logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Justyna Majewska
Człowiek ekumenii
Rycerz Młodych
 
fot. Florian Bieser, Illumination Taizé-Cross | Flickr (cc)


„Boże pełen dobroci, nawet, kiedy jesteśmy daleko od Ciebie, Ty zawsze nas kochasz i na nas czekasz. I dlatego, że jesteś z nami i nam przebaczasz, stajesz się naszym pokojem”.
(Brat Roger z Taizé)

 

Był człowiekiem o szerokich horyzontach, przepełnionym duchem ekumenii. Bratał ze sobą ludzi. Nazywano go apostołem jedności. Kochał Boga ponad wszystko. Założył ekumeniczną wspólnotę, u której podstaw był sam Jezus Chrystus. Zginął w opinii świętości. Wielki człowiek na miarę wielkich czasów.

 

Mowa oczywiście o br. Rogerze. Przyszedł on na świat wiek temu. Już wkrótce Kościół będzie celebrował setną rocznicę jego urodzin. 12 maja 1915 r. Roger Schütz nie narodził się dla świata, lecz dla Boga. Jego kruche istnienie potrzebne było Stwórcy. Ukochał On go bowiem już w łonie matki i obdarzył szczególnym charyzmatem. Miał jednać człowieka z człowiekiem i bratać Chrystusowe dzieci. Miał wreszcie doprowadzić ich do pełnej jedności. Zadanie ponad ludzkie siły i możliwości. Dla Boga nie ma jednak nic niemożliwego. Wybiera On sobie ludzi i kształtuje ich serca. Nie inaczej było z Rogerem. Posłał go sam Pan.

Korzenie

 

XVI-wieczna Szwajcaria była jednym z głównych ośrodków reformacji w Europie. Reformacja rozprzestrzeniła się przede wszystkim w bogatszych miejskich kantonach. Po wojnie kantonów protestanckich z katolickimi, w 1531 r., ustalono podział wyznaniowy kantonów. W takim oto różnorodnym wyznaniowo kraju dorastał Roger. Pochodził z rodziny reformowanych ewangelików. Otrzymał gruntowne ewangelickie podstawy wiary. We wczesnym dzieciństwie nawiązał głęboką i trwałą więź z Jezusem. Tę przyjaźń będzie pielęgnował do ostatnich dni swojego życia.

 

Fascynacja Bogiem zaowocowała myślą o podjęciu studiów teologicznych. Dwa lata przed wybuchem II wojny światowej rozpoczął studia. W 1940 r. przybył do okupowanej Francji, aby pomagać najbardziej potrzebującym i pokrzywdzonym przez los. Jego serce było nad wyraz wrażliwe. Miłowało nie tylko Boga, ale i ludzi. Bliźniego postrzegał jako brata. W drugim cierpiącym człowieku widział cierpiącego Chrystusa. Pomagając najuboższym, świadczył o niepojętej miłości Jezusa. Był Jego świadkiem. Jak kwiat rozkwitał w blasku swego Pana.

 

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

 

We Francji, będącej niegdyś Matką Kościoła, br. Roger zaczął formować wokół siebie monastyczną wspólnotę ludzi pragnących żyć Bogiem, dla Boga i w Bogu. Bracia zasilający szeregi tejże wspólnoty początkowo, podobnie jak ich założyciel, wywodzili się tylko z ewangelickich kręgów. Dopiero z upływem lat do braci protestantów dołączyli katolicy. Odtąd chrześcijanie tych dwóch konfesji uczyli się nawzajem pokojowego współistnienia. Uczyli się, jak pokonywać uprzedzenia narosłe przez stulecia. Pan Bóg błogosławił tym działaniom. Był pośród nich. To On ich jednoczył na modlitwie i w posługiwaniu.

 

Założyciel ekumenicznej wspólnoty był ewangelicko-reformowanym pastorem. Bardzo wcześnie podjął decyzję o życiu w celibacie. W ten sposób mógł się w pełni oddać Temu, który od wczesnych lat dzieciństwa był treścią jego życia. Napełniony Bożym duchem powziął zamiar, aby osiąść w wioseczce usytuowanej pięć kilometrów od Cluny. Tym samym nawiązał do monastycznych tradycji tegoż miejsca. Wiekowy dom, opustoszały kościółek i jedna koza to było całe dziedzictwo br. Rogera. Cieszył się on szacunkiem i sympatią ze strony mieszkańców tejże mieścinki. Wyrażali oni szczere zainteresowanie działaniami młodego Szwajcara. Z czasem w zapomnianej świątyni zaczęła rozbrzmiewać muzyka. Zapomniany kościółek przestał być zapomniany. Bóg na powrót zamieszkał w tym miejscu.

 

Charyzmat

 

W okresie wojennej zawieruchy br. Roger świadczył pomoc uciemiężonym i prześladowanym Żydom. W sierpniu 1940 r. zamieszkał w Taizé. Po wojnie pomagał tym, którzy pobłądzili w życiu. Niósł pomoc odrzuconym i pogardzanym. Charyzmat ten przyświecał mu przez całe życie. Obrał trudną drogę, ale przynoszącą radość z dobrze wykonanego zadania. Na tej drodze towarzyszył mu ubogi Chrystus. On go dźwigał, kiedy brakowało sił. Jezus obarcza się bowiem każdym trudnym ludzkim doświadczeniem.

 

Dzisiaj bracia posługują w najbiedniejszych zakątkach świata. Nie jest to jedyny ich charyzmat. Boży ekumeniczni szaleńcy zajmują się także pozyskiwaniem młodzieży dla Boga. Ewangelizacja młodych zatacza coraz szersze kręgi. Młodzi uczą się, jak w pokornej modlitwie trwać w komunii z ludźmi oraz jak przemieniać bezradność w zaufanie, a mroki w światło Ewangelii. Uczą się ponadto przebaczać sobie i innym. Taizé tętni życiem i modlitwą. Jest biblijną ziemią Kanaan. W tej francuskiej wiosce poszukujący znajdują, smutni odzyskują radość, a wątpiący pewność.

 

Gdzie dwaj lub trzej...

 

Ewangelicki pastor ogromnym szacunkiem darzył Jana Pawła II. Po raz pierwszy poznał przyszłego papieża na Soborze Watykańskim II, który obradował w latach 1962-1965. Br. Roger był wówczas obserwatorem. Bp Karol Wojtyła brał udział w pracach soborowych z ramienia Kościoła w Polsce. Przyjaźń między nimi kwitła. W czasie pontyfikatu papież Polak regularnie spotykał się z założycielem Wspólnoty Taizé. Br. Roger miał wielki sentyment do Polski i polskiego narodu. W latach 70. uczestniczył w pielgrzymce do Piekar Śląskich.

 

Nie mogło zabraknąć br. Rogera na uroczystościach pogrzebowych Ojca Świętego Jana Pawła II w kwietniu 2005 r. Ciało jego było słabe, przykute do wózka inwalidzkiego, ale duch ochoczy. Nikt nie spodziewał się, że cztery miesiące później podąży on do domu Ojca za swoim polskim przyjacielem. Do końca pozostał cichy i pokorny sercem. Życie założyciela Wspólnoty Taizé zgasło na modlitwie. Pozostało po nim bogate modlitewne dziedzictwo. Br. Roger modlił się do Chrystusa z żarliwą ufnością: „Jezu, jesteś naszym pokojem, w swojej Ewangelii mówisz, że kiedy gromadzimy się w Twoje Imię, Ty jesteś pośród nas. Jesteś obecny w sposób niewidzialny, ale przez Ducha Świętego zawsze mieszkasz w naszych sercach”.

Justyna Majewska
Rycerz Młodych 2/2013

 
Zobacz także
o. Robert Wawrzeniecki OMI
Ile razy doświadczyłem ludzkiej bezradności? Ile czasem kosztowało mnie to wysiłku? Ile nieprzespanych nocy, kołatających się w głowie myśli, planów? Ile może nawet i łez wylanych tak cicho i po kryjomu? I miałem nieraz poczucie, że zostałem sam z tym wszystkim. Bez pomocnej dłoni człowieka, a jeszcze bardziej bez światła Boga.
 
Jerzy Wolak
W wakacje cały jestem Twój. Czyż można sobie wyobrazić lepszy czas na zbliżenie się do Boga niż właśnie wakacje? Gdzie łatwiej Go dostrzec niż w majestacie gór, pieśni strumienia, bezmiarze morza? Trzeba być chyba kołkiem w płocie, by nie stanąć z zapartym tchem wobec potęgi natury, której On jest Stwórcą. Modlitwa uwielbienia sama wyrywa się z piersi...
 
s. Bernadetta Rusin CMW
Można mieć wielu wychowawców, ale nie ojców – zwłaszcza tych w wierze. Tak pisał już św. Paweł (1 Kor 4, 14-16). Ojcostwo, szczególnie ojcostwo duchowe, to niezwykle uprzywilejowany przypadek międzyludzkich relacji, który zawsze pozostanie niewypowiedzianym darem. Dla rycerskiego serca każdego mężczyzny nie jest najważniejsze przekazywanie wiedzy ani udzielanie dobrych rad, ale stanie na straży tej „iskry życia”, którą przekazuje swemu dziecku. 
 
 
___________________
 
 reklama