logo
Sobota, 30 maja 2020 r.
imieniny:
Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama, Jana, Joanny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anselm Grün
Dlaczego mnie to spotkało?
Wydawnictwo Święty Wojciech
 


Po co cierpienie? Jak Bóg może na nie pozwalać? Czy bezsens cierpienia nie jest dowodem na to, że Bóg nie istnieje? "Czym sobie na to zasłużyłem?" – to pytanie zadaje sobie wiele osób przeżywających chorobę, śmierć, katastrofy. Także codzienne cierpienie, jak rozpad związku czy strata miejsca pracy przynosi wiele wątpliwości. Nie znajdujemy odpowiedzi na to, dlaczego miłosierny Bóg do tego dopuszcza. 

 

Wydawca: Wydawnictwo św. Wojciecha
Rok wydania: 2008
ISBN: 978-83-7516-110-6
Format: 140x205
Rodzaj okładki: Miękka
Ilość stron: 170 s

 
Kup tą książkę
 
   

 
W jaki sposób mogę jeszcze wierzyć? 
Dać cierpieniu wyraz w modlitwie
 
Cierpienie wystawia również na próbę moją wiarę. Nie jestem już w stanie wierzyć po prostu dalej tak, jak to było do tej pory. Cierpienie podważa moją wiarę. Czy nie dałem się omamić fałszywym obietnicom Boga? Czy wiara nie jest tylko iluzją? Czy nie upada, gdy tylko cierpienie wystawi ją na próbę? W rozmowach z osobami cierpiącymi spotykam obie postawy – zarówno tych, którym wiarę dzięki doświadczeniu cierpienia udało się pogłębić, jak i tych, którzy swą wiarę stracili, ponieważ cierpienie było i jest dla nich nie do zniesienia. Ludzie ci chodzili kiedyś regularnie do kościoła. Teraz jednak już tego nie potrafią. Słowa Biblii nie trafiają do nich, bo są zbyt piękne, by mogły być prawdziwe. Niektóre kazania wywołują u nich wręcz wściekłość, ponieważ – jak odbierają to owi ludzie – mamią one naiwnych wiernych opowieściami o wspaniałym świecie, który dla nich samych przestał już istnieć. 
 
Bogobojni na kartach Starego Testamentu potrafili w doświadczeniach cierpienia ocalić swą wiarę również dzięki temu, że w modlitwie zanosili przed Boga swój gniew, pretensje i skargi. W cierpieniu nie zamykali ust, lecz wykrzykiwali Bogu swój ból. Pomagało im to najwyraźniej wytrwać w Bogu pomimo wszelkich cierpień. W ten sposób mogli bowiem wyrazić wszystkie budzące się w nich uczucia. Nie lękali się nawet oskarżać Boga, mówić Mu o swym rozczarowaniu i żądać, by okazał się wreszcie Bogiem łaskawym, troszczącym się o nich i ratującym ich z opresji.
 
Dla pobożnych Izraelitów akceptacja faktu, że bycie sprawiedliwym nie daje gwarancji uniknięcia zła i nieszczęść, stanowiła wielkie wyzwanie. W psalmach wciąż na nowo powraca pytanie, dlaczego grzesznikom powodzi się tak dobrze, a bogobojnym – źle. Psalmista modli się słowami: "Czemuś [nas], Boże, odrzucił na zawsze i pałasz gniewem przeciw trzodzie Twojego pastwiska?" (Ps 74, 1). Następnie autor przypomina Bogu o tym, że przecież od początku dziejów dokonywał na ziemi dzieł zbawienia: "Powstań, o Boże, broń swojej sprawy! Pomnij na zniewagi, którymi Cię co dzień obrzuca szaleniec. Nie zapominaj o krzyku Twoich wrogów, o wciąż rosnącej wrzawie Twoich przeciwników" (Ps 74, 22 n). 
 
W psalmie 73 pewien bogobojny człowiek zastanawia się nad tym, dlaczego grzesznikom powodzi się tak dobrze. "Bo zazdrościłem bezbożnym, gdym widział, że grzesznikom dobrze się wiedzie. Nie dręczą ich żadne strapienia, zdrowe i tęgie jest ich ciało" (Ps 73, 3 n). Potem zaś spogląda na siebie: "Na próżno więc zachowałem serce czyste i obmywałem ręce w niewinności? Wszak co dzień spadały na mnie razy, każdego rana spotykała mnie chłosta" (Ps 73, 13 n). Autora dręczą myśli o jego własnym cierpieniu oraz o grzesznikach, którym tak dobrze się wiedzie. Później jednak wnika w "święte sprawy Boże" i zastanawia się nad ludzkim losem. Wtedy dostrzega zamysł Boży: "Zaprawdę, na śliskich postawiłeś ich ścieżkach i ku zagładzie ich kierujesz" (Ps 73, 18). Wyznaje, że był nierozumny i nie pojmował tego, co teraz zostało mu ukazane: "[...] prowadzisz (mnie) podług swej rady, a potem przyjmiesz mnie w chwale. Kogóż [poza Tobą] mam w niebie! I na ziemi nie pragnę niczego, gdy mam Ciebie" (Ps 73, 24 n). W modlitwie zmienia się jego perspektywa spojrzenia na cierpienie i zaczyna rozumieć, że Bóg zawsze był z nim i go nie opuszczał – nawet jeśli czasem wiodło mu się bardzo źle. 
 
Piszą wciąż do mnie ludzie, którzy uskarżają się na to, jak źle im się wiedzie. Opowiadają, że brakuje im już siły. Przyczyny są różne: jedni pogrążeni są w długach; inni cierpią z powodu swych dzieci, które mają o życiu inne wyobrażenie niż ich rodzice, chorują, cierpią na depresje lub zeszły na złą drogę. Wiele z owych osób zaklina się, że nieustannie się modlą. Mimo to jednak sytuacja nie ulega poprawie. Czasem ludzie ci pytają mnie wówczas, czy może – skoro nic się nie zmienia – źle się modlą lub też coś źle robią. Uważają, że wystarczy o coś Boga prosić, stale prosić, a wówczas wszystko będzie dobrze. Gdy zaś ich wyobrażenia się nie sprawdzają, zaczynają wątpić w Boga lub w sens swej modlitwy. Wydaje im się, że brakowało im zaufania, i szukają wsparcia u innych.
 
Z pewnością dobrze jest prosić o modlitwę również inne osoby. Jednak czasem modlitwę taką zakłóca – takie mam wrażenie – ostrzeganie jej według schematu zasługa-nagroda: "Im więcej się modlę, tym szybciej Bóg przyjdzie mi z pomocą". Czasem ludzie w ogóle nie przyglądają się swym problemom. Proszą Boga, by sam wszystko załatwił. Nie zadają sobie jednak trudu, by stanąć wobec swoich problemów w prawdzie i zmierzyć się z nimi. Takie stanięcie w prawdzie będzie oznaczać podanie w wątpliwość własnego pomysłu na życie i umożliwi nam nabranie pokory. Pomóc mi może tylko taka modlitwa, w której bez ogródek mówię Bogu o moich problemach. Niekoniecznie pomoże mi ona jednak w tym sensie, że Bóg usunie mi z drogi wszystkie przeszkody. Być może po prostu da mi siłę do wytrwania. Wtedy po jakimś czasie dostrzegę rozwiązanie lub zmienią się zewnętrzne okoliczności – a wówczas będę wiedział, jaką drogą mam podążyć.
 
W Ewangelii według św. Łukasza Jezus mówił o tym, jak naszą sytuację może zmienić nieustanna modlitwa. Ewangelia ta często ukazuje Jezusa jako człowieka modlitwy. Modli się On przed wszystkimi ważnymi wydarzeniami, które Go czekają. Zwieńczeniem tej postawy jest Jego modlitwa w czasie Męki.
 
Za pomocą przypowieści o niesprawiedliwym sędzi i wdowie szukającej obrony przed swym przeciwnikiem Jezus wzywa nas do tego, byśmy zawsze się modlili i nie ustawali (Łk 18, 1-8). Wdowa z przypowieści znajduje się w beznadziejnej sytuacji; nęka ją pewien potężny przeciwnik. Kobieta podejmuje jednak walkę i raz po raz przychodzi do sędziego z prośbą, by ten wziął ją w obronę. Sędzia nie ma najmniejszej ochoty tego uczynić. Jest to człowiek nieliczący się z ludźmi. Ponieważ jednak uparta wdowa stale go nachodzi, sędzia zaczyna się bać, że pewnego razu kobieta może mu wreszcie coś zrobić. W zabawnej rozmowie sędziego z samym sobą, w której ów potężny człowiek daje wyraz lękowi przed słabą wdową, Jezus zaprasza nas do nieustawania w modlitwie: "Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do Niego we dnie i w nocy, i czyżby zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, zaraz pośpieszy im z pomocą" (Łk 18, 7 n). Również i nasza modlitwa, choć wobec możnych tego świata wydaje się być pozbawiona szans, jest w stanie wybawić nas z nieszczęścia, jeżeli tylko nie będziemy w niej ustawać.
 
Czy przypowieść ta jest jednak zgodna z naszym doświadczeniem? Czy nie bywało tak, że modliliśmy się dniami i nocami, nie otrzymując znikąd pomocy? "Obrony", którą Bóg ma nam zapewnić dzięki naszej modlitwie, nie wolno nam rozumieć w sposób czysto zewnętrzny, tak jakby chodziło o unicestwienie "nieprzyjaciela" i uwolnienie nas od wszystkiego, co nas przygniata, jak umorzenie długów czy uzdrowienie chorego syna. Oczywiście, dzięki modlitwie może się zdarzyć i to.
 
Czasem jesteśmy świadkami cudów, które przypisujemy modlitwie. Wówczas jednak, gdy cud się nie zdarza, nie powinniśmy doszukiwać się winy w nas samych, nie wolno nam oskarżać się, że w modlitwie zabrakło nam ufności. Takie postawienie sprawy oznaczałoby bowiem, że rościmy sobie prawo do interwencji Pana Boga na żądanie, On zaś zadziała w dokładnie taki sposób, jak to sobie wyobrażamy. W takim przypadku postrzegamy naszą modlitwę według schematu zasługa-nagroda, co ostatecznie prowadzi do jej wypaczenia. Jezus mówi o prawie do życia. Korzystam z tego prawa w zasadzie już wówczas, gdy się modlę; w modlitwie bowiem dotykam wewnętrznej przestrzeni, w której mieszka we mnie Bóg. Do owego przybytku nie ma dostępu żaden nieprzyjaciel. Nikt nie może mnie w niej zranić – nie ma tam dostępu nawet cierpienie. Jestem tam szczęśliwy i autentyczny.  

Zobacz także
o. Ireneusz
Biedaczyna z Asyżu całym sercem kochał wszystkich swoich braci. Jednak szczególnym upodobaniem darzył braci chorych, którzy bardziej niż inni mogli potrzebować jego pomocy. Nie mógł Święty znieść obojętności okazywanej chorym. Zawsze z wielką miłością odnosił się do chorych i dlatego też dla nich robił specjalne wyjątki. Żaden brat nie mógł otrzymać pieniędzy z wyjątkiem "oczywistej potrzeby braci chorych"...
 
Zdzisław J. Kijas OFMConv
Jezus jest w drodze przez świat. Nie błądzi, ale idzie do celu, nie jest zwykłym turystą, ale pielgrzymem do Jerozolimy, mówiąc konkretnie – jest w drodze na przyjęcie krzyża. Idąc, patrzy uważnie na tych, których spotyka, słucha ich, mądrze radzi, pomaga, uzdrawia... 
 
s. Judyta Wojciechowska CSFMI
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to jest, że ktoś potrafi pysznie gotować, a ktoś inny umie pięknie układać kompozycje kwiatowe? Jeden potrafi grać na instrumencie, drugi swoim głosem i śpiewem zachwyca wszystkich dookoła. Jeden lubi jazdę na rowerze, inny przepada za grą w siatkę lub malowaniem. Są tacy, którzy uwielbiają matematykę, ale są i tacy, którzy za nią nie przepadają i jakiekolwiek zadanie przeraża ich niezmiernie...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー