logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz Rak
Dobra wola
Obecni
 


Czy jednak w klarowaniu się świata wartości „ja” i „ty” wystarczy (bo przecież nie można w takich relacjach przezwyciężyć subiektywizmu) czy nie trzeba – jak twierdzi Emmanuel Lévinas. – trzeciego? Wydaje się faktem oczywistym, że do nieobłudnej prawdy zawsze potrzebny jest trzeci. Owe wartości zawsze mieć będą wymiar egzystencjalny i dialogiczny, muszą i istnieją w doświadczeniu. Zawsze zatem należy ukazywać racjonalność i podstawę normy etycznej, a nie samą tylko normę. Norma musi odzwierciedlać nasze bycie sobą. By obudzić w sobie pragnienie bycia sobą, należy ukazać wartości i dobro jako piękno i przez to go pociągnąć, bo piękno pociąga. Jest obowiązkiem wyzwalać w drugim wrażliwość na piękno, a przez to uznać go za mogącego dostrzec to piękno. Bowiem wierzyć w drugiego, to wierzyć w siebie. To drugi człowiek jest wartością, której należy bronić i poświęcić dla niego inne wartości – łącznie ze swoim życiem.

Etyka czy utopia?

Nie pragnę tu mówić o wyidealizowanym obrazie etyki czy też utopii. Trzeba wejść w życie człowieka, gdzie nie wystarczy tylko norma etyczna, ale gdzie urzeczywistniać należy wartości. Według Arystotelesa, potrzeba sztuki tego, co możliwe i eliminowania tego, co niemożliwe. Na początku Etyki nikomachejskiej czytamy fragment, w którym mowa o tym, co należy wybrać i najzwyczajniej w świecie wytrzymać. Zawsze bowiem będziemy płacić cenę za swoje wybory, gdyż życie według wartości nie może się obyć bez rezygnacji z czegoś. Krótko mówiąc, trzeba nam zmysłu rzeczywistości, który odnosi się do „tu” i „teraz”, umożliwia nam on określić to, co człowiek może zrobić, a czego nie może.

Jak zauważamy, w świecie przyrody nieodzowny jest kompromis, dzięki czemu może ona funkcjonować. Ale czy można mówić o „mądrym kompromisie” w świecie ludzkim, w świecie dobra i zła? Arystoteles mówił o „złotym środku” między skrajnościami. Można zatem powiedzieć, że należy być bezkompromisowym. Ale przecież częściej zdarza się bezkompromisowość w złem, czyli bezwzględność, której przykładem był Sanhedryn i Piłat. Człowiek bezkompromisowy nie liczy się ze środkami wiodącymi do celu, bo chce dobra w jednym miejscu, gdy tymczasem czyni zło w innym, jego wola nie jest konsekwentna. Robi z celu środek, a ze środka cel, bo kiedy nie chce dobra w „gruncie rzeczy” a tylko w danym przypadku, to jego działania zawsze są złe – choć pozornie wyglądają na dobre.

Jednak istnieje i bezkompromisowość w dobrem, czyli dzielność. Dzielnym jest ten, kto realizuje wartość najwyższą w danej sytuacji. Dążąc do celu, chce by był on dobry i dobiera odpowiednie środki do jego realizacji. Wyzwala z siebie konkretną postawę (zwraca się do siebie w dzielności) i wybiera wartość odpowiednią i ją realizuje (zwraca się ku światu). Zawsze więc bierze „ siebie w posiadanie” (Henri Bergson) i nie pozwala się opanować siłom niższym, jak np. strach czy presja otoczenia. Kto wybiera kompromis, staje wpół drogi i robi mniej niż może zrobić.
 

 
Zobacz także
Grażyna Starzak
Uczniowie denerwują się sprawdzianami, egzaminami, wymaganiami nauczycieli. Specjaliści – pedagodzy i psychologowie – przekonują, że już od najmłodszych lat powinno się uczyć dzieci, jak przekuwać stres w pozytywną motywację. Źródła stresu szkolnego mogą być różne. Np. problem z przyswajaniem materiału, odrabianiem lekcji i zaliczaniem klasówek. Czasami wystarczy, że dziecku raz powinie się noga, by nie potrafiło już wybrnąć z trudnej sytuacji.
 
Paweł Wieczorek
W świadomości pewnych osób utarło się mniemanie, że pojęcie duszy ludzkiej straciło jakąkolwiek moc wyjaśniającą ze względu na swoją ogólność i niejasność. Koncepcję duszy ruguje się z rozważań o człowieku poprzez zauważenie, że z punktu widzenia współczesnej nauki człowieka konstytuują co najwyżej dwa pierwiastki: psyche i soma...
 
Krzysztof Osuch SJ
Jest w tym jakaś prawidłowość, że siebie spontanicznie oszczędzamy, zaś bliźni tak łatwo „wpadają” w ogień naszej krytyki. Skąd w nas tyle gotowości, by pod adresem innych formułować żądania, wymagania czy nawet oskarżenia (choćby tylko w myślach)? Skąd tyle determinacji w rozprawianiu się ze złem (faktycznym czy domniemanym) u bliźniego, a taki brak zdecydowania w eliminowaniu własnych wad i grzechów?
 
 
___________________
 
 reklama