logo
Piątek, 26 lutego 2021 r.
imieniny:
Bogumiła, Eweliny, Mirosława, Porfiriusza
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Paweł Teperski OFMCap
Dać nadzieję
Przewodnik Katolicki
 


Wielu z nas boi się pomagać, tym, którzy nie widzą sensu swojego życia. Tymczasem jak mało kto, właśnie oni potrzebują naszego czasu, uwagi, świadectwa i modlitwy.
 
Jako młody kapłan zorganizowałem dla dzieci wyjazd na letni wypoczynek. Codziennie mogliśmy korzystać z kąpieli w pobliskim jeziorze. Zasady ustalone na czas kąpieli były surowe i ściśle przestrzegane. Pierwsza brzmiała następująco: "Absolutnie nie wolno podczas kąpieli dla zabawy krzyczeć: «Ratunku» i «Pomocy»". Dzieci oczywiście myślały, że to tylko żart i w czasie bryzgania siebie wodą co rusz ktoś wołał w przypływie radości: "Pomocy!" lub "Ratunku!". Reakcja była jednoznaczna: "Natychmiast wychodzisz z wody!", a powód jeden: jeśli dzieci dla zabawy będą wykrzykiwać słowa, których używa się, wzywając pomocy, jest rzeczą zrozumiałą, że kiedy pojawi się realne zagrożenie, jako opiekun nie będę w stanie odróżnić wołania o pomoc od krzyków-żartów i najzwyczajniej w świecie zignoruję prawdziwe wołanie o pomoc.
 
Wołanie o pomoc
 
Czytając powyższy wywód, ktoś może powiedzieć: "No trochę brat przesadza. Ile w końcu jest takich przypadków, że ktoś się faktycznie topi w jeziorze?!". Odpowiedź jest prosta: "Jeśli miałby być choćby jeden, to dla mnie stanowczo za dużo". Życie człowieka jest zbyt cenne. Do czego zmierzam. W seminarium, studiując kwestie samobójstw, przeczytałem książkę, w której specjalista stawiał tezę, że samobójcy w większości przypadków informują wcześniej o swoich zamiarach. Podstawowe pytanie brzmi: jak odróżnić ich komunikat, skoro bardzo wielu ludzi używa (oczywiście żartując) zwrotów typu: "No ja się chyba zabiję", "Nic tylko skoczyć z mostu" itp. Dlatego warto zacząć od podjęcia postanowienia: wykreślam z mojego słownika stwierdzenia: "Ja się zabiję" itp. (które również z punktu widzenia duchowego jest bardzo niebezpieczne).
 
Jezus Zbawicielem
 
Co mogę zrobić, kiedy przychodzi do mnie osoba z informacją, że chce popełnić samobójstwo? Po pierwsze, traktuję to poważnie, czyli nie zaczynam się śmiać i mówić: "no nie żartuj, nie jest tak źle" itp.  Oczywiście może się okazać, że rozmówca żartuje, ale wówczas otrzymuje reprymendę należną dzieciom krzyczącym dla zabawy "Ratunku!" podczas kąpieli w jeziorze. Drugi krok: zbawiciel ma na imię Jezus Chrystus i to On zbawił świat. Ja jestem tylko człowiekiem. Ta świadomość jest bardzo ważna w czasie takiego spotkania. Ponadto przyszli/niedoszli samobójcy mają często tendencję szantażowania swoich rozmówców. To ludzie, którzy się jakoś w życiu pogubili, mają poważne problemy i czują się niekochani. Stąd każda poświęcona im uwaga jest tym, czego szukają. Mogą więc usiłować "ugrać" coś na fakcie robienia z siebie ofiary.
 
