logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Redakcja "Listu"
Czy Jezus wiedział, że jest Bogiem?
List
 


Redakcja Listu rozmawia z o. Wiesławem Szymoną OP, teologiem, tłumaczem książki Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu"
 
Ojcze, wydawać by się mogło, że spory dotyczące Jezusa Chrystusa zostały w Kościele już dawno zażegnane, że wszystko już ustalono. Tymczasem wciąż pojawiają się pytania dotyczące Syna Bożego, na przykład: „Czy działał On w innych religiach? Czy tylko w historycznym Jezusie wypełniła się zbawcza misja?".
 
Spory chrystologiczne rzeczywiście wciąż trwają i wszystkie mają jedno zasadnicze źródło. Od samego początku – od powstania Nowego Testamentu – nieustannie ścierają się w Kościele dwa spojrzenia, dwa sposoby mówienia o Jezusie: jedno – synoptyków (świętych Marka, Łukasza i Mateusza), a drugie – św. Jana. Te dwa spojrzenia reprezentowane są w teologii przez dwie szkoły: antiocheńską i aleksandryjską. Powstały one w starożytnym Kościele i wzięły swoje nazwy od miast, w których się narodziły – od syryjskiej Antiochii i egipskiej Aleksandrii.
 
W Antiochii, gdzie prezentowano spojrzenie synoptyków, akcentowano człowieczeństwo Chrystusa. Hasłem stało się sformułowanie Homo assumptus, czyli „człowiek (został) przyjęty” przez Słowo. Trzeba jednak zauważyć, że już w samym tym sformułowaniu kryje się pewne niebezpieczeństwo. Bo kim jest człowiek? Jest osobą. Można więc dojść do wniosku, że w momencie Wcielenia, człowiek, w którego wcieliło się Słowo, jako osoba już istniał. Jak zatem to się odbyło? Czyżby do istniejącej osoby dołączyła osoba Słowa Przedwiecznego i obie w Chrystusie trzymają się za ręce, patrząc sobie w oczy? To przecież herezja...
 
To właśnie głosił Nestoriusz: Maryja nie urodziła Boga, tylko człowieka, a w Chrystusie istniały dwie osoby.
 
Właśnie. Choć dziś historycy i teologowie spierają się, czy przypisywane mu poglądy, które słusznie potępił Sobór w Efezie, rzeczywiście były jego poglądami; co za tym idzie: czy Nestoriusz naprawdę był heretykiem.
 
A druga szkoła?
 
Szkoła aleksandryjska, jak wspomniałem, inspirowała się teologią św. Jana Ewangelisty. Całe chrześcijaństwo zachodnie, począwszy od św. Augustyna, przez św. Tomasza, właściwie po dzień dzisiejszy, poszło za nią. To teologia, której symbolem stało się sformułowanie: Verbum caro, czyli Słowo (stało się) ciałem. W tym ujęciu nie ma żadnego problemu z bóstwem Chrystusa, gorzej jest z Jego człowieczeństwem, które jakby trochę się rozmywało. Słowo tak przyjęło i tak przemieniło ciało, że pojawiło się niebezpieczeństwo przesadzenia w drugą stronę. I w pewnym momencie rzeczywiście tak się stało. W V w. mnich Eutyches stwierdził, że w chwili Wcielenia Chrystus został tak przebóstwiony, że właściwie znikło jego człowieczeństwo. Powstała w Nim jedna natura – gr. mone physis (stąd nazwa herezji: monofizytyzm).
 
A my wciąż wierzymy, że przyjęcie spojrzenia aleksandryjskiego, co miało miejsce na Zachodzie, stwarza jednak pewien trudny do rozwiązania problem ludzkiej wiedzy Jezusa.
 
Właśnie. Czy Jezus wiedział od początku, Kim jest, jaka jest Jego misja?
 
W swojej naturze boskiej oczywiście, posiadał wszechwiedzę, tak jak cała Trójca Święta, natomiast jako w pełni człowiek powinien posiadać normalną, ograniczoną wiedzę ludzką.
 
Tutaj jednak pojawił się św. Augustyn ze swą zasadą doskonałości odnoszoną do wiedzy Jezusa. Twierdził, że każda niewiedza jest skutkiem grzechu i ma w sobie coś grzesznego. Co z tego by wynikało? To, że Jezusowi-człowiekowi nie można przypisać żadnej niewiedzy.
 
Św. Tomasz przyjął również orientację aleksandryjską, starał się jednak być bardziej umiarkowany od współczesnych mu teologów, mnożących niemal w nieskończoność rodzaje ludzkiej wiedzy Jezusa. Przyjął, że istniały w Nim tylko trzy rodzaje wiedzy. Pierwszy z nich to wiedza widzenia uszczęśliwiającego – taka, jaką posiadają w niebie święci. Nie jest to wszechwiedza boska, ale ludzka wiedza, którą Jezus posiadał od momentu narodzin. Dzięki niej miał świadomość, kim naprawdę jest (Synem Bożym) i jaką ma do spełnienia misję. Drugi rodzaj wiedzy to wiedza wlana. Można powiedzieć, że wiedza ta „spada z nieba", w umyśle pojawiają się, bez pracy i wysiłku, pewne gotowe pojęcia. Sytuuje się ona między wiedzą widzenia uszczęśliwiającego a – tu dochodzimy do trzeciego rodzaju – wiedzą nabytą. Dwa pierwsze rodzaje wiedzy mają charakter nadprzyrodzony, są darem łaski, a trzeci ma charakter przyrodzony, naturalny.
 
Skoro posiadał wiedzę nabytą, oznacza to, że jednak się uczył...
 
Tak, ale św. Tomasz twierdził za św. Augustynem, że Jezus nie mógł się uczyć od innych ludzi, nawet od swojej Matki, to bowiem uwłaczałoby Jego doskonałości. Jest przecież Słowem wcielonym, przyszedł na świat, żeby być powszechnym Nauczycielem, uczyć wszystkich i wszystkiego. Jakże więc mógłby się uczyć od kogoś? Przecież to nie wypada.
 
Według zasady doskonałości, Jezus wiedział wszystko o wszystkim: ile jest gatunków zwierząt, roślin, jak każde z nich jest zbudowane; znał wszystkie języki, wiedział, ilu jest ludzi i co dzieje się z konkretnym człowiekiem. Całą tę wiedzę zdobył jednak wyłącznie własnymi siłami, niczego od nikogo się nie ucząc. Nie mógł czegoś nie wiedzieć, bo nie było w nim tej konsekwencji grzechu. Ta zasada zdominowała podręcznikową chrystologię aż po nasze czasy.
 
A co uważali antiocheńczycy?
 
Wyznawali zasadę kenozy, od gr. ekenosen – ogołocił (siebie samego) (Flp 2,6-7). Według niej, skoro Jezus posiadał prawdziwe człowieczeństwo, to jak każdy człowiek, uczył się od rodziców i innych ludzi, stopniowo dochodził do zrozumienia swojej zbawczej misji.
 
Czy to znaczy, że umierając na krzyżu, nie wiedział, za kogo konkretnie oddaje życie; że nie miał przed oczyma każdego z nas?
 
Zgodnie z zasadą doskonałości – wiedział. Zgodnie z zasadą kenozy – umarł za wszystkich, ale nie wszystkich musiał mieć przed oczyma. Mówimy tu ciągle o wiedzy ludzkiej, bo jeśli chodzi o boską, to nie ma żadnego problemu: Bóg wie wszystko.

Która ze szkół mówienia o Jezusie obecnie dominuje w teologii, Antiochia czy Aleksandria?
 
Chyba Antiochia. Coraz mocniej podkreśla się człowieczeństwo Jezusa.
 
W XX w. pojawiły się w dyskusji o ludzkiej wiedzy Jezusa nowe wątki. W latach 70. o. Nicolas profesor dogmatyki we Fryburgu i przekonany tomista, postanowił jakoś unowocześnić myśl św. Tomasza. Napisał w związku z tym obszerny podręcznik teologii dogmatycznej, z którego sam kiedyś korzystałem. Wygłaszając niedługo potem w naszym krakowskim klasztorze referat o wiedzy Chrystusa, stwierdził, że nie ma potrzeby przypisywać Jezusowi wiedzy wlanej. Zredukował Tomaszowy podział do dwóch rodzajów wiedzy: wiedzy widzenia uszczęśliwiającego i wiedzy nabytej. Tłumaczył, że w Jezusie następowało powolne oświecanie przyrodzonej wiedzy nabytej przez tę nadprzyrodzoną – w miarę rozwijania się w Nim wiedzy nabytej rodziła się w Nim świadomość Jego misji. Ale w jaki sposób następowało przejście od wiedzy widzenia uszczęśliwiającego, ściśle związanego z łaską – obywającego się bez pojęć, będącego jakby intuicją – do wiedzy nabytej? Jak ta nadprzyrodzona wiedza przekładała się na przyrodzoną? Zrozumienie tego problemu jest niezwykle trudne.
 
Propozycja o. Nicolas to właściwie tylko zabieg kosmetyczny w teologii. O wiele większe zmiany i kolejne trudne pytania dotyczące ludzkiej wiedzy Jezusa przyniósł w XX w. rozwój nauk psychologicznych. Pojawił się wówczas cały prąd w chrystologii badający psychologię Chrystusa. Do tej pory, przez dwa tysiące lat, nikt nie zajmował się jednością psychofizyczną Jezusa, Jego osobowością. Pierwszym teologiem, który napisał o tym książkę, był jezuita Galtier. Było to w 1939 r. Potem wybuchła wojna, więc dyskusje przycichły. Po jej zakończeniu spory rozgorzały jednak na nowo. Problem do dziś nie został rozwiązany. Co teolog, to inna opinia.
 
1 2  następna
Zobacz także
Andrzej Cekiera OCD

Chrześcijanin musi być zaczynem, świadczyć o czymś wykraczającym poza rozpowszechnioną obecnie mentalność konsumpcyjną, nie po to jednak, by uciekać od świata, ale właśnie by dać świadectwo i przemieniać ten świat swoją obecnością. Bez wątpienia wymaga to nie lada odwagi i stałości w życiu Ewangelią. Niezwykle ważne jest budzenie żywotności wspólnot kościelnych, aby skutecznie stawiać czoła wyzwaniom, wzajemnie się umacniać, dzielić w sposób widzialny tę samą wiarę, doświadczenia, troski.

 

Z o. Valéry Bitar, karmelitą bosym z Libanu, rozmawia Andrzej Cekiera OCD

 
kl. Artur Makara
To, że Nowy Testament uczy nas o miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie, jest dla wszystkich oczywiste. Problem w tym, że miłość ta ukazana została nawet tam, gdzie jej na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy. Chodzi na przykład o nazywanie Boga Ojcem, szczególnie często u św. Jana, a także w Ewangelii Mateuszowej. 

Z ks. prof. dr. hab. Stanisławem Hałasem SCJ rozmawia kl. Artur Makara SCJ
 
Jacek Prusak SJ
Wyobraźmy sobie, że przyjaźń nigdy nie boli. Jakby wtedy wyglądała? Sztucznie i sterylnie. Byłaby to przyjaźń między ludźmi, którzy bojąc się być blisko siebie, oglądają siebie przez szybę, aby się nie zranić. Ale wtedy, nie chcąc się wystawić na ryzyko bólu i cierpienia, skazaliby się na samotność we dwoje. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie. 
 
 
___________________
 
 reklama