logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Co nas łączy z Bogiem?
Mateusz.pl
 


“Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1, 28-29)
 
Komunikacja Boga z człowiekiem

Na wydarzenie zwiastowania możemy spojrzeć rozmaicie. Św. Łukasz przedstawia w nim Maryję jako modelowego ucznia Chrystusa oraz wzór modlitwy. Matka Jezusa słucha, rozważa, stawia pytania, czuwa razem z apostołami w Wieczerniku, oczekując Ducha Świętego. Spotkanie Gabriela z nazaretańską dziewczyną można odczytać jako przykład dialogu Boga z człowiekiem, wszak anioł mówi w imieniu posyłającego. Jeśli Niepokalana jest ikoną Kościoła, reprezentującą każdego wierzącego, zwiastowanie zawiera uniwersalne przesłanie. Odsłania sposób komunikacji Boga z człowiekiem.
 
Będąc w Niemczech, zwiedziłem kilka kościołów wybudowanych w ostatnich latach. Ich zewnętrzna sylwetka różni się bardzo od dawniejszych stylów architektonicznych, co w sumie jest dosyć zrozumiałe. Jednak w ich wnętrzu uderza pusta przestrzeń, surowość i brak obrazów (mam na myśli katolickie świątynie). Wrażenie jest tym bardziej porażające, jeśli do takiego kościoła wchodzi się prosto z wielkomiejskiej ulicy, pełnej napięcia i niepokoju, tonącej w reklamach i barwnych wystawach sklepowych.

Nowoczesna sztuka kościelna próbuje, jak sądzę, wytworzyć sakralną atmosferę za sprawą samej przestrzeni. Pustka generuje specyficzny „klimat”, co, zdaniem niektórych teologów, nawiązuje do starotestamentalnego zakazu sporządzania obrazów Boga. Z drugiej strony wychodzi naprzeciw poszukiwaniom współczesnego człowieka. Zderzenie z pustką ma pomóc w odkryciu swego prawdziwego „ja” i skonfrontowaniu się z czającymi się we wnętrzu wątpliwościami i pytaniami, które świat zewnętrzny skutecznie w nas wycisza. Poczucie nicości powinno umożliwić człowiekowi dojście do źródeł wiary. Jeden z interpretatorów tej nowej fali pisze, że dzisiaj „obraz posiada sens nie w swojej treści, którą odzwierciedla, ale sam w sobie, w sile, z jaką pobudza wyobraźnię w artyście i widzu (odwiedzającym kościół). Jakie jest znaczenie dzieła sztuki, o czym ono mówi, o tym decyduje już sam oglądający”. Odpowiedzi na pojawiające się pytania, także natury religijnej, człowiek wydobywa sam z siebie. Sztuka powinna jedynie stwarzać sprzyjające środowisko.

Oaza Boga
 
Nie twierdzę, że to nowoczesne podejście pozbawione jest jakiegokolwiek znaczenia. Nie popieram również tworzenia z kościołów „rupieciarni”, do której praktycznie można wrzucić wszystko cokolwiek nam się spodoba. Niemniej ta wysublimowana koncepcja sztuki i doświadczenia wiary przemawia raczej do bardzo „wyrafinowanych”, by nie powiedzieć, rzadkich umysłów. Nie potrzeba już niczego, poza odpowiednią atmosferą. No i gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg? Oczywiście w pustce. Ale czy w ten sposób człowiek nie wysuwa się za bardzo na czoło? Czy ten kierunek nie prowadzi do jeszcze większego zagubienia i monologu z samym sobą? Czasem odnoszę wrażenie, że ten rodzaj sztuki jest swoistą reakcją wobec nadmiernie przeładowanej wyobraźni. Miejsce „święte” staje się jedyną oazą Boga, bo w naszym „zdesakralizowanym” świecie trudno się już na Niego natknąć.
 
Przypatrzmy się teraz bliżej scenie zwiastowania. Zaskakuje fakt, że św. Łukasz nie precyzuje dokładnie, w jakich okolicznościach (oprócz tego, że rzecz dzieje się w Nazarecie) anioł wszedł w dialog z Maryją. Zachariaszowi Gabriel zjawił się podczas składania ofiary. W przypadku Maryi nie ma mowy o modlitwie, czy nadzwyczajnym skupieniu. Być może wydarzyło się to całkiem niespodziewanie. Nie wiemy tego. Najważniejsze, że Bóg zwraca się do Maryi jak do konkretnej osoby. Jednakże tego spotkania nie wypełnia pustka, czy nasłuchiwanie nie wiadomo czego i kogo. Padają słowa. Bóg mówi, a Maryja słyszy konkretną wieść. Według Biblii podstawowym mostem łączącym człowieka z Bogiem nie jest próżnia, lecz słowo, które rozbrzmiewa pośrodku naszej egzystencjalnej pustki. W tym sensie cisza jest potrzebna, ale po to, aby usłyszeć głos Boga, a nie swoje własne „ja”‘.

Duch wieje, kędy chce
 
Bardzo często pociąga nas to, co irracjonalne i nieokreślone. Wydaje się, że im coś jest bardziej zamglone, tym bardziej boskie. I rzeczywiście, kiedy spojrzymy na opisy Ducha Świętego w Piśmie Świętym możemy dostrzec, że kojarzony jest on z wiatrem, potężną mocą i dynamizmem. Wiatr raczej ma niewiele wspólnego z rozumem i racjonalnością. Człowiek istotnie może doświadczać Boga poza sferą racjonalną, co dzieje się, np. w niektórych charyzmatach. Ale ten sam Duch wieje, kędy chce, to znaczy, nie tam, gdzie popadnie, ale tam, gdzie zgodne to jest z Jego postanowieniem. Pismo Święte mówi też o Duchu, który naucza, obdarza darami mądrości i rozumu oraz doprowadza do całej prawdy.
 
Gdyby Bóg nie wypowiadał do nas żadnego słowa, gdyby był tylko trudną do uchwycenia mocą, życie religijne nie miałoby praktycznie żadnego odbicia w naszej codzienności. Dlatego unikanie słuchania Słowa Boga może być ucieczką przed realnym przełożeniem religijnego doświadczenia na życie codzienne. Bóg, który nic nie mówi, nikomu nie wadzi, nie może niczego oczekiwać, zostawia nas w spokoju. Ale taka „hybryda” to nic innego jak „Bóg” wykoncypowany przez nas. Niektórzy filozofowie są prawdziwymi mistrzami w tworzeniu takiego „Boga”, wpychając go w ramy ich koncepcji świata i człowieka. Co więcej, to niezbędny „element” systemu, bez którego cały gmach pojęć i założeń runąłby w jednej chwili. Ale na ideach często się kończy. Jest to „Bóg” potrzebny do wytłumaczenia świata lub zapchania metafizycznych dziur.

Słowo Boże jako znak prawdy
 
Pierwszym zadaniem Jezusa było głoszenie Słowa, a nie wzbudzanie podniosłych przeżyć. Chrystus uczył, konfrontował, spierał się, wyjaśniał, zachęcał do reformy życia. Dopóki w swoim byciu chrześcijaninem doświadczam jedynie czegoś niezdefiniowanego, abstrakcyjnej idei „boskości”, dopóki nie dociera do mnie konkretny apel boskiego „Ty”, znajduję się na peryferiach wiary. Słowo Boże jest znakiem prawdy, a prawda odsłania się nam jako dar. Nie odkrywamy jej w pełni w naszym wnętrzu, lecz musimy ją usłyszeć. W chrześcijaństwie nie można jej oderwać od dialogu i relacji.
 
Wróćmy do sceny zwiastowania. Spotkanie z Bogiem angażuje całego człowieka: jego ciało, psychikę, rozum i wolę. Kiedy Maryja słyszy słowa anioła, odczuwa zmieszanie i lęk. Ale te trwożliwe uczucia mają inne podłoże niż w przypadku Adama w raju. Tutaj chodzi raczej o bojaźń przed majestatem i świętością Boga. Szacunek dla inności Boga, po pierwsze, nie zamyka człowieka w sobie. Po drugie, nie koncentruje mnie na obserwacji siebie (jestem nagi), lecz otwiera. Na co? Maryja zastanawia się nie tyle nad swoją reakcją, ale nad słowami anioła, który przedstawia Jej konkretne treści. Matka Jezusa nie szuka odpowiedzi w swoim wnętrzu, lecz słuchając, próbuje zrozumieć to, co zostało jej objawione. Wiara domaga się myślenia i stawiania pytań. Jednakże nasze poszukiwania ostatecznie znajdują odpowiedź w Bogu, który się objawia i przemawia.
 
Maryja odpowiada. Rozmawia z aniołem i decyduje się na podjęcie misji. Bóg nie objawia się człowiekowi jedynie w celach poznawczych, aby udzielić nam kilku pożytecznych informacji. Wchodząc w dialog z człowiekiem, zaprasza go do aktywnej współpracy. Jeśli spotkanie z Bogiem na modlitwie, w sakramentach, w rozmowie z bliźnim nie rodzi w nas poczucia rosnącej odpowiedzialności za siebie i innych, to trzeba się pytać o jego autentyczność. Jeśli modlitwa służy jedynie dobremu samopoczuciu i nie owocuje większą służbą względem drugich, zaangażowaniem na rzecz wspólnoty i Kościoła, to coś w niej szwankuje. Odpowiedzialność wyraża się w konkretnym zadaniu, które mamy do wykonania, będąc w łączności z Bogiem.

Na początku było Słowo...
 
W świetle zwiastowania widać również, że Bóg podejmuje inicjatywę w spotkaniu z człowiekiem. Używa słów lub obrazów, które coś przekazują. Nie chce takiego kontaktu z ludźmi, w którym pozostaje zupełnie nierozpoznany lub rozmyty. Przeciwnie, w Jezusie staje się jednym z nas, żebyśmy Go lepiej zrozumieli. Nie oznacza to jednak przekreślenia Jego inności i nieskończoności. Co więcej, nie znajdziemy odpowiedzi na istotne pytania naszego życia jedynie we własnej subiektywności, jakby ona zawierała już w sobie cały sens rzeczywistości. Wiara jest racjonalna w tym sensie, że u początku stworzenia spoczywa myśl, która pochodzi od Stwórcy. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Prawdę o nas samych odkrywamy w pełni dopiero wtedy, gdy otwieramy się na boskie i ludzkie „Ty”, które jest osobą, gdy wychodzimy ze skoncentrowania na naszych pożytkach. Maryja słuchając, przyjęła Słowo, które stało się Ciałem. Kiedy my słuchamy, powoli odzyskujemy nasze podobieństwo do Słowa, które nas zrodziło przed wiekami.
 
 
Dariusz Piórkowski SJ 
 
Zobacz także
Michał Wsiołkowski
Antyfona na wejście, choć być może nieczęsto odczytywana lub śpiewana, jest niezwykle ważna dla dzisiejszej liturgii: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko“, ponieważ od łacińskiego oryginału: „Gaudete in Domino semper: iterum dico, gaudete. Dóminus enim prope est“ wzięła się nazwa III niedzieli adwentu: Niedziela Gaudete. Wyraża ona prawdę, o której Kościół przez cały adwent stara nam przypominać: Pan jest blisko. Nie tylko z tego powodu, że coraz bliżej uroczystość Narodzenia Pańskiego. 
 
Wilfrid Stinissen OCD
Zadaniem kierowników duchowych nie jest kierowanie – to czyni Duch Święty – ale prowadzenie tych ludzi, którzy im się powierzyli, pomóc im wsłuchiwać się w Ducha i odbierać Jego natchnienia. Doprawdy, trudne to zadania, wymagające od duchowego przewodnika wielkiego samowyrzeczenia. Pokusą jest wierzyć, że droga, jaką się samemu przebywa, jest odpowiednia dla wszystkich, że metody, które okazywały się przydatne w życiu jednego, staną się pomocne także innym...
 
Jacek Święcki
Jezus, który sam jest czysty, zanurza się w wodzie mętnej nie tylko z powodu rzecznego mułu, ale także od duchowej nieczystości wyznających swe grzechy Izraelitów. Na wielu dawnych ikonach przedstawiających tę scenę Jordan jest wręcz fioletowy, prawie czarny. Jezus sam jest bez grzechu, ale wchodzi w te wody, aby wypełnić całą sprawiedliwość (por. Mt 3,15)...
 
 
___________________
 
 reklama