logo
Poniedziałek, 18 stycznia 2021 r.
imieniny:
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra, Woluzjana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Beata Polak, Weronika Gurdek
Droga
Ruah
 



Z Beatą Polak rozmawia Weronika Gurdek
 
 Możemy zacząć od końca? Bardzo mnie intrygują Twoje buty...
 
Wiedziałam, że o to zapytasz! Większość moich butów to produkty firmy Swear. Uwielbiam je! Ostatnio Kaja przyszła do domu w wyższych butach i stwierdziła, że już wie, dlaczego ja takie noszę – one mi dają poczucie wartości (śmiech). Jak chodzę w płaskich butach, to się bardzo źle czuję psychicznie. Nawet w domu mam klapki na koturnach! W sumie mam chyba trzynaście par butów Swear.
 
I grasz w nich na... dwie stopy?
 
To zależy. Miałam kiedyś takie buty do kostki, masywne, z oczami i zębami. I na niektórych koncertach dało się w nich grać.
 
A propos: bywało, że „przerastał” Cię Twój własny instrument? Słyszałam o historii przy nagrywaniu „Soul Side Story”, koncertówki Armii...
 
Tak, to jedna z najlepszych! To był koncert rejestrowany. Pomagał mi wtedy bardzo fajny techniczny, Adaś Słucki. Koncert zaczął się świetnie i Adam zamiast pilnować mnie i mojego sprzętu, stał zapatrzony w publiczność. A tu się okazało, że jak ustawiał sprzęt, to nie przykręcił pedału stopy do bębna basowego. Ja zaczęłam grać, a sprzęt zaczął się rozchodzić na boki, stopa się wywróciła, a ja nic nie mogłam zrobić, bo utwór był nagrywany i trzeba było po prostu grać. Więc oczywiście zaczęłam go – cały czas grając – wołać: „Adam, Adam, stopa, stopa”. A on nic nie słyszał w tym koncertowym czadzie. Ja panikuję, a on nie słyszy... Z koncertu miała powstać płyta, a ja już na dzień dobry mam niewypał! I niestety poza niedogranymi bębnami, nagrało się jeszcze to moje wołanie z wieloma histerycznie wykrzykiwanymi niecenzuralnymi słowami... (śmiech) Przy miksowaniu koledzy z zespołu mieli oczywiście wielki ubaw przy odsłuchiwaniu tych fragmentów – żartowali, że wyciszą muzykę, zostawią tylko te moje krzyki i dadzą to jako bonus na płycie!
 
Podobno nie ma nic gorszego niż mąż lub żona mająca ten sam zawód. A Marcin to też muzyk...
 
Kiedy się poznaliśmy z Marcinem, on grał w zespole '3 Siostry', ja w 2 Tm 2,3 i Armii. Pamiętam, że jak już coś między nami zaczynało iskrzyć, to ja mówiłam: „Ale ja nie chcę mieć męża muzyka!”. A on na to: „Kochanie ja nie jestem muzykiem, tylko informatykiem, a muzykowanie to dla mnie zabawa”. I ja naiwna w to uwierzyłam (śmiech). Okazało się, że tak było tylko w teorii, ponieważ mojemu mężowi bardzo zależało na graniu, i ciężko mu było, gdy ja nadal grałam dużo koncertów, a on się nie realizował muzycznie. Dla Marcina muzyka to wielka pasja, ale w praktyce – wciąż niespełniona... A wiemy jak trudno żyje się z takim niespełnieniem. Na szczęście Pan Bóg przychodzi nam z pomocą...
 
Sunguest – Wasz wspólny zespół – miał być na to lekarstwem?
 
Sunguest był tworem eksperymentalnym. Marcin miał pomysł, nagrał gitary. Ja chciałam mu pomóc, więc dograłam bębny. Dla mnie to było niezobowiązujące. Ale ponieważ już była większa część muzyki, to stwierdziliśmy, że dobrze byłoby mieć wokal. Wtedy pomyślałam o Kai. Pamiętam nawet jak Kaja o trzeciej nad ranem w naszym mieszkaniu w bloku nagrywała takie wstępne wersje do „Ehije Aszer Ehije”, tym swoim specyficznym głosem, stylizowanym trochę na jakieś bułgarskie chóry, takich ludowych babek, drąc się w niebo głosy, a ja zastanawiałam się ilu ludzi to słyszy, i ilu klnie, że nie może spać... Efekt końcowy bardzo mi się spodobał.
 
Ale współpraca nie należała do łatwych...
 
Wiele rzeczy chciałam robić inaczej niż Marcin. Byłam też przyzwyczajona do innego stylu grania, zawsze grałam z bardzo dobrymi muzykami... Bardzo ciężko mi było zgodzić się na to, co dostaję muzycznie w Sunguest. To oczywiście jest też moja wada – wszystko po mojemu... Współpraca była więc bardzo trudna, bo uderzała w nasze relacje małżeńskie, rodzinne. Bo jak pracujesz z rodziną, to nie da się na trzy cztery, przejść od spraw zawodowych do normalnych i odwrotnie. Powiesz prawdę w kwestiach muzycznych, która boli, to potem wszystko przenosi się na grunt rodzinny. Człowiekowi trudno przyjąć krytykę i żyć z tym, jakby nic się nie stało. Nosimy w sobie wiele zranień, nazbieranych przez całe życie, i każde krytyczne słowo powiedziane pod wpływem emocji (a one są nieuniknione), potrafi być, jak sztylet włożony w serce.
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Jacek Stojanowski
Przyleciała, wyszła na dwie godziny na scenę, po czym zwinęła manatki i odleciała. Mowa o ekspresowej wizycie artystki, która określa się jako Madonna. Ogólnie wśród fanów piosenkarki przeważało poczucie niedosytu. Żadnych bisów, pojedyncze i ledwo zauważalne przejawy spontaniczności, emocjonalnego kontaktu z uczestnikami imprezy...
 
ks. Mirosław Tykfer
Czy oburzamy się, czytając Ewangelię o Jezusie gotowym otworzyć niebo złoczyńcy, który wisiał obok Niego na krzyżu, tylko dlatego, że ten uznał swoją winę i prosił o przebaczenie? Albo gdy powiedział mu: „dziś będziesz ze mną w raju”? Czy to nas gorszy? Tak, to może nas gorszyć, bo zbyt łatwo wydaje się zapominać o sprawiedliwości i słusznej karze. I że ktoś pomyśli: mogę grzeszyć, Bóg i tak mi wybaczy, kiedy Go przeproszę. 
 
ks. Ryszard Nowak

Anegdota mówi, że kiedyś zakonnicy w klasztornej kaplicy odprawiali nieszpory. Na dworze trwała burza. Narastające błyski światła i potężne grzmoty, rodziły coraz większy przestrach mnichów. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał i zaproponował, „bracia, zostawmy te nieszpory, a pomódlmy się, aby ta przerażająca nawałnica ustała"... Czy nigdy nie doświadczyłeś takiego napięcia, że modląc się jakąś formułą, do której się zobowiązałeś, miałeś ochotę skończyć to jak najszybciej, aby bez tej wewnętrznej presji po prostu pobyć przed Panem?

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー