logo
Piątek, 14 grudnia 2018 r.
imieniny:
Alfreda, Izydora, Zoriny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marianna Ruks
Dobry chrześcijanin
Posłaniec
 
fot. Niels Smeets | Unsplash (cc)


Bycie dobrym chrześcijaninem w dzisiejszym świecie jest trudne. Nie wystarczy tylko "odstać" swoje w kościele co niedzielę. Być dobrym naśladowcą Chrystusa to żyć według Jego wskazań; żyć Jego wartościami; żyć wartościami Kościoła.
 
Niestety, nasz zlaicyzowany świat nie pomaga nam w tym wcale, a wręcz utrudnia, jak tylko może. Dzisiejszy świat skutecznie nas omamia, ogłupia, manipuluje nami bezlitośnie, aż w końcu zagubieni, miotamy się w tym gąszczu świeckich zasad i prawideł, uniwersalnych prawd i światowych trendów. A najgorsze jest to, że wiele z nich maskuje się pod pozorami dobra, siejąc jeszcze większy zamęt w naszych umysłach.
 
Zadajemy sobie pytania - co jest dobre, a co złe? Jak mam postąpić? I im więcej się zastanawiamy, tym mniej wiemy. Za czym więc podążać? Jaki ma być nasz życiowy drogowskaz? Dla nas chrześcijan, powinno to być oczywiste - to Jezus ma być naszą gwiazdą betlejemską, która ma nas bezpiecznie prowadzić przez życie. Podążając drogą Jezusa, możemy być pewni, że idziemy tą właściwą i że to droga jedyna, która nie sprowadzi nas na manowce.
 
Jednak podążać drogą Chrystusa to nie znaczy być Jego biernym wyznawcą, czyli chrześcijaninem ze statystyk. Musimy być Jego naśladowcami. A skąd czerpać inspirację do chrześcijańskich wzorców zachowań, kiedy z każdej strony jesteśmy "bombardowani" różnymi życiowymi stylami, trendami, kiedy zewsząd płynie do nas laickie wyzwolenie obyczajowe, kiedy wmawiają nam, że wolność daje nam prawo robić to, na co mamy ochotę bez żadnych ograniczeń moralnych, etycznych, kiedy ogłupiani jesteśmy różnymi ideologiami tworzonymi pod płaszczykiem dobra? Któż by się w tym wszystkim nie pogubił?
 
Pan jest Pasterzem moim
 
Chwalmy Pana, bo On nie zostawił nas z tym problemem samych. Dał nam i wciąż daje, np. przez Kościół, wskazówki, jak powinniśmy dobrze żyć.
 
Po pierwsze, Biblia, a w niej Dekalog. Tak, to oczywistość, ale to podstawa. Dekalog nie jest regułką, której nauczyliśmy się w szkole na lekcji religii, a potem o niej zapominamy. To pierwsze prawo dane ludziom przez Boga do przestrzegania. Dlatego gdy jest powiedziane: nie będziesz pożądać żadnej rzeczy, która należy do bliźniego, nie zazdrość innym, nie bądź zawistny w stosunku do bliźnich, bo taka zawiść jest przyczynkiem do konfliktów, buduje wrogość i niechęć między ludźmi.
Jezus daje nam również przykazania miłości. Nie są one po to, żeby były, lecz by miały czynne zastosowanie w naszym życiu. Kiedy więc mówimy: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, to znaczy, że mamy szanować naszych współbraci, a nie obgadywać ich po cichu, czy mścić się na nich za nasze krzywdy, jak to często między ludźmi się dzieje.
Dlatego czerpmy z Biblii jak najwięcej. Niech Ewangelie będą dla nas żywym świadectwem życia Chrystusa i drogowskazem, jak dobrze, po chrześcijańsku żyć.

Papieskie przewodnictwo
 
Urząd papieski nie jest tylko kościelną administracyjną formalnością, jak myślą niektórzy. Papież to następca św. Piotra, a ten tytuł zobowiązuje. On jest naszym pasterzem, powołanym z woli Pana, więc wszystko, co do nas mówi i co robi, powinno być dla nas przykładem, jak mamy postępować. Nie zachwycajmy się papieżem jedynie w kontekście jego inności, oryginalności, ale czerpmy pełnymi garściami z jego nauczania. Przewodnictwo papieża pomoże nam patrzeć na świat w sposób właściwy chrześcijaninowi. Jego rady i spostrzeżenia pomogą nam dokonywać w życiu mądrych wyborów. W ten sposób powinniśmy korzystać ze spuścizny intelektualnej, moralnej i duchowej poprzednich papieży. Każdy z nich coś po sobie pozostawił; nauczanie, wskazówki i rady. Postawmy sobie pytanie, czy żyjemy tym, co mówił nasz papież? Czy korzystamy z tego bogatego dziedzictwa, które nam podarował? A może stawiamy mu jedynie kolejne pomniki?
 
Deska ratunkowa
 
Jest nią Katechizm Kościoła Katolickiego oraz Duch Święty, ponieważ to On jest dawcą siedmiu darów: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności oraz bojaźni Bożej. Co oznacza każdy z nich? Dar mądrości to patrzenie na świat nie własnymi oczami, lecz oczami Jezusa; to postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat wieczności, nie zaś kierowanie się przemijającymi, świeckimi wartościami tego świata. Dar rozumu to umiejętność rozeznawania prawd wiary, kierowanie się słowem Bożym we właściwy sposób. Dar rady z kolei pozwala nam tak sterować własnym życiem, by dokonywane przez nas wybory były mądre. Dar męstwa pozwala nam pokładać ufność w Bogu, szczególnie w czasie trudnych życiowych prób, i czerpać siłę do ich pokonywania. Dar umiejętności to dar takiego postrzegania świata, by odróżniać to, co pochodzi od Pana, od tego, co jest tylko przemijalną wartością doczesnego życia. Dar pobożności pomaga nam adorować Boga i zachwycać się Nim, traktować Go jak dobrego Ojca i zwracać się do Niego z synowską miłością. Ostatni z darów - bojaźń Boża oznacza, iż powinniśmy odnosić się do Boga z szacunkiem i czynić wszystko, co w naszej mocy, by nie urazić, nie zasmucić naszymi grzechami.
 
Wielu ludzi traktuje Katechizm Kościoła Katolickiego jak zbiór regułek, których trzeba się nauczyć, kiedy przystępujemy do sakramentu bierzmowania, a potem chowa się go gdzieś do szuflady i zapomina o jego istnieniu. Tymczasem jest on bogatą skarbnicą wzorców zachowań dobrego chrześcijanina. Wystarczy do niego zajrzeć i zastosować w praktyce to, co jest w nim napisane. A znajdziemy tam np. definicję czterech cnót kardynalnych, czyli roztropności, sprawiedliwości, wstrzemięźliwości i męstwa. Roztropność to umiejętność podejmowania dobrych i moralnych decyzji, poczynając od tych najmniejszych, to postępowanie rozsądne i mądre; sprawiedliwość każe nam być ludźmi prawymi; wstrzemięźliwość uczy nas zachowania pewnego umiaru w korzystaniu z dóbr tego świata, natomiast męstwo to odwaga czynienia dobra oraz odrzucania tego, co złe. Ale to to tylko ułamek tego, co możemy wynieść z Katechizmu.
 
Przykład świętych
 
Wiele osób zastanawia się pewnie, jak można zestawiać z sobą świętych i zwykłego człowieka? Święci to przecież ludzie ponadprzeciętni duchowo, którym jako nielicznym udało się wykształcić w sobie najpiękniejsze ludzkie cnoty i bliską ideału Bożą miłość, dzięki czemu zdołali przybliżyć się do Jezusa znacznie bardziej niż zwykły grzesznik. Gdyby jednak pójść tym tokiem myślenia, po co Stwórca dawałby nam świętych?
 
Owszem, modlimy się do nich o wstawiennictwo za nami w niebie, ale gdyby ich rola jest o wiele większa. Oni po to zostali nam dani, byśmy mogli czerpać z nich przykład; byśmy mogli się nimi inspirować w naszej drodze do świętości. Nie chodzi o tytuł kanonizacyjny, lecz o stawanie się coraz lepszym, o duchowe wzrastanie. Święci byli kiedyś ludźmi jak my. Były oczywiście wśród nich osoby wyjątkowe, które od młodości wyróżniały się wspaniałymi cnotami, ale byli też i tacy, którzy szli drogą grzechu i przed nawróceniem nieraz upadali. Ich życie jest świadectwem powrotu na drogę prawdy. Musieli zatem przejść trudną drogę, pokonać samych siebie. Czyż i to samo nie dzieje się z nami? Czyż każdy nasz dzień nie jest taką walką? Skoro im się udało, to dlaczego nie miałoby nam się udać? I nie chodzi o jakiś skrajny radykalizm w naszym życiu, bo nikt nie oczekuje od nas, byśmy na wzór świętych stawali się pustelnikami, czy odrzucając wszelki materializm, chodzili obdarci, ale chodzi o pewną stałość w chrześcijańskim postępowaniu, o wierność wartościom chrześcijańskim, jak to widzimy u świętych.
 
Co zrobiłby Jezus?
Warto zadać sobie czasami to pytanie, gdy nie wiemy, co robić lub jakiego wyboru dokonać. To proste pytanie może nam bardzo pomóc. Kiedy wsłuchamy się w nauczanie Pana, rozważymy Jego słowa i uczynki - wtedy będziemy wiedzieć, że Jezus wybaczyłby bliźniemu, zapomniałby urazy, darowałby winy, pojednałby się z bratem, nakarmił głodnego, pocieszył strapionego; że nigdy nie skrzywdziłby drugiego człowieka, nie ukradłby nigdy niczego, nie oszukałby nikogo, nie zazdrościłby drugiemu... Stojąc w obliczu jakiegoś dylematu, zapytajmy samych siebie czasem, co zrobiłby w naszej sytuacji Jezus. Być może rozwiązanie problemu przyjdzie szybciej, niż nam się wydaje.
 
Marianna Ruks
Posłaniec Serca Jezusowego listopad 2016 
 
Zobacz także
Ewelina Gładysz
Składniki podstawowe: ona i on. Dobrze wypłukać (głównie z przeszłości) i namoczyć aż zmiękną (ważne jest osiągnięcie stanu zwanego gotowością). Włożyć do sakramentalnego rondla małżeństwa, latami dusić na małym ogniu i uważać, żeby się nie przypiekło. Do tego dołożyć tonę miłości, kilogramy wyrozumiałości i czułości – wymieszać. Podlewać dwiema szklankami ciepłych słów na dzień dobry i na dobranoc. Przebaczenie pokroić na małe kawałki, dodawać w razie potrzeby. Całość przykryć lnianą ściereczką i skierować w stronę Nieba. Czekać aż wyrośnie.
 
Piotr Misztal
Nie wiedzieć czemu kwestia papiestwa zawsze rozpalała emocje ludzi. Niektórzy na Stolicę Piotrową spoglądali zza gór, widząc w niej ostoję wśród zawieruchy świata, inni nie szczędzili jej takich określeń, jak: „wielka nierządnica” czy „Babilon”. W tej sytuacji ogólnego zamętu wypada zapytać się samych zainteresowanych o ich opinię na temat swojego urzędu. Kilka najbardziej znamiennych wypowiedzi pozwoli ujrzeć nam różnorodność ich punktów widzenia.  
 
Marek Rosłoń SJ
Prawdziwa kontemplacja zawsze prowadzi w głąb życia, bo jest ono jedyną realną przestrzenią doświadczania Świętej Obecności Nieskończonego. Jedynym zaś prawdziwym zagrożeniem dla życia duchowego jest iluzja. Nie można w świecie iluzji realnie doświadczyć obecności Przedwiecznego, a co najwyżej popaść w obłęd. 
 
 
___________________
 
 reklama