DRUKUJ
 
Bogdan Cwynar SDS
O dobrej modlitwie słów kilka
Magazyn Salwator
 


„Panie, naucz nas modlić się” – prosili Jezu sa Jego uczniowie. Dlaczego umiejętność modlitwy jest taka ważna? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wpierw uświadomić sobie, czym jest modlitwa.

 

Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Oczywistą rzeczą jest to, że aby móc rozmawiać z Bogiem, trzeba Go wpierw spotkać. Nie można przecież rozmawiać z kimś nieobecnym. Potrzeba więc spotkać się z Bogiem, który jest obecny w naszym wnętrzu, który żyje w nas. Bóg, choć taki bliski (bliższy nam niż my sami sobie), wszechobecny, jednak wymyka się nam. Będąc niewidzialnym, staje się nieuchwytny. Stąd rodzi się trudność rozmowy z Bogiem. Warunkiem koniecznym spotkania się z Bogiem w celu modlenia się jest poczucie Jego Boskiej obecności, która nas na wskroś przenika i ogarnia. Nie jest to łatwe. Wymaga to wielkiego wysiłku z naszej strony, którego ukoronowaniem jest wejście w intymną relację z Bogiem.

 

Jest bezsprzecznie prawdą, że modlitwa jest darem. Ale darem jeszcze większym jest sama umiejętność modlenia się. Nasza modlitwa zawsze musi być poprzedzona spotkaniem z Bogiem. Aby nauczyć się modlitwy, musimy się udać do Bożej szkoły, gdzie Nauczycielem – Mistrzem jest sam Duch Święty. On nauczy nas, jak wejść w głąb siebie, w swoje „serce”, gdzie ukrywa się Bóg.

 

Modląc się, musimy być sobą, spontaniczni i oryginalni. Nikogo nie możemy naśladować. Każdy z nas posiada swój własny modlitewny rytm. Moja modlitwa, która jest odzwierciedleniem mojej relacji i bliskości z Jezusem, jest jedyna i niepowtarzalna. Dla mnie najpiękniejsza i wyjątkowa. Modlitwa, która wypływa z mojego wnętrza, jest tak świeża jak woda źródlana. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Boga żywego”. Spragniony biegnę, aby pić zachłannie z tego ożywczego źródła.

 

Nie ma jednej obowiązującej metody dobrej modlitwy. Każdy z nas musi wypracować własną metodę. W tej osobistej metodzie zawsze chodzi o to, aby otworzyć serce na obecność Jezusa. To jest istota modlitwy – spotkać się z Jezusem, nawiązać z Nim relację pełną miłości i obcować z Nim.

 

Naturalnym pragnieniem człowieka, o ile sam go nie unicestwi, jest pragnienie ujrzenia Boga. „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy” (J 14,8). Słowa te, wypowiedziane ustami Filipa, wyrażają pragnienie naszego serca. „Kiedy przyjdę i ujrzę oblicze Boże?” – pyta psalmista. Trudne pytanie, niełatwa odpowiedź. Odległość dzieląca nas od Boga jest nieskończona. To dużo więcej niż lata świetlne. Musimy sobie dobrze uświadomić, że nie dotrzemy do Boga o własnych siłach. Modlitwa jest początkiem drogi, której celu tak naprawdę nigdy się nie osiągnie. No bo jak dotrzeć do Boga, skoro na przeszkodzie stoi grzech? A przecież grzech jest zawsze zerwaniem więzi z Bogiem. Inicjatywę może przejąć tylko Bóg, który pierwszy wychodzi nam naprzeciw. Biorąc nas w swoje ramiona – mówiąc kolokwialnie – podnosi nas ku sobie. Modlitwa nie jest niczym innym jak powrotem Bożego słowa do Boga. Trafnie to ujął św. Augustyn: „Bóg, aby człowiek mógł Go wielbić, sam wyśpiewał swoją chwałę i o tyle człowiek nauczył się Go wysławiać, o ile Bóg zechciał sam głosić swoją chwałę”. Bóg pierwszy przemówił do człowieka, objawił mu siebie. Nasza modlitwa jest tylko przedłużeniem Bożego słowa. Używając słów „głos” i „echo”, można powiedzieć, że nasza modlitwa jest echem słowa Bożego.

 

Niezwykły to paradoks, ale Bóg wysłuchuje tylko tych naszych słów, które sam wypowiada przez nasze usta. Nasza modlitwa dokonuje się w naszym najgłębszym zakamarku, to jest w sumieniu. To jest to sanktuarium, w którym Bóg spotyka się z człowiekiem. To w sumieniu człowiek staje przed sobą, w świetle prawdy, aby, jak w zwierciadle, móc zobaczyć brud swoich grzechów, oczyścić się i już czystym stanąć przed Bogiem.

 

Bóg podobny jest do matki, która z wielką miłością i czułością cierpliwie uczy swoje dziecko pierwszych słów. Bóg również wkłada słowa w nasze usta, które przepełnione są ojcowską miłością i troską. Pragnie On nie tylko dać się nam poznać, ale sam popycha nas, abyśmy Go poznali. A Boga rozpoznajemy dzięki poruszeniom Ducha, albowiem „wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8,14). To w Duchu Świętym możemy nazywać Boga „Ojcem” i nieustannie wołać: „Abba Ojcze”. To jest modlitwa, która wypełnia nasze istnienie. Na modlitwie nie są ważne słowa, które pragniemy wypowiedzieć Bogu. Ważne są te słowa, których On od nas oczekuje. A może ich oczekiwać, bo sam je nam podsuwa. Jak mówi ustami psalmisty: „Szeroko otwórz usta, abym je napełnił” (Ps 81,11).

 

Modlitwa, która jest niezwykłym darem i łaską, pochodzi z wysoka. W Prologu Janowym czytamy, że „Na początku było Słowo”. Naszą powinnością wynikającą z wiary jest przyjąć to Słowo i żyć Nim. Nic więcej. Tylko tyle i aż tyle. Gdy słowo Boże w nas rozbrzmiewa, budzi nasz zachwyt. Pełni zdumienia nad tym, co się w nas dokonuje, wznosimy okrzyk jak apostołowie na Górze Przemienienia: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy…”. Błogi spokój ogarnia naszą duszę. Tak dobrze jest obcować z Bogiem. Chciałoby się tę chwilę przedłużać w nieskończoność. Nic już nie jest ważne. Liczy się tylko Boża obecność. Doświadczała tego św. Teresa z Ávili. Nie mogła opanować potrzeby „przebywania sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas kocha”.

 

Przebywając z Bogiem, wchodzimy w Jego świat. Dusza ludzka pragnie ukojenia w Bogu. Było to prag nienie wielu ludzi, nie tylko mistyków. Do tradycji wschodniego chrześcijaństwa należy tzw. modlitwa serca (nazywana również modlitwą Jezusa). Jest to rodzaj medytacyjnej mantry, za pomocą której można odnaleźć spokój w Bogu już w doczesnym życiu. „Módlcie się nieustannie” – nawoływał św. Paweł. W modlitwie serca, w rytm pulsu i oddechu, nieustannie powtarza się w sercu znane od wieków słowa: „Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”, tak długo, aż te słowa „same” modlą się w modlącym. Życie staje się nieustanną modlitwą i otwierają się drzwi do mistycznego zjednoczenia się z Bogiem. W modlitwie serca modlący staje się modlitwą.

 

Fundamentem wszelkiego poszukiwania Boga jest modlitwa. Ona jest oddechem duszy. Dusza bez modlitwy dusi się, a wraz z nią dusi się cały człowiek. Wokół nas tylu ludzi już za życia jest umarłymi, bo nie wiedzą, co to modlitwa, nie modlą się… Brzmi to bardzo pesymistycznie, ale niestety prawdziwie…

 

Bogdan Cwynar SDS
SALWATOR 3/2022