logo
Środa, 22 września 2021 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Być jak Tomasz
Profeto
 


Z Michałem Olszewskim SCJ rozmawia Przemysław Radzyński

 

Czym jest kerygmat?

 

Nie ma życia chrześcijańskiego bez przeżycia kerygmatu, czyli doświadczenia tego, że Bóg kocha. Kerygmat to jest pierwsza nowina o tym, że Bóg kocha człowieka. Składa się z sześciu części. Pierwsza mówi o Bożej miłości, druga o grzechu, trzecia o tym, że grzech nad nami nie panuje, ale że jest odkupienie, czwarta o życiu z wiary, piąta tajemnica kerygmatu to Duch Święty, a szósta to wspólnota Kościoła.

 

Jeśli mówimy „kerygmat”, to pierwszym skojarzeniem powinno być: „dobra nowina, że Bóg kocha człowieka”. Jeśli chcielibyśmy nieco szerszą definicję, to można by zacytować Jezusa ze spotkań z Nikodemem: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął ale miał życie wieczne”.

 

Ksiądz we wstępie do swojej książki „Kerygmat” zachęca czytelników, aby na czas jej lektury stali się jak Tomasz Apostoł – niewierny Tomasz. Dlaczego?

 

Wyjaśnia to podtytuł: „Dotknij, zobacz, to Ja jestem”. Tak Pan Jezus powiedział do Tomasza. Nieporozumieniem jest nazywanie Tomasza niewiernym. Wśród dwunastu apostołów byli tacy, którzy mieli słabszą wiarę niż Tomasz. Ci, którzy wtedy zostali w wieczerniku wcale nie byli jakimiś bohaterami wiary. To Tomasz miał więcej odwagi od tych dziesięciu, którzy zamknęli się z obawy przed Żydami. Ich nauczyciel został skazany przez starszyznę żydowską, która obawiała się o czystość religii przy aprobacie rzymskich imperatorów, którzy martwili się o swoją władzę. Uczniów Jezusa czekał ten sam los. Naturalne, że się bali. Tomasz był jedynym odważnym, który wyszedł kupić coś do jedzenia.

 

Gdy pod nieobecność Tomasza, do wieczernika przyszedł Zmartwychwstały, apostołowie byli przerażeni, myśleli, że to zjawa. Nikt z nich nie wierzył, że Jezus żyje. Wcale nie mieli większej wiary od Tomasza, który gdy wrócił i usłyszał co się wydarzyło stwierdził, że dopóki nie zobaczy, nie dotknie, nie uwierzy. Gdy Jezus przychodzi ponownie, mówi: „Tomaszu, dotknij, zobacz, to Ja jestem”. Tomasz nie pcha palców, tak jak obiecywał, w tę ranę, tylko upada przed Jezusem i wyznaje w Nim Pana i Zbawiciela: „Pan mój i Bóg mój”.

 

Ale co było kluczem? Zaproszenie do tego, by dotknął, by doświadczył tego, że Bóg żyje. Dzisiaj człowiekowi XXI wieku nie da się powiedzieć: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, chodź do kościoła. Trzeba podprowadzić go pod spotkanie, które miał Tomasz. Jeśli ten człowiek doświadczy, że Bóg żyje; dotknie i zobaczy, że Bóg jest, to nie trzeba mu będzie tłumaczyć dlaczego ma nie zabijać, nie kraść, nie cudzołożyć.

 

Kluczowe jest bycie Tomaszem, który chce spotkać żywego Boga i woła: „chcę dotknąć”.

 

Kiedy ksiądz doświadczył takiego spotkania z żywym Bogiem?

 

Pochodzę z bardzo tradycyjnej diecezji tarnowskiej, gdzie religijność jest przede wszystkim oparta na praktykach. Te praktyki trzymają ludzi przy kościele, przy Panu Bogu. Może w górach i na wioskach nie funkcjonuje takie nazewnictwo jak „Bóg żywy”, „kerygmat”, „charyzmaty”, ale ludzie przez przywiązanie do pewnych praktyk religijnych mają nieprawdopodobny i żywy kontakt z Panem Bogiem. Ja w takim klimacie wzrastałem.

 

Pierwszym moim doświadczeniem, które mógłbym nazwać bardzo mocnym spotkaniem z Bogiem żywym, to był moment, kiedy po pierwszym roku seminarium pojechałem na oazę rodzin i tam grupa wstawienników pomodliła się nade mną. Kiedy wróciłem do seminarium, zacząłem zgłębiać literaturę związaną z odnową charyzmatyczną. Później lata mijały. Miałem wizję bycia takim normalnym księdzem – w zakonie, ale bycia w parafii, uczenia w szkole, itp.

 

Jako diakon trafiłem na nocne czuwanie do Częstochowy organizowane przez Przymierze Rodzin Mamre. Wtedy ks. Włodek Cyran przed modlitwą wstawienniczą nad ludźmi, modlił się nad księżmi w prezbiterium. Byłem już diakonem więc też podszedłem i uklęknąłem do tej modlitwy. I nagle ocknąłem się na podłodze. Pierwszy raz w życiu przeżyłem spoczynek w Duchu Świętym. Trochę byłem skrępowany tą sytuacją, ale wtedy zaczęło się we mnie coś zmieniać i zacząłem mieć zupełnie inne pragnienia w kontekście mojego kapłaństwa. Wtedy pojawiło się też wielkie pragnienie głoszenia Słowa Bożego.

 

Kiedy, już jako kapłan, byłem na parafii w Krakowie-Płaszowie, próbowałem żyć tym doświadczeniem. Bóg zaczął mi pokazywać, że praktyki religijne są żywe, że prowadzą nas do tego Tomaszowego spotkania a nie do wypełniania ich ze względu na nie same. Tak powstała moja książka „Jezus chodzi po Krakowie”, bo właśnie na każdym kroku na Płaszowie zacząłem spotykać żywego i prawdziwego Boga, który dokonuje znaków i cudów.

Co ma zrobić człowiek, który chce doświadczyć takiego spotkania?

 

To, co jest dzisiaj z jednej strony najtrudniejsze, a z drugiej strony najprostsze w tym spotkaniu, to jest pragnienie. Tomasz po prostu z całych sił pragnął. On krzyczał wręcz: „dopóki nie zobaczę, nie dotknę, nie uwierzę”. To jest klucz. Nie wiem ile będzie trwał ten proces od powiedzenia Panu Bogu „pragnę doświadczyć” – dla jednych to może będzie godzina, niektórzy może jak piorun z nieba dostaną łaskę takiego doświadczenia, a niektórzy może będą czekali parę lat – ale kluczem jest wypowiedzenie świadome: „Panie Boże, chcę dotknąć, chcę doświadczyć, że jesteś Bogiem”. Od tego się zaczyna cała przygoda i trzeba Panu Bogu zostawić zupełną wolność w jakich okolicznościach dojdzie do tego spotkania i tego przeżycia. Ale kluczem jest decyzja serca.

 

Dużo powiedzieliśmy o miłości, ale poza nią na świecie jest też grzech…

 

Nie sposób zafałszować rzeczywistość życia chrześcijańskiego i doświadczenie grzechu. Nie da się powiedzieć, że grzechu nie ma. My jesteśmy dotknięci konsekwencjami grzechu pierworodnego i grzechów, który popełniamy w życiu; dotykają nas też konsekwencje grzechów innych osób, także naszych bliskich. To jest rzeczywistość, w której egzystujemy.

 

Ale trzecia tajemnica kerygmatu niesie nadzieję. Jeśli w naszym upadku jesteśmy z Chrystusem, to grzech nas nie pokona. Jeśli mówimy o grzechu, to najważniejsze jest to, by nigdy nie walczyć z nim w odłączeniu od Chrystusa, bo przegramy. Tylko z Chrystusem możemy tę rzeczywistość pokonać, ale nie da się o niej zapomnieć i nie da się jej wyrugować.

 

Ksiądz już wspomniał o kolejnej prawdzie kerygmatu, jaką jest przyjście Jezusa Chrystusa. Na wydarzenie odkupienia i zbawienia człowiek powinien odpowiedzieć wiarą. Ale Ksiądz pisze także, że czasami wieczorem, kiedy kładzie się spać, to myśli sobie tak: „Panie Jezu super jest być księdzem, ale jak Cię nie ma, to nie wiem co Ci zrobię”. Skąd się biorą wątpliwości w wierze, nawet u osób, które doświadczyły już spotkania z żywym Bogiem?

Taka jest kondycja ludzka. To jest nieustanna sinusoida. Nawet po doświadczeniu wielkich cudów przychodzi zwątpienie. Tak było przecież z apostołami, którzy byli świadkami wskrzeszeń, wypędzania złych duchów, uzdrowień a mimo tego wszystkiego mówią do Jezusa: „Panie, przymnóż nam wiary”. Tak samo jest z nami.


Jak sobie z tym radzić?

 

Jedynym sposobem na to jest nasza pamięć, czyli gromadzenie tych doświadczeń, które pozwoliły nam spotkać się z żywym Bogiem. Po zmartwychwstaniu Jezus mówił do Marii Magdaleny: „powiedz uczniom, żeby poszli do Galilei, tam mnie spotkają”. Dlaczego do Galilei? Bo tam ich powołał. Oni tam spotkali Jezusa. Jezus wysyła ich do tych miejsc, gdzie Go spotkali, do przeszłości.

 

Rozmawiał Przemysław Radzyński
profeto.pl