logo
Piątek, 01 lipca 2022 r.
imieniny:
Ottona, Bogusza, Haliny, Mariana, Teodoryka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Karol Milewski SCJ
Czemu tak bojaźliwi jesteście?
Czas Serca
 
fot. Evgeni Tcherkasski | Unsplash (cc)


Boże „dzień dobry”
 
Biblia od pierwszego wersetu aż do ostatniej strony uspokaja człowieka słowami: „Nie lękaj się!”, „Nie bój się!”. Z ust samego Boga, z ust Jezusa, proroków, aniołów zwiastujących boskie zamiary słychać wezwanie, by porzucić lęk. Bibliści obliczają, że to zaproszenie do ufności i porzucenia lęku pojawia się w Piśmie Świętym aż 365 razy. Mamy zatem do czynienia jakby z Bożym „dzień dobry”, kierowanym do człowieka na każdy dzień roku.
 
Za każdym razem, gdy przecieramy oczy, Bóg kieruje do nas komunikat: „Nie bój się!”. Chyba najbardziej znanym momentem z Biblii w tym kontekście jest opis przyjścia anioła Gabriela do Maryi i jego słowa: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1,30). Podobną zachętę usłyszał Abraham: „Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą” (Rdz 15,1). Takich opisów jest oczywiście dużo więcej. Bóg motywuje Mojżesza, Jozuego, Jeremiasza, Dawida i innych wybranych przez siebie. Czy zatem w obecnej chwili, w sposób bardziej intensywny, Kościół nie powinien uwalniać ludzi od wiary podszytej strachem, opartej na mechanizmie winy i kary, bowiem to wszystko prowadzi do smutnego chrześcijaństwa, czyli Boga bez radości?
 
Geneza ludzkiego strachu
 
Człowiek ma z pewnością wiele powodów do strachu. Ich podłożem jest ten, który powstał u zarania dziejów: „Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?». On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się»” (Rdz 3,8-10). Od tej pory strach wkracza na świat. Człowiek chowa się, ponieważ boi się Boga. Zaczyna Go sobie wyobrażać, stosując logikę: wina – kara, grzech – pokuta. Nie dopuszcza możliwości miłosierdzia wobec siebie. Staje się zamknięty na dialog. Atakuje, by się bronić. Strach przed Bogiem jest dzieckiem braku zaufania. Bierze się on z przemiany postrzegania oblicza Boga. Zły powiedział: „To prawda, Bóg dał wam do dyspozycji Eden, w tym tysiąc drzew, ale odmówił wam najpiękniejszego, boi się was. Nie warto Mu ufać”.
 
Adam i Ewa uwierzyli w ten odwrócony obraz Boga. Widzą Go odtąd jako tego, który zakazuje, i to ponad wszelką miarę, ograbia z wolności, dla którego ważniejsze jest Jego własne prawo niż radość ludzi. Bóg, którego spojrzenie jest pełne kary, przed którym trzeba uciekać, któremu nie można ufać. Ojciec David Maria Turoldo pisze: „Pomylić się co do Boga to najgorsze, co może się nam przydarzyć, ponieważ potem mylimy się co do wszystkiego – historii, człowieka, nas samych, dobra i zła, życia…”.
 
Współczesna gnoza
 
Wspomniana wizja Boga sprawia, że mylimy się również co do natury zła i dobra. Niestety wiele czynników warunkuje to, że w jakimś sensie odradza się obecnie stara jak chrześcijaństwo herezja gnozy. Przedstawia ona rzeczywistość dualistycznie i w wyrafinowany sposób podsyca lęki człowieka. Zainteresowanie egzorcyzmami i traktowanie szatana jako źródła teologicznego oraz głęboko zakorzenione myślenie magiczne sprawia, że wielu zaczyna traktować Złego jako drugiego boga, nawet bardziej skutecznego niż Ten prawdziwy. Nie chodzi jednak o deprecjonowanie diabła i jego działań, lecz o zbytnie szukanie go zawsze i wszędzie. Wielu zaczyna wierzyć, że zło nie pochodzi z serca, tylko przychodzi z zewnątrz. Tak jest oczywiście prościej, bo łatwiej jest szukać przyczyn poza sobą, niż się nawracać. W liście Kongregacji Doktryny Wiary Placuit Deo nt. niektórych aspektów zbawienia chrześcijańskiego czytamy: „zgodnie z wiarą biblijną pochodzenie zła nie znajduje się w materialnym, cielesnym świecie doświadczanym jako granica lub więzienie, z którego musimy być zbawieni. Wręcz przeciwnie, wiara ta głosi, że cały wszechświat jest dobry, ponieważ został stworzony przez Boga i że zło, które najbardziej szkodzi człowiekowi, jest tym, który pochodzi z jego serca. Przez grzeszenie człowiek porzucił źródło miłości i zatraca się w fałszywych formach miłości, które zamykają go jeszcze bardziej w sobie. To oddzielenie od Boga – On, który jest fontem komunii i życia – powoduje utratę harmonii między ludźmi oraz między ludzkością a światem, wprowadzając panowanie rozpadu i śmierci” (nr 7). Niestety współcześnie często zdarza się tak, że chrześcijanin boi się wejść do lokalu z orientalnym jedzeniem i wschodnimi rzeźbami, zapominając być może o tym, że bardziej od Boga oddala go w tym momencie grzech, który nosi w sercu, niż zewnętrzne okoliczności. Skupia się on bardziej na zagrożeniach duchowych dookoła niż na własnej winie.
 
Zło dobrem zwyciężaj
 
Natknąłem się kiedyś na wypowiedź ks. Krzysztofa Wonsa SDS, znakomitego teologa duchowości, w której przypomina on, że myśląc o działaniu szatana, powinniśmy mieć świadomość tego, że jesteśmy od niego słabsi, ale zawsze jest z nami Bóg. W Ewangelii wg św. Mateusza czytamy: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Tym, który może to zrobić, jest jednak nie tyle szatan, co sam Bóg, w tym znaczeniu, że wszystko jest w Jego rękach. Czyż ów lęk nie jest po prostu bojaźnią Bożą? Ona jest szacunkiem przed tajemnicą, a także uznaniem, że Bóg przekracza wszystko. Jest zatem przekonaniem, że On jest większy od wszystkiego. To zaś pozwala koncentrować się na Nim, pozbywać myślenia magicznego, a nie poszukiwać niebezpieczeństw i zagrożeń. Warto przypomnieć sobie przypowieść Jezusa o pszenicy i chwaście. Siewca sieje dobro (pszenicę), Zły przychodzi i sieje zło (chwast) między pszenicę, zatem kamufluje się, przebiera w dobro. Spostrzegają to robotnicy i mówią do gospodarza: „Przecież siałeś pszenicę, skąd zatem chwast? Chcesz, żebyśmy poszli i wyrwali go?”. Jezus mówi jednak: „Nie. Abyście przy wyrywaniu chwastu nie wyrwali także pszenicy” (por. Mt 13,24-30). W życiu wiary możemy tak bardzo zaangażować się w usuwanie chwastów, że przy okazji uszkodzimy również pszenicę. Trzeba jednak pogodzić się z tym, że dwojaka rzeczywistość będzie trwać aż do żniwa. Nie można skupiać się wyłącznie na wyszukiwaniu śladów zła i zagrożeń. Kościół nie jest obwarowaną twierdzą, która tylko wypatruje zagrożenia i cały czas przygotowuje działa do obrony. „Zło dobrem zwyciężaj” – to niezwykle aktualna dewiza św. Pawła. Im więcej bowiem pielęgnacji pszenicy, tym słabszy wzrost chwastu.
 
ks. Karol Milewski SCJ
Czas Serca nr 159
 
Zobacz także
Józef Augustyn SJ
Każde nasze spotkanie z Jezusem jest spotkaniem z wiecznie żyjącym. Naszą modlitwą dotykamy wymiaru przekraczającego czas, dotykamy wieczności. Każda nasza modlitwa, choć dokonuje się w czasie, to jednak dosięga wieczności. Tę prawdę o wiecznym wymiarze naszej modlitwy dobrze podkreśla spotkanie Jezusa z uczniami nad Jeziorem Galilejskim. 
 
ks. Adam Adamski
„Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie...” – śpiewała Maryja o Bogu w Magnificat. „Jestem miłością i miłosierdziem samym” – mówił Jezus do św. Faustyny. Czyż zatem realizując to Chrystusowe błogosławieństwo, nie dotykamy Serca samego Boga?
 
ks. Łukasz Kleczka SDS
Jesteśmy pokoleniem epoki szumu, zgiełku, i niepokoju. Wciąż poszukujemy nowych rozwiązań technicznych, które bardzo często wiążą się ze wzrostem decybeli. Widzimy wielu młodych ludzi ze słuchawkami walkmanów na uszach. Słuchanie głośnej muzyki nie jest już nowością. Nawet na dworcach kolejowych wielkich miast przez megafony nadawana jest muzyka...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm