logo
Czwartek, 18 października 2018 r.
imieniny:
Hanny, Klementyny, Łukasza, Juliana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Mieczysław Kożuch SJ
Bóg nie dał nam ducha bojaźni
Zeszyty Formacji Duchowej
 


Odważni i bez lęku
 
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu wiele razy (około trzystu sześćdziesięciu) zachęca nas do tego, byśmy byli odważni i nie lękali się; możemy w nim odnaleźć tyleż samo zachęt do czuwania. Wyrażenia: „Nie lękajcie się” i „Czuwajcie” zawarte w Ewangeliach stanowią swoistą syntezę postaw chrześcijańskich. Warto sobie uświadomić tę prawdę, aby na co dzień umieć sobie radzić z lękiem.
 
Winniśmy być wdzięczni Panu Jezusowi za to, że obdarzył nas wiarą. On jest naszym pokojem, naszą światłością, naszą drogą – On jest naszym życiem. Łatwiej jest mówić o życiu w odwadze, o pokonywaniu lęków, gdy miłuje się Chrystusa, wierzy w Niego, stale pogłębiając relacje z Jezusem.
 
Myślę, że naszym rozważaniom powinien patronować Ojciec Święty Jan Paweł II. Wiemy, że jego życie dobiegło końca, dlatego z całą mocą możemy powiedzieć, że on się nie lękał, choć będąc czujnym, uważnym i bystrym obserwatorem, zapewne doświadczał uczucia lęku. Jan Paweł II przez całe życie zachęcał nas do odwagi i zachowania czujności. Mottem jego posługiwania stały się słowa: „Nie lękajcie się!”. My często je powtarzamy, ale wciąż pozostajemy bierni, wycofujemy się; papież Polak poszedł dalej, był wierny głoszonym ideałom i bez ustanku w heroiczny sposób realizował je w życiu. Tak więc nie lękajcie się i otwórzcie drzwi Jezusowi Chrystusowi!
 
Lęk sam w sobie jest rzeczywistością, która zmniejsza się lub wręcz ustępuje, gdy człowiek zaczyna realizować powierzoną mu misję. Misja i lęk idą niejako w parze; łączymy się duchowo z Janem Pawłem II. Ponieważ wierzymy w obcowanie świętych, zapraszamy go do tej auli i wzywamy Ducha Świętego; prosimy go o wstawiennictwo za nami, abyśmy się nie lękali, a przede wszystkim, abyśmy mieli odwagę otwierać nasze serca na Jezusa Chrystusa i tylko na Niego. To jest nasze podstawowe powołanie i zasadnicza misja.
 
Wstępem do obecnych rozważań będzie Drugi List świętego Pawła do Tymoteusza (1, 1-18). Nasze rozważanie głównie oprzemy o wersety 6-9. Przytoczmy je:

Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą.
 
Na początek przypomnijmy sobie, kim jest adresat listu. Mówią o tym dwa pierwsze wersety: Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, [posłany] dla głoszenia życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana!
 
Kolejne wersety (3-5) mają formę dziękczynienia i wspomnienia świętego Pawła. W cytowanych wersetach (1, 6-8) święty Paweł zachęca Tymoteusza do walki o życie zgodne z Ewangelią:
 
Z tej właśnie przyczyny [to znaczy, że wierzysz, iż jestem twoim ojcem duchowym, że cię zrodziłem w wierze – M. K.] przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk.
 
Mamy tutaj trzy bardzo jasne stwierdzenia: Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Dalej apostoł zachęca: Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą. Dalsze wersety (9-10) to odwołanie się do motywacji teologicznej z potrójnym wezwaniem: On [Chrystus] nas wybawił i wezwał świętym powołaniem (...) zniweczył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.
 
Zechciejmy teraz bardziej szczegółowo przyjrzeć się powyższym tekstom, aby je przemyśleć, a treści, jakie odkryjemy, zanieść Panu Jezusowi, prosząc Go o łaskę życia nimi.
 
Po pierwsze, święty Paweł (werset 1-2a) czuje się apostołem, jest przekonany, że został włączony w łańcuch apostołów Chrystusa. W tę prawdę nigdy nie zwątpił, co dobitnie podkreśla w Drugim Liście do Koryntian, w którym wyraża niezłomne przekonanie, że jest apostołem Chrystusa. Słowo Pana staje się podstawą jego pewności i rodzi wspólnotę, rodzinę duchową. Jest to jedność prawdziwa, solidna, mocna. Na słowie Pana Paweł opiera się jak na skale. Ono jest skałą, ono daje człowiekowi pewność, której nikt ani nic nie może podważyć. To jest także moje powołanie: oprzeć się na Słowie, całkowicie mu zawierzyć.
 
Po drugie, w listach świętego Pawła z łatwością można zauważyć, że jest on głęboko wdzięczny za dar powołania, jakim obdarzył go Jezus. Paweł zawsze dziękował Bogu za wszystko, co spotykało go w życiu, nawet w największym ucisku – w więzieniu, w kajdanach. Obecnie tak wiele mówi się o wdzięczności, jaką przekazał nam w swoim testamencie Ojciec Święty Jan Paweł II. Jest to szczególna łaska, która otwiera człowieka na innych, na Boga i buduje nas samych. Musimy być uważni w okazywaniu innym wdzięczności i ćwiczyć się w przeżywaniu jej na co dzień.
 
Po trzecie, apostoł ma czyste sumienie, o czym będzie też wspominał w Drugim Liście do Koryntian. Podkreśla, że pamięta o Tymoteuszu, modli się za niego, wspomina jego rodzinę, czuje się z nim rzeczywiście związany. 
 
Sumienie i lęk są rzeczywistościami ściśle ze sobą połączonymi. Jako ludzie wierzący musimy dbać o spokój naszego sumienia, gdyż bez niego będziemy stąpać po sypkim piasku, nie znajdziemy fundamentu, pewności. Sumienie kształtowane jest wraz z innymi, w jedności, zakłada odnawianie pamięci, aby zachowywać tę jedność.
 
W wersetach 6–8 święty Paweł z wielką mocą zachęca nas (to Słowo jest teraz skierowane do nas) do odnowienia i rozpalenia charyzmatu, do niewstydzenia się powołania i do życia i głoszenia Ewangelii. Nasze charyzmaty, czyli otrzymane od Boga dary, mogą w nas z różnych przyczyn słabnąć, zwłaszcza jeżeli będziemy ulegać lękom. Łatwo jest bowiem wejść w tunel zwątpienia i niejasności. Stąd pojawia się konieczność ożywiania naszych charyzmatów. Z tej racji Kościół zachęca wszystkich, a szczególnie osoby konsekrowane, do formacji ciągłej, zwanej permanentną. Czy jesteście świadomi waszych charyzmatów, którymi zostaliście obdarzeni? Są one niepowtarzalne, dane tylko wam. Odkrywanie ich jest zawsze ważne; prowadzi do bycia pewnym siebie i do wdzięczności Bogu, który tę pewność pogłębia.
 
Musimy pamiętać o tym, że Bóg nikogo nie stwarza kalekim, choćby nawet człowiek miał jakieś wady. Braki to nie kalectwo. Musimy mieć jakieś słabości czy przywary!

Przeżywanie charyzmatów i osłabnięcie
 
Tu pojawia się pytanie: jeżeli człowiek może osłabnąć w przeżywaniu charyzmatów, to jakie są tego przyczyny? Jakie racje spowodowały osłabnięcie charyzmatu u Tymoteusza? 
 
Wydaje się, że częstym powodem osłabnięcia w przeżywaniu naszego charyzmatu, jakikolwiek by on nie był, jest doświadczenie samotności i brak pomocy ze strony innych. Samotność w życiu jest wielkim krzyżem dla każdego człowieka, niezależnie od stanu. Brak pomocy sprawia, że tracimy ostatnie siły; po prostu nie możemy już czuć się spokojni, otwarci, chętni do pomocy. Zapytajcie siebie: jak przeżywacie waszą samotność? Czy i gdzie szukacie pomocy? Jak zachowujecie się, gdy czujecie, że życie jest ponure i ciężkie?
 
Przeżywanie charyzmatów może słabnąć wskutek różnych osobistych słabości. Należy tu między innymi wymienić: wiek, zdrowie, brak przygotowania do pracy, którą mi zlecono, brak kompetencji, wymagania, którym trudno jest mi sprostać, kłopoty w życiu rodzinnym, wspólnotowym. Jako wspólnotę rozumiem tutaj nie tylko zgromadzenie zakonne, ale także grono przyjaciół, środowisko pracy. To tutaj do głosu dochodzą moje słabości w przeżywaniu osobistego charyzmatu. Czy mam odwagę je nazwać, odczuwać ich ciężar, pokonywać wstyd, zakłopotanie, jakie mi przynoszą?
 
Kolejnym powodem są braki typowo duchowe: zabieganie, zaniedbania w modlitwie, w przeżywaniu obecności Pana i relacji z Nim, lenistwo. Przypomnijmy jeszcze raz, że naszym charyzmatem może być powołanie kapłańskie, zakonne, do życia w rodzinie albo w samotności, że wpisany jest on w zawód, jaki wykonujemy. Charyzmat złączony jest z zadaniami, jakie wykonuję, a które ostatecznie Bóg mi zleca, licząc na to, że tam, gdzie jestem: w społeczeństwie, w Kościele, będę Go przeżywał z mocą, że będę doświadczał Jego obecności i w ten sposób poznam siebie oraz zrealizuję się jako osoba. Charyzmat jest mi zadany, a moim zadaniem jest go odkryć i w pełni przeżywać.
 
Werset 7 przynosi nam bardzo ważną prawdę: Bóg nie daje ducha bojaźni. Bóg nie wprowadza człowieka w klimat lęku. Te stany uczuciowe nie mogą pochodzić – mówi Paweł – od Stwórcy. One rodzą się z mojej natury, z moich kompleksów, z mojej historii życiowej, mają na nie wpływ inni ludzie, lub mogą pochodzić też od szatana, który wykorzystuje moje cechy, aby mnie zniszczyć. A co daje Bóg? Paweł podkreśla trzy rzeczywistości: Ducha mocy, miłości i trzeźwego myślenia. Charyzmat, który jest w sercu Tymoteusza, został mu dany przez włożenie rąk Pawłowych. Podkreślona tu została misja biskupia Tymoteusza. Święty Paweł zachęca Tymoteusza do wyjścia ze stanu lęku, niepewności, które zapewne w danym okresie przeżywał, inaczej bowiem taki list nie miałby sensu.
 
Zobaczmy bliżej, co oznacza duch bojaźni. Użyte tutaj greckie Słowo dellija oznacza tchórz, nieśmiały, zagubiony. To samo słowo zostało użyte w Ewangelii świętego Mateusza: A On im rzekł: «Czemu bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary»? (Mt 8, 26a).
 
Odnajdujemy je również w Apokalipsie, gdzie powiedziano, że: dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką (21, 8).
 
I jeszcze raz w Ewangelii świętego Jana: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży wasze serce ani się nie lęka (14, 27).

Bóg udzielił nam...
 
Widzimy tu wyraźnie, że Bóg udziela ducha odwagi. Jeżeli weźmiemy kilka tekstów: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Łk 12, 4); Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli (Łk 12, 7); Nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić (Łk 12, 11), zobaczymy, że ducha lęku wszczepił w nas szatan, który jest ojcem ciemności. Bóg udzielił nam ducha mocy i trzeźwego myślenia oraz miłości. Co oznaczają te wyrażenia?
 
Moc
 
Jest to słowo, które określa przede wszystkim tę moc, dzięki której Chrystus mógł działać cuda. Ona niekiedy szczególnie z niego promieniowała. Bóg dawał Mu ducha mocy, przezwyciężania lęku, działania dla dobra innych. Święty Łukasz pisze: A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać (5, 17). Każdy z nas ma w sobie dar mocy, aby żyć Ewangelią, aby nią promieniować. Mam uwierzyć w tę prawdę, że mogę promieniować Bogiem, przekazywać Go innym. To, co się stało w tych tygodniach, a szczególnie w tych dniach, w których przeżywaliśmy chorobę i śmierć Ojca Świętego, jest dowodem na to, że człowiek może promieniować Bogiem i złączyć cały świat wokół siebie w Bogu i Jego mocą. Nie dlatego, że człowiek jest do tego zdolny sam z siebie, ale dlatego, że działa przez niego Bóg. Jak ważna jest to prawda i jak często zapominana!
 
Miłość
 
W języku greckim na wyrażenie uczucia miłości mamy przynajmniej trzy słowa: eros, sympatia i agape. Miłość erotyczna w mentalności greckiej nie kojarzy się tylko z seksualnością. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest to raczej miłość hedonistyczna, której celem jest szeroko pojęta przyjemność, w tym także seksualna. Sympatia wyraża uczucie życzliwości, jakie żywimy do drugiej osoby; ktoś jest dla mnie sympatyczny. To też jest jakaś forma miłości. Przeżywając ją, jednych odrzucam, a innych akceptuję, ponieważ są dla mnie dobrzy, sympatyczni.
 
Ostatnie wyrażenie to agape. To ono jest użyte w tym tekście. Jest to ta miłość, która stworzyła świat, silniejsza od wszystkiego, nawet od zła. Ojciec, który jest w niebie, daje nam właśnie taką miłość: do Syna i do ludzi, do których Syn Boży nas posyła. Daje nam moc Ducha miłości, czyli miłości ofiarnej, która potrafi zapominieć o sobie. Człowiek dzięki niej staje się darem. Nie szuka szczęścia jako celu; szczęście jest tylko dodatkiem do jego życia, które przeżywa według logiki miłości agape.
 
Trzeźwe myślenie (Sofron zmos)
 
Kardynał Karlo Maria Martini mówi, że jest to słowo bardzo rzadkie w Nowym Testamencie, pojawia się kilka razy w listach pasterskich. Chodzi w nim głównie o mądrość połączoną z roztropnością.
 
Młody biskup Tymoteusz zapewne przeżywa stan lęku, który powoduje u niego odejście od entuzjazmu w pasterzowaniu Kościołowi Chrystusa i wycofanie się z jego życia; doznaje wewnętrznego paraliżu. Sofronos zmos oznacza umiejętność wyboru środka, zdolność do zachowania równowagi na płaszczyźnie uczuciowej, co pomaga zarówno pełniej przeżywać wiarę, jak i rozwiązywać problemy i trudności dnia codziennego. Jest to stałość, trzeźwość spojrzenia, mądrość decydowania. Zauważcie, że miłość i moc nie wystarczą. Aby uniknąć skrajności, aby gorliwość była roztropna, abyśmy nie zabrnęli w ciemny zaułek przemęczenia na skutek szczerze podjętej służby, potrzebna jest zdolność rozeznania. Duch trzeźwego myślenia oznacza dar rozpoznawania znaków czasu, swoich możliwości i sił, oznacza także stałość, w której możemy trwać.

Nie wstydź się zatem...
 
Werset 8 mówi o drugiej zachęcie: Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą. To wyrażenie trzeba dobrze zrozumieć, gdyż jest ono ważne. Pojawia się dwa razy w pierwszym rozdziale: Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu zawierzyłem (...) (Tm 1, 12); oraz: Niech Pan użyczy miłosierdzia domowi Onezyfora za to, że często mnie pokrzepiał i łańcucha mego się nie wstydził (Tm 1, 16). Nie wstydzić się oznacza być dumnym z czegoś. Dobrze rozumiana duma jest postawą chrześcijańską, jest wyrazem autentyzmu życia w wierze. Tak często stoimy poza polem gry, stoimy onieśmieleni z powodu naszej wiary, bierni. Takich postaw nie chce Jezus. Skąd one się rodzą?
 
Paweł ich nie przeżywa. Na początku Listu do Rzymian mówi: Bo ja nie wstydzę się Ewangelii (1, 16). Z takiej postawy rodzi się głębokie przekonanie, że Ewangelia jest bowiem (...) mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego (...). Jest ona zarówno powodem do dumy, jak i cierpienia oraz znoszenia kajdan. To wyrażenie jest bowiem echem słów Pana Jezusa: Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów (Łk 9, 26). Serce Pawłowe zamieszkują więc uczucia zupełnie przeciwne.
 
Zapytajmy teraz: dlaczego Tymoteusz wstydził się Ewangelii? Paweł pragnie przecież go przestrzec, by nie poddawał się skrępowaniu, by nie wycofywał się z głoszenia mądrości Bożej, która jest zawarta w Ewangelii. Przyczyn do odczuwania wstydu z powodu Ewangelii może być wiele. Dotyczą one także i nas. Po pierwsze, Tymoteusz mógł czuć się opuszczony przez Boga. Cierpienie – jak dobrze wiemy – koncentruje człowieka na sobie. Człowiek często jest wrzucony w wir różnych problemów tak natury zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Tymoteusza mogły dosięgnąć różnego typu wątpliwości. Szatan mógł je wykorzystywać, podsuwając mu myśli o tym, że Bóg o nim zapomniał, że oddalił się od niego, że go opuścił. Zły duch jest zawsze autorem zamieszania, budzi podejrzliwości, zniechęca, odbiera nadzieję. Tymoteusz cierpi, czuje się upokorzony – to mogło spowodować, iż jeszcze głębiej przeżywał swoje trudności, niewłaściwie je oceniał. W chwili próby często nie widzimy działania łaski, a cierpienie odbiera nam energię. Częstym osłabieniem naszego charyzmatu jest więc to, że nie czujemy obecności Boga i podświadomie zaczynamy się przekonywać o Jego opuszczeniu.
 
Po drugie, Tymoteusz może być kuszony, aby postrzegać Ewangelię jako „dziwaczną”, to znaczy nieżyciową, nie na te czasy. Zauważmy, że w czasach obecnych zuchwałość świata laickiego i współczesnego pogaństwa także jest straszliwa, a „wspaniałość tego świata” i jego ułuda są bardzo pociągające. Efez, miasto, w którym Tymoteusz był biskupem, było miastem wielokulturowym, trudno było więc objąć troską duszpasterską wszystkich jego mieszkańców, odnaleźć nowych wyznawców chrześcijaństwa, było miastem wielu ogromnych problemów i wyzwań. Tymoteuszowi mogło się wydawać, że zasady Ewangelii mają niewiele wspólnego z codziennym życiem wielkiego świata, z dynamiką miasta. Szatan w takich sytuacjach podsuwa nam pesymistyczne myśli: widzisz, twoje prace, wysiłki, trudy nie mają sensu, życie i tak idzie swoimi torami, nikt się z tobą nie liczy, nikt nie prosi cię o pomoc. Twoje wysiłki na nic się zdadzą wobec tego, co tu się dzieje. W takiej sytuacji człowiek nie może być dumny z Ewangelii, może zachowywać się jak tchórz: wstydzić się jej, przeżywać zamieszanie, zakłopotanie, wątpliwości, choć jeszcze nie schodzi z drogi Ewangelii.
 
Po trzecie, można być zawstydzonym, onieśmielonym ze względu na wymagania, jakie stawia Ewangelia, kiedy jest ona postrzegana jako niemająca siły przebicia, nieskuteczna w stosunku, na przykład, do agresywności ekonomii, polityków, mediów. Ewangelia może być widziana jako głos na pustkowiu. My wolimy przemawiać do tłumów, które nas oklaskują. Jeżeli jesteśmy krytykowani za Ewangelię, odchodzimy, ukrywamy się. Rzadko mamy świadomość ogromu daru Bożego, jaki niesie Słowo Boże dla świata i dla człowieka. Warto się zapytać: jak ja odnajduję się w tych trzech możliwych dla mnie trudnościach, które zapewne przeżywam w mojej codziennej egzystencji – głoszona dziś w mediach „nowa moralność”, „nowa cywilizacja”, hedonizm, narkomania, wyuzdanie seksualne, homoseksualizm i tym podobnie?
 
Paweł przestrzega przed wstydzeniem się Ewangelii. Apostoł jest świadomy pokusy, że Ewangelia może się stać dla nas rzeczywistością tak mało pociągającą, że możemy się jej wstydzić. Dla Pawła jest ona chlubą, zaszczytem, radością, ale także krzyżem. Paweł się cieszy, że może cierpieć: odwrócili się ode mnie (...) wszyscy (1, 15), czyli ulegli pokusie wstydzenia się Ewangelii.
 
Jedynie Onezyfor pozostał mu wierny i dodawał otuchy w chwilach trudnych (w. 16). Paweł lęka się, że Tymoteusz, jego dziecko w wierze – jak go nazywa – także może ulec tej straszliwej pokusie i zacząć się wstydzić Księgi Życia.
 
Jakich rad Apostoł udziela Tymoteuszowi?
 
Przede wszystkim, aby pokusy przezwyciężać stałością i mocą wiary. Ktoś z komentatorów w polskim radio powiedział, że Jan Paweł II był człowiekiem, który wchodził wszędzie, jakby nie mając kompleksów. My dodajmy, bo wiedział, z czyją mocą działał i kogo niósł ludziom. Pewność to świadomość wagi i jakości tego, co się robi oraz przekonanie (decyzja woli), że Bóg mnie nigdy nie opuści. Z tą prawdą nie należy dyskutować, choćby mi się nieraz wydawało zupełnie inaczej. Łaska nie zostanie nikomu zabrana. Bóg dając słowo, zawsze je dotrzyma. A to, co Bóg pragnie dać człowiekowi, jest czymś najwspanialszym, co możemy w ogóle otrzymać. Pamiętacie przykład człowieka narzekającego na Boga, że go opuścił i na dowód tego pokazał Mu pojedyncze ślady na piasku. Na to Pan Bóg odpowiada: to dlatego, że to są Moje ślady, bo niosłem cię na plecach.
 
Podobnie jest z nami. Czasem wydaje nam się, że Bóg poszedł odpocząć lub zająć się czymś innym. Tymczasem nic bardziej błędnego. Charyzmat Boży jest w tobie – mówi święty Paweł do Tymoteusza. Bądź tego pewien. Zawsze pamiętajmy, ukochani bracia i siostry, o łasce Boga, która jest w nas. Trzeba tylko tę łaskę rozpalać. Można to uczynić właśnie przez bycie dumnym ze swojego powołania, poprzez pogłębianie tej łaski, poprzez pomoc, o którą prosimy Jego i bliźnich. On jest zawsze z nami. W innym liście Paweł woła: Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia dzięki wierze, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki Niemu uzyskaliśmy na podstawie wiary dostęp do tej łaski, w której trwamy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej (...) także z ucisków (Rz 5, 1-3). W Ewangelii zawarta jest najbardziej prawdziwa wizja życia. Ewangelia jest księgą, z której płynie moc, światło oświecające moją teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Paweł chce więc przekazać Tymoteuszowi i nam tę pewność, która płynie z wiary w Boga, który nie ma humorów i nigdy się nie zdrzemnie, bo dba o swój lud i o mnie.
 
Druga prawda, którą żyje Paweł, to świadomość, że przezwyciężanie pokusy lęku przez moc, której udziela Duch Święty, jest Jego dziełem. Ta moc przezwycięża nasze słabości, braki, egoizm miłości własnej i wszelkich innych trudności, jakich możemy doświadczać. Duch nam udziela swojej mądrości i oddala wątpliwości, jakich doświadczam, a które mogę przeżywać odważnie, w sposób zrównoważony i wytrwały.
 
Trzecia rada zachęca nas do patrzenia na niego jako na wzór godny naśladowania. Jest to więc coś bardzo praktycznego. Nie wstydź się też i mnie – mówi – Jego więźnia. Ja siedzę w więzieniu za Ewangelię. Popatrz na mnie, na starego Pawła. Ja też cierpię, znoszę trudy, odważnie głoszę Ewangelię. Jest ona dla mnie dumą, bo wiem, komu zawierzyłem (2 Tm 1, 12). Jaką łaską jest dla nas fakt, że możemy patrzeć na Piotra naszych czasów, na człowieka, który został ulepiony z tej samej gliny co my, który też – parafrazując – siedział w więzieniu, cierpiał z powodu Ewangelii, ale nie zwątpił. Dziś, w dniu jego pogrzebu, możemy wpatrywać się z niego! Dobrze jest, jeżeli mamy obok siebie ludzi, którzy oddają swoje życie za Ewangelię, którzy mają moc i pewność, że Ewangelia jest Księgą Życia.
 
Mieczysław Kożuch SJ
Zeszyty Formacji Duchowej zima 30/2006 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama