logo
Piątek, 30 października 2020 r.
imieniny:
Augustyny, Przemysława, Marcela, Zenobii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
S. Teresa Paszkowska
Bóg jest zajmujący
Pastores
 


Stwierdzenie św. Pawła dotyczące ilości „mędrców, możnych, szlachetnie urodzonych” (por. 1 Kor 1,26) w gronie powołanych przez Chrystusa nie straciło nic na aktualności. „Niewielu” – to właściwa ocena stanu rzeczy; a zarazem pretekst do pytania o Boże kryterium doboru tych, których On sam chce przywołać. Bóg nie stosuje ludzkich ocen przy doborze tych, których chce mieć bliżej i których zamierza posyłać.
 
Wśród wielu kryteriów powołania do kapłaństwa za jedno z istotniejszych należałoby uznać szczere rozstrzygnięcie kwestii, czy dla tego konkretnego człowieka, myślącego o seminarium czy zakonie, Bóg jest zajmujący. Nie to, czy wyobraża on sobie pełnienie posług związanych z tą drogą życia – bo być może pragnie jedynie znaczenia, pierwszego miejsca w świątynnych celebracjach. Nie to, czy chce służyć ludziom – bo to można czynić z pasją na wiele innych sposobów.
 
W powołaniu kapłańskim chodzi nade wszystko o to, by mieć osobiste doświadczenie, że Bóg jest zajmujący, i wprowadzać w nie innych; by mieć przekonanie, że warto bez żalu odłożyć wiele zajmujących spraw, by zająć się Nim i przyzwolić, by On zajął mój czas i uwagę.
 
Powołanie do stanu duchownego stawia wymaganie: być bliżej Boga, a gdy nadejdzie „godzina”, być posłanym przez Niego. Doświadczył tego Mojżesz, kiedy na pustyni nagle odezwał się doń Jahwe. Podszedł i słuchał; rozumiał i wszedł w dialog; usłuchał Boga i przyjął Jego dzieło do wykonania (zob. Wj 3,2-4,18). Doznali tego uczniowie Jezusa naznaczeni mianem Dwunastu, kiedy spośród wielu zostali przywołani i poddani specjalnej formacji. Słuchali Pana, gdy mówił do tłumów i na osobności otrzymywali dodatkowe objaśnienia i pouczenia (zob. Mt 24,3; Mk 13,3; Łk 9,18). Stawiali Mu wiele pytań, a kiedy bali się Go pytać, sam podejmował inicjatywę i jasno rozstrzygał problemy.
 
Uczniowie wielokrotnie widzieli Jezusa prowadzącego dialog z Ojcem. Słyszeli Jego wyznania, że z niego, jak z pokarmu, czerpie siłę. Wypełnienie woli Ojca, realizacja Jego zamysłów – to jedyna rzecz, która autentycznie zaprzątała umysł i serce Jezusa. Nie miał innych spraw – równie zajmujących; wszystko, co czynił i przeżywał, wchodziło w zakres tego fundamentalnego doświadczenia. Diakon, prezbiter, biskup Nowego Przymierza jest powołany do zanurzenia się w to własne doświadczenie Syna Bożego. Jeśli, posłuszny wezwaniu Pana, wypłynie na głębię powołania, doświadczy wielkich rzeczy, które uczyni Wszechmocny w nim i przez niego. Jeśli, z obawy przed powiewem wichru, zatrzyma się na obrzeżach, nie będzie łowił ludzi w Boże sieci, nie dozna radości ze skuteczności słowa i mocy Boga.
 
Ten, kto stwierdza w głębi serca, iż Bóg jest dla niego zajmujący, i to bardziej aniżeli inne ponętne sprawy tego świata, podejmuje ryzyko wejścia w wielkie Misterium. Ryzyko nie dotyczy wymagań ze strony Boga – one nigdy nie zagrażają śmiertelnie człowiekowi; odnosi się raczej do wymogu utrzymania tego priorytetu do końca, niezależnie od pokus świata czy złego. Formacja, która pozwoli osiągnąć odpowiednią do tego powołania „formę” i utrzymać ją na stałe, wymaga od kandydata na prezbitera i od prezbitera zaawansowanego, solidnego i konkretnego wysiłku w kilku wymiarach.
 

Nauczyć się języka Objawienia
 
Powołani, by „być bliżej” Pana (por. Dz 7,31), nie tylko przestrzennie zmieniają swoje położenie. O wiele ważniejsza jest duchowa bliskość osób, które chcą siebie nawzajem słuchać i rozumieć (por. Jk 4,8).
W obecnych czasach ceniona jest znajomość obcych języków, gdyż to ułatwia porozumiewanie się. O wiele mniej ceni się „język Objawienia”, który pozwala na dostosowanie mentalności własnej do wskazań, które Bóg dał jako normy życia doczesnego i wiecznego.
 
Wezwany do kapłaństwa nie może nie pragnąć opanowania znajomości języka Boga, jeśli prawdziwie chce znać Boga, mówić z Nim i o Nim. Już na podstawowym etapie formacji seminaryjnej przyszły prezbiter przyswaja sobie „język Objawienia”. Na początek, terminologię i treści ksiąg biblijnych, którymi posłużył się Bóg w dziejach zbawienia. Z czasem nabiera biegłości w tym Słowie, zna już nie tylko tematykę Objawienia, postacie i zdarzenia. Od lektury Pisma przechodzi do rozdawania wiedzy, a przyswojone „formuły” stają się przydatne w codzienności.
 
 
1 2 3 4 5  następna
Zobacz także
Andrzej Sudoł SCJ

Pracując wiele lat z młodzieżą, często słuchałem ich problemów, które zwykle sprowadzały się do braku zrozumienia ze strony rodziców. Najczęściej nie poświęcali im oni wystarczająco dużo czasu, a jeśli już rozmawiali z dziećmi, okazywało się, że żyją w zupełnie innym świecie. Z tej racji młodym trudno było zaufać swoim rodzicielom, dlatego coraz częściej szukali innej osoby, by porozmawiać o trudnych dla nich tematach. Tymczasem rodzicom wydaje się najczęściej, że to właśnie młodzież jest trudna i żyje na „obcej planecie”. Powtarzają oni: „Dawniej tak nie było”. Czyżby „zapomniał wół, jak cielęciem był”?

 
Andrzej Sudoł SCJ
Chrzciliśmy wnuczkę w naszym kościele. Cała ceremonia była piękna i wzruszająca. Jednak nasi goście z Brooklina byli nią bardzo zdziwieni. I gdy się dowiedzieli, że tej ceremonii przewodniczył diakon, ojciec dwojga dorosłych dzieci, niczego nie mogli zrozumieć. Mówili, że to kościół protestancki, gdyż księża katoliccy nie mogą się żenić, a tymczasem tu żonaty diakon "odprawia Mszę" i udziela ślubów. Ja również tego nie rozumiem. A może tak się dzieje tylko w naszym kościele? Mamy wystarczającą liczbę księży, więc nie wiem, dlaczego ksiądz nie może wypełnić swoich obowiązków.
 
Danuta Piekarz
„My” i „oni”... jakże często wewnątrz Kościoła można dostrzec taki sposób myślenia, jeśli nawet nie jest on wyrażony wprost słowami: z jednej strony „my – duchowieństwo”, natomiast „oni” to świecki ludek wierny, który na szczęście zapełnia jeszcze kościoły, ale niewiele rozumie i niekoniecznie można na nim polegać, więc lepiej jeśli sami załatwimy wszystko w parafii. Ale też istnieje odwrotny stereotyp: „my” to wierni świeccy, natomiast „oni”, duchowni, są jakby na innej planecie, nie mają ochoty poznawać naszych problemów, żyją wygodnie i dostatnio...
 
 
 
___________________
 
 reklama