I tutaj ważny jest kolejny krok w świadomości osoby, która spotyka się z takim cierpiącym człowiekiem. Jest on dość trudny, dlatego aby go wytłumaczyć, posłużę się przykładem. Kiedy ratownik wodny podpływa do topiącej się osoby, na początku musi "unieszkodliwić" potrzebującego pomocy. W przeciwnym wypadku topiący się zawiśnie na ratowniku bądź w przypływie paniki wręcz go udusi i w ten sposób zginą obydwaj. Owo obezwładnienie często niestety sprowadza się do uderzenia topiącego się w twarz, na skutek czego przez chwilę zajmuje się on swoim bólem, co daje szansę ratownikowi umiejętnego chwycenia "topielca" i uratowania mu życia. Oczywiście nie chodzi tu o to, by zadawać kolejny ból już dostatecznie cierpiącemu człowiekowi, ale o to, by nie dać się usidlić lawiną szantaży emocjonalnych. Tym, który kontroluje sytuację, ma być zawsze lekarz, nie pacjent.
 
Mieć, by dać
 
Kolejna kwestia wiąże się z przysłowiem: "Z pustego i Salomon nie naleje". Nie jestem w stanie podarować niczego, czego wcześniej sam nie otrzymałem. Skoro sam nie żyję wiarą i nadzieją i nie jestem głęboko przekonany, że Jezus żyje i działa w moim życiu, że mnie kocha, że moje życie ma sens takie, jakie jest (z moimi chorobami, trudnościami, niespłaconymi kredytami i nierozwiązanymi sprawami), to cóż mogę dać drugiemu człowiekowi? Dlatego tak wiele osób w pewnym sensie lęka się przychodzić z pomocą drugim, którzy stracili sens życia. Boimy się pomagać "samobójcom", gdyż gdzieś przez skórę czujemy, że po prostu nie mamy nic do zaoferowania. Że w tak ekstremalnym przypadku zdawkowe słowa: "Nie martw się, jakoś to będzie, jutro będzie lepiej" – po prostu już nie wystarczają, że choroba jest na tyle poważna, że witamina C i wapno tu nie pomogą i trzeba podać poważne lekarstwo.
 
Powinniśmy prosić Boga o dar umiejętności wyważenia sytuacji. Z jednej strony Bóg pozostawił na ziemi nas i chce się nami posługiwać, by pomagać drugiemu człowiekowi, z drugiej zaś, to nie my, a On – Jezus Chrystus jest Zbawicielem świata. Dlatego jest dla nas wszystkich nadzieja, nadzieja, którą przynosi Bóg – właśnie Jezus. Stańmy więc po stronie Zwycięzcy i kierujmy ludzi do Boga. Jeśli nie pomieszamy w tym wszystkim ról i nie będziemy bawić się w psychologa, skoro nim nie jesteśmy, to wydaje mi się, że naprawdę dużo możemy zrobić.
 
1 2  następna
Zobacz także
Cezary Sękalski
Chrystus działa w znakach sakramentalnych i liturgicznych, ale jeśli zarówno osoba posługująca się nimi, jak i je przyjmująca dopuszczą się lekceważenia, pozostaną poza zasięgiem ich zbawczego działania. Liturgia nie oddziałuje bowiem na człowieka w sposób automatyczny i nie wystarczy podczas Mszy Świętej stać w obrębie murów okalających kościół, aby doświadczyć pełni oferowanej przez Chrystusa łaski...
 
Idealizowanie jednego sposobu modlitwy do niczego dobrego nie prowadzi. Tak jak w rozmowie. Czy w każdej rozmowie muszę prosić, czy w każdej muszę prawić komplementy, dziękować, prosić o wybaczenie? To przecież zależy od sytuacji… Rozmowa z drugim człowiekiem, tak samo jak modlitwa – ma być szczera. 

O najlepszych praktykach duchowych opowiada o. Marek Blaza SJ w rozmowie z Aleksandrą Posielężną.
 
Wojciech Hausner

W dyskusjach o katechezie realizowanej w systemie szkolnym warto zauważyć metodę wychowania religijnego stosowaną przez innych – poza rodziną, szkołą, Kościołem – partnerów w wychowaniu. Takim jest drużyna harcerska. Pierwszym z czterech filarów harcerskiego programu wychowawczego jest religijność, zapisana w przyrzeczeniu harcerskim jako służba Bogu. 

 
 
___________________
 
 reklama