Chanel Santini Katolik.pl - Do postu gotowi…
logo
Poniedziałek, 30 marca 2020 r.
imieniny:
Amelii, Dobromira, Leonarda, Amadeusza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marcin Cielecki, Marcin Jakimowicz
Do postu gotowi…
Gość Niedzielny
 


Post, modlitwa, jałmużna są jak trzy dyscypliny spięte jedną klamrą. To duchowy triatlon.
 
Popiół, którym zostaną posypane nasze głowy, pochodzi ze spalonych palm wielkanocnych. Pochylam głowę i słyszę nad sobą przejmujące słowa: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”...
 
W obrzędzie posypania popiołem głowy jest zapisana wielka opowieść wiary. Wiara jest widzeniem Boga – wciąż niebezpośrednio, wciąż przez znaki. Trzeba czytać w popiele, aby zrozumieć własną wiarę. Popiół, którym zostaną posypane nasze głowy, pochodzi ze spalonych palm wielkanocnych. Niemal rok temu wznosiłem do góry ten swoisty kwietny bukiety wiary, a teraz pochylam głowę i słyszę nad sobą jedne z najbardziej przejmujących słów: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Od razu chce się wstać z klęczek.
 
Czytanie z popiołu
 
Popiół z palmy wielkanocnej jest zapisem naszej wiary rozpiętej między wielkim zwycięstwem i równie wielkim rozczarowaniem. Zwycięstwem, ponieważ Król powrócił. Rozczarowaniem, bo spodziewaliśmy się czegoś innego, jak uczniowie zmierzający do Emaus (Łk 24,21). Być może miało być ostateczne zwycięstwo Boga, raj na ziemi, powszechna sprawiedliwość, a życie pozostało niezmienne. Jest niewdzięczna praca, trudni ludzie wokół. Jak okiem sięgnąć – królestwo nowotworów, panowanie depresji, bezrobocia i niewierności. Popiół jest symbolem aż nadto czytelnym: rozkład ciała, śmierć, marzenia obrócone w pył. Środa Popielcowa stawia pytanie harde jak obraza: czy moja wiara też uległa spopieleniu?
 
Tylko życie spopielone, czyli takie, przez które przeszedł płomień, zrozumie mowę ognia. Moja wiara raz po raz chwieje się i upada, nie ma w sobie nic z niewzruszonego posągu. Przeciwnie: jest raczej tak, że to, co jest cenne, co jest naprawdę ważne, musi być próbowane w ogniu raz po raz. Popielec raz jeszcze rozpoczyna ten nigdy nienudzący się maraton na śmierć i życie, ćwiczenia duchowe w trójboju postu, modlitwy i jałmużny. Popiół na mojej głowie jest odważnym stwierdzeniem: tak, moje życie tu i tam zawaliło się. Moja wiara nie sprostała mojemu życiu. Posypane są popiołem moje plany, marzenia, awanse i tytuły. Życie mi się zapaliło, spłonęło, teraz mieszkam pośród zgliszczy. Moja znajomość drogi do królestwa rozpadu jest jednostronna: wiem, jak tam dojść, ale nie wiem, jak stamtąd powrócić. Tym, który zna całą drogę, który przemierzył krainę nicości tam i z powrotem, jest Jezus. W nadchodzących dniach będę wpatrywał się w Niego, zadając sobie raz jeszcze pytania na śmierć i życie. Kościół będzie powtarzał wielowiekowe drogowskazy: post, modlitwa i jałmużna. Abym nie stał się z człowieka posypanego popiołem człowiekiem przysypanym popiołem, słyszę głos kapłana: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Tak, teraz można naprawdę powstać.
 
Znaki zwycięstwa
 
Tam, gdzie były zgliszcza, raz jeszcze może okazać się, że istnieje życie. Popiół, znak rozkładu ciała, jest dla ucznia Chrystusa znakiem pokonania śmierci. Przypomina mi to sytuację z gargulcami, które zamieszczano na średniowiecznych katedrach. Co tam robią te pokraczne stwory, przerażenie i strach zastygłe w kamieniu?
 
