logo
Czwartek, 24 września 2020 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Karol Wojtyna
Dobre słowo Boga o nas
Rycerz Młodych
 


Jezus w Kazaniu na Górze wymienia osiem postaw ludzi, których nazywa błogosławionymi. Jedna z nich dotyczy zaprowadzania pokoju. Czym jest błogosławieństwo? Jest dobrym słowem Boga o nas.
 
Od słowa do Słowa
 
„Na początku było Słowo” – to zdanie od jakiegoś czasu mocno do mnie dociera. Dlaczego? Myślę, że często nie zdaję sobie sprawy z mocy, jaką mi dają te słowa w byciu chrześcijaninem. Skoro Bóg stworzył wszystko przez Słowo, a my zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, to czy nie posiadamy w sobie właśnie tej mocy?
 
Mam na imię Karol. Pochodzę z Przemyśla i mam obecnie 25 lat. Studiuję i pracuję w Krakowie. Wychowałem się w domu, który był pełen miłosnych gestów i rodzinnego ciepła. Kiedy wyjechałem na studia, straciłem codzienny kontakt z rodziną, nie widywałem się już z najbliższymi regularnie. Gdy przyjeżdżałem na weekend do domu, czasu było zawsze mało. To doświadczenie obudziło we mnie jakiś niedosyt. Niedosyt słowa. Nigdy nie usłyszałem od rodziców tego, że mnie kochają, bo nigdy tego nie potrzebowałem. Żyłem według pewnych schematów myślowych, np. że jako facet jestem i powinienem być „twardy”. To zaczęło we mnie wprowadzać wewnętrzne napięcia, niepokój, co przekładało się też na inne sfery mojego życia.
 
Kłopot polegał też na tym, że sam nie potrafiłem dostrzec tego problemu. Ktoś mi w tym pomógł. I tutaj, Drogi Czytelniku, chcę się z Tobą podzielić jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, które miało miejsce w ubiegłym roku.
 
On przemawia w ciszy
 
To było 8 listopada, kończyłem wtedy 24 lata. W ten sam dzień pojechałem na trzydniowe rekolekcje do jezuitów w Starej Wsi. Interesowałem się trochę ich formacją, byłem ciekawy ich życia, więc chciałem się im bliżej przyjrzeć. Rekolekcje, jak to rekolekcje, nastawiałem się na dużo gadania, długie i często niezrozumiałe modlitwy czy inne (przepraszam za określenie) nudne rzeczy. Rekolekcje były tylko dla mężczyzn. Po paru konferencjach, wstępnym zapoznaniu się, poprosili nas o próbę „odcięcia się” myślami od świata zewnętrznego i wyłączenie telefonów komórkowych oraz zapowiedzieli, że cała sobota będzie odbywała się w milczeniu(!). Pomyślałem sobie wtedy, że to bez sensu, przyjechałem tutaj po to, żeby coś wynieść, przyjechałem po jakiś konkret, a milczeć to ja mogę wszędzie.
 
Sobota minęła na tzw. medytacjach ignacjańskich. W skrócie: rozważaliśmy Pismo Święte w dowolnie wybranym przez nas miejscu i próbowaliśmy to odnieść jakoś do naszego życia. Kolejna rzecz, która bez wprawy i doświadczenia wychodziła dość opornie: trzeba było zapisywać swoje przemyślenia i później można było o nich rozmawiać z kierownikiem duchowym przydzielonym każdemu na ten milczący czas. Sobota mimo całodniowego milczenia minęła szybko. Ostatnia medytacja odbywała się w kaplicy i była podsumowaniem całego dnia. Adorowaliśmy Pana Jezusa w ciszy. Przez całą godzinę. I stało się coś nieoczekiwanego. On zaczął do mnie mówić. Pod sam koniec dnia, pod sam koniec adoracji. Zobaczyłem w myślach swoich rodziców i siebie. Zrozumiałem przekaz. Nie trzeba było mi więcej. Twardy facet, za jakiego się miałem, zaczął rzewnie płakać w kaplicy w gronie samych mężczyzn.
 
Do domu wróciłem następnego dnia w niedzielę. Stanąłem w progu, jako już 24-letni mężczyzna, i powiedziałem moim rodzicom, że ich kocham. To była szczęśliwa chwila w moim życiu. Była potrzebna mi, moim rodzicom i młodszemu rodzeństwu. Od tamtej pory, od tamtych rekolekcji zacząłem zmieniać myślenie, zacząłem łamać schematy i doszedłem do ważnych wniosków, którymi chcę się z Tobą podzielić. Myślę, że przede wszystkim bycie z samym sobą dopiero otwiera nas na nasze pragnienia, wyciąga z nas nieuporządkowane rzeczy. Cisza, którą byliśmy otoczeni, pozwoliła działać Panu Jezusowi. Zrozumiałem wtedy, że jako młody człowiek za bardzo zagłuszam swoje „JA”. Nie daję Mu nawet możliwości mówienia do mnie. To pierwsza rzecz, którą chciałem w sobie zmienić. Ile minut w ciągu dnia jestem z samym sobą?
 
Pokój w niepokoju
 
Kiedy Jezus zbliżał się do swoich uczniów, krocząc do nich po wodzie, byli przerażeni. Lubię ten obraz, tę scenę, bo jest ponadczasowa. Dzisiaj Jezus też przychodzi do nas, żeby zaprowadzić pokój w naszym niepokoju. Tylko należy pozwolić Mu działać. Dzięki tym doświadczeniom nabrałem przekonania, że sam z siebie nie jestem w stanie nic zrobić. Pokój, który od Niego pochodzi, jest inny.
 
„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka! (J 14,27)”; „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5,9) – co to tak naprawdę znaczy? My jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do głoszenia Ewangelii. Ludzie na nas patrzą, obserwują, uczą się od nas. Nieść pokój, to znaczy nieść Słowo Chrystusa.
 
Jezus daje nam w swoich słowach konkretną obietnicę: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30). Jezus żyje w nas. Toteż działa przez nas, przez nasze gesty, uczynki i słowa. Przez to możemy stać się dla kogoś szansą na spotkanie z Chrystusem. Jak zaznaczyłem na początku: nasze słowo ma moc. Tego potencjału – wydaje mi się – nie jesteśmy czasem świadomi. Nasze słowo też może wprowadzić Jego pokój w nasze serca. To daje niesamowitą radość z bycia synem Bożym.
 
Jestem wdzięczny za to, że mogłem poznać, czym jest pokój pochodzący od Niego. Umiem się teraz nim dzielić. Zauważyłem to szczególnie przy posłudze, którą pełniłem już parę razy jako animator na różnych wyjazdach i rekolekcjach. To jest piękny czas, w którym Bóg szczególnie działa przez ludzi. To właśnie przy okazji tej posługi widzę, jak Jego Słowo samo w nas pracuje. Takim bogatym doświadczeniem był zjazd Młodzieży Rycerstwa Niepokalanej w Strachocinie, podczas którego zostałem rycerzem Niepokalanej. Wszystko, do czego dążymy, wymaga pracy. Nic nie dzieje się od razu. Często są to małe i drobne rzeczy, które łączą się w większe elementy. Chcę przez to powiedzieć, że niekiedy na owoce naszej modlitwy trzeba będzie trochę poczekać i będzie to wymagało pewnej systematyczności.
 
Drogi Czytelniku, chciałbym zachęcić Cię do tego, żebyś znalazł czas dla siebie, żebyś nie uciekał od siebie, od swoich myśli i pragnień. Spróbuj wypracować sobie parę minut w ciągu dnia, żeby pobyć sam ze sobą. Staraj się nie myśleć o niczym. Daj Jemu czas na mówienie do siebie. TO DZIAŁA.

Karol Wojtyna
Rycerz Młodych 1/2015

 
fot. Henry Hemming, Mountain View
Flickr (cc)
 
Zobacz także
Agnieszka Myszewska
Kim On jest? Czy z nadanych imion można uchwycić prawdę o Jezusie? A jeśli tak, to co znaczą tyle razy słyszane, może także wypowiadane przez ciebie, określenia: Zbawiciel, Pan, Nauczyciel, Król... Przestrzeń niezwykłych prawd w nich ukrytych jest niezwykła. A pośrodku nich jesteś ty...
 
Błażej Strzechmiński OFMCap
Modlitwa – duchowa praktyka człowieka wiary – wymaga wytrwałości. Ojciec Pio, nieustannie doskonaląc swój dialog z Bogiem, miał świadomość jego niedoskonałości. Pracując nad sobą w tej dziedzinie, pomagał również swym duchowym dzieciom w uświęcaniu ich własnej codzienności poprzez modlitwę. 
 
ks. Tomasz Trębacz CSMA
Na temat szatana i działania diabelskiego zostało już dużo powiedziane i jeszcze więcej napisane. Może się zatem rodzić pytanie: Czy można coś jeszcze więcej na jego temat powiedzieć? Coś ciekawego odkryć? Pewnie tak. Szatan to przecież istota rozumna, wolna i inteligentna. To znaczy, że potrafi on także "iść z postępem czasu". Wykorzystuje współczesne nowości techniki, odkrycia cywilizacji po to, by docierać o współczesnego człowieka i skutecznie niszczyć naszą przyjaźń z Bogiem.
 
 
___________________
 
 reklama