logo
Środa, 27 października 2021 r.
imieniny:
Iwony, Noemi, Szymona, Sabiny, Emiliany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Wacław Hryniewicz OMI
Cierpienie jest wołaniem o przemian
List
 


Odwieczne pytanie
 
Definicja zła jako braku dobra niczego nie wyjaśnia i w niczym nie pomaga. Zło jest dla człowieka czymś, co niszczy życie, odbiera zdrowie ducha i ciała, pozbawia najdroższych osób i najbliższych przyjaciół. Dotkliwą formą zła jest także cierpienie, gdyż paraliżuje lub niszczy szanse rozwoju człowieka. Istnieje bardzo wiele form zła fizycznego i moralnego. Tradycja chrześcijańska mówi także o działaniu w świecie zła osobowego w postaci szatana. Bóg nie jest sprawcą cierpienia.
 
To tylko w wyobraźni i marzeniach można stworzyć sobie taki świat, w którym Bóg nie dopuszcza żadnego zła. Byłby to jednak nie świat rozumnych i wolnych istot, ale świat manekinów.
 
Tak nie jest w naszym rzeczywistym świecie. Często sami ludzie są sprawcami cierpienia własnego i innych... Nasza cywilizacja jest przyczyną nieznanych przedtem chorób, na które umiera wielu ludzi, w tym także niewinne dzieci. Tradycja chrześcijańskiego Wschodu mówi, że Bóg będąc wszechmocnym, jest zarazem „wszech-słaby” wobec ludzkiej woli. Niech się dzieje wola twoja, człowieku! Przekonaj się sam, dokąd świat wiedziesz swoją bezmyślnością.
 
Czy rzeczywiście Bóg milczący?
 
W obliczu doświadczanego zła i cierpienia wzywamy Boskiej pomocy. Często wydaje się nam, że Bóg milczy. Najbardziej dramatycznym tego przykładem były wołania dziesiątków tysięcy ludzi w obozach koncentracyjnych czy w sowieckich gułagach. Ileż wykrzyczanych lub niemych skarg! I cisza. Nie wiemy, dlaczego widzialna interwencja Boska nie nadeszła. Widocznie Bóg nie chce interweniować bezpośrednio, czynić cudów na każdym kroku, uśmiercać zbrodniarzy, przemawiać wprost do ludzi. On postępuje i działa inaczej. Jego nierozpoznana ręka przychodzi z pomocą przez czyjąś dobroć, szlachetność, życzliwą i cierpliwą obecność, przez bliskość, przez samo bycie razem z osobą cierpiącą. Oczywiście, nie jest to ręka wszechmocna. Człowiek nie potrafi wyzwalać od cierpienia i uzdrawiać chorych tak, jak to czynił Jezus: „wstań i chodź”! Nie jesteśmy cudotwórcami.
 
Milczenie Boga ma w sobie coś z tajemnicy Wielkiego Piątku. Dlaczego Bóg zdecydował się przybrać postać sługi? Dlaczego Syn Boży chciał doświadczyć opuszczenia i ogołocić samego siebie z blasku chwały i mocy (zob. Flp 2,7)? Nie po to, byśmy mogli ubłagać rozgniewanego Boga i zadośćuczynić Mu za obrazę majestatu. Boski zamysł kryje się znacznie głębiej. Krzyż i cierpienie Chrystusa są apelem o to, by krzyży w ludzkim życiu było jak najmniej; żeby nie powtarzały się takie sytuacje, kiedy człowiek zadaje bliźniemu cierpienie. Historia Chrystusa pokazuje, do czego prowadzi ludzka złość, bezwzględność, zaślepienie, ograniczenie i niewierność. Dlatego Jezus wołał: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). W głęboko ukrytej ignorancji nie zdajemy sobie często sprawy z tego, jak daleko sięga zło, które czynimy. Można by pytać Boga, dlaczego nie interweniował w chwili ukrzyżowania Jezusa, który modlił się słowami psalmu: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mk 15, 34). Odpowiedź Boga przychodzi, ale później – jest nią Zmartwychwstanie. Nie wiem, kiedy Bóg przełamuje swoje milczenie w stosunku do człowieka. Może czasem bardzo późno, a może wcale nie na tej ziemi. Jest to dla nas niesprawdzalne. Nie mamy możliwości takiej weryfikacji. Często ludzie odchodzą z tego świata zrozpaczeni. Jak ci w obozach, którzy tracili wiarę w to, że istnieje Ktokolwiek po tamtej stronie.
 
Poszukiwanie sensu
 
Cierpienie samo w sobie nie ma sensu, jest destrukcyjne. Usiłujemy odnaleźć lub nadać mu jakiś sens. Życie w cierpieniu pozbawionym sensu wydaje się niewarte przeżycia. Człowiek wierzący szuka religijnego sensu cierpienia. Bardzo trudny do odkrycia sens jest często w tym, że człowiek zmiażdżony cierpieniem „przebija się” do głębszej duchowo formy własnego istnienia. Cierpienie mija, ale to, co się przecierpiało, pozostawia ślad. Coś się w człowieku wskutek cierpienia może zmienić i wykrystalizować. Staje się on wówczas mniej egoistyczny, bardziej wrażliwy na drugich. Potem, z perspektywy czasu, może powiedzieć: to przyjęte i duchowo rozświetlone cierpienie miało sens. Kto potrafi odnaleźć wewnętrzne światło i rozświetlić swoje cierpienie, łatwiej zdoła przejść przez „cienistą dolinę” i nadal trwać godnie przy życiu. Ale do tego trzeba wielkiej siły ducha, wiary, nadziei i dobrych ludzi dookoła.
 
Ale jaki sens ma cierpienie, które zniszczyło kogoś całkowicie? Ktoś powie: było karą dla grzesznych ludzi. Zbyt często nadużywamy tego sposobu myślenia czyniąc z Boga wielką instancję karzącą. Wobec tajemnicy zła i cierpienia stajemy często bezradni. Istnienie ukrzyżowane jest najtrudniejszą formą istnienia. Samo w sobie, jako istnienie pomniejszone i zdegradowane, jest ustawicznym wołaniem o ocalenie – tym, co tradycja Wschodu nazywa epiklezą, przyzywaniem Boga. Epikleza ludzi cierpiących jest najgłośniejszym wołaniem do Boga z powierzchni naszej Ziemi, „ojczyzny ludzi”.
 
Czy Bóg cierpi?
 
Współczesna teologia zdecydowanie odchodzi od starego aksjomatu o Bogu niezdolnym do cierpienia, szczęśliwym w zaświatach bez względu na to, co dzieje się na ziemi. Dzisiaj w całym chrześcijaństwie widać zwrot w kierunku wizji Boga zdolnego do współcierpienia – nie z samej swojej natury, ale z osobowej miłości i troski o los swoich stworzeń. To współcierpienie Boga możemy dostrzec kontemplując dramatyczny moment śmierci Jezusa. Cierpi nie tylko Jego ludzka natura. Przenikanie się Osób Boskich sprawia, że jeśli dotknięta jest jedna z nich, pozostałe również biorą w tym udział. Wierzę, że Chrystus – najbardziej niewinny z ludzi, potraktowany jak największy złoczyńca – solidaryzuje się z niewinnie cierpiącymi ludźmi przez poczucie osamotnienia i doświadczenie niesprawiedliwości.
 
Wydarzenie Krzyża utwierdza w przekonaniu, że Bóg nie pozostaje obojętny na cierpienie swoich stworzeń. Jego współcierpienie i współ-czucie nie jest dowodem niedoskonałości. Jest oznaką pełni i zdolności do samo-transcendencji, czyli przekraczania samego siebie. Do tego zdolna jest tylko osoba kochająca. Wizja Boga zamkniętego w kręgu własnego szczęścia, obojętnego i nieczułego, jest niezgodna ze świadectwem Biblii. Imię Boga, będąc synonimem i znakiem przyzywania, jest zaprzeczeniem wszelkiego narcyzmu i egocentryzmu. Wierzę, że Jego współcierpienie jest pewną formą Opatrzności i przełamywania milczenia. Mimo iż nie chce On łamać praw przyrody ani gwałtownie odwracać spraw, które toczą się w świecie ludzkim, jest Bogiem wrażliwym, wszystko ogarniającym swoją troską i miłością. Nas również będzie rozliczać z wrażliwości na cierpienie bliźnich, o czym mówi przypowieść o Sądzie Ostatecznym (por. Mt25, 31-46).
 
Dar błogosławiony
 
Bóg nie żałuje daru wolności danego człowiekowi. Wszystkie Jego dary są, jak napisał z głębi swego ducha apostoł Paweł (Rz 11,29), nieodwołalne w dosłownym przekładzie nieżałowane). Człowiek potrafi nadużywać błogosławionego daru wolności, pomnażać zło i cierpienie w świecie. Wierzę jednak, że Bóg zdoła w każdym człowieku swój dar ocalić, jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu. Dar wolności jest cudem, zdumiewającym uczestnictwem w wolności samego Boga. To dar, do którego i dzięki któremu dojrzewamy: „Poznacie prawdę i prawda będzie was wyzwalać” (J 8, 32). Tak można przetłumaczyć ten wers z oryginału greckiego, chodzi bowiem o proces ciągły, a nie o jednorazowe wydarzenie.
 
Chora ludzka wolność schodzi na bezdroża, niszczy siebie, zadaje cierpienie i kaleczy innych. Jej stan chorobowy jest wołaniem o przemianę, uzdrowienie i ocalenie. Wolność zwrócona ku Bogu i ludziom jest błogosławieństwem. To ona tworzy dobro i piękno, a dobro jest największym „sakramentem” życia. Dobro przeobraża i wyzwala w nas piękno człowieczeństwa. Jest największym rozjaśnieniem ludzkiego istnienia. Dzięki dobru i pięknu możemy doświadczyć, że Bóg rzeczywiście jest miłością i miłosierdziem. Do Niego, a nie do zła i cierpienia, należy słowo ostatnie: I otrze wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie, ani żałoby, ani krzyku, ani bólu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. A Ten, który siedzi na tronie, powiedział: Oto wszystko czynię nowe (Ap 21, 4-5; przekład ekumeniczny 2001).
 
Żyjemy w czasie, poddani prawu przemijania i wciąż boleśnie doświadczamy owych „rzeczy pierwszych”. Do tego, co nowe, wybiegać można tylko siłą nadziei i zaufania Boskiej obietnicy.
 
Wacław Hryniewicz OMI
LIST 1/2003 

fot. Sheila Tostes Jesus Christ 
Flickr (cc)
 
Zobacz także
Ks. Kazimierz Kubat SDS
W związku z opublikowanym cyklem artykułów filozoficznych otrzymaliśmy kilka pytań. Są one ciekawe i rozwijają problematykę poruszoną w artykule. Pozwalamy więc sobie (za zgodą autora) na opublikowanie kilku z nich wraz z odpowiedziami. Odpowiedzią na rozważania w dziale "Metafizyka na co dzień" są nie tylko pytania, ale także pogłębione refleksje i komentarze. Chętnie je publikujemy, bo one na pewno przyczyniają się do pogłębienia naszej wiary... Tak powstał artykuł - Adam pyta - Barbara komentuje.
 
Ks. Mariusz Pohl
Nadzieja to to, na czym polegamy, w czym upatrujemy wsparcia i pomocy, coś, co zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa i sens życia, co jest naszą najwyższą, najbardziej upragnioną wartością i celem życia. Już samo sformułowanie tytułowego pytania uwidacznia podstawowy problem z na­szą wiarą, a raczej tym, co nazywamy potocznie chrześcijaństwem. Sugeruje bo­wiem, że chrześcijanin mógłby pokładać nadzieję w czymkolwiek: w różnych war­tościach, ideach, rzeczach i że może w tym przebierać jak na półkach w hipermarkecie. 
 
br. Rémi Schappacher OP

Potrzebujemy proroków, żeby wyrywali nas z martwoty. Żeby nam mówili, że nikt nie przyszedł z nicości i nikt w nicość nie odejdzie. To Bóg pragnął naszego przyjścia na świat, a teraz idziemy do Niego, On na nas czeka. Trzeba o tym pamiętać. Człowiek, który nie wie, skąd przychodzi, dokąd idzie i dla kogo żyje, nie wie również, co począć ze swoim życiem. Jest pusty i rozbity wewnętrznie.

 
___________________
 
 reklama