DRUKUJ
 
wywiad z Kard. Gustaaf Joos
Jestem tylko zwykłym proboszczem
materiał własny
 


Jestem tylko zwykłym proboszczem
wywiad z Kardynałem Gustaaf Joos z Flandrii
 
Stara przyjaźń łącząca Ojca Świętego i kardynała Gustaafa Joosa.

Rzym, 24 październik 2003 - Nowo mianowany kardynał Gustaaf Joos, pochodzący z Flandrii, zadziwiająco długo radośnie potrząsał ręką osłabionego papieża Jana Pawła II, gdy ten wręczał mu pierścień kardynalski. Ceremonia pontyfikalna, podczas której Ojciec Święty w uroczystym rycie wkładał pierścień kardynalski każdemu z trzydziestu nowych kardynałów, odbyła się w Bazylice św. Piotra.
Gustaaf Joos jest niezwykłym kardynałem, którego kościelne ścieżki nie przebiegały jak większości innych kardynałów. Dzisiaj zalicza się do najstarszych żyjących kardynałów. Urodził się jako najmłodsze dziecko spośród ośmiorga rodzeństwa, z których piątka poświęciła całe swoje życie Bogu - dwoje rodzeństwa w pracy misyjnej w Chinach. Gustaaf kardynał Joos udzielił po konsystorzu wywiadu z zenitem:

Zenit: Dzisiaj w telewizji można było wyraźnie zauważyć z jaką serdecznością Eminencja potrząsał ręką papieża, gdy ten wręczał pierścień kardynalski. Łączy Eminencję osobista przyjaźń z papieżem?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Tak, dzisiaj rano w Bazylice, gdy papież przekazywał mi pierścień, powtórzył trzykrotnie moje imię: Gustaaf Joos, Gustaaf Joos, Gustaaf Joos. Mogłem dobrze zrozumieć jego cichy głos. I uśmiechał się do mnie. Znamy się nawzajem przez 57 lat! Prawdopodobnie jestem jedynym spośród obecnych w Bazylice świętego Piotra, który zna Ojca Świętego od 19 grudnia 1946 roku.

Zenit: Jak doszło do pierwszego spotkania między Eminencją i Karolem Wojtyłą?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Pierwsze spotkanie z młodym jeszcze wówczas studentem dogmatyki odbyło się w Rzymie. Po moich święceniach kapłańskich w kwietniu 1946 roku w Belgii rozpocząłem swą małą posługę kapłańską, gdy mój przełożony - późniejszy arcybiskup - Fuerstenberg ku mojej wielkiej niespodziance powiedział do mnie: "Zdecydowaliśmy, że Ksiądz pojedzie do Rzymu, aby doktoryzować się w prawie kanonicznym".

Pod koniec października 1946 roku przybyłem więc do Rzymu i zamieszkałem wówczas w belgijskim kolegium kapłańskim. 19 grudnia tego samego roku przybył Karol Wojtyła z małym bagażem do naszego kolegium. Tak przez dwa lata mieszkaliśmy pod jednym dachem. On pisał swoją pracę doktorską z dogmatyki na Angelicum, a ja byłem jedynym z naszej grupy, który studiował prawo kanoniczne. W tym czasie rozmawiałem z nim niewiele więcej, jak z innymi współmieszkańcami domu. Byłem dyrygentem naszego chóru, a on chętnie wspólnie śpiewał. Czasami po kolacji wszyscy spotykaliśmy się na wesoło przy kieliszku wina i śpiewaliśmy stare pieśni. Nie miałem podczas tych dwóch lat szczególnego stosunku do Karola Wojtyły, wszyscy wzajemnie byliśmy przyjaciółmi. Na koniec swego pobytu w Rzymie przyszedł do mnie, aby się pożegnać. To był koniec czerwca 1948 roku. To sobie przypominam jeszcze całkiem dokładnie.

Zenit: Czy po tym wspólnym pobycie w Rzymie pozostawaliście w kontakcie?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Tak, on zaczął pisać do mnie z Polski. Dwa, albo trzykrotnie w roku, na Boże Narodzenie i na Wielkanoc pisał zawsze. Ale niestety nie przechowywałem wszystkich listów i także nie zawsze na nie odpowiadałem. Wszystkie listy naszej korespondencji przekaże teraz do archiwum diecezji Gandawy. Tam one będą najlepiej przechowane.

Zenit: Czy pisaliście tylko do siebie, czy też jeszcze raz znów spotkaliście się?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Podczas Soboru Watykańskiego II, gdy on był ojcem soborowym w Rzymie, przyjechał raz do Flandrii. Wówczas był już biskupem i chciał odwiedzić uniwersytet Loewen. W tym czasie byłem profesorem teologii moralnej i prawa kanonicznego w naszym seminarium duchownym w Gandawie. On nie miał czasu przyjechać do Gandawy, ale poprosił mnie, abym z nim odwiedził Loewen. Powitaliśmy się jak starzy przyjaciele.

Zenit: Eminencja, wykładał do 1970 roku w seminarium duchownym. Równocześnie pracował w trybunale kościelnym w Gandawie?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Tak, to był bardzo wyczerpujący czas - dopóki mój biskup wreszcie nie zdecydował, że nie muszę już równocześnie pracować w seminarium i trybunale. Dlatego zdecydowałem się pracować więcej w trybunale. Chciałem obok tej czynności pracować jeszcze jako zwykły proboszcz. Dostałem malutką parafię w pobliżu Gandawy - Landskouter - z prześlicznym kościółkiem z jedenastego wieku. Tam mieszkało wówczas tylko 400 mieszkańców. Miałem zatem jeszcze wystarczająco dużo czasu na pracę w trybunale. A niedaleko u siebie na parafii posługiwałem jako proboszcz, odwiedzałem chorych lub udzielałem ślubów.

Zenit: Doszło jeszcze do kolejnego spotkania z Karolem Wojtyłą?

Kardynał GUSTAAF JOOS: W 1973 roku kolejny raz napisał do mnie. W międzyczasie został arcybiskupem Krakowa i pytał, czy nie mógłby spędzić swoich wakacji na mojej plebanii. Pisał także, że oprócz z mnie nie utrzymuje już żadnego kontaktu z kolegami księżmi z czasów studiów w Rzymie i zaproponował nasze wspólne ponowne spotkanie. Dwa tygodnie później otrzymałem jeszcze list od niego, w którym żałował, że w tym roku nie będzie mógł przyjechać do mnie. Pisał, że przybędzie na dwa dni do Brugii i weźmie tam udział w wielkiej procesji ku czci Świętej Krwi. Z tego powodu widzieliśmy się krótko w Brugii. Wówczas powiedział do mnie: "Musisz przyjechać do Polski". Byłem najpierw zaskoczony zaproszeniem - podróżować za żelazną kurtynę? I ociągałem się z odpowiedzią. W 1975 roku zdecydowałem się wreszcie pojechać mym samochodem przez Pragę do Polski.

To była cudowna - straszna podróż. Dowiedziałem się wówczas, co to znaczy musieć zawsze żyć ze strachem. Za żelazną kurtyną nie zauważyłem żadnej uśmiechniętej osoby. Każdy był bardzo poważny i szedł prosto swoją drogą bez obracania się. W Polsce sytuacja była trochę lepsza. W kościele mariackim przy krakowskim rynku Wojtyła zwrócił się do mnie: "Dzisiaj koncelebrujesz ze mną". Ale ja nie znałem wcale polskiego! On wtedy odpowiedział: "Nic nie szkodzi, odprawiamy po łacinie!" To był 15 sierpień 1975 roku. On wówczas był już kardynałem. To było cudowne ponowne spotkanie. Po tym pisaliśmy do siebie jeszcze kilka razy i nadszedł 16 październik 1978 roku, gdy on został wybrany na papieża.

