logo
Poniedziałek, 19 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Alfa, Leonii, Tytusa, Elfega, Tymona, Adolfa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marcin Jakimowicz
Czy Bóg się śmieje? Płacze?
Gość Niedzielny
 


Na co dzień z mojej twarzy nie znika uśmiech. Jestem duszą towarzystwa. Ale patrząc głębiej, śmieję się po to, by inni nie zauważyli otchłani, pustki, płaczu, rozdarcia. Nabieram ich, zakładając maskę…

Jestem takim samym człowiekiem. Czasem myślę, że cienkość skóry mnie kiedyś zabije, to znaczy przepuści zbyt dużą ilość strzał. Mówiąc tyle o nadziei, wiem, o czym mówię, ponieważ jestem kuszony rozpaczą. Pisanie o nadziei ma dla mnie również walor terapeutyczny: wiem, z jakim demonem się zmagam i o co się biję.

A czy polscy katolicy mają poczucie humoru? Czytając listy przychodzące do redakcji, mam wrażenie, że traktujemy Pana Boga śmiertelnie poważnie…

To trochę problem naszej mentalności. Myślę, że nie wynika on aż tak bardzo z naszego polskiego katolicyzmu, ale raczej z temperamentu ludzi naszej części Europy. Nie zachowujemy się jak Sycylijczycy czy mieszkańcy Peloponezu, ale nie mam tego specjalnie za złe. Nie można mieć wszystkiego, każda wypukłość ma swoją wklęsłość, i odwrotnie. Ta nasza powaga przeszkadza – zwłaszcza że bywa, iż przechodzi w zgorzknienie i ponuractwo – ale myślę, że trzeba się na nią też umieć zgodzić. W każdym razie, moim zdaniem, nie musi to być pierwsza linia frontu w polskiej pracy nad sobą.

Czy ludzie, którzy o Bogu mówią śmiertelnie poważnie, nie czynią tak, bo nie nadążają za tym, co opowiada o Nim teologia? Wyssali z mlekiem matki obraz sprawiedliwego Sędziego, karzącego za zło, a tu po kilkudziesięciu latach słyszą, że Jezus jest przyjacielem, tęskni, niemal poklepuje ludzi po plecach. Już nie „siecze”, ale przytula.

Pan Bóg jest pokorny i godzi się na to, że ludzi prowadzą do Niego ludzie. On powierza ludziom – ludzi. A ci, którzy nas prowadzą, są jacy są. Mają swe zranienia, ułomności, grzechy. Jesteśmy skazani na siebie wzajemnie, dlatego też tak bardzo potrzebujemy świętości. Jest w niej promienność, i to ona – ludzka świętość – pomaga oczyszczać obraz Boga, rozjaśnia go. Benedykt XVI powiada, że jednym z najważniejszych obowiązków chrześcijan jest „kreślenie dostatecznie wielkiego obrazu Boga”. Za to jesteśmy odpowiedzialni przed światem. Ale daleko mi do osądzania ludzi w tej kwestii, bo wiem, jakim deformacjom podlega obraz Boga z powodu mojej głupoty czy mojego grzechu.

Nie boi się Ksiądz mówić: Bóg jest taki i taki? Święty Augustyn pisał, że cokolwiek powiemy o Bogu, już Nim nie jest. On zawsze jest inny: większy, bardziej kochający…

Mam świadomość ułomności każdej, swojej i cudzej, wypowiedzi na temat Boga, ale to nie może prowadzić jedynie do milczenia z bezradności czy szacunku wobec wielkości Tajemnicy. Dlaczego? Bo dowodem na to, że Bóg się godzi, byśmy prawdę o Nim wyrażali w ludzkim języku, jest Pismo Święte.

Głupstwo głoszenia Słowa...

Tak, to też jest znak pokory Boga. Godzi się On na to, chce, byśmy opowiadali o Jego miłości nieporadnymi słowami ludzkich języków. Bez lęku. I przez tę słabość – mowy, liter, głosicieli – moc Boża się przebije. A Słowo ośmiela nas do zaufania słowu… Dlatego sam nie obawiam się opowiadać o tym, co przecierpiałem, przekochałem, czego nauczyli mnie moi mistrzowie, co znalazłem w księgach…

Dziesięć lat temu pisał Ksiądz: „Śmiech i płacz wywołują te same banalne bodźce: nagły telefon, strzelona bramka, wnętrze prowincjonalnego kina, oszroniony peron, pusty, z chusteczką w oknie umykającego pociągu, koniec wojny, egzamin, kostnica bądź porodówka”... Nie wstydzi się Ksiądz swej emocjonalności?

Nie, nigdy się jej zresztą nie wstydziłem. Jedyne, czego się należy wstydzić, to grzech. Tylko grzech jest nieludzki, antyludzki. Wszystko inne nie jest wstydliwe – jest ludzkie. Tym bardziej emocjonalność. Znacznie bardziej boję się ludzi, do których emocji nie mam dostępu, którzy są zamknięci w jakichś pancerzach, klatkach…
 
Zobacz także
Rozmowa z o. Janem Andrzejem Kłoczowskim OP
To, co ciągle panuje w naszej kulturze, to jest dualistyczne myślenie o człowieku, to jest ten Platon, który mówi, że człowiek to jest dusza, która ma ciało. Materializm, hedonizm i rozmaite inne bardzo praktyczne pomysły na moralność powiadają, że człowiek jest ciałem, które ma duszę, ale nie jest to takie konieczne. Ja myślę, że człowiek jest zarówno materialnym, jak i cielesnym i tutaj jest problem znalezienia relacji pomiędzy nimi i to jest bardzo ważne i istotne...
 
Bartłomiej Dobroczyński
Kiedy wypowiadamy słowo "sen", najczęściej mamy na myśli albo zwykłe "spanie", czyli zjawisko wyłączenia się ze świata zewnętrznego w celu regeneracji organizmu, albo śnienie, czyli przeżywanie w trakcie tego wyłączenia się pewnego "subiektywnego filmu". Do niedawna śnienie wiązano w nauce wyłącznie z tzw. fazą REM, czyli fazą snu fizjologicznego, w której następują gwałtowne ruchy gałek ocznych...
 
Ks. Mariusz Pohl
Uroczystość Bożego Ciała, procesja, sypanie kwiatków, udekorowane okna i ołtarze za każdym razem na nowo uświadamiają nam przenajświętszą „zawartość” i istotę Eucharystii. Łatwo o tym zapomnieć na co dzień: chodzimy do kościoła, uczestniczymy we Mszy świętej, przystępujemy do Komunii świętej – jak szybko można popaść w rutynę i obojętność.
 
 
___________________
 
 reklama