logo
Sobota, 27 lutego 2021 r.
imieniny:
Gabrieli, Liwii, Leonarda, Anastazji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Pierre Marie Delfieux, o. Paweł Baraniecki OCD
Być Liturgiem w sercu miast
Zeszyty Karmelitańskie
 


Rozmowa z ojcem Pierre Marie Delfieux
założycielem Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych
 
 Czy mógłby nam Ojciec przybliżyć historię powstania Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych?
 
Powstanie wspólnot wiąże się z moim doświadczeniem pustyni na górze Assekrem, na której chciałem sprawdzić czy Bóg naprawdę istnieje. Tam zbudowałem sobie małą pustelnię z zeschniętej ziemi i pozostawałem tam dwa lata. Były tam tylko skały, a ponad tym wszystkim niebo i słońce, ale miałem Biblię i był tam Przenajświętszy Sakrament. Było to w latach 1972-74, miałem już za sobą 10 lat kapłaństwa, byłem wcześniej studentem i duszpasterzem studentów na Sorbonie w Paryżu. Poprosiłem mojego arcybiskupa o spędzenie roku szabatowego na pustyni. Sahara jest ogromna, 15 razy większa od Francji, są tam tylko kamienie i wydmy, a ponad tym wszystkim niebo. Jest to ziemia naga, gdzie jest się ogałacanym ze wszystkiego. Tam byłem bardzo szczęśliwy, zbyt szczęśliwy, ponieważ posiadając Słowo Boże i Eucharystię ma się naprawdę wszystko. Ale bardzo szybko zrozumiałem, że prawdziwa pustynia nie jest tam, i że w pewien sposób bycie na Saharze jest luksusem. Zrozumiałem z całą oczywistością, że prawdziwa pustynia jest w sercu wielkich miast, a szczególnie w sercu Paryża, w którym wcześniej żyłem. Opuściłem pustynię z mocnym postanowieniem i pragnieniem, by żyć jako mnich w sercu Paryża. Natychmiast kardynał Marty arcybiskup Paryża odpowiedział "c'est d'accord!" tzn. zgoda i w ten sposób rozpoczęliśmy. Było to 1 listopada 1975 roku, w dzień Wszystkich Świętych, aby przypominać nam wszystkim, że my wszyscy świeccy i osoby konsekrowane mamy to samo powołanie i że jest to powołanie do świętości. Spośród tylu powołań, które są piękne, bo wszystkie są powołaniem do świętości, dla nas naszym powołaniem jest bycie mnichami, mniszkami w sercu miast. I to tym właśnie głównie próbujemy żyć w sercu miasta, w sercu Boga. Na razie w Paryżu, Strasburgu, Florencji, Brukseli, na Mont St. Michel, mamy również dwie wspólnoty w Rzymie i w Jerozolimie. Przybyliśmy także do Polski, aby dowiedzieć się czy Bóg chce, abyśmy zaistnieli w tym drogim nam kraju.
 
Na czym polega powołanie mnicha, mniszki w sercu miast?
 
Próbujemy żyć na sposób, który byłby jednocześnie nowy i stary. To, co nas charakteryzuje można ująć w pięciu punktach. Jesteśmy przede wszystkim mieszkańcami miasta, co to znaczy? Mnisi pierwszych wieków, udawali się na miejsca ustronne, aby tam żyć, modlić się i nieść do Boga ten świat, który ich otacza. Dzisiaj świat jest przede wszystkim miejski i to co nas charakteryzuje to stres, pośpiech, więc żeby nie odcinać się od świata, na znak solidarności z nim mieszkamy właśnie w miastach. Zwykle są to duże miasta, tam gdzie brak pokoju, tam gdzie brak skupienia, tam gdzie człowiek boi się spojrzeć na człowieka, zwłaszcza w obecnych czasach. Tworzymy pustynie, aby w nich zaistniały miejsca gdzie człowiek odnajdzie ukojenie i przypomni sobie, że Bóg istnieje i że jest się dla Niego cennym. Drugą cechą charakterystyczną jest to, że pracujemy. Tak jak każdy mieszkaniec miasta, utrzymujemy się z własnej pracy, ale pracujemy tylko 4 godziny dziennie. Dlaczego? Żeby utrzymać się w mieście trzeba pracować więc zarabiamy sami na chleb, ale nie po to, żeby odłożyć na przyszłość, żeby się wzbogacić. To znak naszej solidarności z większością mieszkańców dzisiejszego świata. Tylko 4 godziny, żeby był to wyraz swego rodzaju kontestacji, że pieniądz nie jest najważniejszy. Popołudnie jest poświęcone temu co jest najważniejsze, co nas niesie: Słowu Bożemu, życiu braterskiemu, a wieczór liturgii. Następnie, tak jak większość mieszkańców naszych miast, nie mamy własnych domów, tylko wynajmujemy mieszkania. Wspólnoty nie posiadają żadnej własności materialnej, nawet kościół do którego zostaliśmy zaproszeni przez biskupa, nie jest naszą własnością. Jest to kościół powierzony nam do sprawowania liturgii. Czwartą charakterystyką jest to, że nie posiadamy tradycyjnej klauzury. Nie jesteśmy za murem, ale klauzura istnieje - bez tego nie jest możliwe bycie mnichem, mniszką. Klauzura jest wewnątrz nas samych, jest ściśle określony czas ciszy, przyjmowania gości oraz miejsca, w których staramy się żyć ciszą. Piątą z charakterystyk jest więź z biskupem miejsca. Wspólnoty pojawiają się tam gdzie nas zaprasza. Zwykle propozycja wychodzi ze strony biskupa miejsca, który często uczestniczy w formacji i życiu naszych wspólnot. Nasza relacja z biskupem, jest znakiem że czujemy się i jesteśmy w Kościele i tak pragniemy przeżywać nasze życie mnisze. Nie można być mnichem poza Kościołem. Każdy mnich i mniszka żyjąca w Kościele uczą się po prostu kochać Kościół. Nie można kochać bliźniego, Chrystusa, jeżeli nie kocha się Kościoła, dlatego że Kościół jest. Oblubienicą Chrystusa. Apokalipsa mówi że "Oblubienica i Duch wołają przyjdź", jeżeli nie kochamy Kościoła, nigdy nie zawołamy z całego serca tak naprawdę "Przyjdź Panie - Oblubieńcu Kościoła".
 
 
1 2  następna
Zobacz także
Monika Odrobińska
Bóg okaże nam miłosierdzie dopiero wówczas, kiedy naprawdę chcemy odwrócić się od naszych grzechów. Podać pomocną rękę choćby tylko jednemu potrzebującemu to jednak coś więcej niż deklaratywnie kochać całą ludzkość. A mówiąc krótko: nie ma co zamartwiać się potrzebami moralnej odbudowy świata, kiedy ktoś obok chce popełnić samobójstwo...

O wprowadzaniu miłosierdzia w czyn z o. Jackiem Salijem OP rozmawia Monika Odrobińska 
 
Miriam Gonczarska

„Modlitwa jako droga” – nasuwa mi wiele skojarzeń. W judaizmie bowiem nie tylko słowo „modlitwa” jest wieloznaczne, ale również samo słowo „droga”. Kiedy myślimy o strukturze i początkach tradycji żydowskiej, o początkach monoteizmu oraz o tym, jak tradycja się rozwijała, to jedną z pierwszych relacji między Bogiem a człowiekiem, opisanych w Torze i rozpoczynających tę drogę, jest sytuacja Awrahama...

 
Krzysztof Osuch SJ
Wszyscy jesteśmy wezwani, by wziąć sobie do serca Jezusowy los i odkryć, że Jego droga jest naszą drogą. Jesteśmy powołani, by uczynić ją własną pod każdym względem, we wszystkim. Znaczy to, że i nas Bóg Ojciec zaprasza do otwarcia się na uwielbienie, na wieczne życie i chwałę. Jednak na drodze do tego wspaniałego celu napotkamy swoistą przeszkodę: coś, co kosztuje i coś, co trwoży. Kosztuje: całożyciowa służba, trwoży: śmierć. 
 
 
___________________
 
 reklama