Czy to wypada, aby na świątyni były umieszczane demoniczne wizerunki? Wypada, bo gargulce na katedrach wskazują na to, że zostały pokonane przez Chrystusa i teraz są po Jego stronie. Zwycięzca obnosi dookoła – tak aby wszystkim było wiadomo – to, co kiedyś stało mu na drodze, a teraz zostało pozbawione swej mocy. Pochylam głowę, aby przyjąć garść popiołu z głębokim spokojem: znam mowę śmierci właśnie dlatego, że została pokonana.
 
Wciąż zatrzymuje mnie popiół. Wielki Post nie będzie obfitował w błyski fleszy, zabraknie też gratulacyjnych uścisków dłoni. Jeśli coś spadnie na moją głowę, to nie konfetti, ale właśnie popiół. Środa Popielcowa to brama, przez którą nie można bezkarnie sobie wejść i wyjść. Każdy, kto pochyli wtedy głowę, zbliży się do Boga. Patriarchowie, prorocy i mistycy mówią, że zbliżający się do Boga nie może zostać przy życiu. Żeby nie spłonąć, trzeba samemu stać się ogniem. W przepięknym apoftegmacie ojców pustyni abba Lot odwiedza abbę Józefa i pyta: „Abba, żyję według małej reguły, trochę poszczę, trochę się modlę i medytuję, żyję w milczeniu i staram się utrzymać moje myśli w czystości, wszystko to w miarę moich możliwości. Co jeszcze powinienem robić?”. Starzec wstał i wyciągnął ręce w kierunku nieba, a jego palce stały się jak dziesięć płonących pochodni. I rzekł: „Jeśli chcesz, cały możesz stać się płomieniem”.
 
Jak pisze Bóg
 
Jałmużna uczy rozszerzać serce, bo ze ściśniętym nie da się żyć. Post mówi mi, że jestem ociężały, powolny i ospały, bo mam zbyt wiele, a tu trzeba biec. Modlitwa leczy skołataną duszę, która nie rozumie siebie. Popiół spina to wszystko w jedną całość.
 
Życie, które się nadpaliło, które zostało potraktowane przez płomień, zrozumie mowę ognia. Bóg nie pisze tak jak człowiek – palcem po piasku nierealnych obietnic. Bóg w popiele życia stawia litery: nawróć się dziś.
 
1 2  następna
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Uważny obserwator liturgii Kościoła mógłby zapytać, po co dodatkowa Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej, skoro w Wielki Czwartek obchodzi się pamiątkę ustanowienia Eucharystii? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie, jeśli pominie się istotny dla tego święta kontekst historyczny. Boże Ciało zostało wprowadzone w Kościele Zachodnim w połowie XIII wieku. Nie były to łatwe czasy. Wśród wiernych sukcesywnie spadała częstotliwość przyjmowania komunii świętej...
 
Jan Halbersztat
W ciągu ostatnich dwustu lat rozwój techniki posunął się tak dale­ko, że dzisiaj czysto fizyczna praca stanowi zaledwie około połowy działalności człowieka (resztę robią za nas maszyny...). Dziś, na początku dwudziestego wieku, nikogo już nie dziwi (przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym), że kobiety podobnie jak mężczyźni pracują zawodowo, zara­biają na życie swoje i bliskich. Wciąż jednak w świadomości większości lu­dzi, to mężczyzna jest tym, który na dom zara­bia i go „utrzymuje”. 
 
Monika Białkowska
Pierwsi chrześcijanie przed blisko trzysta lat żyli w środowisku, które nie sprzyjało życiu zgodnie z zasadami wiary. Nie mogli budować własnych kościołów. Nie mogli piastować stanowisk publicznych. Musieli się ukrywać, sprawując Eucharystię. W rodzinach rodzice często nie wiedzieli, że ich dzieci przyjęły wiarę. Za samo podejrzenie o bycie christianoi trafiali na krzyż albo na arenę z dzikimi zwierzętami. Oczywiście nie było również mowy o tym, żeby otrzymywali od cezara wolne w niedzielę, na świętowanie pamiątki zmartwychwstania Jezusa...
 
___________________
 
 reklama