logo
Czwartek, 09 lutego 2023 r.
imieniny:
Bernarda, Eryki, Rajmunda, Apolonii, Cyryla, Nikifora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Dziewiecki
Bóg stał się ciałem. Chrześcijańska postawa wobec cielesności
materiał własny
 
fot. Nathan Dumlao | Unsplash (cc)


Święta Bożego Narodzenia przypominają nam co roku tę niezwykłą prawdę, że Bóg aż tak bardzo nas pokochał, iż dosłownie, fizycznie wcielił się w sytuację człowieka. Bóg stał się ciałem. Ten zdumiewający fakt jest nie tylko potwierdzeniem Bożej miłości. Jest też ostatecznym odsłonięciem tajemnicy ludzkiego ciała. Jest najdoskonalszą szkołą postawy człowieka wobec własnej cielesności. Po grzechu pierworodnym wszyscy mamy trudności ze zrozumieniem sensu ludzkiego ciała i z odpowiedzialnym kierowaniem własną cielesnością. Nie jest sprawą przypadku, że pierwszą konsekwencją grzechu pierworodnego było zaniepokojenie się człowieka własną nagością, sferą fizyczną. Adam powiedział do szukającego go Boga: "Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się" (Rdz 3, 10).

 

Zajęcie dojrzałej postawy wobec ciała nie jest ani czymś spontanicznym ani łatwym. W sposób spontaniczny grożą postawy skrajne i zaburzone. Jedną ze skrajności jest sytuacja, w której dany człowiek redukuje całego siebie do sfery cielesnej, czyli utożsamia się głównie albo wyłącznie z własnym ciałem.. Ciało staje się wtedy podstawowym punktem odniesienia. W konsekwencji dana osoba podporządkowuje się ciału kosztem pozostałych wymiarów swego człowieczeństwa, to znaczy kosztem sfery psychicznej, moralnej, duchowej, religijnej i społecznej. Taka osoba sądzi, że do szczęścia wystarczy jej ciało i cielesna satysfakcja. Człowiek, który utożsamia się z własną cielesnością, wkracza na drogę uzależnienia się od ciała. Staje się niewolnikiem ciała: niewolnikiem apetytu, niewolnikiem fizycznych potrzeb i popędów, niewolnikiem lenistwa i wygodnictwa. Ktoś, kto jest podporządkowany własnemu ciału, czyni jedynie to, czego chce jego ciało. Kieruje się logiką ciała. A jest to logika doraźnej przyjemności i nadkoncentracji na cielesnych potrzebach i doznaniach.

 

Zredukowanie samego siebie do własnej cielesności oraz kierowanie się w życiu logiką ciała prowadzi do dramatycznych konsekwencji. Człowiek cielesny nie jest w stanie zrozumieć siebie jako człowieka. Redukuje samego siebie do biologicznych popędów. Nie jest w stanie kochać, być wiernym, odpowiedzialnym i pracowitym, gdyż to wszystko nie mieści się w logice ciała. Postępując tak, jak chce tego jego cielesność, człowiek czyni samego siebie niezdolnym do zbudowania dojrzałych więzi z Bogiem i z ludźmi. Popada w bolesne konflikty z samym sobą. Uleganie dyktaturze ciała prowadzi do zaburzeń psychicznych, do niepokojów sumienia, do uzależnień. Staje się drogą do brutalnych przestępstw kryminalnych. Gwałty czy inne formy przemocy seksualnej to dramatyczny owoc dyktatury ciała.

 

Redukowanie samego siebie do własnej cielesności sprawia, że człowiek okalecza nie tylko pozostałe sfery własnej rzeczywistości, lecz wyrządza krzywdę także własnemu ciału. Ktoś, kto staje się niewolnikiem ciała, doprowadza do sytuacji, w której jego cielesność staje się rodzajem nowotworu, niszczącego całą resztę ludzkiej rzeczywistości. Taka sytuacja prowadzi do zniszczenia również ciała, które nie może przecież istnieć samodzielnie. Dyktatura ciała mści się zatem także na ludzkiej cielesności. Wystarczy tu wspomnieć uzależnienie od jedzenia, lenistwa czy popędów, które powoduje nie tylko szkody psycho-społeczne czy duchowe, lecz także szkody czysto fizyczne, np. w postaci nadwagi, choroby AIDS, somatyzacji i innych zjawisk niszczących zdrowie i życie człowieka.

