logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Mariusz Berko
Brazylijski karnawał
materiał własny
 


Brazylijski  karnawał
 
A u nas w Brazylii mamy karnawał. No nie tylko w Brazylii, ale tylko tu ten czas przemienia się w tak wielkie szaleństwo. W Polsce czas odmierzają nam wielkie święta (np. Boże Narodzenie lub Wielkanoc). A tutaj mówimy, co uda się zrobić przed karnawałem, a co dopiero po. Na pięć dni przed Środą Popielcową zamiera normalne życie - szkoły, sklepy, apteki, a nawet nasze kościoły są pozamykane. Wszyscy są na Barra lub Campo Grande. Tu, w Salvadorze, jest największy ludowy karnawał na świecie. Na ulicach tańczy ok. 2 miliony ludzi. To, co w Rio de Janeiro lub Sao Paulo jest spektaklem na zamkniętym hydromie, gdzie bilet wstępu nieraz kosztuje kilka tysięcy dolarów, w naszym mieście odbywa się na ulicy i za darmo. Brazylijczycy uważają, że w karnawale jest dozwolone wszystko, co w innym czasie jest nienormalne. Trudno ten karnawał nazwać normalnym... I tak: siedemdziesięcioletnie panie robią sobie kucyki, piegi na nosie i skaczą na skakance. Raczej udają, że skaczą, bo nie mają siły. Wielu mężczyzn przebiera się za kobiety, naśladując ich maniery w różnych wersjach. Trudno w tym odnaleźć odrobinę piękna. Grupy chłopców w samych slipeczkach, w całości pomalowani srebrzanką straszą przechodniów. Pięć tysięcy mężczyzn przebranych za synów Gandhiego idzie w rytm indyjskiej muzyki. Wielu Murzynów przebiera się za biznesmenów, a wielu białych w słomkowych spódniczkach tańczy rytmy rodem z Konga. Grupy muzyczne z tancerzami w piórach, a czasami bez piór przechodzą namawiając do zabawy. Przez całą noc przejeżdżają trioelectrico, czyli wielkie cieżarówy-głośniki o niesamowitej mocy, grając sambę. Wszyscy w jakimś szaleńczym transie tańczą popijając piwo, czy inny trunek o większej mocy. Na ulicach niesamowite ilości śmieci, odchodów i między nimi śpiących, pijanych mężczyzn i kobiet. Trudno opisać zapach tych miejsc. Przez kilka dni na niewielkim obszarze przebywa ok. 2 miliony ludzi... Wielu uważa, że jeśli się nie zaliczyło narkotyków, seksu i troszeczkę ekshibicjonizmu to karnawał był nieudany... Szaleńcza wolność, która doprowadziła człowieka do dna.
 
Kiedy pytałem ludzi, co im daje udział w karnawale, odpowiadali, że przed Wielkim Postem trzeba się wyszaleć. Tak, tylko co się zmienia po karnawale? Nic. Wielu dalej się narkotyzuje, wielu dalej pije piwo lub inne trunki, dalej słychać sambę o wielkiej mocy i ludzi tańczących na ulicach. Dla większości Brazylijczyków karnawał trwa cały rok. Nie ma wiec czasu, aby wyrwać się z tego szaleńczego transu. Efekty karnawału widać na każdym kroku. Wielu Brazylijczyków niedosłyszy przez decybele, wielu jest znerwicowanych lub na granicy szaleństwa, wielu jest zdradzanych, wielu jest uzależnionych, wielu jest bez nadziei... „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Panu”. Nie potrafią już się spowiadać, nie potrafią już się modlić, nie potrafią już wrócić do Kościoła. Brazylijczycy to piękna rasa. Piękne, zgrabne dziewczęta i piękni, wysportowani chłopcy. Większość z nich czuje się niekochana, zdradzana. Niewiele jest stałych małżeństw. Większość młodych ludzi czuje się niekochana i bez entuzjazmu w życiu..., ale jak w szaleńczym transie narkotykowym.
 
Marzącym o brazylijskim karnawale Polakom, zwłaszcza młodym, pragnę powiedzieć, że życie ma tak wiele pięknych chwil, że aby je odkryć, nie trzeba dotrzeć aż do dna. Dla wielu, zwłaszcza młodych Brazylijczyków karnawał jest dnem, bez wyjścia. Zostaje im tylko droga ku śmierci. Patrząc tak na nich, kiedy wracają do domów chowając głowy przed wschodzącym słońcem, zmarszczeni moralnym kacem zastanawiam się, czy odnajdą jeszcze piękno poranka. Czy odnajdą jeszcze ciszę z zapalonym zniczem w dłoni? Czy będą jeszcze mieli chwile refleksji między rozważaniem stacji drogi krzyżowej, a śpiewem „któryś za nas cierpiał rany”? Czy czując jeszcze zapach kadzidła podejmą śpiew „gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie”? Łza tęsknoty stanęła mi w oczach za tym, co nasze, co polskie, co wielkie... Mamy tak wiele pięknych polskich tradycji, budujących ducha i serce. Nie doceniałem tego tak bardzo, kiedy jeszcze przebywałem w Polsce. No, ale cóż „...ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił”. Kochani rodacy, nie zazdrośćcie innym. Doceniajmy te skarby, które przekazali nam nasi ojcowie. I jeszcze jeden obraz. "Niebieski dom".
 
Dzisiaj ledwo wydostałem się z moich favel, bo tłumy biegnących, pijących i tańczących Mulatów zatarasowały wszystkie przejścia. W mieście podobnie, ulice prawie nieprzejezdne, niesamowity jazgot klaksonów, krzyczących ludzi itd. Z gorącej i głośnej ulicy trzeba wejść w ciasny i ponury budynek, i dalej przez śmieci wydające niesamowity zapach, do ”pokoju”. Na ziemi leży około 40 osób, starych podrzutków... To dom starców, prowadzony przez dwie wolontariuszki. W Brazylii oficjalne domy starców są tylko dla bogatych. Biedni, starzy szybko umierają na ulicy. Podchodzę do pierwszej kobiety o białym kolorze skóry. Podaję jej rękę, ale ona kołysząc się, jak w chorobie sierocej, patrzy nieruchomymi oczyma gdzieś w bok. Pytam opiekunki, czy ma problemy z mentalnością i w tym momencie odwraca się i sama odpowiada: ”Tak Padre, ale czy można żyć, kiedy jest się już w grobowcu?” Pod niedaleki Kościół przywiozła ją córka i, posadziła na schodach i przypięła karteczkę – ”za dużo jadła w domu”. Kobieta siedziała na schodach 2 dni...
 
Uratowały ją siostry zakonne i przyprowadziły ją tutaj, do Niebieskiego Domu. Nazwa pochodzi od koloru zewnętrznej elewacji, która kiedyś była pomalowana na niebiesko. Dzisiaj z ”niebieskości” nie pozostało wiele. Przeszedłem dalej. Następnym był starszy Murzyn o młodej jeszcze twarzy. Na mój widok wstał i wyprostowany podał mi rękę. To były żołnierz. Na moje pytanie, jak tutaj mu się żyje, odpowiada krótko” dobrze”. Syn, który go tu przywiózł ładnym samochodem powiedział tylko: ”Zróbcie coś z nim, on sika w majtki...” Nie zostawił adresu, a nawet nie pożegnał się z ojcem. Minął już rok i nikt nie przyjechał zapytać... Żołnierz, nie zmieniając postawy, spuścił oczy... Następna kobieta nie może wstać ze swojego barłogu, ale wita mnie ładnym uśmiechem i całuje mi rękę: ”A ja myślałam, że spotkam Pana Jezusa dopiero w niebie... ” Zaskoczony i zdziwiony, odpowiedziałem ”Nie jestem Panem Jezusem, a tylko księdzem” a ona odpowiedziała ”Wiem, Padre ale czy nie widzisz Pana Jezusa, którego zawsze w swoich rękach nosisz?” Zawstydziłem się swoją słabą wiarą. Następna kobieta leżała bez ruchu. Sąsiadka powiedziała, że ona się nie rusza, ale słyszy. Usiadłem obok, złapałem dłoń. Zacisnęła się na mojej. Zacząłem mówić o Panu Bogu i o sobie. Chciałem iść dalej, ale uścisk jej dłoni nie ustępował. Posiedziałem wiec jeszcze chwilę nic nie mówiąc. Po kilku minutach dwa uściski dały mi znak, że mogę już iść... Ile życia w środku tego bezwładnego ciała... Obszedłem wszystkich i na koniec odmówiliśmy Różaniec. Wielu się ożywiło i ruszało ustami, próbowało wymawiać słowa modlitwy. Dwie kobiety tylko patrzyły w okno i... łzy spływały im po policzkach. Czyżby przypomniały sobie dom, Kościół, życie... A na zewnątrz ich dzieci i wnuki mają karnawał i nie chcą widzieć tych starych ciał.
 
Większość z tych starych ludzi żyjących w tym walącym się, zatęchniętym domu, to ”znajdy” porzucone przez rodzinę gdzieś na mieście. Rodziny biorą emerytury, które przychodzą na adres domowy, ale żadne nie daje na utrzymanie ”Casa Azul”. Dwie starsze panie, wolontariuszki walczą o przeżycie tych 40 wyrzuconych ze śmieciami, starszych ludzi. Zostawiłem im obrazki Pana Jezusa Miłosiernego oraz po 10 kilo ryżu i fasoli. Opiekunka dziękując mi dodała: ”Oni nie jedzą dużo, wystarczy tego na dłuższy czas”. Jedna z kobiet przy pożegnaniu powiedziała do mnie: ”Niech ksiądz nic nie przynosi, tylko niech ksiądz jeszcze przyjdzie. Tu nikt nie przychodzi. Omijają ten dom jak cmentarz, a my przecież jeszcze żyjemy...”
 
Po tych słowach wyszedłem z mroku i stęchlizny na ulicę. Ludzie biegnący, pijący piwo, krzyczący, tańczący... karnawał. Nie wiem czy nazwać to "piekło w raju" czy "raj w piekle", bo na pewno jedno i drugie jest obecne. Tylko, że "raj" to nie ten z nieba, ale ziemski. Obejrzałem się na Niebieski Dom – przez niewielkie okienko ”widać tylko ciemność i ciszę jak w grobowcu”, a przecież oni jeszcze żyją... Chciało mi się krzyczeć do wszelkiej władzy, – jeśli nie zajmiecie się przede wszystkim starymi, słabymi, chorymi i samotnymi, na nic wasze rządzenie, na nic wasze tytuły, stanowiska i wielkie projekty ekonomiczne.
 
Proszę Was kochani, pomódlcie się, zwłaszcza na czterdziestogodzinnym nabożeństwie za zagubionych Brazylijczyków. Ofiarujcie swoje uczestnictwo w drogach krzyżowych i gorzkich żalach na cele misyjne. Nie poddawajcie się zwątpieniu. Nie dajcie się okłamać tym, którzy głoszą „wolną miłość”, bo to tylko droga ku rozpaczy. To nie slogan z katechezy. Widzę to, w tym czasie karnawału tu w Brazylii. Walczcie o swojego Ducha, o swoją Moc, o swoją Miłość, Nadzieję i Wiarę. Taką, która nigdy nie ustaje... Niech czas Wielkiego Postu będzie dla was, kochani rodacy, czasem wyzwolenia, czasem zwycięstwa. To moje przesłanie niech dotrze zwłaszcza do młodych Polaków, którym świat wydaje się wolnością. Nie ma innej wolności. Jest tylko wolność ducha... Reszta to już niewola. 
NIE DAJ SIĘ POLSKO!
 
ks. Mariusz Berko
www.favela.republika.pl
 
Zobacz także
Ks. Mariusz Berko
Już o siódmej rano czuło się w powietrzu żar, nadchodzącego dnia. Na mojej faveli ludzie powoli wychodzili ze swoich domów, baraków, nor... Murzyńskie kobiety, z rozczochranymi włosami, stały na wąskiej drodze faveli. Kilkoro „moich dzieciaków” siedziało na betonie, przed wielką metalową bramą naszej szkoły przyparafialnej, czekając na otwarcie. Już z rana zmęczone, pomachały mi tylko rękami, z zawsze obecnym uśmiechem na ustach...
 
dr hab. Jacek Kurzępa
Zdarzenie samobójczej śmierci jednego z uczniów jest wstrząsem dla jego szkoły, pojawia się konieczność podjęcia stosownych działań nie tylko w bezpośrednio dotkniętej problemem placówce, ale także w szkołach sąsiadujących. W szkole suicydenta należy starać się w miarę kompetentnie wyjaśnić okoliczności zdarzenia celem wyeliminowania spekulacji, domysłów i ślepych ścieżek interpretacyjnych.
 
Ela Konderak
Wszystko zaczęło się prawie cztery tysiące lat temu, gdzieś między rokiem 2000 a 1800 przed naszą erą. Historycy wciąż nie są pewni. Niektóre źródła podają nawet rok 1750 p.n.e. jako możliwą datę wyjścia Abrahama z Ur. 250 lat różnicy! To tak jakby przyszły historyk zastanawiał się czy nie umieścić III Rzeczpospolitej w czasach saskich. Na szczęście wtedy, dwa tysiące lat przed naszą erą życie toczyło się wolniej i stulecia nie różniły się między sobą aż tak bardzo...
 
 
___________________
 
 reklama