logo
Niedziela, 29 stycznia 2023 r.
imieniny:
Franciszka, Konstancji, Salomei, Gildasa, Zdzisława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Beata Polak, Weronika Gurdek
Droga
Ruah
 



Z Beatą Polak rozmawia Weronika Gurdek
 
 Możemy zacząć od końca? Bardzo mnie intrygują Twoje buty...
 
Wiedziałam, że o to zapytasz! Większość moich butów to produkty firmy Swear. Uwielbiam je! Ostatnio Kaja przyszła do domu w wyższych butach i stwierdziła, że już wie, dlaczego ja takie noszę – one mi dają poczucie wartości (śmiech). Jak chodzę w płaskich butach, to się bardzo źle czuję psychicznie. Nawet w domu mam klapki na koturnach! W sumie mam chyba trzynaście par butów Swear.
 
I grasz w nich na... dwie stopy?
 
To zależy. Miałam kiedyś takie buty do kostki, masywne, z oczami i zębami. I na niektórych koncertach dało się w nich grać.
 
A propos: bywało, że „przerastał” Cię Twój własny instrument? Słyszałam o historii przy nagrywaniu „Soul Side Story”, koncertówki Armii...
 
Tak, to jedna z najlepszych! To był koncert rejestrowany. Pomagał mi wtedy bardzo fajny techniczny, Adaś Słucki. Koncert zaczął się świetnie i Adam zamiast pilnować mnie i mojego sprzętu, stał zapatrzony w publiczność. A tu się okazało, że jak ustawiał sprzęt, to nie przykręcił pedału stopy do bębna basowego. Ja zaczęłam grać, a sprzęt zaczął się rozchodzić na boki, stopa się wywróciła, a ja nic nie mogłam zrobić, bo utwór był nagrywany i trzeba było po prostu grać. Więc oczywiście zaczęłam go – cały czas grając – wołać: „Adam, Adam, stopa, stopa”. A on nic nie słyszał w tym koncertowym czadzie. Ja panikuję, a on nie słyszy... Z koncertu miała powstać płyta, a ja już na dzień dobry mam niewypał! I niestety poza niedogranymi bębnami, nagrało się jeszcze to moje wołanie z wieloma histerycznie wykrzykiwanymi niecenzuralnymi słowami... (śmiech) Przy miksowaniu koledzy z zespołu mieli oczywiście wielki ubaw przy odsłuchiwaniu tych fragmentów – żartowali, że wyciszą muzykę, zostawią tylko te moje krzyki i dadzą to jako bonus na płycie!
 
Podobno nie ma nic gorszego niż mąż lub żona mająca ten sam zawód. A Marcin to też muzyk...
 
Kiedy się poznaliśmy z Marcinem, on grał w zespole '3 Siostry', ja w 2 Tm 2,3 i Armii. Pamiętam, że jak już coś między nami zaczynało iskrzyć, to ja mówiłam: „Ale ja nie chcę mieć męża muzyka!”. A on na to: „Kochanie ja nie jestem muzykiem, tylko informatykiem, a muzykowanie to dla mnie zabawa”. I ja naiwna w to uwierzyłam (śmiech). Okazało się, że tak było tylko w teorii, ponieważ mojemu mężowi bardzo zależało na graniu, i ciężko mu było, gdy ja nadal grałam dużo koncertów, a on się nie realizował muzycznie. Dla Marcina muzyka to wielka pasja, ale w praktyce – wciąż niespełniona... A wiemy jak trudno żyje się z takim niespełnieniem. Na szczęście Pan Bóg przychodzi nam z pomocą...
 
Sunguest – Wasz wspólny zespół – miał być na to lekarstwem?
 
Sunguest był tworem eksperymentalnym. Marcin miał pomysł, nagrał gitary. Ja chciałam mu pomóc, więc dograłam bębny. Dla mnie to było niezobowiązujące. Ale ponieważ już była większa część muzyki, to stwierdziliśmy, że dobrze byłoby mieć wokal. Wtedy pomyślałam o Kai. Pamiętam nawet jak Kaja o trzeciej nad ranem w naszym mieszkaniu w bloku nagrywała takie wstępne wersje do „Ehije Aszer Ehije”, tym swoim specyficznym głosem, stylizowanym trochę na jakieś bułgarskie chóry, takich ludowych babek, drąc się w niebo głosy, a ja zastanawiałam się ilu ludzi to słyszy, i ilu klnie, że nie może spać... Efekt końcowy bardzo mi się spodobał.
 
Ale współpraca nie należała do łatwych...
 
Wiele rzeczy chciałam robić inaczej niż Marcin. Byłam też przyzwyczajona do innego stylu grania, zawsze grałam z bardzo dobrymi muzykami... Bardzo ciężko mi było zgodzić się na to, co dostaję muzycznie w Sunguest. To oczywiście jest też moja wada – wszystko po mojemu... Współpraca była więc bardzo trudna, bo uderzała w nasze relacje małżeńskie, rodzinne. Bo jak pracujesz z rodziną, to nie da się na trzy cztery, przejść od spraw zawodowych do normalnych i odwrotnie. Powiesz prawdę w kwestiach muzycznych, która boli, to potem wszystko przenosi się na grunt rodzinny. Człowiekowi trudno przyjąć krytykę i żyć z tym, jakby nic się nie stało. Nosimy w sobie wiele zranień, nazbieranych przez całe życie, i każde krytyczne słowo powiedziane pod wpływem emocji (a one są nieuniknione), potrafi być, jak sztylet włożony w serce.
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Roberto Bignoli
Zbliżają się dni Światowego Spotkania Młodzieży w Koloni w Niemczech. Będą one dla wielkiej grupy młodzieży, kolejny raz momentem szczególnym doświadczenia wiary. Rozmawiamy z piosenkarzem, autorem tekstów i piosenek Roberto Bignolim, który doświadczył radości uczestniczenia w poprzednich spotkania Światowych Dni Młodzieży...
 
o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Kiedy człowiek szczerze żałuje za grzechy, choćby one były najcięższe – opuszczenie domu ojcowskiego, życie rozwiązłe, bezbożność i pogarda wszelkiego prawa – Bóg je gładzi i zapomina jak rzeczy, które się depcze nogami lub rzuca w głębinę morską. Bóg stworzył człowieka wolnym, a kiedy ten, jak syn marnotrawny, na znak niezależności i buntu oddala się i idzie używać życia według swej woli, nie zmusza go do dobrego, nie zatrzymuje go siłą, lecz wyczekuje, nie przestając go kochać...
 
Aleksandra
Moja historia zaczęła się dawno temu, kiedy nie zdawałam sobie nawet sprawy z istnienia takich pojęć jak "czystość" - postrzegana w aspekcie płciowości, czy "czystość małżeńska". Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zaczęłam świadomie pojmować istnienie tych wartości. Pamiętam jednak pewne wydarzenia z mojego życia, które sygnalizowały mi, że czystość to coś bardzo potrzebnego...
 
 
___________________

 reklama

katolicyzm