logo
Wtorek, 02 marca 2021 r.
imieniny:
Halszki, Heleny, Karola, Pawła, Radosława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Czy i jak oczekiwać końca świata
Życie Duchowe
 


Na końcu Apokalipsy, ostatniej księgi Biblii, znajdujemy wezwanie: „Przyjdź (Marana tha), Panie Jezu”. Co znaczą te słowa? Otóż chrześcijanie czasów apostolskich oczekiwali z ufnością na rychłe, powtórne przyjście Chrystusa, czyli na... koniec świata. Wypatrywali – niekiedy z niecierpliwością – wielkiej Paruzji, ostatecznego tryumfu Boga. W Liście świętego Jakuba Apostoła czytamy: „...bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie” (Jk 5, 8). Niektórzy jednak dawali się ponieść emocjom, porzucali codzienne obowiązki i trwali w pseudomistycznym odrętwieniu. Dlatego święty Paweł napominał: „Zachęcam was jedynie, bracia, abyście coraz bardziej się doskonalili i starali zachować spokój, spełniać własne obowiązki i pracować własnymi rękami, jak to wam nakazaliśmy” (1 Tes 4, 11). Wydaje się, że sam Apostoł oczekiwał bliskiego nastania Paruzji, a przynajmniej wyrażał chęć doczekania tego dnia: „...Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami!” (1 Tes 4, 16-18). W każdym razie perspektywa powtórnego przyjścia Chrystusa była czymś umacniającym i budzącym radość. Dzisiaj natomiast, po dwóch tysiącach lat, nie tylko nie oczekujemy Paruzji, ale myśl o niej napawa nas przerażeniem... Może zatem warto podjąć refleksję nad chrześcijańską nadzieją i eschatologicznym rysem wspólnoty Kościoła.

Pocieszajmy się Apokalipsą!

Słowo „apokalipsa” kojarzy się zazwyczaj z wielką, globalną katastrofą. Wielu chrześcijanom wydaje się, że Apokalipsa świętego Jana to księga mówiąca o budzących grozę wydarzeniach, o straszliwym końcu świata, tak że każdemu pokoleniu pozostaje jedynie modlić się, aby mogło tego uniknąć. Tymczasem słowo „apokalipsa” pochodzi „z języka greckiego, w którym apokalypsis to tyle co ‘objawienie’, a mówiąc dokładniej – ‘odsłonięcie’: odsłonięcie zakrytej przed oczami ludzkimi tajemnicy. Terminem tym określamy odrębny gatunek literacki, który narodził się w Biblii (a także na jej marginesie) na przełomie III i II wieku przed Chr. [...] Apokalipsa to wezwanie nie do rozpaczy, ale do nadziei” [1].

Adresatami Apokalipsy świętego Jana, pisanej prawdopodobnie w kilku etapach na przełomie I i II wieku, byli chrześcijanie Azji Mniejszej, narażeni od początku na prześladowania ze strony Żydów i pogan. O prześladowaniach tak pisał pod koniec II wieku Tertulian: „Sprawdźcie wasze roczniki, a zobaczycie, że Neron pierwszy użył cesarskiego miecza przeciw naszej sekcie [...] Później te same usiłowania podjął Domicjan, pół-Neron, jeśli chodzi o okrucieństwo. Nasi prześladowcy? Przecież to byli ludzie niesprawiedliwi, bezbożni, nikczemni, których wy sami macie zwyczaj potępiać” [2]. W tej sytuacji wyznawcom Chrystusa potrzeba było słów otuchy i umocnienia. Apokalipsa świętego Jana została napisana właśnie w tym celu. „Nie bójcie się! Nie traćcie nadziei! Prześladowania musiały przyjść, ale Bóg w ostateczności zwycięży, a wy dostąpicie zbawienia” – oto główne przesłanie ostatniej księgi Nowego Testamentu.

Symboliczne opisy końca świata nie budziły w pierwszych chrześcijanach lęku, lecz – wręcz przeciwnie – umacniały wiarę w zwycięstwo Chrystusowego Kościoła nad siłami zła i ciemności. Dzieje świata nie zmierzają bowiem – jak uczy nas Apokalipsa – ku globalnej katastrofie, ale ku pełnej miłości wspólnocie Boga z ludźmi: „I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową [...]. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: ‘Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi i będą oni Jego ludem, a On będzie BOGIEM Z NIMI. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie [...], bo pierwsze rzeczy przeminęły’„ (Ap 21, 1. 3-4). Czyż słowa te nie budzą zaufania do Boga? Dlaczego zatem Apokalipsa świętego Jana wzbudza dziś w nas raczej trwogę niż nadzieję? Dzieje się tak między innymi dlatego, że tak naprawdę nie czytamy Pisma Świętego, lecz zadowalamy się różnymi przepowiedniami, które manipulując tekstem Apokalipsy proponują coraz to nowe, tajemne klucze do jej odczytania, i straszą nas obliczeniami daty totalnej katastrofy.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp, bp Teofil Wilski
Jestem człowiekiem wrażliwym, przejmującym się tym, co robię. Zatem wszystkie ważniejsze momenty w życiu bardzo mnie przytłaczały. Tak też było u początków mojego kapłaństwa - Mszę Świętą Prymicyjną bardzo przeżywałem. Miesiąc później otrzymałem dekret biskupi, kierujący mnie na pierwszy wikariat w Kcyni...
 
o. Albert Wach OCD
Stawianie pytań o zaprogramowanie świętości może przerażać, a nawet rodzić niechęć do Boga. Czuje się w nich bowiem powiew biurokratycznego chłodu, który przez uchylone drzwi wdziera się także do Kościoła i czyni z niego instytucję podobną do innych. Programowanie wszakże kojarzy się z rzeczami tego świata, z ekonomią i polityką, z biznesem i organizowaniem życia społecznego, z komputerami i maszynami do liczenia pieniędzy...
 
ks. Przemysław Bukowski SCJ
Człowiek jest pytaniem, to znaczy – sam jest największą obietnicą. Ja twoją, a ty moją. Wśród wszystkich obietnic, jakie składa i jakie jemu składają inni, on sam może być domem dla drugiego, to znaczy miejscem, w którym będzie się on czuł jak u siebie. Ponoć nie ma potężniejszej siły niż obietnica. Wraz z nią bowiem daję drugiemu część samego siebie; tego, co we mnie ważne.
 
 
___________________
 
 reklama