Zenit: Czy Eminencja przeczuwał lub życzył sobie, żeby przyjaciel ze studiów został papieżem?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Prawdą jest, że jeden z mych parafian zapytał mnie na krótko przed tym: "dlaczego zawsze na papieża wybierany zostaje Włoch? Dlaczego nikt inny?" Odrzekłem na to: To jest dobra, stara tradycja. Tak jest najlepiej." Ale parafianin pytał dalej: "Czy ksiądz zna kogoś z innego kraju, kto nadawałby się na papieża?" Odpowiedziałem na to : "Tak, znam jednego, który mieszka za żelazną kurtyną. To byłaby jedyna możliwość: Kiedy nie wybiorą żadnego Włocha, to może Karola Wojtyłę." 16 października ten mężczyzna przyszedł do mnie bardzo podekscytowany i rzekł: "Ten Karol Wojtyła został papieżem!" Nie miałem wówczas jeszcze telewizora. Dopiero od 1985 roku mam jeden. Ale moja gospodyni posiadała mały telewizorek, i mogliśmy widzieć pierwszy raz nowego papieża, który wyszedł na balkon. Wkrótce potem papież zaprosił mnie przez arcybiskupa Fuerstenberga wraz z innymi studentami z czasów naszych studiów.

Znów wspólnie koncelebrowaliśmy i potem razem zjedliśmy kolację. To było 31 marca 1979 roku. Przy pożegnaniu powiedział do mnie: "Gustaaf, dotąd ja pierwszy pisałem do ciebie. Teraz Ty musisz najpierw pisać do mnie a ja będę odpowiadał". Inni trochę się dziwili. Tak więc odtąd ja pierwszy do niego pisałem, a on zawsze mi odpowiadał. Nie opisywałem mu nigdy żadnych problemów, lecz chciałem okazywać mu tylko moją przyjaźń. Ostatni list Ojciec Święty napisał do mnie 15 sierpnia tego roku.

Zenit: Wiedział już Eminencja, że papież planował nominację kardynalską dla Eminencji?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Nie, absolutnie nie. Byłem w lutym tego roku w Rzymie i mogłem znowu z Ojcem Świętym sprawować Eucharystię. Wtedy powiedziałem mu, że wrócę jeszcze raz tego roku złożyć osobiście życzenia z okazji jubileuszu 25 - lecia pontyfikatu. W lipcu zadzwoniłem do jego sekretarza ks. Stanisława Dziwisza i zapytałem, kiedy mógłbym przyjechać. On powiedział: "Proszę przybyć pod koniec września". Gdy przybyłem, papież był jeszcze w Castel Gandolfo i radzono mi poczekać do końca tygodnia. Potem znowu papież był w Watykanie. Spacerowałem w ogrodzie i naraz zawołano mnie, abym natychmiast zadzwonił do sekretarza kardynała Sodano. Naturalnie natychmiast zadzwoniłem i rozmawiałem z Monsignorem Pioppo. Zasugerował, że powinienem przyjść do kardynała jutro o godzinie dwunastej w południe.

Potem zadzwonił do mnie ks. Dziwisz i zapytał, czy widziałem już kardynała Sodano. Gdy odpowiedziałem mu, że pójdę do niego jutro, on dodał: "Kiedy ksiądz skończy spotkanie u kardynała, zapraszam do mnie. Do jutra!" I odłożył słuchawkę. Co ja takiego zrobiłem? - pytałem siebie. Jakiego wielkiego grzechu się dopuściłem, że otrzymałem osobiste wezwanie od sekretarza stanu? Kiedy następnego dnia punktualnie o dwunastej zjawiłem się kardynał rzekł: "Jutro papież ogłosi nazwiska nowych kardynałów i ksiądz jest jednym spośród nich. Ale trzeba zachować jeszcze milczenie do jutra do dwunastej". Zamilkłem. Następnie poszedłem do ks. Dziwisza, który powiedział do mnie: "Teraz będziemy mieli jeszcze więcej okazji się widzieć, kiedy ksiądz przyjedzie ponownie, aby przyjąć kapelusz kardynalski". Tak, więc jeszcze raz z powrotem pojechałem do Flandrii i zostałem w pierwszą sobotę października wyświęcony na biskupa. W minionych dniach faktycznie miałem częściej okazję widzieć Ojca Świętego podczas oficjalnych uroczystości.

Zenit: Ale Eminencjo, nie widzę wcale pierścienia kardynalskiego na Waszym palcu?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Zaniosłem go znowu do mojego pokoju razem z krzyżem biskupim. Muszę najpierw przyzwyczaić się dopiero do tego. Jestem prostym wiejskim proboszczem, pomimo że od 43 lat jestem także w kapitule w naszej katedrze w Gandawie. Papież przed około dwudziestu laty raz mnie zapytał: "Dlaczego właściwie pozostajesz zwykłym proboszczem?" "Ojcze Święty, by pozostać ubogim kapłanem". To była moja odpowiedź. "Bardzo dobrze" - potwierdził.

Zenit: Czy Eminencja będzie go nosił w przyszłości?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Naturalnie. Jest to jednak dość duży pierścień. W domu każe sobie zrobić mniejszy pierścień na co dzień. Znam jednego bardzo dobrego złotnika, i on znajdzie na pewno dobry pomysł, aby zrobić coś prostszego. Ale kiedy będę sprawować Eucharystię w niedzielę lub bierzmowanie lub będzie jakieś inny szczególniejszy moment, to z pewnością będę wkładał pierścień, który otrzymałem od papieża. W niedzielę trzeba przecież być zawsze lepiej ubranym. W przyszłości zostanę dalej proboszczem.

Zenit: Czy Ojciec Święty nie życzył sobie już wcześniej Eminencji jako biskupa Waszej diecezji?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Nie, on jest wystarczająco mądry, aby nie robić tego. Teraz jednak zrobił to, i stałem się kardynałem. To była może największa niespodzianka mojego życia. Mimo to nie mogę się jeszcze do tego wszystkiego przyzwyczaić. Chcę zawsze pozostać prostym kapłanem. Kim jesteśmy wszyscy przed Bogiem? To jest tylko Jego Dzieło. Kiedy umrę zapyta mnie: "Co zrobiłeś dla Mnie?" To jest jedynie ważne. Również kardynałowie mogą pójść do piekła, kiedy nie zrobią wystarczająco wiele dla Boga. Dlatego moja dewiza na herbie biskupim brzmi: "Diliges Deum. Kochany Bóg!" Specjalista od herbów musi go jeszcze zaprojektować, kiedy wrócę.

Zenit: Eminencja ma równe osiemdziesiąt lat.

Kardynał GUSTAAF JOOS: Jestem bardzo starym człowiekiem, ale całkiem zdrowym, dzięki Bogu. Mam tylko trochę słaby słuch. Ale pomaga mi aparat słuchowy.

Zenit: Eminencja mógłby jeszcze zostać papieżem?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Aby zostać papieżem należy spełnić trzy warunki: trzeba być uzdolnionym, to znaczy posiadać rozum, być ochrzczonym i po trzecie być mężczyzną. W zasadzie każdy ochrzczony mężczyzna mógłby zostać papieżem. Tylko jeszcze potem trzeba byłoby go szybko wyświęcić na biskupa. Ale istnieje przecież długa kościelna tradycja, według której tylko kardynałowie zostają wybrani na papieża.

Zenit: Papież może mieć ponad osiemdziesiąt lat...?

Kardynał GUSTAAF JOOS: Tak, ale śmiesznie o tym mówić. Pozostawmy to działaniu Ducha Świętego. Jestem głęboko o tym przekonany. Boska Opatrzność wyprowadza wszelkie dobro na wskroś samego grzechu. Mimo wszelkiej słabości człowieka Bóg idzie swoją drogą. Powiada się we Flandrii: Bóg może pisać także krzywymi wersami.

Z języka niemieckiego przetłumaczył (zenit.org)
ks. Dariusz Zielonka SDS

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー