logo
Środa, 26 stycznia 2022 r.
imieniny:
Lutosława, Normy, Pauliny, Tymoteusza, Tytusa  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Mateusz Szerszeń CSMA
Aniołowie towarzyszą mi w posłudze kapłańskiej!
Któż jak Bóg
 
fot. Eleonora | Unsplash (cc)


W swojej posłudze kapłańskiej miałem okazję pracować jako spowiednik w michalickim sanktuarium na Monte Sant’Angelo we Włoszech. Był to dla mnie czas, w którym oprócz głębokiego doświadczenia udzielanego miłosierdzia, realnie odczułem obecność aniołów.

 

Chociaż przyjechałem do Włoch jako młody i niedoświadczony ksiądz, szybko przekonałem się, że trafiłem na duchowy poligon. Nie myliłem się. Od razu niemal rozgorzała wokół mojej posługi walka duchowa, w której dotkliwe porażki przeplatały się z sukcesami. Bóg powoli odkrywał przede mną wszystko, co dotyczy świata duchów anielskich, zarówno dobrych jak i złych. Nie ukrywam, że momentem przełomowym tego doświadczenia był kontakt z osobami nękanymi przez diabła i zniewolonymi przez moce piekielne. Dzięki Bogu, nie byłem w tym doświadczeniu sam.

 

Opętanie


Od pierwszego dnia posługiwania w sanktuarium na Gargano posiadałem wewnętrzne przekonanie, że nie jest to przypadek; że Pan Bóg chce, abym właśnie tutaj pełnił swoje obowiązki. W sercu odczuwałem pewien niepokój, który brał swój początek w barierze językowej, a potem potęgowany był ilością i szerokim wachlarzem problemów poruszanych w czasie spowiedzi. Przez ten rok posługi przez mój konfesjonał przetoczyły się tysiące penitentów z różnych krajów, kultur i języków. Każda spowiedź była inna i często wymagały one pełnej koncentracji. Nie wystarczało wypowiedzenie zwykłej nauki, ale nierzadko to spotkanie z drugim człowiekiem wymagało dłuższej rozmowy i wspólnej modlitwy.


Już po miesiącu mojej posługi zapukał do mnie jeden ze strażników sanktuarium, który z przerażeniem w oczach prosił o pomoc w zaprowadzeniu porządku w kaplicy spowiedzi. Okazało się, że do sanktuarium przyprowadzono kobietę, która wykazywała wszystkie cechy opętania i była pod stałą opieką egzorcysty. Jej zachowanie po przekroczeniu progu bazyliki nie dość, że wzbudziło ogólne zamieszanie, to jeszcze wydawało się, że jest ona w stanie zrobić krzywdę sobie i innym. Z jej ust dało się słyszeć bluźnierstwa i wulgaryzmy, a jej zachowanie przepełnione było agresją i bólem.


Początkowo, przerażony całym wydarzeniem, kazałem wprowadzić kobietę do pokoju spowiedzi. Poprosiłem też jej opiekunkę i strażnika o obecność w czasie modlitwy. Pierwszym odczuciem, jakie pojawiło się w moim sercu, był strach. W głowie miałem całkowity mętlik. W myślach zadawałem sobie pytanie: „Co teraz?”. Z jednej strony wiedziałem, że nie jestem egzorcystą, ale z drugiej - nie mogłem zbagatelizować całego wydarzenia i udawać, że nic się nie dzieje.

 

Obecność


Poprosiłem stojących obok mnie ludzi o cichą modlitwę, a sam zacząłem prosić Boga wszystkimi znanymi mi modlitwami. Już po kilku chwilach zorientowałem się, że nie widać żadnej poprawy, a na twarzy kobiety pojawia się drwina i nienawistne spojrzenie. W swojej bezradności poprosiłem o pomoc św. Michała Archanioła i w tym momencie stała się rzecz niezwykła. Zewnętrznie nie zmieniło się nic, ale w moim wnętrzu zaszła niezwykła zmiana. Przestałem się bać. Nabrałem odwagi i zostałem umocniony wewnętrznie. Natchnienie podpowiadało mi: „Nie własną siłą. Proś w imię Jezusa!”. W tym momencie poczułem namacalną obecność innych osób, których fizycznie nie mogłem zobaczyć. W normalnej sytuacji pomyślałbym, że dzieje się ze mną cos złego, ale jednocześnie byłem przekonany, że obecność ta związana jest z aniołami, którzy przyszli na pomoc. Miałem wrażenie, jakby jakieś osoby trzymały mnie za ramiona i dłonie. Nogi ugięły się pode mną z przejęcia.

 

Obecność aniołów napełniła mnie pokojem, który pozwolił mi skoncentrować się na modlitwie. Przestałem recytować z pamięci znane modlitwy i powtarzałem w duszy: „Jezu przyjdź! Pomóż jej”. Sytuacja zaczęła się zmieniać, a w oczach kobiety zobaczyłem zmęczenie i rezygnację. Zaczęła wracać jej świadomość. Stojący obok strażnik podpowiedział mi, że często w takich sytuacjach księża udzielają błogosławieństwa i namaszczają czoło olejem św. Szarbela. Tak też się stało. Poprosiłem opiekunkę kobiety o powrót do domu i konsultację z prowadzącym egzorcystą.

 

Dzisiaj


To pierwsze spotkanie z osobą tak silnie zniewoloną przez złego ducha głęboko zapadło w mojej pamięci. Uświadomiło mi ono, że świat duchowy, o którym tyle czytałem i słyszałem, istnieje naprawdę. Wręcz namacalnie można go doświadczyć. Od tego momentu dużo poważniej zacząłem też podchodzić do obecności aniołów w mojej posłudze. Czytając o historii sanktuarium na Gargano, odnalazłem mnóstwo dowodów obecności i pomocy św. Michała Archanioła i informacji na temat tego, w jak zaskakujący sposób potrafi on przychodzić do tych, którzy proszą go o interwencję. Sanktuarium na Gargano stało się dla mnie symbolem niewidzialnej walki, która toczy się pośród nas i w nas. Dzisiaj wiem to na pewno, że obecność aniołów nie jest tylko legendarnym wymysłem pobożnych ludzi, ale wyjątkowym znakiem Bożej troski o człowieka.


Pamiętając o tym niezwykłym wydarzeniu, wzywam dzisiaj aniołów w sytuacjach, gdy zwyczajnie czegoś się boję lub dotykam spraw, które przerastają mnie jako człowieka. Chociaż dzisiaj ich obecność wydaje się dużo bardziej subtelna i delikatna, to wiara podpowiada mi, że nie jestem sam w tym, co robię. Bez ich pomocy wiele spraw pewnie nie zostałoby rozwiązanych, a szatan nieraz namieszałby w moim życiu po swojemu. Będąc świadomym wstawiennictwa aniołów żyję lepiej. Wtedy, na Gargano, wkroczyli oni do mojego życia z niezwykłą mocą i pomogli młodemu, niedoświadczonemu księdzu w modlitwie wstawienniczej. Strach pomyśleć, jakby się to wszystko skończyło, gdyby ich zabrakło. Bóg jednak posłał ich w odpowiednie miejsce i czas. Jak się później okazało, aniołowie nie pozostawili mnie samego i wielokrotnie jeszcze pomagali w mojej kapłańskiej służbie w sanktuarium na Gargano, ale to już temat na zupełnie inny artykuł.

 

ks. Mateusz Szerszeń CSMA
Któż jak Bóg 5/2021

 
Zobacz także
Ewelina Steczkowska
Zaczęliśmy modlić się codziennie przez wstawiennictwo św. Rity, bo wiedzieliśmy, że jest to święta, która pomaga w najtrudniejszych sytuacjach. Mijały kolejne tygodnie bez zmian, ale my się nie poddawaliśmy. Mówiliśmy: św. Rito, jeśli chcesz, na pewno jesteś w stanie pomóc... To wyjątkowa patronka od spraw nie tylko trudnych, ale wręcz beznadziejnych. Łaski, które wyprasza, po ludzku są nie do wytłumaczenia. 
 
Zdzisław J. Kijas OFMConv
Dziś zacznij służyć Panu Bogu – pisał w. Maksymilian w Notatkach z rekolekcji, odprawianych przed przyjęciem kapłaństwa w 1918 roku. - Może to dzień ostatni w twym życiu. Żyj tak, jakby dzień ten był ostatnim. Jutro niepewne, wczoraj nie do ciebie należy, dziś tylko jest twoim...
 
ks. Wojciech Węgrzyniak
Minęło sześć lat. Ojciec święty został beatyfikowany. I co dalej? Powiedzmy sobie szczerze: start mamy doskonały. Żyliśmy obok Wielkiego Człowieka. Byliśmy świadkami niesamowitych czasów. Nie zapomnijmy, że dobry start to tylko początek. Zwycięzców poznaje się dopiero na mecie...
 
 
___________________
 
 reklama