logo
Poniedziałek, 10 maja 2021 r.
imieniny:
Antoniny, Izydory, Jana, Solange – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Czułość i obecność
eSPe
 


O biologicznym i duchowym ojcostwie opowiada o. Tomasz Jędruch SP, rektor Seminarium Zakonu Pijarów w Krakowie.

Kim jest ojciec?
 
Ojciec jest tym, który daje życie i stwarza – nieustannie. Ale na tym zadanie ojca się nie kończy. Jest  on tym, który to życie podtrzymuje i ciągle tworzy. Sprawia, że to życie rozwija się, wzrasta, dojrzewa, że dochodzi do momentu kiedy nowy człowiek staje się samodzielny, ukształtowany, dojrzały i później sam może podejmować wybory, przyjmować nowe role.

Dzisiejsi ojcowie spełniają taką rolę?
 
Bywa różnie. Możemy dziś zobaczyć ojców, którzy realizują swoją misję – robią to bardzo dobrze, na różne sposoby. Są też i tacy, którzy tej roli nie wypełniają, albo redukują pojęcie ojcostwa do uczestnictwa w poczęciu dziecka. Później ograniczają się do  roli, np. zarabiania na życie dla rodziny, zainteresowania dzieckiem tylko przy wyjątkowych okazjach, do roli „straszaka” lub „egzekutora”; nie przyjmują roli tego, który JEST przy dziecku a potem przy młodym człowieku. Przez to, nie dają mu tego wszystkiego, dzięki czemu może wzrastać i dochodzić do samodzielności.
 
Jakie cechy wyróżniają ojca?
 
Ojciec to ten, który kocha. Dlatego rodzi, dlatego towarzyszy, dlatego zależy mu na wzroście i dojrzewaniu dziecka. Czym ta miłość się wyraża? Najpierw przez obecność. Dalej ojciec to ten, który jest czuły i wymagający jednocześnie oraz … oddający siebie. W tych cechach obecna jest też praca dla rodziny. To ważny element nie tylko ze względu na utrzymanie dziecka, ale także ze względu na to, że również w ten sposób wyraża do niego miłość.
 
Rozumiem, że ta perspektywa ojcostwa dotyczy nie tylko fizycznego rodzicielstwa, bycia biologicznym ojcem, ale jest znacznie szerszym pojęciem?
 
W takim wymiarze patrzę na ojcostwo ze względu na fakt, że jestem kapłanem, pijarem. Jak mówiłem, ojcostwo jest rodzajem tworzenia, zatem można zrodzić człowieka nie tylko do życia, ale też do wiary, do dojrzewania w samodzielnym wyborze Chrystusa i pójścia za Nim. Każdy mężczyzna powołany jest do tego, by kształtował do życia wartościami – miłością, dobrocią, przebaczeniem i szeregiem pozostałych cnót.
 
Skupmy się na chwilę na ojcostwie biologicznym. Jakich ojców potrzebuje dzisiejszy świat, dzisiejsza młodzież?
 
Kiedyś przeczytałem takie kameruńskie powiedzenie: „Żeby być dobrym wychowawcą, trzeba być równocześnie czulszym od matki i twardszym od kamienia”. To jest pewien ideał. Z jednej strony każdy z nas potrzebuje miłości, która jest obecnością i czułością. Ale do dobrego wychowania potrzeba też stawiania granic i wymagań.
 
Na czym polegałaby wtedy czułość ojcowska?
 
Na obecności z dystansem. Dziecku wystarczy świadomość, że on jest, że może na niego liczyć. Daje poczucie bezpieczeństwa, bo jest obecny, cały czas jest przy nim blisko. Z drugiej strony ojciec powinien dawać dużo wolności i możliwości próbowania. Dziecko powinno podejmować wyzwania, nawet gdy się lęka. Ojciec nie może wszystkiego zrobić za nie, ale ma mobilizować, popchnąć kiedy trzeba, czuwać.
 
Ideałem ojcostwa dla osób wierzących jest Bóg Ojciec. Ale proszę powiedzieć od kogo, na takim ludzkim poziomie, mamy się uczyć dzisiaj ojcostwa?
 
To jest bardzo złożony problem, bo na początku powiedziałem, że nie wszyscy ojcowie realizują tę swoją misję. Ale nie bałbym się powiedzieć, żeby uczyć się od swojego ojca. Myślę, że w każdym z ojców możemy odnaleźć bardzo dobre elementy ojcostwa. Trzeba najpierw je odkryć i precyzyjnie nazwać a później uczyć się ich i nimi żyć.

Zamiast narzekać na naszych ojców, na brak ich obecności trzeba dostrzegać to, co jest w nich dobrego?
 
Jak będę dostrzegał dobro, to będę potrafił rozróżnić też zło. Ono wszędzie się pojawi, ale rozumiemy , że  trzeba  je zostawić. Musimy się też odwoływać do innych wzorców. Dla nas, pijarów, oczywiste jest, żeby szukać ich pośród wychowawców i nauczycieli. Wzorem wychowawcy jest sam Chrystus. Jezus pozwalał Apostołom na różne błędy, ale był przy nich, podkreślał tę obecność, a nawet zapewniał, że zostanie z nimi do końca.
 
Skoro już jesteśmy przy pijarach, to porozmawiajmy chwilę o tym aspekcie ojcostwa niezwiązanym bezpośrednio z biologicznym zrodzeniem dzieci. Jak realizuje się swoje powołanie do bycia ojcem będąc kapłanem, zakonnikiem?
 
Nasz zakon organizuje obozy wędrowne dla młodzieży. Na takich Pijar-Campach naprawdę można poczuć, że jest się tym, który kształtuje i uczy. Przykład: jesteśmy w lesie. Młodzi ludzie przybiegają z pytaniem o łazienkę, toaletę, sklep.

Nie mają gdzie podłączyć ładowarki do smartfona…
 
O zasięgu nie wspomnę (śmiech). Ale jak już zasłony opadły i młodzież wiedziała, że tego wszystkiego nie będzie, to naszym zadaniem było im pokazać, nauczyć ich jak w tych okolicznościach sobie poradzić. Wykonując wspólnie różne czynności  jako prowadzący, uczestniczymy w ich dojrzewaniu do samodzielności, do radzenia sobie w różnych sytuacjach, podejmowaniu wyborów. To jest piękno tych obozów – my im coś dajemy, oni przeżywają przygodę życia. Ale każdy taki wyjazd daje bardzo wiele także nam-pijarom – tym towarzyszeniem młodzieży zaspakajamy potrzeby ojcostwa. Czasem wisienką na torcie są spotkania już po obozie. Okazuje się, że przez codzienne bycie ze sobą, zwyczajne rozmowy, człowiek wraca do Boga i prosi np. o sakrament pojednania. Wtedy czuję, że jest to, to właściwe rodzenie, czuję się ojcem pełną gębą (śmiech). To zaspakaja bardzo dużo potrzeb, pragnień dobrego ojcostwa, które w nas jest.
 
Obecność i czułość, o których Ojciec wcześniej mówił, dotyczą także kapłanów w stosunku do wiernych?
 
Gdybyśmy my kapłani byli obecni – często i mocno – przy wiernych, szczególnie przy dzieciach i młodzieży, byli czuli w znaczeniu obecności z dystansem, obecni z troską i stawiający wymagania, to myślę, że duszpasterstwo dzieci i młodzieży wyglądałoby znacznie, znacznie lepiej.
 
No i pewnie kryzysów kapłańskich byłoby mniej?
 
Przede wszystkim realizowałoby się ojcostwo (śmiech).
 
A proszę powiedzieć z perspektywy Ojca jako rektora seminarium, jak wychowawcy seminaryjni przygotowują kleryków do bycia ojcami?
 
Najważniejszą rzeczą jest osobiste świadectwo. W seminarium nie ma konkretnego przedmiotu z „ojcostwa”. Na bycie ojcem składają się elementy wielu różnych seminaryjnych zajęć. Jednym z nich są np. indywidualne rozmowy z ojcami duchownymi, zarówno o obrazie ojca biologicznego, jak i postrzeganiu Boga Ojca. Uświadomienie tego młodym ludziom pokazuje skąd bierze się ich rozumienie ojcostwa. Zasadniczo brać się powinno wszystkie elementy i ogólnie kształtując, pozwalać dojrzeć młodym ludziom do pełni człowieczeństwa. Wtedy będzie się dobrze przygotowanym do bycia ojcem. A w tym jest bardzo ważne osobiste doświadczenie i przekonanie, że Ojciec w niebie jest blisko, że jest czuły, ale i wymagający, pozwalający też na błędy i nieustanną naukę.

Rozmawiał Przemysław Radzyński 
 
Zobacz także
o. Gabriel Bartoszewski, Paweł Teperski OFMCap
Trzy miesiące przed jego śmiercią, spotkałem się z nim i trzema innymi kapłanami w Krynicy Górskiej na wakacjach. Pewnego dnia po obiedzie zaczął opowiadać o swoich przeżyciach, o grożącym mu procesie, przesłuchaniach... Co interesujące, podczas rozmowy o robotnikach powiedział: "Poświęciłem się i się nie cofnę"...
 
Elżbieta Uchmanowicz

O tym, że dziecko jest dojrzałe emocjonalnie, możemy mówić wtedy, gdy odczuwa ono więź ze swoją klasą, z wychowawcą, prawidłowo reaguje na pozytywne lub negatywne uwagi kierowane ze strony wychowawcy odnośnie do swojego zachowania czy postępów w nauce. Sfera emocjonalna człowieka to sfera afektywna, obejmująca wiele rodzajów odczuć i przeżyć, które różnią się między sobą zarówno źródłem pochodzenia, jak i długością trwania, a także intensywnością odczuwania.

 
kl. Wojciech Olszewski SCJ

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zanim zadomowił się zwyczaj rzymski związany z błogosławieństwem olejów w Wielki Czwartek przez biskupa, olej błogosławiono podczas Mszy Świętej i czynił to ksiądz. Korzystał z niego sam prezbiter podczas sakramentu, ale także wierni, którzy nieśli tenże pobłogosławiony olej do swoich domów. O takim przypadku wspomina Cezary z Arles, żyjący w VI wieku. Nie Komunia Święta jako wiatyk, ale namaszczenie chorych było ostatnim sakramentalnym pożegnaniem wiernego przez Kościół na ziemi. 

 

O sakramencie namaszczenia chorych, jego historii, obrzędach z nim związanych oraz o roli, jaką odgrywa w życiu chorego, z ks. Jarosławem Supersonem SAC rozmawia kl. Wojciech Olszewski SCJ

 
___________________
 
 reklama