logo
Wtorek, 26 marca 2019 r.
imieniny:
Dory, Olgi, Teodora, Emanuela, Małgorzaty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Czerwińska-Rydel
Dla mamy nie ma rzeczy niemożliwych
Różaniec
 


Nie ma rzeczy niemożliwych

Mama to ktoś, dla kogo nie ma rzeczy niemożliwych. Przekonuję się o tym, pracując jako pedagog w szpitalu dziecięcym. W szpitalu dziecięcym, na oddziale chorób płuc, od rana panuje wielki ruch. Mamy zbierają z podłogi materace, na których spały obok łóżek swoich dzieci. Szybkie mycie w szpitalnej łazience, potem bułka i łyk wody mineralnej na śniadanie… Zaczyna się kolejny dzień. Kiedy mali pacjenci zabierani są przez pielęgniarki na badania i zabiegi, mamy porządkują ich łóżka, wietrzą sale, układają zabawki i obmyślają plan dnia…

Dzielne maluchy – dzielne mamy

Gdy rozpoczynałam pracę w szpitalu dziecięcym jako pedagog, z wielkim podziwem i pokorą obserwowałam postawy matek. Podporządkowały swoje życie trudnemu zadaniu opieki nad chorymi dziećmi. Tak często spotyka się dziś młode mamy, które narzekają na depresje związane z "siedzeniem w domu z dzieckiem". Jakże bardzo bym im wszystkim zalecała kontakt z tymi szpitalnymi, cichymi bohaterkami…

Mama Pawełka czułaby się w szpitalu prawie jak w domu, gdyby nie tęsknota za dwuletnim Bartkiem. Jej sześcioletni synek ma ciężką postać bardzo zaawansowanej mukowiscydozy, w szpitalu jest od kilku lat niemal bez przerwy. Całe życie jego mamy toczy się wokół szpitalnej rutyny – tu dni tygodnia i miesiące są do siebie podobne. A jednak za każdą kolejną – pozornie smutną, uciążliwą – godzinę gorąco Bogu dziękuje. Pawełek żyje, jest pod dobrą opieką, a ona może przy nim być. Nauczyła się maksymalnie wykorzystywać czas – na rozmowę, czytanie bajek, zabawę przy kąpieli, rysowanie. Kiedy Pawełek śpi, robi na szydełku śliczne serwetki, które zdobią stoliki w dyżurce pielęgniarskiej i lekarskiej. "To moje małe hobby, takie tylko dla mnie" – uśmiecha się, jakby przepraszając.

Mama sześciomiesięcznej Weroniki, dwuletniego Kubusia, trzyletniego Łukaszka, pięcioletniej Emilki i sześcioletniego Konradka zachorowała na gruźlicę. Musiała poddać się długiemu leczeniu w szpitalu, a jej dzieci trafiły na badania do dziecięcej kliniki chorób płuc. Z wielkim wzruszeniem obserwowałam, jak niezwykle silna jest więź matki z dziećmi. Maluchy dzielnie się trzymały, pomimo oddalenia od domu i przykrych zabiegów, wciąż rysowały laurki i pisały listy do mamy, aby podczas spotkania wręczyć kochanej mamusi. Z kolei mama, która była daleko, chora, bez możliwości kontaktu z dziećmi, na różne sposoby wysyłała im sygnały swojej obecności – a to zadzwoniła na oddział dziecięcy pielęgniarka z pozdrowieniami od mamy, a to przyjechał ktoś z rodziny z owocami, słodyczami i dołączoną kartką od mamy. Aż wreszcie któregoś dnia zadzwoniła sama mama, która już lepiej się czuła, i ze łzami zapewniała, że przez te wszystkie dni otacza bez przerwy swoje dzieci najczulszą opieką – modlitwą.

Syn czeka na panią

"Moja mama jest bardzo piękna" – mówi do mnie z powagą Bartek, który trafił do szpitala z domu dziecka. "Zajmuje się domem, gotuje obiady, sprząta i czeka na mnie. Proszę pani, czy mogę do niej zadzwonić?" – prosi. Kiedy dzwonimy do mamy, okazuje się, że nie może rozmawiać z synkiem. Jest zajęta. "Sprawa jest beznadziejna" – mówi do mnie lekarka prowadząca chłopca, którą zapytałam o sytuację Bartka. "Proszę się w to nie angażować. Ta kobieta jest w ciężkim stadium choroby alkoholowej. Nie jest w stanie zająć się dzieckiem". Postanowiłam jednak porozmawiać z tą panią. Byłam przekonana, że każda mama ma w sercu swoje dziecko, nawet jeśli to serce jest bardzo poranione. Zadzwoniłam więc do mamy Bartka. Odebrała telefon. "Czy wie pani, że dla swojego synka jest pani najpiękniejsza?" – zaczęłam rozmowę dość niekonwencjonalnie. Cisza w słuchawce. "Pani syn czeka na panią, dla niego jest pani całym światem. Czy wie pani o tym?". Cisza. A potem urywany szloch i potok słów, że ona też go kocha, ale nie radzi sobie sama ze sobą i nie potrafi tego zmienić. "Z miłości można wszystko – powiedziałam wtedy. – A przecież nie ma lepszej miłości niż miłość matki. Pani o tym wie, prawda?". "Tak" – odpowiedziała. A w jej głosie, oprócz łez, zabrzmiała nadzieja i jakaś nuta stanowczości. Następnego dnia dowiedziałam się od lekarki prowadzącej chłopca, że jego mama zgodziła się na leczenie. "To cud, do tej pory nie było o tym mowy" – dziwiła się pani doktor. "A teraz jest nadzieja".

Mama to ktoś, dla kogo nie ma rzeczy niemożliwych - pomyślałam i uśmiechnęłam się. Dlatego Bóg też chciał mieć mamę.

***

Pytania do refleksji i rachunku sumienia…

Czy potrafię się cieszyć i dziękować Bogu za łaski, jakimi obdarzył mnie i moją rodzinę?
Czy nie narzekam bez powodu lub z byle powodu?
Czy widząc problemy innych, staram się im zaradzić – choćby modlitwą – czy raczej poprzestaję na samozadowoleniu, że mnie i moich bliskich takie problemy ominęły?


Anna Czerwińska-Rydel

 
Zobacz także
ks. Aleksander Posacki SJ
U progu nowego roku 2003, kiedy wchodzimy jeszcze bardziej w nowe tysiąclecie, rodzi się pytanie o to, co dzieje się na świecie w skali uniwersalnej i co może dziać się w najbliższej przyszłości. To pytanie ma szczególne znaczenie po zamachu terrorystycznym z 11.09.2001 r., kiedy zaatakowane zostało światowe centrum międzynarodowego handlu, które było centralnym ośrodkiem ("mózgiem") procesu tzw. globalizacji...
 
ks. Aleksander Posacki SJ
Sukces. Słowo, którego dziś używa się już nie tylko w świecie biznesu, ekonomii, ale także i w innych sferach życia ludzkiego. Często na uroczystościach szkolnych kieruje się do uczniów życzenie: „Odnieście sukces”. Ale o jaki sukces chodzi? Jak rozumiemy sukces naszych wychowanków? Sukces, czyli cel, do którego zdążają moje wysiłki, praca oraz moje zaangażowanie. Co będzie sukcesem mojego wychowanka? 
 
Ewelina Gładysz
Teren rodziny jest w pewien sposób zaminowany – jeśli możemy użyć takiego militarnego porównania – jeśli chodzi o mężczyzn dojrzewających do ojcostwa. I choć nie wiem, jak bardzo tęsknym okiem spoglądamy w przeszłość, to nie ma powrotu do czasów patriarchalnych. Jednak faktycznie w odległych czasach było naturalne, że starszy uczył się od młodszego. Dzisiaj liczy się nie dojrzałość, ale młodzieńczość.  

O ojcostwie z inicjatorem Tato.Net, Dariuszem Cupiałem rozmawia Ewelina Gładysz
 
 
___________________
 
 reklama