu oparcia, a jest coś takiego we mnie. To, co sprawia, że jestem mocny, co czyni, że jestem samodzielny, co czyni, że jestem odważny lub choćby tylko bezczelny. To, co pozwala mi uważać się za lepszego i wyżej stojącego od innych. To coś jest tylko i wyłącznie dla mnie. To coś nie pozwala mi kochać, co powoli staje się moim piekłem.

Czas na obumieranie

Dlaczego środowisko człowiecze, ludzkie jest takie ważne? Tam będę zmuszony manifestować moją miłość, będę uczony dobrych odruchów, spotkam konkretnych ludzi, ich słabości, ich prośbę o przebaczenie, ich zatwardziałość. Ludzie, środowisko, w którym przyszło mi żyć, pomogą mi umrzeć w Chrystusie. On sam posłuży się wszystkimi jego najbanalniejszymi elementami, aby moje obumieranie było prawdziwe, by przyniosło wielki plon, bym nic nie zachował dla siebie - czyli abym zachował wszystko. Nie uciekaj, zostań z sobą, zostań w miejscu, w którym teraz właśnie żyjesz.

Nuda, oschłość przychodzą na człowieka także po to, aby wreszcie odechciało mu się wszystko i wszystkich kontrolować. W takim stanie nie ma na to ani chęci, ani siły.

Do tej pory pełen ciekawości często niebezpiecznie graniczącej ze wścibstwem, entuzjazmu niebezpiecznie ocierającego się o niedelikatność - podglądał nade wszystko sam siebie i zadawał Bogu niezliczoną liczbę pytań dotyczących osobistej świętości, prosił, skarżył się, czasami dziękował, kiedy wszystko układało się tak, jak trzeba, czyli wedle ludzkich planów. Przypominał rolnika, który po zasianiu zboża dokonuje niezliczonych wędrówek po swoich polach i raz po raz schyla się i rozgrzebuje ziemię, żeby zobaczyć, czy ziarno zaczyna kiełkować. Tratuje i niszczy to, co zasiał. Tak samo jak ziemi, tak i mnie należy się nieco czasu na wzrost. Tak jest z królestwem Bożym w nas. Tak pracuje Duch Święty w naszych sercach, w naszym ciele. Dlaczego aż tak bardzo troszczymy się, czy On dobrze wykonuje swoją pracę, czy czegoś nie zaniedbał, czy zwróci uwagę na moje wysiłki i dokonania? Jak ognia w stodole boimy się Bożego marnotrawstwa. Problem w tym jednak, że Bóg jest ogniem.
 
strona: 1 2 3 4 5 6
グッチバッグコピー グッチ財布コピー