logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Redakcja "Listu"
Droga do doskonałości
List
 


O kierownictwie duchowym, psychoterapii i coachingu Redakcja LISTU rozmawia z o. Jackiem Prusakiem, jezuitą, psychoterapeutą
 
Ojcze, coraz więcej osób, chcąc popracować nad osobistym czy zawodowym rozwojem, decyduje się na coaching. Na czym on polega?
 
Na indywidualnym prowadzeniu klienta, tak aby jak najpełniej wykorzystał swoje wewnętrzne zasoby w określonym przez siebie celu. W przeciwieństwie do psychoterapii, coaching nie skupia się na odczuwanych przez osobę brakach, ale na jej potencjale. Ci, którzy przychodzą do coacha (ang. trener) będącego specjalistą np. od fitnessu i rozwoju fizycznego, nie robią tego tylko dlatego, żeby sobie poćwiczyć i wyrzeźbić sylwetkę. Chcą realizować pewien styl bycia, a ich coach jest osobą, która myśli podobnie jak oni i wie, jak fitness scalić z resztą życia. On jest nie tylko trenerem, ale kimś, kto ma pewną wizję całego projektu. Kontakt z nim traktowany jest jako ścieżka rozwoju.
 
Oczywiście coaching może mieć różne oblicza, dotykać różnych sfer życia, ale jego cechą charakterystyczną jest to, że skupia się na potencjale konkretnych osób, tworzy strategię najszybszego i najlepszego ich wykorzystania, np. w celach zawodowych. Nie należy jednak mylić coachingu z poradnictwem zawodowym, gdyż zakłada on większą współpracę między coachem a jego klientem, jest bardziej interaktywny.

Co to znaczy?
 
Psychologiczne poradnictwo zawodowe polega na tym, że psycholog ocenia możliwości danej osoby, jej zainteresowania, i na tej podstawie pomaga odkryć, czym powinna się ona zająć, w czym najlepiej się zrealizuje. Psycholog po prostu świadczy pewną usługę. W coachingu mamy do czynienia ze wspólnym podążaniem; coach staje się w jakimś sensie częścią osobistego życia swojego klienta, towarzyszy mu w dokonywaniu wyborów, jest kimś więcej niż tylko profesjonalistą.
 
Czy w rozwoju duchowym podobnej roli nie odgrywa kierownik duchowy?
 
Nie. Jeśli kierownik duchowy stawia sobie za cel wydobycie z kogoś duchowego potencjału w określonym celu, to powinien sobie uświadomić, że dokonałby tego – jeśli to w ogóle możliwe – wyłącznie na swoją miarę. Takie założenie byłoby wchodzeniem w kompetencje Ducha Świętego.
 
Kierownictwo czy też towarzyszenie duchowe – osobiście wolę to drugie określenie – narodziło się w czasach Ojców Pustyni. Młody mnich przychodził do doświadczonego, charyzmatycznego starca i prosił go o radę, jak ma żyć, albo po prostu przedstawiał mu swoje myśli czy poruszenia serca. Wtedy ten bardziej doświadczony w ascezie i życiu duchowym pozwalał młodszemu „odsiać plewy od ziaren". Nie żądał jednak naśladownictwa, nie mówił: „Masz być taki jak ja, masz być moją kopią".
 
Kierownictwo duchowe od początku było wyłącznie towarzyszeniem ludziom w ich przeżywaniu wiary i rozpoznawaniu przeszkód na drodze do dojrzałej więzi z Bogiem, np. nieuporządkowanych uczuć. Nie jesteśmy marionetkami w rękach Boga; On daje nam pewne dary, ale nie wyznacza ściśle roli. Zaprasza nas do tego, żebyśmy z otrzymanymi od Niego darami współpracowali – dla Ewangelii, dla Królestwa Bożego. Rola kierownika duchowego polega na rozpoznawaniu tych charyzmatów i zastanawianiu się, jak można je wykorzystać dla dobra wspólnoty i relacji z Bogiem. Kierownik może zalecić: „Rób to, a tego lepiej unikaj". Jeśli jednak towarzyszenie sprowadzi się wyłącznie do wydawania poleceń, będzie to zwyrodniała forma tej posługi. Bywały okresy w historii Kościoła, że kierownictwo duchowe tak właśnie rozumiano i traktowano. Wierni przychodzili do księdza niemal z każdym dylematem, a ten miał wydać opinię, czy wolno im postąpić w ten czy inny sposób. To nie prowadzi do odkrywania w sobie charyzmatów, ale do bierności i uzależnienia od kierownika duchowego.
 
Słowo „kierownik" kojarzy się jednak z kimś, kto planuje, organizuje, przewodzi...
 
Tym, który „organizuje", jest Duch Święty. Do kierownika duchowego udajemy się, bo uważamy, że jest to człowiek głębokiej wiary, który przeszedł już pewną duchową drogę. Dlatego może dzielić się swoim doświadczeniem z tymi, którzy stawiają na niej pierwsze kroki. Jego posługa nie polega jednak na tym, że będzie z nami pracował w taki sposób, byśmy osiągnęli zamierzony cel. Kierownictwo duchowe to nie duchowy coaching. W coachingu chodzi o rozpoznanie zdolności i ich wykorzystanie dla osiągnięcia określonego celu, a w kierownictwie – o rozpoznanie charyzmatów i rozeznanie woli Boga.

A czym różnią się charyzmaty od zdolności, czy to nie jest w gruncie rzeczy to samo?
 
Zdolność to np. umiejętność pisania w interesujący sposób. Charyzmat to coś, co służy wspólnocie, Kościołowi, a nie tylko rozwija indywidualnie. Talent pisarski będzie charyzmatem, jeśli będzie służył wspólnocie wiary.
 
Tym, co odróżnia coaching od kierownictwa, jest także podejście do świata wartości…
 
Coach nie musi być wierzący, nie musi mieć nawet takiego samego światopoglądu jak jego klient. Jest kimś, kto ma pomóc w rozpoznaniu, np. czy będziesz dobrym menedżerem, dlatego nie interesuje go, w co wierzysz. To nie jego działka. W kierownictwie duchowym sytuacja, w której ateista prowadzi kogoś do Boga, jest raczej trudna do wyobrażenia. Obie osoby muszą być wierzące, aby mogły się porozumieć. Poza tym coaching jest bardzo zindywidualizowany, a kierownictwo duchowe jest zawsze posługą w ramach Kościoła. Nie musisz należeć i pewnie nie będziesz należał do zrzeszenia coachingowego, którego członkiem jest twój coach, ale z twoim kierownikiem duchowym łączy cię wspólnota wiary.
 
Ale kierownikiem duchowym może być osoba świecka?
 
Owszem, zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Pierwsi kierownicy duchowi, mnisi pustyni, bardzo często nie mieli święceń. Kierownikiem duchowym nie zostaje się z nadania, posługa ta nie jest związana ze święceniami, z władzą. To kwestia charyzmatu. Jeśli dostrzegam, że jakaś osoba jest uduchowiona, że może mi przekazać coś ważnego, to się do niej udaję. Odkrywam przed nią swoje wnętrze, bo rozpoznaję w niej autorytet w sprawach duchowych. Kierownik duchowy od początku nie miał władzy – miał autorytet. A jeśli już miał władzę, to była to właśnie władza autorytetu.
 
Niektórzy zakonnicy, księża uważają, że kierownictwo duchowe jest jednak związane z posługą sakramentalną przez spowiedź.
W ten sposób kierownictwo duchowe traktuje wiele zakonów. Jezuici wyróżniają się na tym tle. Zapewne dlatego, że u nas kierownictwo duchowe jest bezpośrednio związane z praktyką ćwiczeń ignacjańskich. Ktoś, kto uczestniczył w rekolekcjach ignacjańskich, spotkał się z kierownictwem duchowym. Kierownik duchowy pomaga uczestnikowi w tym, żeby to, co ten zrozumiał i przeżył w trakcie ćwiczeń, nie zagubiło się w codzienności. Towarzyszenie duchowe kontynuowane po rekolekcjach to forma rozwoju tego szczególnego doświadczenia. Osoba, która się na nie decyduje, opowiada, jak doświadcza Pana Boga w swoim życiu; co jej przeszkadza, a co pomaga w relacji z Nim; jak wygląda jej modlitwa itd. Chodzi tu – od pozytywnej strony – o szukanie i spełnianie woli Pana Boga w codzienności i – od negatywnej strony – o dostrzeganie przeszkód na tej drodze, w postaci np. nieuporządkowanych uczuć, po to, by je w sobie poukładać.
 
Połączenie kierownictwa duchowego ze spowiedzią wydaje się czymś naturalnym. Trudno bowiem nie mówić podczas spotkań z kierownikiem duchowym o grzechach...
 
Czym innym jest mówienie o grzechu, a czym innym wyznawanie go. Można przecież mówić o grzechu już wyznanym i przebaczonym, a można też nie skupiać się na tym. Zdarza się, że spotkanie z kierownikiem duchowym zaczyna się lub kończy spowiedzią, ale nie jest to wymóg.
 
Jak w praktyce wygląda spotkanie z kierownikiem duchowym?
 
Bardzo różnie. To zależy od kierownika i osoby, która do niego przychodzi. Na pewno rozpoczyna je modlitwa. Może to być znak krzyża, lektura fragmentu Pisma Świętego, jakiś akt strzelisty... Potem następuje rozmowa. Jej przebieg zależy od charakterów obu osób, od otwartości, od tego, kto więcej mówi. Z definicji więcej do powiedzenia powinien mieć ten, kto do kierownika przychodzi. Kierownik czasem może coś doradzić, pomodlić się za osobę, której towarzyszy, zwłaszcza jeśli nie ma jasności, w jaki sposób jej pomóc, ale nie powinien dokonywać za nią wyborów, zmuszać do podjęcia określonych decyzji. Może wskazać pewne alternatywy, ale nie powinno to być nic kategorycznego. Jeśli kierownik duchowy jest zbyt aktywny, to coś jest nie w porządku. Może to oznaczać, że to nie jest spotkanie z nim, ale o nim.
 
Można nie zgadzać się z kierownikiem duchowym?
 
Oczywiście. Kierownictwo powinno przypominać rozmowę z przyjacielem o czymś ważnym, a w takiej rozmowie próbuje się wyeliminować sztuczność, bazuje się na wzajemnym zaufaniu, oczekuje się, że ta druga osoba przyjdzie z pomocą, nawet przez sam fakt, że wysłucha tego, co mam do powiedzenia.
 
Ale to nie będzie psychoterapia...
Kierownictwo duchowe różni się od psychoterapii. Inna jest relacja i inne są też cele. W psychoterapii relacja jest bardziej asymetryczna: terapeuta nie mówi o sobie nic i nie odwołuje się do osobistych doświadczeń. Zabroniona jest także prywatna relacja między terapeutą a klientem. Kierownik duchowy natomiast może się dzielić swoim życiem i często to robi, może także spotykać się a nawet przyjaźnić z osobą przez siebie prowadzoną. Kierownictwo jest najczęściej darmowe, natomiast sesje terapeutyczne mają bardzo jasną strukturę i są płatne; klient zawiera z terapeutą kontrakt. Psychoterapia za darmo jest moim zdaniem nieco podejrzana, bo od razu pojawia się niebezpieczeństwo, że może w niej chodzić tylko o przyjacielską rozmowę. Inne są motywacje osoby, która płaci.
 
Co zaś tyczy się celów, to gdyby kierownictwo ograniczało się do psychoterapii rozumianej jako rozwój, a nie leczenie, czy coachingu, traktowanego jako praca nad potencjałem, sprowadzałoby się do duchowego narcyzmu. W psychoterapii pracujemy nad własnym ego, wzmacniamy je, a w kierownictwie duchowym powinniśmy zrobić krok dalej, wyjść poza to nasze ego.
 
Kierownik duchowy i psychoterapeuta spotykają się jednak z podobnymi problemami.
 
To prawda. Jeśli jednak psychoterapeuta usłyszy od pacjenta, że ten ma problemy w relacji z Panem Bogiem, nie będzie wchodził w rolę księdza. Chyba że pacjent uzna, iż te trudności wpływają na jego życie emocjonalne. Wtedy psychoterapeuta będzie chciał je zrozumieć, po to, żeby pacjentowi pomóc. Gdy odkryje, że problemy te wykraczają poza zakres jego kompetencji, powinien odesłać pacjenta do księdza. To samo odnosi się do kierownika duchowego. Zdarza się jednak, że kierownicy duchowi przekraczają granicę swych kompetencji. Czasem kierownik próbuje „obejść" blokadę emocjonalną osoby prowadzonej i zmusić ją np. do przebaczenia krzywdzicielowi i wyparcia się gniewu. Próbuje wtedy wymusić (np. posługując się cytatami z Biblii) postawy, do których ta osoba jeszcze nie dojrzała. Ona może je przyjąć na poziomie umysłowym, zgodzić się z przedstawioną argumentacją, ale to tylko pogorszy jej stan emocjonalny. Kierownik duchowy powinien próbować zrozumieć, na którym etapie drogi do zjednoczenia z Bogiem znajduje się prowadzona przez niego osoba.
 
W jaki sposób dawniej ludzie radzili sobie z problemami emocjonalnymi, psychicznymi? Terapia jest przecież stosowana od niedawna.

Terapia istnieje od czasów Freuda, czyli od końca XIX w. Wcześniej najczęściej z problemami, z którymi dziś stykają się terapeuci, mierzyli się rzeczywiście księża. Dziś z kolei to terapeuci pełnią rolę duchownych czy szamanów. Obecnie od terapeuty oczekuje się bardzo często, że rozstrzygnie wielkie dylematy egzystencjalne, a to nie jest jego zadanie.
 
Obecnie rozgrywa się jeszcze spór o to, czym w ogóle jest psychoterapia: formą leczenia czy rozwoju osobistego. Przygotowywana jest właśnie – moim zdaniem niezbyt dobra – ustawa, w której psychoterapię traktuje się jako usługę medyczną. Według mnie jest ona jednym i drugim. Kwalifikowanie jej do jednej kategorii mija się z prawdą.
 
Czy kierownictwo duchowe ma sens w wypadku osoby, która nie uporała się jeszcze z problemami emocjonalnymi? Czy nie powinna ona wcześniej udać się na terapię?

Taka decyzja powinna zostać podjęta przez kierownika duchowego po konsultacji z psychoterapeutą czy psychologiem. Czasem te dwie formy pracy nad sobą mogą być prowadzone równolegle, a zdarza się i tak, że osoba nie będzie jeszcze gotowa na psychoterapię, ale podda się kierownictwu duchowemu. Nie wszyscy, którzy powinni przejść psychoterapię, są na nią gotowi...

Co to znaczy?
 
Zdarza się, że nie mają wystarczającej motywacji. Ktoś może niedowierzać, podważać zaufanie do terapeuty, nie angażować się w proces pracy. Takie zachowanie nie musi wynikać ze złej woli, ale np. z braku gotowości emocjonalnej, z niewystarczającego dystansu do bolesnych doświadczeń itp.

Może się zdarzyć, że towarzyszenie duchowe będzie wzmacniać jakieś problemy psychologiczne?
 
Tak. Wszelkie osoby z zaburzeniami osobowości, które wejdą na drogę kierownictwa duchowego, będą nim jakoś manipulować.

Na przykład?
 
Osoby narcystyczne – nie mówię tu o tych z tendencjami narcystycznymi, ale o mających zaburzenia osobowości – będą robić wszystko, żeby się docenić. Na pierwszy rzut oka to są bardzo kreatywne osoby, doskonale sobie radzące z wieloma sprawami. Tyle że żadnej z nich nie doprowadzą do końca, bo po chwili są nimi znudzone. Narcyz potrzebuje poklasku. Aby go zdobyć, musi co jakiś czas rozpocząć nowe dzieło albo awansować w hierarchii. Nie satysfakcjonuje go rola zwykłego wykonawcy. On musi zlecać, dyrygować. Kiedy taka osoba zdecyduje się na kierownictwo duchowe, to na pewno uda się do kierownika duchowego o najlepszej opinii.
 
Dlaczego?
 
Bo dopiero kiedy z ust kogoś wybitnego usłyszy, że jest wybitna, to w to uwierzy. Kierownictwo duchowe będzie nieświadomie traktować niejako próbę odczytania woli Pana Boga, ale jako drogę potwierdzenia swojej wartości. Z kolei osoby z osobowością zależną będą szukały kogoś, kto powie im, jak mają żyć. Kierownik duchowy ma im pomóc w podejmowaniu najprostszych decyzji.
 
Co powinien wtedy zrobić kierownik?
 
W obu przypadkach powinien próbować pokazać te toksyczne relacje z perspektywy duchowej. Nie po to, żeby taką osobę upokorzyć, ale po to, żeby otworzyć ją na doświadczenie miłości i akceptacji Pana Boga. To nie jest łatwe, zwłaszcza u osoby z zaburzeniem narcystycznym. Mają jednak do wyboru albo zdrowie i poczucie własnego szczęścia, albo sukcesy przypłacone często depresją i uzależnieniami.
 
Jak długo powinno trwać kierownictwo duchowe?
 
Na pewno nie przez całe życie. Tradycja chrześcijańska zawsze podkreślała, że prawdziwym przewodnikiem dusz jest Chrystus lub Duch Święty, stąd w odróżnieniu od innych tradycji duchowych nigdy nie traktowała relacji między „kierownikiem" a „uczniem" jako wyjątkowej formy przekazu, tak jak to jest np. w buddyzmie zen.
 
A kto rozstrzyga o tym, kiedy powinno się zakończyć?
 
 
Ten, który o nie prosił, bądź kierownik duchowy, jeśli widzi, że jego rola została spełniona. Cechą wyróżniającą chrześcijańskie kierownictwo duchowe jest to, że podkreśla ono duchowe ojcostwo bądŹ macierzyństwo w stosunku do „uczniów". Używając więc analogii z miłością rodziców do dzieci, można powiedzieć, że ojcostwo/macierzyństwo duchowe kierownika ma stać się podstawą niezależności, a nie przeszkodą w jej uzyskaniu, bo to Bóg jest siłą, która pozwala być nam sobą.
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Bóg pociąga nas do siebie swoim pięk­nem. Jeśli przez naturalne poznanie jesteśmy w stanie dojść do przeświadczenia, że Bóg istnieje, że jest jakaś pierwsza przyczyna tego świata i celowość, to jest to oddziaływanie Bo­żego wdzięku na nasz rozum. Każdy z nas w naturalny sposób, przez sam fakt stworzenia, jest otwarty na Boga. I już to jest łaską.

Z o. Tomaszem Grabowskim OP rozmawia Dariusz Piórkowski SJ
 
ks. Mariusz Rosik
Chcielibyśmy mieć pewność, że to, co czynimy, jest wolą Boga. Nieczęsto jednak zdarza się, by objawił się nam anioł z nieba, zafurczał skrzydłami i wydeklamował patetycznym głosem, czego Bóg od nas pragnie… W Biblii Tysiąclecia, najczęściej chyba przez nas czytanej, termin „marzenie” w odniesieniu do ludzkich pragnień i tęsknot nie pojawia się ani razu! Czyżby Bóg nie miał nam nic do powiedzenia na temat marzeń? Sięgnijmy po elektryzujący opis spotkania Jezusa z nieznaną z imienia cierpiącą kobietą.
 
Ks. Marek Dziewiecki
Każdy człowiek tęskni za doświadczeniem radości i satysfakcji. Na co dzień cieszymy się z wielu rzeczy i wydarzeń, z naszych małych i wielkich sukcesów. Jednak najbardziej cieszymy się z obecności drugiego człowieka. Żadna rzecz nie może przynieść nam takiej radości i takiego umocnienia, jak człowiek...
 
 
___________________
 
 reklama