logo
Sobota, 06 marca 2021 r.
imieniny:
Kolety, Jordana, Marcina, Róży, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Beata Urbanek
Bądźmy uczniami Chrystusa
Czas Serca
 


 
 widziałam Pana!
 
Dla wielu osób nauczyciel, mistrz to osoba, która wiele znaczy. Jeśli zdarzyło się nam spotkać w ważnym momencie życia człowieka o wyjątkowej osobowości, zacnym charakterze, umiejącego obudzić w nas ciekawość świata, pragnienie wiedzy i doskonałości, to może właśnie dzięki niemu wybraliśmy w życiu odpowiednią drogę. Dobrze wiem, jak ważna jest dla mnie wychowawczyni ze szkoły podstawowej, profesorzy z uczelni, a szczególnie promotor. Największy wpływ na moje życie miało jednak spotkanie z Mistrzem przez duże „M”. Nie chodzi o jedno spotkanie, ale cały ich szereg... Ważny był sam moment zaproszenia do Jezusowej szkoły – wówczas oczywiście tak tego nie nazywałam. Pozwoliło mi na to kilkanaście lat nauki w Jego szkole.
 
pójdź za Mną
 
A jak było z uczniami Jezusa? Według Ewangelii Janowej, pierwsi uczniowie zostali zapytani przez Chrystusa (to pierwsze Jego słowa zapisane w tej Ewangelii): „Czego szukacie?” (1,38). Mówiąc inaczej: jakie są wasze serca? Czego oczekujecie od życia? Ode Mnie? Jeszcze nieznani z imienia uczniowie widzą w Jezusie tylko nauczyciela i pytają Go, gdzie mieszka. Nie interesuje ich przelotna znajomość. Chcą wiedzieć, gdzie jest Jego szkoła. Dlaczego w ogóle zainteresowali się Jezusem? Ich nauczyciel, Jan Chrzciciel, wskazał na Niego jako na Baranka Bożego. Słyszeli Jego świadectwo – to tak, jakby Jan Chrzciciel sam odesłał swoich uczniów do lepszego nauczyciela, do szkoły wyższej. Sądzę, że wielu z nas w taki sposób znalazło się na drodze wiary. Moim „Janem” była nauczycielka plastyki. To, że przyszłam do Jezusa, jak owi uczniowie, nie było moją zasługą, ale doświadczeniem wybrania. Przecież:„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16) – powiedział Jezus do uczniów w mowie pożegnalnej. W jakiś sposób musiało do mnie dotrzeć owo wezwanie, domagające się czynu: „Pójdź za mną!”. Niektórzy chrześcijanie i dziś słyszą to wezwanie osobiście, inni zwyczajnym, ewangelicznym sposobem są przyprowadzani przez tych, którzy już uwierzyli.
 
egzaminy wstępne
 
Skoro jest to szkoła, są i egzaminy wstępne. Aby zostać przyjętym w poczet uczniów Mistrza z Nazaretu, trzeba:
– zaprzeć się samego siebie,
– wziąć swój krzyż,
– miłować Jezusa bardziej niż swoich najbliższych,
– przyznawać się do Niego przed ludźmi,
– zostawić wszystko, co nam przeszkadza,
– narodzić się z góry, czyli z wody i Ducha.
Jeśli nie będziemy próbowali dorastać do sprostania tym wymaganiom, może się okazać, że marnujemy czas, bo słowo rzucane na glebę naszego serca nie wydaje oczekiwanych plonów, że w końcu i tak odejdziemy smutni, jak bogaty młodzieniec.
 
życie w szkole Jezusa
 
Uczniowie poszli i pozostali u Niego (por. J 1,39). Potem poszli z Nim na wesele do Kany, następnie do Kafarnaum, i dalej. Bycie u boku Mistrza to rzecz podstawowa. Co trzeba nieustannie robić? Poznawać Go. Uczyć się zaufania. Czasem trzeba pozbyć się naturalnego lęku przez zagrożeniem żywiołów (por. J 6,16-21). Kiedy indziej konieczne jest przyjęcie za prawdę czegoś, co trudno przyjąć rozumowo. Tak, jak w przypadku zapowiedzi spożywania Ciała Chrystusa jako pokarmu i Jego Krwi jako napoju. Człowiek, który jak Piotr zrozumiał, że ten Mistrz głosi słowa dające życie, wie, że naprawdę nie ma innego źródła prawdy, nie ma dokąd iść (por. J 6,60-69).
 