 

Drugą formą zaburzonej postawy wobec własnej cielesności jest ucieczka od ciała, brzydzenie się ciałem, lęk wobec ciała. Taka postawa grozi zwłaszcza tym ludziom, którzy zostali skrzywdzeni czy upokorzeni w swojej cielesności a także tym, którzy sami krzywdzą siebie cieleśnie. W obu wypadkach chcą przynajmniej symbolicznie "pozbyć się" ciała, traktowanego jako źródło ich nieszczęść, słabości i cierpień. Często to właśnie uleganie dyktaturze ciała prowadzi do sytuacji, w której człowiek chce się "zemścić" na swojej cielesności i zadośćuczynić błędom w tej dziedzinie, popadając w drugą skrajność, czyli w bunt wobec ciała. Obserwujemy wtedy różne formy patologicznej walki z własną cielesnością, np. poprzez chorobliwe odchudzanie się, lekceważenie potrzeb cielesnych, gardzenie własnym ciałem.

 

Syn Boży, który stał się ciałem, uczy nas dojrzałej postawy wobec cielesności. Najpierw przez to, że odsłania nam sens ludzkiego ciała. Bóg obdarzył nas cielesnością nie po to, byśmy się jej podporządkowali, lecz po to, byśmy dzięki ciału mogli kochać miłością widzialną, czyli wcieloną w konkretne słowa i czyny. On, który jest samą miłością, wie, że na tej ziemi tylko miłość widzialna, miłość wcielona w fizyczną obecność, w pracowitość i czułość, w przyjazne słowa i szlachetne czyny, tylko taka miłość jest miłością prawdziwą, zdolną przemienić oblicze tej ziemi oraz wnętrze człowieka. Żadna religia, żaden system filozoficzny nie ma takiej podstawy dla szacunku wobec ludzkiej cielesności, jak chrześcijaństwo, które od dwóch tysięcy lat przypomina światu, że Bóg stał się ciałem.

 

Warto wskazać na konkretne kryteria dojrzałej postawy człowieka wobec własnej cielesności:

 

Pierwszym z tych kryteriów jest odkrycie, iż sensem ludzkiego ciała nie jest jedzenie, spanie czy zaspakajanie popędów, lecz wyrażanie miłości poprzez pracowitość i czułość, dostosowaną do potrzeb danego człowieka oraz do rodzaju więzi, które nas z nim łączą.

 

Drugim kryterium jest szacunek dla ludzkiego ciała, które jest świątynią Ducha Świętego i które powinno stać się nośnikiem Bożej miłości.

 

Kolejna zasada, to troska o ciało, o zdrowe odżywianie i właściwy tryb życia, bo trudno kochać, gdy nasze ciało jest przemęczone, chore czy zaniedbane.

 

Czwartą zasadą jest dyscyplina wobec ciała, czyli wymaganie od samego siebie, by być panem własnego ciała, by kierować się w życiu logiką miłości i odpowiedzialności, a nie logiką ciała.

 

Boże Narodzenie jest tam, gdzie człowiek uczy się dojrzałej postawy wobec własnej cielesności., by na wzór Jezusa kochać w sposób widzialny, czyli wcielony w konkretne słowa i czyny miłości.

 

ks. Marek Dziewiecki

 
Zobacz także
ks. Zbigniew Kapłański
Mam nadzieję, że powyższy tytuł jest nieco drażniący, dlatego na wstępie obiecam, że z czasem się z niego wytłumaczę. Bo przecież nie znosimy indoktrynacji, nie lubimy, jak ktoś nam "wciska" na siłę jakąś teorię, jak przymusza do przyjęcia jego opinii i skali wartości. A już zupełnie nie do przyjęcia jest stosowanie manipulacji...
 
Fr. Justyn
Tak się przyzwyczaiłem do Mszy świętej w języku ojczystym, że nie chciałbym już wracać do Mszy łacińskiej, choć był czas po Soborze, że miałem wielki żal w sercu do biskupów i papieża, którzy na Soborze zdecydowali się na te zmianę. Moje dzieci przepadają za Mszą dziecięcą, podczas której śpiewają pieśni, a jednocześnie gestykulują, co łączy je bardziej z tajemnicą Ołtarza. Mamy zacnych księży. Tylko jeden z nich sili się jeszcze na cos nowego, wplata stówa, które raz śmieszą, raz drażnią. Czy mu tak wolno?
 
o. Gabriel od św. Marii Magdaleny

Św. Piotr, naoczny świadek chrztu Jezusa, w swoim przemówieniu do Korneliusza ukazał to zdarzenie jako początek apostolskiego życia Pana. „Wiecie, co się działo... po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą... przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10, 37–38). Słowa Piotra są echem słów Izajasza i Ewangelii.

 
 
___________________

 reklama

katolicyzm