logo
Sobota, 28 maja 2022 r.
imieniny:
Augustyna, Ingi, Jaromira, Germana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dominikański Ośrodek Liturgiczny
Człowieczeństwo i Kościół
Liturgia.pl
 


Człowieczeństwo i Kościół
Uroczystość Apostołów Piotra i Pawła
 
Radujmy się w Panu w uroczystość Apostołów Piotra i Pawła, którzy własną krwią użyźnili Kościół, pili kielich Pański i stali się przyjaciółmi Boga. (antyfona na wejście)
 
To wezwanie do radości, które pojawia się od razu na początku Eucharystii, towarzyszyć nam będzie cały czas. Bo dzisiejsze święto to właśnie czas „naładowywania się radością”, przywracania nam, ludziom, pewności siebie. Dziś możemy się choć trochę przeglądnąć w oczach Bożych i zobaczyć, ile jest piękna w naszym człowieczeństwie oraz w tym wszystkim, co się z nim łączy.
 
Święci Piotr i Paweł to nie są odrealnione, zupełnie niepodobne do nas postacie – to ludzie „z krwi i z kości”. Przyjaźń z Bogiem, do jakiej zostali zaproszeni, też jest relacją prawdziwą. Nie jest oparta na oczekiwaniach czy wygórowanych żądaniach. Nie wiąże się z własną wizją tej „drugiej strony”. Bóg przecież dobrze znał i Piotra, i Pawła. Wiedział, do czego są zdolni – zarówno najlepszego, jak i najgorszego. Nie żądał od nich, aby podporządkowali się Jego o nich wyobrażeniom, by tłamsili siebie samych, by udawali kogokolwiek innego, kogoś lepszego. On po prostu chciał być blisko nich, takich, jakimi byli.
 
Człowiek nie usłyszy od Boga: „a ja się spodziewałem”, „zawiodłeś mnie”, „rozczarowałem się tobą”. Przecież On zna nas, „wie, z czegośmy powstali, pamięta, że jesteśmy prochem”. Ale dla Jego z nami przyjaźni to nie ma znaczenia. Bliskość z Nim nie jest nagrodą za dobre sprawowanie. On nie czeka, aż będziemy bez grzechu, aby nas do zażyłości z sobą dopuścić. Przeciwnie, to tylko dzięki żywej relacji z Nim możemy to, co złe, w nas zmienić, a rozwinąć to, co najpiękniejsze. Przecież bez Jego bliskości nie dalibyśmy sobie rady z nami samymi. I właśnie ta przyjaźń, którą Bóg nam chce ofiarować, musi być oparta na prawdzie, na odkryciu przed Nim tego wszystkiego, co w nas jest. Jemu nie wystarczy, jeśli przychodząc do Niego, na modlitwie czy w Eucharystii, zasłonimy to, czego się wstydzimy, czego się boimy. Po co? Żeby Go „nie martwić”? Żeby o nas „źle nie pomyślał”? Przecież On to zna. Widzi. On chce z nami prawdziwej, głębokiej relacji, a nie jakichś namiastek czy pozorów, choćby sprawiały nie wiem jak ładne i pobożne wrażenie.
 

Boże, Ty nam dałeś dzień świętej radości w uroczystość Apostołów Piotra i Pawła, spraw, aby Twój Kościół wiernie zachowywał naukę Apostołów, od których otrzymał zaczątek wiary. (kolekta)
 
Fundamenty wiary i nauki Kościoła pochodzą od postaci, które na pewno nie były nieomylne. Zarówno Piotr, jak i Paweł nieraz błądzili, szukali Boga na oślep. Św. Piotr, choć żył przy Jezusie i wciąż Go słuchał, to przecież wiele z tego, co On mówił, nie pojmował ani nie umiał przełożyć na rzeczywistość. Dość często, kiedy wydawało mu się, że właściwie reaguje na słowa lub czyny Jezusa, że wykazuje się roztropnością i doświadczeniem, okazywało się, że tak naprawdę nie rozumie tego, co się dzieje. Tak jest choćby wtedy, gdy poucza Jezusa, że nie może zginąć; wtedy, gdy zabrania Mu umywać sobie nóg; wreszcie wtedy, gdy mieczem broni Jezusa w Ogrójcu. Chcąc być mądrym, tak naprawdę kieruje się własną logiką. Wszystko zmienia się dopiero po Śmierci, Zmartwychwstaniu i po Zesłaniu Ducha Świętego. Wtedy Piotr przestaje głosić własną naukę i przyjmuje słowa Jezusa. Nauka, której dotąd tylko słuchał, którą starał się rozumieć, teraz staje się dla niego żywa, staje się częścią jego samego. Podobnie św. Paweł – wiadomo przecież, że przez wiele lat był przekonany, że dobrze służy Bogu właśnie walcząc z Jezusem i Jego wyznawcami. Dopiero dzięki łasce Pana dostrzegł, jak bardzo się mylił. Bo jedynie dzięki Jego miłosierdziu możemy cokolwiek o Nim powiedzieć. Jedynie, kiedy On sam się odsłoni, możemy Go poznawać. I dopiero Jego Zmartwychwstanie i Jego Duch dają nam siłę i jasność umysłu, aby to, co nam o Sobie samym powie, przyjąć.  
 

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe a dla nas zbawienne, abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, Panie, Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże, przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ty nam pozwalasz z radością oddawać cześć świętym Apostołom Piotrowi i Pawłowi. Piotr pierwszy wyznał wiarę w Chrystusa i z nawróconych Izraelitów założył pierwszy Kościół. Paweł otrzymał łaskę jasnego rozumienia prawd wiary i stał się nauczycielem narodów pogańskich. Obdarzeni różnymi darami zgromadzili w jednym Kościele wyznawców Chrystusa i zjednoczeni w chwale niebieskiej wspólnie odbierają cześć na ziemi.  (prefacja)
 
Wszystko, co zbliża nas samych do Boga – tak jak wiara św. Piotra, czy dar rozumienia, który otrzymał św. Paweł – jednocześnie może zbliżyć do Niego innych ludzi. To, co wydaje nam się jedynie naszą prywatną sprawą, okazuje się czymś, co służy wspólnemu dobru. Żaden dar, który otrzymujemy, nie jest dla nas samych. To, co najpiękniejsze w naszej osobistej relacji z Bogiem, udziela się też innym. Jesteśmy odpowiedzialni za naszych współbraci. Nie jest tak, że to, czy nam przyjaźń z Bogiem wyjdzie, czy nie wyjdzie, to nasza sprawa, i nikogo innego nie dotyczy – to jest zawsze sprawa całego Kościoła.  
 
Ale nie znaczy to, że Bóg posługuje się nami jako narzędziami, że daje nam się tylko po to, aby nas wykorzystać. On wie, jak nas stworzył, wie, co da nam szczęście i poczucie spełnienia. A da nam je to, iż możemy być współtwórcami, że jesteśmy dla innych niezbędni. A dzięki Jego łasce, dzięki temu, co w nas złożył, faktycznie możemy dawać, mamy się czym dzielić. Możemy stawać się nauczycielami czy gromadzić ludzi wokół Boga.
   
 
Boże, Ty nas pokrzepiłeś Najświętszym Sakramentem, spraw, abyśmy żyli w Kościele jak pierwsi chrześcijanie, trwając w łamaniu chleba i nauce Apostołów, a utwierdzeni w miłości stanowili jedno serce i jedną duszę. (modlitwa po komunii)
 
Czasami może się budzić tęsknota za tym, aby znikła odległość, jaka oddziela nas od życia Jezusa i od czasów początku Kościoła. Budzi się lęk, że przez tak długi okres czasu chrześcijaństwo zostało jakoś zanieczyszczone, że w Kościele pojawiły się rozmaite schematy, przyzwyczajenia, że niemożliwa jest już ta świeżość wiary i ta gorliwość, która ożywiała pierwszych chrześcijan. Ale przecież ten sam Duch trwa. Tłumaczenie, że jesteśmy inni, może mniej radykalni czy mniej gorliwi, że czasy i Kościół się zmieniły, jest wygodnym usprawiedliwianiem siebie. Przede wszystkim, trwa Eucharystia – Jezus, którego w niej spotykamy, jest tym samym Jezusem, który przemieniał  i nauczał Apostołów. Czy to za mało? Jesteśmy nieustannie ożywiani tą samą bliskością Boga, która była udziałem pierwszych chrześcijan. Ta miłość i przyjaźń z Bogiem, wciąż doświadczana w kolejnych pokoleniach, jest właśnie istotą Kościoła, która znosi wszelkie w nim różnice – i czasowe, i geograficzne. Kościół naprawdę jest wspólnotą nie tylko ludzi żyjących „tu i teraz”, lecz łączy w sobie wszystkich wiernych, nieważne, kiedy żyli. Nie jesteśmy zostawieni samym sobie. Dlatego też, słowa dzisiejszej modlitwy nad darami brzmią: Wszechmogący Boże, niech modlitwa Apostołów towarzyszy darom, które tobie składamy, i spraw, abyśmy z wewnętrznym oddaniem uczestniczyli w tej Ofierze.
 
Uroczystości świętych Piotra i Pawła towarzyszy uroczyste błogosławieństwo, które brzmi:
Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, który zbudował Kościół na wierze świętego Piotra i przez niego umocnił naszą wiarę.
Przez nauczanie świętego Pawła Bóg oświecił narody pogańskie, niech przykład Apostoła pobudzi was do zyskiwania braci dla Chrystusa.
Niech władza powierzona świętemu Piotrowi i słowa głoszone przez świętego Pawła, za ich wstawiennictwem pomogą wam dojść do tej ojczyzny, do której Apostołowie weszli przez męczeństwo.
 
Kościół, chyba jeden z największych darów Boga dla ludzi, ofiarowany nam został, byśmy byli w stanie tak żyć, aby dojść do Niego, aby się z nim już na wieki połączyć. Ale nie jest to „coś” od nas niezależnego – on jest nam „dany i zadany”. Z jednej strony – Kościół jest dla nas ratunkiem, drogą, pomocą. Z drugiej – to my możemy być jego nadzieją, jesteśmy potrzebni, by trwał i rozwijał się. Prawda, to jest duże „ryzyko” ze strony Boga – powierzyć nam swój Kościół i siebie Samego w Nim. Ale to, że nie chce działać bez naszego, ludzkiego udziału, że oczekuje naszej pomocy, to jest Jego wielka pokora oraz dowód, że traktuje nas poważnie. Nie jesteśmy w Jego oczach tylko dziećmi, ale wręcz partnerami i współpracownikami. Z miłości do nas, z szacunku dla naszej wolności, zgadza się, aby Kościół był może mniej idealny, ale za to bardziej ludzki.
 
Człowieczeństwo i to wszystko, co się z nim wiąże, nie tylko, że nie oddziela nas od Boga, ale wręcz buduje Jego Królestwo na ziemi. Zresztą, jak widzimy dzisiaj, Kościół i człowieczeństwo są nierozłączne. Nie ma przeciwieństwa między nimi, więcej, są sobie wzajemne konieczne. Kościół to właśnie spotkanie Boga z naszą ludzką naturą. Zdecydował się być między nami i udzielać się nam w taki sposób, który nie pomija naszego człowieczeństwa, więcej, który właśnie tej naszej ludzkiej, prawdziwej natury potrzebuje.
 
Właśnie, Kościół to najpełniejsza realizacja człowieczeństwa, a nie jego zaprzeczenie. Wierni Kościoła nie mają być odrealnionymi, oderwanymi od życia, tłamszącymi jakąś część siebie nieszczęśnikami. Jak widać na przykładzie świętych Piotra i Pawła, nie da się pominąć tych „gorszych części” nas. Nie da się ich po prostu „wyłączyć”, udawać, że ich nie ma. Ale piękną nowiną na dziś jest to, że właśnie tacy, jacy jesteśmy, mamy miejsce w Kościele.  Razem z tym wszystkim, czego sami w sobie nie akceptujemy, nie znosimy, ale też z tym, czego nie tolerujemy u innych. Przecież jak nie tu, w Kościele, to gdzie się to zmieni? Gdzie będziemy w stanie spokojnie przemienić nasze wady i słabości nie zaciekłą i nerwową walką z nimi, która i tak pewno nie da większych efektów, ale poddając się mocy i dobroci Boga, oraz cierpliwie znosząc się nawzajem? Kościół nie jest dla aniołów, Kościół jest dla ludzi. I Bóg dobrze to rozumie, dobrze o tym pamięta. Nie pamiętamy o tym na ogół my sami.   
 
 
Zobacz także
ks. Paweł Kłys
Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele już od pierwszych wieków jego istnienia. Tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień... 

– mówi bp Marek Marczak, biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej, w rozmowie z ks. Pawłem Kłysem
 
 
Ewa Kiedio

„O co wam jeszcze chodzi? O władzę? Przecież Jan Paweł II tyle powiedział o geniuszu kobiety” – tak można by streścić głosy tych, którzy nie rozumieją katoliczek angażujących się na rzecz zmian w Kościele inspirowanych teologią feministyczną. Faktycznie, wiek XX przyniósł istotne przekształcenia w tym obszarze, trudno jednak uznać obecny stan za satysfakcjonujący czy też – mówiąc językiem eklezjalnym – za taki, który w pełni pozwala kobietom wzbogacić cały Kościół swoimi charyzmatami.

 
ks. Stanisław Cieślak SJ
Jego śmierć na bezludnej wysepce u bramy Chin ostatniego celu misjonarskiego, jaki sobie wytyczył nastąpiła 450 lat temu. Podczas agonii spoglądał na krucyfiks i zajęty był słodkimi rozmowami z Ojcem, Synem i Duchem Świętym oraz z niebieską Matką. Od dnia odprawienia Ćwiczeń duchownych pod kierunkiem Ignacego Loyoli aż do chwili śmierci ożywiało go zawsze pragnienie, aby pozyskać cały świat dla Jezusa...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm