logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
s. Bogumiła Kaczorek CSL
Boży ogień
Różaniec
 


Pamiętam spotkanie sprzed kilkudziesięciu lat z ks. Antonim Gretą, który zafascynowany swoim proboszczem z pierwszych lat pracy w parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie – ks. Ignacym Kłopotowskim – snuł wspomnienia o tym niezwykłym kapłanie, a chcąc najkrócej go scharakteryzować, powiedział: „To był święty ogień”.
 
Błogosławiony ks. Ignacy Kłopotowski (1866-1931) jest postacią dość dobrze już znaną czytelnikom – zarówno od strony historycznej, jak i od strony duchowości. Spróbujmy jeszcze spojrzeć na niego w świetle jego własnego imienia, które „płonie ogniem”, jak mówi poetyckim językiem hymn z Liturgii Godzin. Imię Ignacy pochodzi bowiem od łacińskiego słowa ignis, czyli „ogień”. „Ogień”, „Boży ogień” czy też „Święty ogień” – jak mówi się niekiedy o bł. ks. Kłopotowskim – to określenia, które najlepiej rozświetlają sylwetkę tego kapłana, który 10 lat temu, 19 czerwca 2005 r., na zakończenie III Krajowego Kongresu Eucharystycznego w Warszawie, został wyniesiony przez Kościół do chwały ołtarzy. Nie jest przypadkiem, że dekret o heroiczności cnót sługi Bożego ks. Ignacego Kłopotowskiego, kończący wnikliwy proces badania tego nieprzeciętnego kapłana i poprzedzający jego beatyfikację, zaczyna się słowami: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49).
 
Przemieniająca moc Najświętszego Sakramentu
 
Ks. Ignacy z natury miał w sobie coś z ognia. Odznaczał się żywiołowym temperamentem. Jednogłośnie stwierdzają to wszyscy świadkowie ­jego życia. Także on sam wyznawał, jakby przy okazji, że miał problem ze swoim ognistym usposobieniem. Mówił bowiem: „Kiedy zginam kolana przed tabernakulum (…), już mnie nie przeraża krewkość moja”.
 
W pierwszych latach swego kapłaństwa w broszurce poświęconej Eucharystii ks. Kłopotowski pisał: „Przebywanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie jest nieustającą modlitwą. (…) Bóg modli się ze mną i udoskonala modlitwę moją. Już się nie trwożę moją niegodnością. Cóż to szkodzi, że jestem tylko człowiekiem, kiedy Bóg jest ze mną?”. Ks. Ignacy doświadczył przeobrażającej mocy modlitwy sakramentalnej (bo tak nazywał modlitwę w obecności Najświętszego Sakramentu). Ona go przemieniała, udoskonalała, motywowała do czynu. Tak ogień jego ludzkiej natury stawał się coraz bardziej Bożym ogniem.
 
Wiele czyni, kto wiele kocha
 
Ks. Ignacy mówił, że „wiele czyni, kto wiele kocha”, a jako kapłan o gorącym sercu czynił wiele, bo kochał Boga i wszystkich w Bogu. Najwspanialszym „czynem” jego serca była wdzięczność Bogu „za wyjątkową łaskę kapłaństwa”. Ta wdzięczność była pasją jego życia, która kazała mu się spalać w modlitwie i pracy – zarówno tej wynikającej z obowiązków stanu kapłańskiego, którą pełnił na co dzień często z heroicznym poświęceniem (np. gdy spowiadał w szpitalu chorych na tyfus i cholerę), jak i tej pracy, którą sam podejmował, idąc za głosem serca do ludzi potrzebujących. Jego wrażliwe, pełne miłości serce boleśnie odczuwało wszelką nędzę i biedę ludzką – i materialną, i moralną. Przygarniał sieroty, biedaków, bezdomnych, bezrobotnych, a nawet kobiety z ulicy, ratując ich dusze nieśmiertelne. Szedł do ludzi, dając im chleb, pracę, dom, schronienie, a zawsze światło wiary. Jako wykładowca Seminarium Duchownego w Lublinie nie wahał się żebrać dla swoich ubogich. Widywano go na ulicach Lublina z wózkiem, na którym widniał napis: „Oddajcie nam, co zbywa wam”.
 
Troska o głodne dusze
 
Ponad wszystko jednak ks. Ignacy bardzo dotkliwie odczuwał problem głodnych dusz ludzkich zatruwanych niszczącą polityką zaborców, jak i zgubnym wpływem wrogiej Polsce i Kościołowi liberalnej propagandy. W trosce o religijno-patriotyczne wychowanie – z pomocą rodziny Kleniewskich i sióstr bezhabitowych – zorganizował w okolicy Lublina sieć tajnych szkół dla polskich dzieci.
 
Podjął także pionierską jak na owe czasy działalność wydawniczo-drukarską, ruszając do walki o prawdę jak biblijny Dawid na Goliata. Zakładał drukarnie i księgarnie. Graniczy z cudem fakt wydawania w Lublinie (a następnie w Warszawie) pod ­zaborem rosyjskim codziennej ­gazety o znamiennym tytule „Polak-Katolik”, jak również tygodnika „Posiew” i miesięczników: „Kółko Różańcowe”, „Głos Kapłański” czy „Anioł Stróż” dla dzieci, które sam redagował. Ks. Ignacy wydawał również w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy broszury własnego autorstwa. Nie znajdował jednak odpowiedniej pomocy w prowadzeniu tego dzieła, dlatego pod koniec swego życia założył Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. Zadaniem sióstr miało być karmienie świata „chlebem duszy”, czyli krzewienie apostolstwa dobrej prasy i książki.

Oddany Maryi i modlitwie różańcowej
 
Każdy, kto patrzył na tego utrudzonego, ale przecież pogodnego kapłana z sercem na dłoni, zadawał sobie pytanie: „Jak człowiek może czynić tak wiele?”. Ten jakby cud rozmnożenia czasu i sił ks. Ignacego był sekretem serca tego kapłana, który „ani pocieszać się nie pozwolił, ani współczuć (…), lecz wolę Bożą i przełożonych ponad wszystko sobie mając, godziny całe spędzał wieczorem u swego Wodza Eucharystycznego” – jak powiedział o ks. Kłopotowskim nad jego trumną ks. Zygmunt Kozubski, jego bliski współpracownik. Także sam ks. Ignacy wyznał: „Przez modlitwę nabieram odwagi do dzieł, które ­zdają się nieraz ludzkie siły przechodzić”; „Tajemnica moja w jednym zawiera się słowie: Prze- najświętszy Sakrament”. W innym miejscu pisał: „Jakże wszystkie obowiązki wydawały się lekkimi i możliwymi do spełnienia pod wpływem tej siły, ­którą Najświętsza Panna Częstochowska zdawała się wlewać w serce, gdy u Jej stóp klęczałem i Mszę świętą przed Jej ołtarzem odprawiałem”. Niepokalaną Matkę Maryję kochał ponad wszystko. Trwał zwłaszcza w modlitwie różańcowej, z którą nie tylko sam się nie rozstawał, ale także zachęcał do niej innych.
 
Serce wrzące miłością
 
Ten kapłan, który całymi dniami, a często i nocami pracował, nie zawsze mógł godzinami się modlić, ale to, co czynił, czynił zawsze z pasją. Cały oddawał się temu, co robił. Jeśli nawet modlił się krótko, to modlił się gorąco, modlił się „sercem miłością wrzącym”, a miłość „to żar ognia” (Pnp 8, 6).
 
Bezinteresowna i heroiczna miłość ks. Kłopotowskiego i jego trwanie przy Bogu sprawiały, że ogień, jakim był ten krewki kapłan, stawał się świętym ogniem. Był to ogień Ducha Świętego, który go przenikał i którego niósł on do ludzi w sposób zadziwiający. To do niego odnoszą się słowa, które sam wypowiedział: „Czy człowiek może skryć ogień, który płonie w jego wnętrzu? Bóg jest Ogniem i On w nas jest”. W imię słów Chrystusa, który lampę każe stawiać na świeczniku, a nie pod korcem, Kościół wyniósł ks. Ignacego Kłopotowskiego do chwały ołtarzy, aby był jasnym drogowskazem dla dzisiejszego, często zagubionego w mrokach demoralizacji człowieka.    
 
s. Bogumiła Kaczorek CSL
Różaniec 6/2015

 
fot. Peter Becker Candles in the dark
Flickr (cc) 
 
Zobacz także
Katarzyna Kolska
Jezus pyta swoich uczniów: „Za kogo inni Mnie uważają?”. I wtedy wszyscy uczniowie odpowiadają. Powtarzają to, co usłyszeli. Ale gdy Jezus pyta: „Za kogo wy Mnie uważacie?”, wtedy jest cisza. Odzywa się tylko Piotr: „Ty jesteś Mesjasz”. Pozostali milczą. Bo być może sami nie zadali sobie jeszcze tego pytania: kim dla mniejest Chrystus?

Z ks. Adrianem Galbasem rozmawia Katarzyna Kolska
 
O. Grzegorz Bernard Błoch OFM
Człowiek jest istotą społeczną i ma prawo organizować swoje życie czy we wspólnocie religijnej czy jako obywatel konkretnego Państwa. Każda z tych dwóch społeczności ma obowiązek stanowienia praw, odpowiadających potrzebom i aktualnej sytuacji swych członków i dla ich prawdziwego dobra. Ponadto prawo ludzkie musi być godziwe, sprawiedliwe, celowe i potrzebne, a także możliwe fizycznie i moralnie do wypełnienia.
 
Błażej Tobolski

Wiek? Nieistotny. Miejsce zamieszkania? Bez znaczenia. Znajomość języków? Mało ważna. Kiedy poczujesz pragnienie wyruszenia na szlak, zapewne wcześniej czy później to uczynisz. Może dojdziesz też aż na koniec świata? A więc: Buen Camino! A szlak to nie byle jaki. Ma on swoją ponad tysiącletnią tradycję i prowadzi do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Jeszcze do niedawna mało kto o nim słyszał lub potrafił o nim coś więcej powiedzieć.

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー