KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
Stanisław Łucarz SJ
Pycha i ubóstwo w Duchu
Zeszyty Karmelitańskie
 


Rodzaje pychy

Jest tyle odmian pychy, ilu ludzi na świecie. Każdy jest pyszny na swój własny sposób. Nam pycha kojarzy się zazwyczaj z chełpliwością, narzucaniem się innym, bezwzględnym wykorzystywaniem swej władzy itd. Myślimy, że pycha sprzeczna jest z kulturą. Tymczasem istnieją też bardzo kulturalne odmiany pychy, ba, nawet bardzo „pobożne”. O wiele trudniej je rozpoznać, ale przez to bywają bardziej dokuczliwe i niszczące. Analizując proces Jezusa można zobaczyć, jak wyładowała się na Nim pycha różnych grup ludzkich. On rzeczywiście wziął na siebie skutki grzechu pierworodnego, w sposób szczególny właśnie ludzką pychę. Każdy załatwił w Jego procesie jakiś swój interes: faryzeusze, saduceusze, Piłat i Herod. Nie było to wprawdzie przyjemne, ale w urządzaniu świata po swojemu każdy z nich odniósł chwilowy sukces. Faryzeusze i saduceusze wyszli tam nawet na obrońców Prawa Bożego, narodu i świątyni. Nie przypadkiem św. Piotr musiał udowadniać Żydom w dzień Pięćdziesiątnicy, że za tym wszystkim kryła się niebotyczna arogancja i pycha, której ci ludzie nawet nie byli świadomi. Zdawało im się, że działają w dobrej wierze.

Miejscem, gdzie szczególnie wyraźnie ujawniają się różne rodzaje pychy, są małe wspólnoty - zwłaszcza rodzina. Jeśli wspólnoty te funkcjonują dłużej, nie udaje się ukryć tej typowej dla pychy postawy wymuszania na innych miłości takiej, jakiej potrzebuję. Im bardziej ktoś został zraniony, tym ostrzejsze jest owo domaganie się. Najczęściej przybiera ono formę pretensji i żalów. Rzadko kto uświadamia sobie wtedy, że za tą postawą kryje się koncentracja na sobie (bycie dla siebie bożkiem) i bunt wobec konkretnej rzeczywistości, jaką dał mi Bóg. Pretensje i żale to też pewna strategia pychy i forma przemocy, aby inni, którzy chcą uważać się za dobrych i godnych miłości, przyjęli moje warunki, abym stanął w centrum ich zainteresowania. Pycha zawsze ma tę tendencję, by ograniczać wolność innych i urządzać świat na moich często nie do końca uświadomionych warunkach, zawsze też posługuje się jakąś formą przemocy od najbardziej prymitywnych form przymusu zewnętrznego i gwałtu, poprzez różnorakie intrygi, aż po wzbudzanie poczucia winy i takiego udręczenia, że drugi już nie ma wyboru i musi się ugiąć.

Szczególnym rodzajem pychy jest perfekcjonizm. To bardzo rozległa plaga pośród ludzi wrażliwych i pobożnych w ruchach religijnych i zakonach. Jeśli owa głęboka, egzystencjalna postawa pychy wynikająca ostatecznie z grzechu pierworodnego nie zostanie w człowieku jasno zidentyfikowana i rozpoznana, to dążenie do doskonałości chrześcijańskiej – dobre samo z siebie –zamienia się właśnie w perfekcjonizm. Staje się ono często nieświadomą służbą bożkowi swojego własnego „ja idealnego”, utożsamianego z wolą i oczekiwaniami Boga. Człowiek staje się wtedy zakładnikiem swej własnej pychy, której absolutnie nie widzi. Nie znosi swoich niedoskonałości, a zwłaszcza grzechów, dręcząc się ustawicznym poczuciem winy sięgającym skrupułów i stanów lękowych. Jako że sam siebie takiego kochać nie potrafi, myśli, że tym bardziej nie może kochać go Bóg. Pyszałka-perfekcjonistę nie stać na miłosierdzie wobec siebie, a to dlatego, że nie zna natury Boga i Bogu przypisuje swoją naturę i ideały. Jest to koronny dowód na bałwochwalstwo samego siebie. Człowiek w takich stanach może mieć wrażenie, że jest niezwykle pokorny, bo przecież czuje się udręczony i najgorszy ze wszystkich, ale to tylko pozór. Smutna, zgorzkniała pokora jest zawsze maską pychy.

Stare przysłowie mówi, że pycha umiera dopiero w kilka godzin po śmierci. Jest w tym sporo racji, choć i duża doza niechrześcijańskiego fatalizmu. Jest bowiem z jednej strony prawdą, że człowiek nie jest w stanie wyzwolić się z egzystencjalnej postawy pychy o własnych siłach i że ta postawa oddziaływuje na ludzi jeszcze przez jakiś czas po jego śmierci, nie jest prawdą jednak, że jest w sytuacji beznadziejnej. Jedynym lekarstwem na pychę jest głębokie doświadczenie miłości Boga w Jezusie Chrystusie, a więc dotknięcie przez Boga tego miejsca w człowieku, skąd rodzi się pycha. Bóg w Jezusie Chrystusie leczy człowieka z pychy u samego jej źródła, objawiając w Jego krzyżu i zmartwychwstaniu miłość do grzeszników: miłość do pysznego Piotra, który zaparł się Jezusa, miłość do pysznego faryzeusza Szawła, który prześladował Kościół i miał na rękach niewinną krew pierwszych chrześcijan, miłość do pysznej grzesznicy Marii Magdaleny, która szukała szczęścia w nieczystości, uwodząc innych i zapewne niszcząc małżeństwa. Tak jest i z każdym z nas. Bez Jezusa i Jego Ducha nikt nie przestanie być pysznym. Co najwyżej dopracuje się tak subtelnych form swej pychy, że nie będzie jej w stanie dostrzec. Tu właśnie, wyraźniej niż w jakimkolwiek innym aspekcie życia, okazują się prawdą słowa Jezusa: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”.

Ubodzy w Duchu

Punktem zwrotnym w uwalnianiu się od pychy jest rozpoczęcie odkrywania swego ubóstwa duchowego. To jest ten moment, kiedy się odkrywa, że całe bogactwo, jakie się nagromadziło, jest śmieciem, gdyż służyło tylko pysze i oszukiwaniu samego siebie. Klasycznym przykładem owego zwrotu jest wyznanie św. Pawła: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze... (Flp 3,8-9). Owi ubodzy w duchu, których Jezus nazywa błogosławionymi, to ci, którzy nie mają iluzji co do samych siebie, którzy zrzucają z siebie rajskie przepaski figowe i nie ukrywają się już przed Bogiem. Wchodzą na drogę duchowego ogołocenia. Oczywiście, droga do pełnego ubóstwa duchowego jest drogą długą i żmudną. To droga zrzucania kolejnych masek pychy, masek coraz subtelniejszych i dlatego wymaga ona pomocy Kościoła. W tradycji duchowości Zachodu nazwana jest ona via purgativa, a więc drogą oczyszczenia. Tej drodze odkrywania swego ubóstwa duchowego towarzyszy jednocześnie stopniowe odkrywanie bezwarunkowej miłości Boga do mnie jako grzesznika. Jest to, owszem, droga rozczarowań samym sobą, ale i coraz większego zadziwienia miłością Boga do mnie, przekraczającą wszelkie ludzkie wyobrażenia. Do Królestwa Niebieskiego wchodzi się przez ubóstwo w duchu, które jest inną nazwą pokory, a pokora to prawda o sobie, którą dopiero umożliwia dostrzeżenie pełnej prawdy o Bogu.

Stanisław Łucarz SJ
 
strona: 1 2
グッチバッグコピー グッチ財布コピー