logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Andrzej Kiejza OFMCap.
Błaganie Psalmisty
Pastores
 


Kiedyś mój przyjaciel, zamiłowany podróżnik, opowiadał, że w czasie jednej z wypraw w góry spotkał muzułmanina, z którym rozmawiał na różne tematy. W pewnym momencie ów człowiek zapytał go wprost: „Powiedz mi, dlaczego się modlisz?”. On odpowiedział: „Dlatego, żeby Pana Boga prosić o pomoc dla mojej rodziny albo o bezpieczną podróż i powrót do domu”. Zapewne wymieniał jeszcze inne intencje. Na co ów muzułmanin rzekł: „To wszystko to handel! Ja modlę się tylko dlatego, że Bóg jest”.
 
A jednak modlitwa prośby jest Bogu równie miła. Jej główne aspekty — uznanie własnej niewystarczalności i przyjęcie zależności od Boga — zostają jeszcze bardziej spotęgowane w modlitwie błagalnej.
 
Te dwa rodzaje modlitwy tylko zewnętrznie mogą być do siebie podobne poprzez wyrażone słowami wołanie do Boga w konkretnej sprawie. Sytuacja kogoś, kto prosi o większe dobro dla siebie, o błogosławieństwo dla domu, dla swoich najbliższych, o rozeznanie życiowej drogi, różni się jednak od sytuacji kogoś, kto znalazł się w sytuacji granicznej.
 
Ludzka bezsilność
 
Psalm 88 jest błaganiem człowieka nieszczęśliwego, będącego między życiem a zstąpieniem do Szeolu: „Panie, Boże mego zbawienia, za dnia wołam, i nocą — przed Tobą. Niech dojdzie do Ciebie moja modlitwa, nakłoń swego ucha na moje wołanie! Bo dusza moja jest przesycona nieszczęściami, a życie moje zbliża się do Szeolu” (ww. 2-4).
 
Modlitwa błagalna rodzi się tam, gdzie człowiek doświadcza nie tylko jakiejś istotnej potrzeby, ale wręcz swojej bezsilności. Takie błaganie zaczyna się na gruzach ludzkiego życia — tak przynajmniej może się człowiekowi wydawać: „Zaliczają mnie do tych, co schodzą do grobu, stałem się podobny do męża bezsilnego. Moje posłanie jest między zmarłymi, tak jak zabitych, którzy leżą w grobie, o których już nie pamiętasz, którzy wypadli z Twojej ręki. Umieściłeś mnie w dole głębokim, w ciemnościach, w przepaści” (ww. 5-7).
 
Powody takiego położenia człowieka są różne. Cytowany psalm nie zawiera wielu elementów charakterystycznych dla modlitw błagalnych: brakuje w nim wyznania grzechu, który jest pierwszym źródłem ludzkiego cierpienia, nie ma tu też dokładnego opisu wrogów i ich działania. Jedyną osobą ukazaną w opozycji do modlącego się człowieka jest Bóg. Brakuje w tym psalmie wyraźnie sformułowanej prośby. Nie ma również, obecnej w tego typu modlitwach, pewności wybawienia, jakie rychło nadejdzie ze strony Boga, i dziękczynienia za nie.
 
Powód, dla którego tak się dzieje, nie jest dokładnie znany. Dla psalmisty ważne jest opisanie swego doświadczenia z taką siłą wyrazu, na jaką go stać, aby otwarcie zmierzyć się z bolesną stroną swego życia. Psalmista nie ukrywa, że to właśnie ludzka słabość jest miejscem przyciągającym Bożą pomoc.
 
Pomiędzy modlącym się błagalną modlitwą człowiekiem a Bogiem zauważalna jest bezpośredniość, polegająca na otwartości i — jak się wydaje — bolesnej szczerości. Jest to wyraz jego pełnej ufności do Boga. Bóg jest kimś, komu można powiedzieć wszystko, z kim można przeżyć wszystko: lament i dziękczynienie, zagrożenie życia i jego ocalenie, narodziny i śmierć oraz każdą inną sytuację swojej egzystencji (zob. Koh 3).
 
Sprawiedliwy szuka pomocy u Boga
 
Psalmista (Ps 5) znajduje się w sytuacji bardzo pilnej potrzeby, w stanie jakiegoś zagrożenia. Uderza intensywność jego prośby: „Usłysz, Panie, moje słowa, zwróć na mój jęk uwagę; natęż słuch na głos mojej modlitwy, mój Królu i mój Boże! Albowiem Ciebie błagam” (ww. 2-3).
 
W tej modlitwie porannej — najprawdopodobniej w świątyni (w. 8) — opisane są dwa światy — stojących w opozycji do siebie — ludzkich wartości i zachowań. Tym, co budzi sprzeciw modlącego się, a w konsekwencji rodzi jego ból, jest świat ludzi złych. Hebrajskie przymiotniki ra' i rasza' (w. 5) oznaczają odpowiednio: człowieka złego i bezbożnego, który dopuszcza się nieprawości i uporczywie trwa w grzechu. Chodzi tu zarazem o człowieka złośliwego, który posługuje się przemocą i podstępem. Wiele bardziej szczegółowych określeń zawartych w Psalmie 5 przedstawia go jako nieprawego, złoczyńcę (w. 6), mówiącego kłamstwa, krwawego i podstępnego (w. 7). W jego ustach nie ma szczerości, jego serce, choć mówi pochlebstwa, knuje zasadzki (w. 10), a do wszystkich swoich złych zachowań dołącza jeszcze jedno, najgorsze: buntuje się przeciw Bogu (w. 11). Jest on zatem wrogiem ludzi i Boga. Zestawienie wszystkich tych określeń ukazuje przerażającą sumę zła, do którego zdolny jest człowiek bezbożny, zarówno w sensie liczebności złych uczynków, jak i ich intensywności.

Bóg nie ma z nim nic wspólnego: nie przyjmie go w gościnę (gościna to obraz przyjaźni i zażyłości) (w. 5), nienawidzi bowiem złych ludzi (w. 6), zsyła zgubę na kłamców, brzydzi się podstępem i rozlewem krwi (w. 7). Człowiek nieprawy jest też wrogiem modlącego się do Boga psalmisty. To właśnie z powodu zagrożenia ze strony zła psalmista szuka pomocy u Boga: „Prowadź mnie w swej sprawiedliwości, na przekór mym wrogom” (w. 9).
 
1 2  następna
Zobacz także
Artur Sporniak
Artykuł został usunięty, ponieważ redakcja Tygodnika Powszechnego zakończyła współpracę ze wszystkimi serwisami internetowymi, także z naszym.

Zapraszamy do czytania innych ciekawych artykułów w naszej czytelni.
 
Hanna Gronkiewicz-Waltz
Z Ćwiczeniami duchownymi spotkałam się osobiście w końcu 1992 roku, niedługo po mianowaniu mnie prezesem NBP. Mimo że wcześniej odprawiałam różnego rodzaju rekolekcje, to jednak pierwszy tydzień Ćwiczeń okazał się całkowicie inny od moich dotychczasowych doświadczeń. Ta inność była przede wszystkim związana z milczeniem, z wyciszeniem wszelkich zewnętrznych bodźców w trakcie rekolekcji. Chociaż poprzednio także spotykałam się na rekolekcjach z milczeniem, to podczas Ćwiczeń było ono - powiedziałabym - bardziej radykalne. To właśnie między innymi dzięki milczeniu mogłam się lepiej otworzyć na głos Boga.
 
Jacek Stojanowski
Wielki, prawy człowiek został niesłusznie skazany. Jak to się w ogóle mogło stać? Kto do tego dopuścił? Judasz, ta zdradliwa żmija, zadowolił się nędznymi ochłapami. Podstępni, zakłamani arcykapłani żydowscy bali się Chrystusa więc kazali Go pojmać. Tylko Piłat starał się jak mógł żeby nie dopuścić do skazania Jezusa. Ale co miał zrobić skoro głupi, ciemny lud się uparł?...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー