logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wiesława Stefan
Chcę się zmieniać!
 



 
Wstępna gotowość do zmierzenia się z prawdą o sobie i o swojej przeszłości oraz z towarzyszącym temu bólem
 
 Na początku zadajmy sobie pytanie: Czy możemy się zmieniać? To prawda, że wielu ludzi ma na ten temat pesymistyczny pogląd. Często są oni przeciwni zmianom z powodu własnych braków, boją się ich, ponieważ wymagają aktywnego procesu uczenia się. Istotne jest jednak to, czy wierzymy, że możemy się zmieniać. Co my osobiście na ten temat myślimy i co czujemy?
 
Jedyną osobą, którą możemy zmieniać, jesteśmy my sami. Pewnie już nie raz słyszeliście o tej prawdzie, ale warto ją sobie przypominać: jedyną osobą, którą mam zmieniać, jestem ja sama, ja sam. Mam zmienić to, co da się zmienić i zaakceptować to, czego zmienić się nie da. Oby Pan Bóg dał nam odróżnić jedno od drugiego.
 
Na co dzień prezentujemy w tym względzie postawę wręcz przeciwną. Mówimy do osób, z którymi żyjemy: „Zmień się, zrób coś, bo mnie denerwujesz”. Oczekujemy, aby druga osoba się zmieniła. Pamiętajmy, że jedyną osobą, którą mamy zmieniać, jesteśmy my sami. Kiedy podejmiemy proces zmian, zaczną się zmiany również w relacjach z tymi osobami.
Kiedy osoby rozpoczynają pracę nad zdrowieniem, nierzadko pojawiają się u nich wątpliwości: „Ja się staram, zmieniam... a on, ona? Czy to ma w ogóle sens? Te wątpliwości są sygnałem niezbyt silnej motywacji do zmian. Nasza dojrzałość wiąże się z uniezależnieniem od ocen, a jednocześnie z poszanowaniem wolności drugiego człowieka. Drugi człowiek jest wolny, choć trudno jest nam to uznać. Możemy decydować o sobie i podjąć decyzję odnośnie do siebie: tak, chcę się zmieniać, chcę zdrowieć.
 
Bardzo istotnym elementem naszej osobowości jest poczucie własnej wartości. Aby przyjrzeć się swojemu poczuciu wartości, proponuję lekturę książki Wybrałem Ciebie Rainey’ów. Jest to doskonała pozycja o budowaniu poczucia wartości w drugim człowieku. Przeczytam opracowane przez autorów książki sygnały ostrzegawcze, zaczerpnięte z życia rodzinnego, które mogą wskazywać na to, że poczucie wartości twoje lub współmałżonka ucierpiało na przestrzeni życia. Proponuję, by najpierw popatrzeć na swoje poczucie wartości.
 
Cechy życia rodzinnego:
– Dom, w którym nie są tolerowane błędy.
– Dom, w którym ojciec był daleki, chłodny, autorytarny.
– Dom, w którym przyznanie się do jakiejś potrzeby jest oznaką słabości.
– Dom, w którym przez większość czasu nie było matki i ojca.
– Dom, w którym wartość była związana z osiągnięciami.
 
Cechy rodziców:
– Rodzice, którzy byli tak bardzo samowystarczalni, że nigdy nie przyznali się nikomu, że czegoś potrzebują.
– Rodzice, którzy nigdy się nie przyznali, że zrobili coś źle, nigdy nie prosili o przebaczenie i nigdy nie wyrażali miłości i czułości.
– Rodzice, którzy nie pozwalali swoim dzieciom, aby były dziećmi, wymagali od nich zachowania na wzór dorosłych.
– Rodzic lub rodzice, którzy zazwyczaj wymagali zbyt dużo i rzadko wyrażali zadowolenie z dobrze wykonanej pracy.
 
Dwie cechy obecnego życia, które mogą być takimi sygnałami:
– Poczucie, że człowiek nigdy nie będzie mógł zadowolić swoich rodziców jako osoba dorosła.
– Nienormalna potrzeba aprobaty rodziców i koncentracja na tym, co oni pomyślą.
 
Te sygnały ostrzegawcze z życia rodzinnego można łatwo zaobserwować. Możemy się o nich dowiedzieć, słuchając o rodzinie osoby nam bliskiej.
Niskiemu poczuciu wartości towarzyszy nierzadko depresja, poczucie pustki, bezsensu istnienia, lęk przed biedą i samotnością, co ukazuje dramat utraty siebie lub rezygnacji z siebie, których początki tkwią właśnie w dzieciństwie. Jeden z istotnych życiowych konfliktów, który towarzyszy takiej osobie, to konflikt: być sobą czy zaspokajać potrzeby innych? Czasem konflikt ten jest jeszcze głębszy: być czy nie być, a niekiedy nawet: żyć czy nie żyć? „Naczynie”, jakim jest poczucie własnej wartości, jest prawie puste, czasem też jest bardzo kruche. Nie musi tak jednak być, chociaż doświadczenie straty jest zawsze bardzo bolesne, to jednak muszę nie tyko być jej świadomy, ale muszę też zdobyć się na to, by dopuścić do siebie ból straty. Możemy to zmienić, poszukać konstruktywnych sposobów napełniania tego „naczynia”. Należy dobrze szukać, ponieważ często w takich sytuacjach sięgamy po sposoby, które są destrukcyjne, na przykład kontakty seksualne, kiedy próbujemy zaspokoić niezaspokojone, emocjonalne potrzeby okresu dziecięcego. W ten sposób zdobywamy jednak tylko kolejne zranienia, gdyż nie da się poprzez seksualne kontakty zaspokoić potrzeb, jest to niemożliwe. To może nam przynieść tylko zranienie.
 
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Jacek Poznański SJ
Niepewności osłabiają naszą umiejętność oddania się Bogu pełniej i z radością. Dlatego nie można pozostawić ich samym sobie. Tak, powątpiewanie jest często bardzo szczere. Ale można czasem odnieść wrażenie, że tak naprawdę dobrze nam z wątpliwościami, bo stanowią obronę naszego egoizmu, stanowią wymówkę dla braku zaangażowania. I nieraz na wpółświadomie sami przyczyniamy się do ich rozrostu.
 
o. Karol Meisner OSB
Młodzi ludzie często nie chcą słuchać starszych. Chcą wszystko przeżywać po swojemu, jakby eksperymentować. Tym bardziej ryzykujemy – jako redakcja – gdy zwracamy się z prośbą o wypowiedź na temat małżeństwa i rodziny do ojca ale... zakonnego. Może to dziwnie zabrzmi, ale prosimy o swoistą “apologię” swojej własnej osoby...
 
o. Remigiusz Recław SJ
Czytając Ewangelie, widzimy, że Pan Jezus przez całe trzy lata zmagał się z dwoma problemami apostołów. Pierwszym z nich był lęk, w którym przejawiało się ich niedowiarstwo i brak wiary, dlatego Jezus ponawiał pytanie: „Czemu tak bojaźliwi jesteście?”. A drugim problemem były ambicje, postawa: „Ja muszę być wyżej niż ten drugi”. Obie te tendencje, lękliwość i chore ambicje, także współcześnie są utrapieniem ludzi posługujących.
 
 
___________________
 
 reklama