umiejętności zdobywane w tej szkole
 
Pierwsza lekcja to chodzenie. Jeszcze nie po wodzie. Trzeba najpierw dosłownie iść za Nim, po Jego śladach. Tylko w taki sposób nasz krok będzie właściwy, a wybór ścieżki dobry. Jednocześnie zaczynamy żmudne kształcenie naszych zmysłów: wzroku i słuchu. Na wstępnym etapie trzeba nauczyć się rozpoznawać osobę Jezusa. Uzdrowiony chromy nie wiedział, kim był ów Cudotwórca. To Jezus musiał go znaleźć i uświadomić mu, że musi on zerwać z grzechem. Przedtem jednak, zanim go uzdrowił, zadał mu pytanie: czy chcesz być zdrowy? Znów pytanie o pragnienia. Chrystus uzdrawia nasz wzrok, od urodzenia uszkodzony przez grzech pierworodny. Dzięki temu nasze oczy będą mogły w znakach czynionych przez Jezusa dostrzegać Bożą chwałę. Równie ważne jest rozwijanie umiejętności słuchania: kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! (por. Mt 13,9). Jezus głosi swoje słowo, przynosi prawdę – pełnię prawdy. Jest to słowo, które przekazuje Ducha i życie. Przyjęcie go z wiarą sprawia, że ze sfery śmierci przechodzimy do życia (por. J 5,24). Ćwiczenie się w tych umiejętnościach jest naśladowaniem Jezusa, który czyni tylko to, co widzi, że Ojciec czyni (por. J 5,19), i głosi to, co usłyszał od Niego (por. J 8,26.40).
 
profil ucznia Chrystusa
 
Spróbujmy stworzyć profil ucznia Jezusa Chrystusa. Otóż idący za Mistrzem z Nazaretu to ten, który, widząc Go, widzi Ojca, widzi samego Boga. Jest czysty – obmył go sam Pan swoim słowem. Warunkiem jego egzystencji jest trwanie w Jezusie – prawdziwym krzewie winnym. Został obdarowany Duchem, który przypomina słowa Mistrza i świadczy o Nim. Doznaje nienawiści ze strony niewierzącego świata. Nosi w sobie radość i pokój nie z tej ziemi. Jego znakiem rozpoznawczym jest miłość do Boga i bliźniego. Dzięki niej może przyjąć i wykonać zleconą mu przez Nauczyciela misję.
 
końcowy egzamin
 
Aby zdać końcowy egzamin, wymagana jest znajomość głosu Mistrza, rozpoznawanie głosu Pasterza, by nigdy nie pójść za „obcymi”. Trzeba też umieć dostrzegać Jego obecność w znakach, nawet wtedy, gdy Jego samego nie widać. Przed takim testem stają uczniowie przy pustym grobie. Początkowa reakcja Marii Magdaleny zdaje się być porażką: zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie jest. Straciła kontakt z Nauczycielem. Jednak lata nauki nie poszły na marne i, usłyszawszy głos Mistrza, rozpoznała Go i mogła oznajmić: „Widziałam Pana!”. Jednemu z dwóch uczniów, którzy przybiegli do grobu, do ostatecznego umocnienia wiary wystarczyło kontemplacyjne spojrzenie. Pozytywną weryfikację przeszedł także Tomasz, choć – chyba nie do końca słusznie – zwiemy go niewiernym. Zauważmy, że także przy tej okazji Jezus pyta Marię Magdalenę o cel jej poszukiwań. To pytanie jest ciągle aktualne. Dopiero, gdy na nie odpowiemy, gdy sami będziemy wiedzieć, kim jesteśmy i czego oczekujemy, możliwa i prawdziwa będzie nasza odpowiedź wiary i wyznanie: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28).
 
Beata Urbanek
 
Zobacz także
Tomasz Dekert
U źródeł rozwoju liturgii Wielkiego Tygodnia leży pragnienie przeżycia raz jeszcze wszystkich momentów związanych z życiem Chrystusa. Jak w każdym innym przypadku dialogu człowieka z Bogiem, trudność nastręcza ustalenie jasnej granicy pomiędzy wiarą a nabożeństwem. Liturgia jest specyficznym miejscem przenikania się tych dwóch płaszczyzn, których zakres nie zawsze się pokrywa. 
 
Tomasz Dekert
Od czasu do czasu daje znać o sobie mój praktyczny rozum: Czy faktycznie obecność Jezusa może być ukryta pod prostym znakiem Mszy świętej? Bóg miałby być tak blisko nas? Czy możemy Go tam osobiście spotkać?
 
Tomasz Dekert
Błogosławieństwa są obietnicą wyrwania ich z tych udręk, ale w pierwszej kolejności są spojrzeniem na tych, którzy, uwierzywszy Zbawicielowi, stali się podobni do Niego i różni od świata. Wsłuchanie się w Błogosławieństwa w taki właśnie sposób sprawia, że stają się one logiczne i dość oczywiste: dla Boga ci, którzy uwierzyli Jego Słowu, którzy stali się przed Nim ubodzy, których smuci zło i niesprawiedliwość, którzy są miłosierni i czystego serca – są błogosławieni. 
 
 
___________________
 
 reklama