DRUKUJ
 
Błażej Strzechmiński OFMCap
Za obojętnych i gorliwych
Głos Ojca Pio
 


Chleb powszedni Ojca Pio

Prosić o miłosierdzie dla grzeszników, a także w różnych innych potrzebach bliźnich było chlebem powszednim Ojca Pio. Lista spraw i osób, które codziennie polecał dobremu Bogu, wydawała się nie mieć końca. Ich życiowe problemy stawały się intencjami jego modlitw, a troska o ich zbawienie jego powołaniem.

Ofiaruję wam moją modlitwę

Jeden z przyjaciół Ojca Pio, Giovanni Bucci, zapytał go kiedyś, jaką modlitwą modli się najczęściej: dyskursywną czy afektywną. Usłyszał wtedy następującą odpowiedź: „Ja nie znam się na modlitwach dyskursywnych i afektywnych. Żyję prosto, bez rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze: dziękuję, żałuję, upokarzam się – w sumie wracam do podstawowego pokarmu”. Wydaje się, że znany w całym świecie duchowy inspirator i propagator Grup Modlitwy nie posiadał ustalonej zasady czy metody prowadzenia rozmowy z Panem Bogiem. Udzielał natomiast pewnych praktycznych wskazówek, zachęcając do codziennej medytacji i nieustannej modlitwy.
W kapłańskim życiu Ojca Pio była jednak modlitwa szczególna, która angażowała jego serce i umysł – pełne miłości wstawiennictwo dla zbawienia ludzi.

Codziennie w zakrystii przed Mszą Świętą, w konfesjonale podczas spowiedzi, w ogrodzie lub klasztornych korytarzach w czasie odmawiania różańca czy wreszcie w trakcie odpisywania na listy modlił się za tych, którzy za jego pośrednictwem polecali się Bożemu miłosierdziu. Wielu z nich nie znał ani nie spotkał, byli też i tacy, których udało mu się poznać tylko dzięki Bożej interwencji, o czym dał świadectwo 20 grudnia 1913 roku w jednym z listów do ojca Benedetta: „Podczas modlitwy zdarza się, że zapominam modlić się za tych, którzy prosili mnie o modlitwy (nie o wszystkich jednak), albo za tych, za których zamierzałem się modlić. Zanim zacznę modlitwę, czynię wysiłek, aby polecić tę czy tamtą osobę. Lecz, o Boże! Skoro tylko wejdę w modlitwę, mój umysł staje się całkowicie pusty i nie pozostaje żaden ślad tego, co miałem bardzo mocno w sercu.

W innych przypadkach natomiast czuję się pobudzony, aby modlić się za kogoś innego, za kogo nigdy nie zamierzałem się modlić, a co jeszcze cudowniejsze, za kogoś, kogo nigdy nie znałem ani nie widziałem, ani nie słyszałem, kto nigdy nie polecał się, nawet za pośrednictwem innych. Prędzej czy później Pan wysłuchuje zawsze tych modlitw”. Ojciec Pio opisuje nieznane mu dotąd zjawisko, którego skutki zaczął sobie uświadamiać już na początku kapłańskiego posługiwania. Był to dar modlitwy mistycznej, podczas której Bóg z taką intensywnością oddziaływał na stan jego duszy i do tego stopnia angażował jego umysł i serce, iż nie potrafił modlić się inaczej, jak tylko w taki sposób, na jaki pozwalał mu Duch Święty. Dotyczyło to również treści modlitwy, a więc i osób, za które Bóg chciał, by się wstawiał.

Nie przestawał prosić

Trzeba jednak podkreślić, że nawet podczas mistycznego zatopienia w ekstatycznej modlitwie Ojciec Pio nie przestawał prosić i wstawiać się za bliźnich. Tak też było, gdy złożony ciężką chorobą przebywał w kapucyńskim klasztorze w Venafro. W tym czasie duchową opiekę nad nim sprawował ojciec Agostino, który w swym duchowym Dzienniku spisywał wypowiadane przez niego w mistycznej ekstazie słowa i modlitwy. Oto fragment jednej z nich: „O Jezu, polecam Ci tę osobę… nawróć ją, zbaw ją… nie tylko nawróć ją, ponieważ potem może utracić Twoją łaskę, ale zbaw ją, zbaw ją… czyż nie wylałeś za nią Twojej krwi?”.

Modlitwa wstawiennicza towarzyszyła Zakonnikowi nie tylko podczas mistycznych ekstaz, ale również była obecna w trakcie wykonywania zwyczajnych zajęć. Otóż pewnego wieczoru, prowadząc luźną rozmowę z ojcem Aureliem i doktorem Sanguinettim, Ojciec Pio nagle ją przerwał, w dłoniach ukrył swą twarz i powiedział: „Módlmy się za króla Anglii!”. Mocno zdziwieni, wkrótce do modlitwy dołączyli pozostali rozmówcy. Następnego dnia rano radio podało informację o śmierci Edwarda VI, króla Anglii.

 

 
strona: 1 2
グッチバッグコピー グッチ財布コピー