logo
Niedziela, 07 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Doroty, Olechny, Kajetana, Sykstusa – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Danuta Piekarz
A co mi do tego?!
eSPe
 


Na chodniku leży mężczyzna, porządnie ubrany, zadbany... Może zasłabł? Może trzeba by wezwać pogotowie? Ech nie, to na pewno pijak, po co sprawdzać, może ktoś się nim zainteresuje...
Gdy wyjmowałam kanapkę na drugie śniadanie, znów zauważyłam dziwny błysk w oczach Basi. Ona nigdy nie przynosi kanapek, jej rodzice piją... Ale w końcu co ja mogę na to poradzić? Jeśli jest głodna, niech powie wyraźnie, to się podzielę.
W tramwaju dwie staruszki na próżno rozglądają się, szukając wolnych miejsc. Na miejscu dla inwalidów rozsiadł się wystrzyżony młodzian, jeden z tych "zmęczonych od urodzenia". Babcie sobie postoją, w końcu ja wsiadłem wcześniej...
Obojętność na cudzy los nie jest objawem braku uczuć, ale znakiem ich zagłuszania.

Brak emocjonalnego rozróżniania
Chciałam napisać coś o obojętności... ale odnoszę wrażenie, że nie jest to najwłaściwsze słowo na określenie tej rzeczywistości, o której mówimy. Obojętność oznacza niedostrzeganie różnicy, brak emocjonalnego rozróżniania - na przykład jest mi obojętne, czy pojadę tramwajem, czy autobusem. Tu natomiast chodzi o brak logicznego wnioskowania z uczuć i odpowiedniego działania albo raczej o szybkie tłumienie właściwych reakcji: o pewnego rodzaju aborcję myśli, żeby nie mogły zostać wprowadzone w czyn. Bo nie wierzę w to, że nikomu nie przychodzi do głowy, by pomóc leżącemu człowiekowi, że ten młody chłopak ani przez moment nie pomyślał, że mógłby ustąpić miejsca... Myślę, że znacznie częściej zasypujemy te zdrowe, instynktowne reakcje tysiącem "racjonalnych" wykrętów pozwalających nam pozostać w błogiej bezczynności: "to niebezpieczne, czasochłonne, ja się spieszę, jest przecież tylu innych..."

Brak uczuć czy ich zagłuszanie?

Jak być miłosiernym Samarytaninem?
Człowiek-robot, pozbawiony uczuć, to nieczęste zjawisko (choć nie przeczę, że w ostatnich czasach ten rzadki gatunek zdaje się wzrastać w liczbę), częściej natomiast mamy do czynienia z pewnym hamulcem reakcji wobec ludzkiego cierpienia czy krzywdy: "Ile to będzie MNIE kosztowało, jeśli zareaguję? W jakiej mierze zburzy to MÓJ święty spokój?" Może więc lepiej udać, że niczego nie widzę?
Jean Vannier spróbował kiedyś wejść w sposób myślenia postaci z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Kapłan i lewita zadali sobie pytanie: "Co się stanie, jeśli mu pomogę? Spóźnię się do świątyni... a jeśli on jest martwy, a ja go dotknę, będę musiał poddać się oczyszczeniu..." Tylko Samarytanin postawił sobie inne pytanie: "Co się stanie, jeśli ja mu NIE pomogę?"
Czasem się zastanawiam, jak zachowałabym się na miejscu Samarytanina, widząc pobitego, pokaleczonego człowieka w odludnym, pustynnym miejscu... Albo wcześniej - czy na pewno nikt nie widział, jak rozbójnicy znęcali się nad nim? Może wolał nie widzieć?
 

Świat przez pryzmat własnego nosa
Niestety, czasem odnosimy wrażenie, że dzisiaj podobne postawy są też owocem pewnych poczynań... wymiaru sprawiedliwości: jeśli słyszymy o sytuacjach, w których napadający bandyta jest na wolności, natomiast niewinny człowiek, który stanął w obronie pokrzywdzonego, musi się tłumaczyć przed sądem, że nie za mocno używał pięści, to zaczynamy się zastanawiać, czy bronilibyśmy napadniętych, nawet gdybyśmy już zaliczyli wszystkie kolory pasa w karate. Są to jednak sytuacje skrajne: znacznie częściej inni czekają na naszą reakcję, pomoc, aniżeli na obronę - i czekają daremnie.
Tak naprawdę to, co nazywamy obojętnością, w rzeczywistości jest patrzeniem na świat przez pryzmat własnego nosa, wyznaczającego nam linię horyzontu. Zamykamy się coraz bardziej i to wcale nie tylko dlatego, że rośnie przestępczość: dawniej też nie brakowało złodziei, a jednak ludzie potrafili zapraszać do mieszkania sąsiadów i znajomych, po prostu po to, by być razem, porozmawiać, pośpiewać... Tymczasem im więcej posiadamy, tym bardziej się "fortyfikujemy", by inni nie widzieli, nie zazdrościli, nie donieśli... Wiejskie domy, dawniej otwarte i gościnne, dziś straszą systemami alarmowymi i groźnymi brytanami na łańcuchu. Nie wchodź, to mój świat!

Przecież ja nic nie zrobiłem!
Jeszcze nie tak dawno można było spokojnie odwiedzać przyjaciół bez uprzedzenia... dziś w wielu środowiskach taka wizyta byłaby uznana niemal za akt agresji!
Nie tłumaczmy wszystkiego brakiem czasu, spójrzmy raczej na nasze rozumienie czasu: to jest MÓJ czas, jestem jego właścicielem i nie mam zamiaru dzielić się nim z byle kim.
Tak łatwo odnajduję siebie w tych stwierdzeniach... i, niestety, tak łatwo odnajduję siebie w ewangelicznym opisie tych, którzy na sądzie znaleźli się po lewej stronie Chrystusa (por. Mt 25): Byłem głodny, a nie daliście mi jeść, byłem spragniony... I już słyszę mój okrzyk wśród okrzyków otaczającego mnie tłumu: "Panie, przecież wiesz, że byłem zajęty, zapracowany... Przecież było tyle organizacji charytatywnych, które się zajmowały tymi kwestiami... Panie, czemu patrzysz na mnie z wyrzutem?! Przecież ja nic nie zrobiłem! NIC NIE ZROBIŁEM!" No właśnie...

 
Zobacz także
ks. Jacek Zjawin
W naszej religijnej wyobraźni przywykliśmy do statycznego obrazu Boga. Bóg siedzi gdzieś w obłokach i króluje, to znaczy wydaje rozkazy i ujawnia swoją potęgę. Ale wszystko to dzieje się bez opuszczania królewskiego tronu w niebiosach. Nasza relacja z tak wyobrażanym sobie Bogiem może wtedy również wydawać się czymś statycznym. Szukamy stabilizacji w różnych płaszczyznach życia, także tej stabilizacji duchowej i religijnej. 
 
ks. Bogdan Giemza SDS
Pokusa to sytuacja, w której człowiek jest wewnętrznie nakłaniany do złego i dlatego musi wybierać między Bogiem a szatanem, między planem Bożym a planem ludzkim, między dobrem a złem. Pokusę należy odróżnić od grzechu. W dzisiejszym języku codziennym słowo „pokusa” jest często używane w innym znaczeniu, niż zwykliśmy to czynić w chrześcijaństwie. Coraz częściej jest utożsamiana z silnym pragnieniem czegoś. Stąd mówi się o pokusie bogactwa, zrobienia kariery, szukania przygód...
 
ks. Rafał Masarczyk SDS
W "Etyce Nikomachejskiej" Arystotelesa można spotkać rozważania na temat przyjaźni. Starożytny filozof dzieli przyjaźń na trzy rodzaje. Taką, którą zawiera się ze względu na przyjemność przebywania z drugą osobą, lub taką, która opiera się na wzajemnych korzyściach. Istnieje także trzeci rodzaj przyjaźni, który zawiązuje się między ludźmi dzielnymi etycznie. Kim jest ten człowiek dzielny?...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm