logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Człowiek dla człowieka. Całodobowo
eSPe
 


Z Michałem Niemcem rozmawia Przemysław Radzyński. O wierze w młodzież i jej wierze opowiada Michał Niemiec, młody krakowski katecheta.
 
Kim jest katecheta?
 
Widzę, że zaczynamy od niełatwych pytań (śmiech). Zapewne w różny sposób można zdefiniować kogoś, kogo określamy mianem katechety. Moją pierwszą myślą jest to, że katecheta to ktoś, kto towarzyszy drugiej osobie na krótkim odcinku drogi poznawania Boga. Jako świadek Tego, którego głosi, ale i jako starszy brat (w przypadku katechetek – starsza siostra:). To człowiek dla człowieka. Nie tylko w czasie 45-minutowej lekcji, ale również (a może przede wszystkim) poza zajęciami katechezy. W klasie, na szkolnym korytarzu, poza szkołą…
 
Poza szkołą?
 
Ostatnio papież Franciszek zwrócił uwagę na różnicę między „być katechetą” a „pracować jako katecheta”. Nie ukrywam, że dopiero wówczas uświadomiłem sobie różnicę. Bycie katechetą to nie tylko odpracowanie „etatu” w szkole. To przede wszystkim bycie dla tych młodych, którzy w natłoku codziennych swoich problemów na różne sposoby szukają Boga. Czasem niektórym wystarcza to, co jest na lekcji katechezy, inni sami coś doczytają – potem się pochwalą i nieraz mile zaskakują swoją wiedzą i zaangażowaniem. Ale są i tacy, którzy potrzebują po prostu „pogadać”. Staram się wtedy znaleźć czas na jakiś spacer i rozmowę. Niektórzy oczywiście nie mają na tyle odwagi lub problemy są na tyle trudne, że wolą rozmawiać przez „bezpieczny kanał” – wtedy rozmawiamy na Facebooku, nieraz do późnych godzin nocnych.
 
Może to brzmi, jakby katecheta nie miał już życia prywatnego – spokojnie, tak nie jest. Wszystko ma swój czas i miejsce. Niemniej jednak uważam, że bycie katechetą to całodobowa gotowość bycia człowiekiem dla człowieka. Nie da się na pół gwizdka. Ale zapewniam, że ta posługa daje naprawdę dużo prawdziwej radości.
 
Czyli nie jesteś katechetą dla swoich uczniów tylko w szkole? Jak reagują na Ciebie np. na ulicy?
 
Zawsze, jak tylko ktoś przechodzi, z uśmiechem mówi „dzień dobry” lub „szczęść Boże”. I ja staram się ich zauważać i z uśmiechem odpowiadać na pozdrowienie. Niejednokrotnie miałem przypadki, że mijała mnie grupka uczniów z radosnym okrzykiem: „dzień dobry!”. Jednego razu wchodzę do tramwaju, a ze środka pojazdu słyszę głos dwudziestu kilku chłopców wracających ze szkoły, którzy wykrzykują szczerze: „szczęść Boże!”. A za chwilę któryś dodaje: „panie profesorze, czy to w tę środę jest kartkówka z religii”? (śmiech).
 
Jaka jest młodzież, którą uczysz?
 
Bardzo dobra – inaczej bym nie uczył (śmiech). A mówiąc poważnie jestem jeszcze początkującym katechetą. Pracowałem w Zespole Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Myślenicach – tam miałem pod opieką ponad 360 uczniów (z 12 klas zawodowych i technikum), teraz pracuję drugi rok w IV Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie – do tej pory zdążyłem poznać podobną liczbę uczniów, co w poprzedniej szkole. Tych, których spotkałem, szczerze cenię, podziwiam i szanuję. Naprawdę trafiłem na dobrych ludzi. Dużo się od każdego i każdej z nich uczę. Sądzę, że ogólnie młodzież jest dobra, tylko czasem któraś „owca” jest po prostu pogubiona czy poraniona i głośno próbuje ten ból wypowiedzieć swoim sposobem bycia.
 
Jesteś młodym katechetą. Pracujesz w liceum, więc z uczniami dzieli Cię niewielka różnica wieku. To atut czy przeszkoda?
 
To zależy, ale generalnie raczej atut. Wśród pracowników szkoły nieraz byłem mylony z uczniem. Nawet moja pani dyrektor, przedstawiając nowego katechetę Radzie Pedagogicznej poprosiła mnie: „panie profesorze, proszę się przedstawić czy jest pan uczniem czy nauczycielem…” (śmiech). Zazwyczaj takie sytuacje są bardzo pozytywne. Jeśli chodzi o relację z uczniami uważam, że młody wiek jest atutem. Uczniowie mają świadomość, że i ja niedawno przechodziłem podobne problemy, które oni przeżywają w obecnym czasie i przez to łatwiej ich zrozumiem niż ktoś starszy. Poza tym, to że ktoś młody, prawie w ich wieku, zgadza się z nauką Kościoła i stara się żyć wiarą w Trójjedynego (wbrew temu, co czasem lansują media) jest dla nich argumentem za tym, że Kościół jest nie tylko dla tych, którzy ukończyli „dziesiąt” lat i są na emeryturze, ale i dla nich, dla młodych. Jasne, że na początku zawsze uczniowie „wypróbowują” nauczyciela, na ile sobie mogą pozwolić. Ale jeśli zobaczą, że katecheta ich szanuje, to i oni wtedy szanują katechetę, niezależnie od tego ile ma lat.
 
1 2  następna
Zobacz także
Ewelina Steczkowska
Od zwykłej, pierwszej rozmowy, zaczyna się formacja człowieka, najpierw małe, a potem coraz większe utożsamianie się ze wspólnotą Kościoła. Aż dochodzi do momentu, kiedy człowiek dorosły prosi o chrzest. Ludzie często mówią, że nikt im wcześniej nie mówił o Bogu, o religii, o Kościele.

O dorosłych, którzy dzisiaj decydują się na przyjęcie chrztu opowiada misjonarz pracujący w Kazachstanie ks. Zbigniew Bigda w rozmowie z Eweliną Steczkowską
 
ks. Rafał Masarczyk SDS
"...średniowieczne porównanie Alana z Lille: Bóg jest jak kula, której środek jest wszędzie, a obwód nigdzie."
 
Ks. Sebastian Korczak SDS
Z pewnością wielu z Was miało okazję obejrzeć film pt. „Kiler”, czy też jego drugą część zatytułowaną „Kilerów 2-óch”. Dokładnie pamiętam, jak będąc jeszcze diakonem w seminarium, słyszało się na korytarzu kleryckim, w refektarzu czy w pracy zwroty lub nawet całe zdania cytowane z tego bestselerowego filmu Juliusza Machulskiego, a... i oczywiście, cytowanie filmu odbywało się w języku hiszpańskim...
 
 
___________________
 
 reklama