logo
Wtorek, 01 grudnia 2020 r.
imieniny:
Blanki, Edmunda, Eligiusza, Natalii, Florencji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Sławomir Kamiński SCJ
By serce było bardziej miłosierne
Czas Serca
 


Kiedy patrzymy na Jezusa oczami Ewangelii, to niewątpliwie uderza nas Jego spontaniczna wrażliwość na ludzką biedę i to w różnej postaci. Jest to widoczne choćby wtedy, gdy zmieniając miejsce swego pobytu, spotyka się z tłumami ludzi, którzy sprawiają wrażenie strudzonych, jakby porzuconych owiec, nie mających pasterza, albo chorych, które potrzebują łaski uzdrowienia.
 
W takich sytuacjach Chrystus nie przechodzi obojętnie, stara się odpowiedzieć na wyzwanie chwili i niezaspokojone potrzeby tych, którym pozostaje już tylko w Nim pokładać nadzieję. Te momenty, na szczęście zanotowane przez ewangelistów – choć jakby mimochodem, dają nam możliwość poznania zamysłów Jego Serca. A w Nim króluje cierpliwość i miłosierdzie, te szczególne przymioty, które sprawiają, że naprawdę możemy się przekonać, że Chrystus jest oczekiwanym Emmanuelem, czyli Bogiem z nami, a nasze sprawy rzeczywiście nie są Mu obojętne.
 
Odruch serca na konkretną chwilę…
 
Jakże dla człowieka jest ważna pierwsza reakcja, pierwsze wrażenie. W świecie ludzkich spraw opinie o człowieku opieramy niejednokrotnie właśnie na tym pierwszym wrażeniu. Bywa i tak, że to ono decyduje o naszej dalszej współpracy albo jej braku, w zależności od tego, w jaki sposób przebiegło spotkanie. Nie bez przyczyny dotykamy tej akurat sprawy – w obecnym czasie doświadczamy wyzwań chwili, których nie planowaliśmy. Na kontynencie europejskim spotykamy ludzi, którzy potrzebują naszej spontanicznej reakcji. Świat naszej codzienności, często tak planowo zorganizowany, nagle wymyka się spod ludzkiej kontroli. Płynąca do Europy fala uchodźców, jakże podobna jest do ludzi czasów Jezusa, którzy podążali za Nim, nie mając pewności, czy uda się im dotrzeć na miejsce. Jakże ważna wydaje się być nasza pierwsza reakcja. My zaś pewnie, w jakimś sensie po ludzku słusznie, zastanawiamy się, co będzie dalej i tłumaczymy swoje opóźnione zachowanie lękiem i brakiem wypracowanych programów i procedur. Oczywiście byłoby nierozsądnym i nieroztropnym, gdyby nie brać pod uwagę przyszłości, ale często przekonujemy się również, że te nasze dywagacje prowadzą niejednokrotnie do racjonalnie wytłumaczonego i po swojemu usprawiedliwionego bezruchu i stanu zawieszenia. Kto wie, może właśnie ta sytuacja, która niewątpliwie nasz świat przerasta, jest przypomnieniem nam w inny, nowy sposób potrzeby wyobraźni miłosierdzia, której – komu jak komu, ale nam chrześcijanom nie powinno brakować.

Być jak ewangeliczny Samarytanin…
 
Pomocą w lepszym zrozumieniu tej właśnie prawdy jest opowiadanie Jezusa o Samarytaninie, który udzielił pomocy człowiekowi napadniętemu przez zbójców (Łk 10,29-37). Ta opowieść pojawia się w kontekście pytania jednego z uczonych w Piśmie o to, kto tak naprawdę jest jego bliźnim. Jezus mocno położył tam nacisk na pierwszą reakcję. Kapłan i lewita owego człowieka minęli. Być może ich spontaniczną odpowiedź na ludzką biedę nie tylko powstrzymywał legalizm, któremu podano także przykazanie miłości bliźniego, ale i również niepokój, który można byłoby wyrazić w ten sposób: „No dobrze, pomogę, ale co dalej? Z tego mogą być kłopoty”. Zresztą nawet owa wierność przepisom, choćby o czystości rytualnej, jest w jakimś stopniu potwierdzeniem owego niepokoju – „i co dalej?”. Trzeba będzie przecież oczyszczenia. Tymczasem Samarytanin na wyzwanie chwili odpowiedział w taki sposób, w jaki mógł i pomógł, jak mógł. Skorzystał przy tym z usługi właściciela gospody, aby go zastąpił w tym, co dalej. Jakże ważne wydaje się umieć właściwie – czyli z praktyczną miłością, której na imię litość, miłosierdzie – zareagować. Byłoby czymś nieprawdziwym, gdyby powiedzieć, że takich spontanicznych odruchów serca nie ma. Działania Caritasu, czy innych organizacji, które posługują się środkami przekazanymi przez tysiące, miliony osób, nie byłyby przecież możliwe bez „odruchu serca”. Chodzi tu bardziej o natychmiastową, pierwszą, osobistą reakcję, wymagającą od nas po prostu odwagi i pierwszej pomocy, która zrealizowana w tak wielu wypadkach ratuje nawet życie. Tego możemy i powinniśmy się uczyć od Chrystusa, dla którego odruch serca stał się bodźcem do natychmiastowego działania, nie bacząc na swoje zmęczenie, niedogodność, czy też konieczność zmodyfikowania swoich własnych planów.
naśladować odruchy Jego Serca…
 
Wpatrując się w Jego Serce, możemy dostrzec ową cząstkę odpowiadającą za praktyczną, ludzką, miłosierną miłość, która spontanicznie uruchamiana przez potrzebę chwili, rodzi łaskę. To wpatrywanie się w Serce Jezusa przez pryzmat Ewangelii, pozwala nam dostrzec ów kolor miłości, którym jest miłosierdzie. Naśladowanie zaś konkretnych poruszeń tego Serca, zapisanych dzięki Ewangelii w ludzkiej pamięci, może pomóc nam wprowadzać je w życie i przez to stawać się świadomymi przekazicielami łaski płynącej z Góry. W ten sposób ogarniać będziemy pomocą tych, którzy na pomoc w żaden sposób nie mogą czekać. Wyobraźnię miłosierdzia buduje się konkretnymi faktami, w których nie brak ryzyka. Dla jej właściwego działania, zresztą jak dla działania pamięci, potrzeba konkretnych i praktycznych ćwiczeń, w których chęć naśladowania Jezusa i Jego spontaniczności pozostaje nie do przecenienia. Cierpliwość do siebie, dystans do swoich błędów i ograniczeń, odwaga w podejmowaniu ryzyka, wiara także i w to, że Jego miłosierdzie odnosi tryumf nad moim sądem – to wszystko wydaje się w tym względzie konieczne. I jeszcze jedna ważna sprawa, która pomaga rozszerzać serce i wyobraźnię. Chodzi o modlitwę, ufne zdanie się na Jego miłosierną miłość. Ona to staje się właściwym stymulatorem serca i wyobraźni. Ona podnosi nasze humanitarne działania na wyższy Boży poziom Miłości. Nie zapominajmy więc prosić, by Jezus uczynił serca nasze według swojego Serca, które było, jest i będzie cierpliwe i wielkiego miłosierdzia. Ta modlitwa błagania pozwoli nam zachować właściwy rytm serca, a i jego odruchy staną się jeszcze bardziej spontaniczne.
 
ks. Sławomir Kamiński SCJ
Czas Serca 139
 
 
fot. Condesign, Daisy
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Ks. Stanisław Morgalla SJ
Powiedziano: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,29). My jednak wolimy czas wolny spędzać na łonie natury, a siły regenerujemy na długich, najlepiej egzotycznych wakacjach. Jestem jednak przekonany, że można tak modlić się i wypoczywać, by wszyscy - i Bóg, i ludzie - byli zadowoleni...
 
Roman Zając
Bóg powołał człowieka do pracy, ale położył także nacisk na potrzebę odpoczynku. W tym kontekście rodzi się pytanie, czy po śmierci czeka nas faktycznie wieczny odpoczynek? Czy tak bardzo zmęczymy się życiem na ziemi, że będziemy musieli przez całą wieczność odpoczywać? Przez całą wieczność?!
 
Krzysztof Wons SDS
Kiedy zaczynamy czytać słowo Boże, wtedy ono „czyta” nasze życie. My „czytamy” Boga, a On „czyta” nas. Na tym polega Boże czytanie – lectio divina. Duch Boży, który tchnie kędy chce, wyznacza czytającemu drogę do spotkania z życiem zawartym w Jego słowie. To słowo Boże wyznacza rytm życia, a więc także rytm modlitwy serca – „rytm” naszych słów.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー