logo
Piątek, 26 lutego 2021 r.
imieniny:
Bogumiła, Eweliny, Mirosława, Porfiriusza
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Porosło
7 kroków do szczęścia
Stacja 7
 


Bardzo bym chciał usłyszeć, jak kiedyś usłyszał od Jezusa Szymon Piotr pod Cezareą Filipową, że jestem błogosławiony, czyli szczęśliwy.
 
Chyba wypada mi zacząć od tego, że jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem, szczęśliwym księdzem. Co rzecz jasna nie oznacza, że znam niezawodną receptę na szczęście, że sam nie mogę być bardziej szczęśliwy, i że nie zdarzają mi się dni i chwile nieszczęśliwe. Zapewne też kwestią sporną jest samo rozumienie szczęścia, gdyż słowo to – podobnie jak i słowo miłość – ma w świecie tysiące znaczeń, a może nawet i więcej, bo coraz częściej się słyszy, że każdy szczęście rozumie na swój własny, mniej lub bardziej szczęśliwy sposób.
 
Zatem o jakim szczęściu będę pisał, kiedy spróbuję wskazać siedem (liczba doskonała, oznaczająca pełnię, harmonię i tym samym szczęście) kroków do jego osiągnięcia?
 
Wiemy doskonale, że słowo szczęśliwy w Biblii bardzo często występuje jako błogosławiony (greckie makarioi). Właśnie z tej perspektywy będę chciał pisać o szczęściu – jak żyć, żeby być błogosławionym.
 
Krok 1: Zobacz, kim jest Jezus
 
W tym dialogu, w którym Piotr odpowiada na pytanie Jezusa, „za kogo Mnie uważacie”, kryje się pierwszy krok do szczęścia. „Jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” – pada odpowiedź. I to jest niewyobrażalne szczęcie – znać Jezusa. Ta wiedza zmienia wszystko w życiu. Tak naprawdę każdy kolejny krok do szczęścia jest konsekwencją tego pierwszego. Rzecz jasna w tej wiedzy o Jezusie nie chodzi tylko o to, że kiedyś o Nim słyszałem, że uczęszczałem na katechezę, ani nawet, że przeczytałem o Nim mądrą książkę. Znam Jezusa w żywym doświadczeniu, w relacji miłości.
 
Poznać Jezusa, to poznać Go jako zbawiciela, który mi przebacza i podnosi. Który nie przechodzi obojętnie obok mojego życia, który poruszony miłością do mnie chce być moją codziennością, chce mnie obdarzać swoim życiem i szczęściem. Jeżeli znasz Go takim, to jesteś szczęśliwy.
 
Krok 2: Zobacz, że nie jesteś Bogiem
 
Kiedy wiem, kim jest Jezus, to wiem też, kim jest Bóg. Wiem także, że to nie ja nim jestem. Całe moje nieszczęście bierze się stąd, że ciągle próbuję zajmować Jego miejsce, że ciągle bawię się w Boga, który wszystko i wszystkich chce kontrolować. Cały dramat polega jednak na tym, że ile razy próbuję być Bogiem, tyle razy brutalnie doświadczam, że kompletnie się na tej robocie nie znam. Ani nie mam wystarczającej wiedzy, ani wystarczającej mocy. Po prostu nie jestem Bogiem. Nie muszę być wszystkim. Nie muszę wszystkiego robić sam, nie muszę we wszystkim być doskonały, bo po prostu taki nie jestem. Nie muszę także przywłaszczać sobie Bożych przywilejów, nie muszę okradać prawdziwego Boga z Jego chwały, nie muszę mieć na drzwiach swojego gabinetu tabliczki z napisem „Udaje, że jest Bogiem”, bo wiem, że – jak pisał czeski filozof ks. Tomáš Halík - „Bóg istnieje i wykonuje swój zawód dobrze, jakaż wtedy ulga, że nie muszę po amatorsku dublować tej roli, że nie muszę być Bogiem”!
 
Kiedy wiem, kim jest prawdziwy Bóg, wtedy mogę spokojnie wypuścić ze swoich rąk stery kierowania światem i mogę być sobą – ks. Krzysztofem Porosło. „Jaka to będzie ulga - pisał ks. Halík – gdy wypuszczę świat z rąk, jaka wolność, jaka radość, że nie jestem Bogiem”!
 
Krok 3: Bądź sobą
 
Być sobą to znaczy siebie poznać i siebie przyjąć, w całej prawdziwie, z tym, co we mnie piękne i dobre, ale i z tym, co we mnie złe, grzeszne i niedoskonałe. Żeby być sobą trzeba być pokornym, bo pokora to znajomość i przyjęcie prawdy o sobie.
 
Kiedy wiem, że jestem słaby, kiedy wiem, w czym niedomagam, kiedy wiem i przyjmuję, że wyglądam, jak wyglądam, to przestaję żyć marzeniami, wyobrażeniami o sobie i swoim życiu. Przestaję budować fasadową osobowość, która nijak się ma do prawdy o mnie. Szczęśliwy jest człowiek, który jest sobą. Wszelka nieprawda o nas – nawet najpiękniejsza – szczęścia nam nie da. Pięknie to wyraził kiedyś chasydzki rabin Mayer, który pisał o tym, że nie mamy udawać kogokolwiek w naszym życiu, ale po prostu żyć swoim życiem takim, jakim ono jest.
 
„Bóg nie będzie cię sądzić za to, że nie byłeś Abrahamem, Mojżeszem czy Samsonem. Bóg będzie cię sądzić za to, czy i w jakim stopniu byłeś Mayerem”. Jestem szczęśliwy wtedy, kiedy jestem sobą – z wadami, słabościami, niedoskonałościami, ale sobą – kiedy jestem ks. Krzysztofem Porosło, a nie utopijnym wyobrażeniem siebie.
 
Krok 4: Przyjmij swoją przeszłość
 
Żeby być sobą trzeba przyjąć swoją przeszłość, zaakceptować ją i zobaczyć, że jest to moja własna historia zbawienia. Jak wiem, kim jest Bóg, to wiem także, że moje życie ciągle jest w Jego rękach i nigdy mu się to życie z rąk nie wymknęło. On je trzyma, prowadzi mnie, i cokolwiek się w moim życiu wydarzyło, do czegoś było to potrzebne. I nawet jeśli było to związane z grzechem moim, czy drugiego człowieka, nawet jeśli wydaje się ta historia życia beznadziejna, to tylko przyjmując ją, przebaczając krzywdę, i widząc w niej Boga działającego, mogę odzyskać szczęście. Bóg tam był, cała rzecz w tym, żeby Go w historii mojego życia zobaczyć. Wiara i szczęście zaczynają się tam, gdzie zaczynam widzieć Boga działającego, Chrystusa, który zbawia także moją przeszłość. Im bardziej Go znam, tym bardziej wiem, że całe moje życie jest w Jego rękach – a wszystko, co jest w Jego rękach, jest szczęśliwe.
 
1 2  następna
Zobacz także
Jacek Salij OP
Słowa Pana Jezusa o nowej łacie przyszywanej do starego ubrania oraz o wlewaniu nowego wina do starych bukłaków zapisał tylko ewangelista Łukasz. Na pierwszy rzut oka przeczą one poprzedzającemu je pouczeniu: „Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem: »Stare jest lepsze«”.
 
Ks. Mariusz Pohl
Żydzi nie rozumieli, co chciał im powiedzieć Jezus. A właściwie coś tam piąte przez dziesiąte chwytali, ale nie potrafili tego złożyć w jedną całość, albo – co jest chyba bardziej prawdopodobne, nie chcieli tej całości zaakceptować. Wynikało z niej bowiem, że Jezus jest kimś więcej niż tylko człowiekiem. Dowodów i argumentów na to było sporo. To nie znaczy, że były one absolutnie pewne i przekonywujące; przecież Apostołowie też nie mieli stuprocentowej pewności. 
 
ks. Tomasz Stroynowski
Jezus pyta dziś Apostołów, co ludzi mówią na jego temat, pyta ich: - "Co ludzie o Mnie sądzą? Kim jestem w ich oczach?" Ale to pytanie kieruje następnie do swoich uczniów: -  "Co wy o Mnie myślicie?" A ponieważ my też jesteśmy Jego uczniami, więc także i do nas - do ciebie i do mnie - Jezus kieruje swoje pytanie: - Co ty o Mnie myślisz? Kim jestem dla ciebie?
 
 
___________________
 
 reklama