logo
Piątek, 12 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Zalewski
Cztery błędy rodzicielskie
Cywilizacja
 


 Współcześnie już tak się nie da. Rodzice mogą być prawymi ludźmi, ale któregoś dnia okazać się może, że to za mało. Ktoś kradnie im dzieci. Bezczelnie wygląda z telewizora, komputera, gazety, książki, czasami można go spotkać w państwowej czy prywatnej szkole. Mami swoim sposobem na życie, przekonując: zobacz – u nas jest ciekawiej i przyjemniej!
 
Jego skuteczność wzrasta, gdyż rodzicielskie wpływy osłabia konieczność pracy poza domem i posyłania dzieci do przedszkola oraz szkoły. Jeśli zlekceważymy owego „kidnapera”, który podsuwa zabronione jabłka z drzewa poznania naszym synom i córkom, to wcześniej czy później musimy się spodziewać owoców w postaci takich a nie innych zachowań.
 
Dzisiaj postawa rodziców wymaga zatem specyficznego heroizmu i mobilizacji. Już nie mogą, jak przez wieki, towarzyszyć swoim synom i córkom w rozwoju, zajmując się swoimi codziennymi pracami. Muszą się od tych prac oderwać, a to wymaga heroizmu. Bo trudno jest pracować poza domem i jeszcze wychowywać dzieci. 
 
Nie emocje a cnoty
 
Jednym z podstawowych sloganów wychowawczych współczesnych czasów jest twierdzenie, że w wychowaniu najważniejsza jest więź emocjonalna między rodzicami a dziećmi. Jednak dosyć często zdarza się, że rodzice, tak oddani swoim pociechom, są równocześnie bezradni wychowawczo, spełniając niemal wszystkie zachcianki dzieci.
 
Takich rodziców nie tyle cechuje wiara w nadzwyczajne efekty wychowawczego bezstresu, co raczej ufność, że więź emocjonalna (nazywana przez nich miłością) sama zmieni ich dzieci, w myśl specyficznie interpretowanej maksymy augustiańskiej: „Kochaj i rób co chcesz”.
 
„Ślepa miłość” zapomina, że dorastający „bobasek” wymaga stanowczości i konsekwencji, by okiełznać jego niepokorną naturę. Do „miłości” dołącza psychiczna miękkość, czyli pewna słabość charakteru, która nie pozwala przeciwstawić się synowi czy córce i każe przymykać oczy na dziecięce wpadki. Ma też skłonność do wyręczania („niech ma w życiu lepiej, niż my”, „jeszcze się narobi”), zapominając przy tym wszystkim o tym, co najważniejsze: o formowaniu cnót. Brak podstawowej kindersztuby ujawni się dopiero w okresie późniejszym.
 
Złudzenie wielu rodziców opiera się na przekonaniu, że skoro obdarzają dziecko uczuciem, to ono nie będzie „takie, jak inne”, ono będzie wyjątkowe. Na skutki nie trzeba długo czekać. Zazwyczaj, gdy syn czy córka wchodzą w okres dojrzewania, pojawiają się niepokojące zachowania, które bynajmniej niewiele mają wspólnego z miłością. Rodzicielski pupilek staje się opryskliwy, burczy coś pod nosem, ma swoje ciemne sekrety. Skąd to się wzięło, skoro miłość ma rodzić miłość?
 
W końcu dochodzi do pierwszego „starcia”. Zazwyczaj jest nim poważne sprzeciwienie się woli dziecka. Jest to np. zakaz wyjścia na alkoholowe imieniny do kolegi lub koleżanki. Dochodzi do awantury: trzaskania drzwiami, gróźb, szantażu, „cichego strajku”. W efekcie – „kochający” rodzice ustępują. Dzieciak jest sprytniejszy, cwańszy – stawia na swoim. Oni zaś są za słabi, by walczyć z nieokiełznaną wcześniej, dziką naturą swojego „bobaska”. Im dalej w las (czyt. dojrzewanie), tym gorzej.
 
Owa „miękkość” i „miłość” przynosi swoje gorzkie owoce. Podkreślmy jeszcze raz: przyczyną jest oparcie wychowania na „więzi emocjonalnej”, a nie na formowaniu cnót. Emocje pomagają w kształtowaniu sprawności moralnych, ale są tylko drogą do celu.
 
Charakter przed wiedzą praktyczną
 
Wbrew powszechnemu mniemaniu to, co najważniejsze w kształceniu młodego pokolenia, nie zależy od zasobności naszych portfeli. Żeby to zrozumieć musimy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: Jaki jest zasadniczy cel edukacji? Czy jest nim zdobycie zawodu: lekarza, prawnika, biznesmena? Czy może wyposażenie w „narzędzia” dające szanse na przyszłe… zbawienie? Dla katolików głównym celem jest bez dwóch zdań – zbawienie! 
 
Zadajmy sobie następne pytanie: czy do zdobycia Nieba pieniądze są koniecznie potrzebne? Wręcz przeciwnie – skądinąd wiadomo, że bogactwo przeszkadza w dążeniu do wieczności. I nie chodzi o to, że jest złe z natury, ale raczej z uwagi na… ludzką naturę, która ma słabość do mamony. Wniosek: pieniądze nie mają większego znaczenia! Nasze dzieci nie muszą trenować tenisa, chodzić na dodatkowe zajęcia z angielskiego czy fortepian, aby otrzymać od nas to, co najważniejsze.
 
Do zbawienia potrzebny jest przede wszystkim chrześcijański charakter, czyli cnoty nadprzyrodzone i dary Ducha Świętego. Ich wychowanie nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Jest umiejętnością, którą katolicy mają w „genach”. Rodzice praktycznie w każdych warunkach mogą kształtować u dzieci cnoty i formować charakter, niezależnie od posiadanych majętności. W ostateczności wystarczy przeczytać jedną książkę: Katolicką etykę wychowawczą o. Jacka Woronieckiego, aby wiedzieć w czym rzecz. Tak naprawdę istotne jest, abyśmy sami byli nośnikiem postaw, które dzieci chętnie będą naśladowały, a z tym jest najtrudniej.
 
Nie neguję, że realnym problemem może być kształtowanie sprawności intelektualnych i zdobywanie wiedzy praktycznej, która przydaje się do dostatniego życia, a o której mówi się zazwyczaj w kontekście „równego startu”. Ale pamiętajmy, że uformowany charakter daje siłę osiągnięcia określonych celów życiowych, w tym zdolność do uzupełniania wiedzy, gdy już pojawią się takie możliwości. Dążmy zatem do odpowiedniej formacji intelektualnej najmłodszych, starajmy się naszym pociechom dać solidne wykształcenie, ale, gdy nie będziemy mogli pokonać „ściany”, nie zapominajmy o chrześcijańskim charakterze, świętości, miłości i jej owocu – mądrości, które zawsze są w naszym zasięgu.
 
Praktycznej wiedzy nie można mylić z mądrością. Nie dotyczy ona bowiem problemów fundamentalnych związanych z pytaniami o nasze istnienie. Prawnik, lekarz czy hydraulik bazują na wiedzy użytecznej (niezależnie od tego, że mają różny status społeczny). Z katolickiego punktu widzenia owocem teologalnej cnoty miłości jest mądrość. Co prawda nie jest to mądrość w rozumieniu klasycznych filozofów, ale również daje odpowiedź na fundamentalne pytania. A to jest przecież głównym celem nauczania!
 
W pewnych skrajnych przypadkach zatem rodzice nie mogą dać dziecku dobrego wykształcenia (lekarz, prawnik), ale zawsze mogą mu dać wystarczającą formację moralno-duchową, ukształtować dobry i silny charakter oraz przekazać podstawową prawdę o istnieniu Pana Boga.

Dariusz Zalewski
 
Zobacz także
o. Ignacy Kosmana OFMConv

Bóg jest miłością jedności Trzech Osób w Boskiej przestrzeni. Rozmawia ze sobą i z nami przyjaźnie. Mówi spokojnie i do rzeczy... To z tej przyjaźni zrodził się w Sercu Bożym plan zbawczy i zaproszenie do Boskiej Rodziny. Dialog w małżeństwie nie może być kwestią okazjonalną. To pewna, stała postawa, otwartość na drugiego człowieka. Ważny jest nie tylko temat rozmowy, ważne są również: tembr głosu, donośność emisji, atmosfera wypowiedzi. Bywa, że właśnie one stanowią o jakości dialogu.

 
Antoni Skowroński

„Pan jest wojownikiem” czytamy w Księdze Wyjścia, a w Księdze Izajasza: „Jako bohater posuwa się Pan i jak wojownik pobudza waleczność. Rzuca hasło, wydaje okrzyk wojenny, Góruje męstwem nad nieprzyjaciółmi”. W Starym Testamencie, kiedy Duch Pański opanowywał mężczyzn, ci wyruszali na wojnę. Tak czynili Dawid, Samson, Otniel czy Gedeon.

 
Ks. Mariusz Pohl
Chyba żaden fragment Ewangelii nie zestawia tak wyraziście ludzkich i boskich cech Jezusa. Najpierw czytamy, że Jezus cały dzień nauczał tłumy. Możemy więc wyobrazić sobie Jego zmęczenie, gdy przez wiele godzin, w upale, spragniony napoju i odpoczynku, przyjmował ludzi, okazywał im zainteresowanie, pomagał. Nie ma więc co się dziwić, że wieczorem chciał się oddalić od tłumów i wypocząć.  
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm