logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tomasz Jaklewicz
Dusza moja pragnie postu, ciało karnawału
Gość Niedzielny
 


Następują po sobie. Karnawał i post. Duch zabawy i duch pokuty. Nierozłącznie związanez ludzką naturą. Ich walka jest nieunikniona. Na placach miast. A co ważniejsze – w ludzkim wnętrzu. Rok liturgiczny odmierza czas śmiechu i czas pokuty. Nawet zlaicyzowana Europa szanuje ten rytm. Szaleństwa karnawału kończą się w Popielec.
 
Dusza moja pragnie postu, ciało karnawału  
 
O ile w kalendarzu sprawa jest prosta, o tyle w życiu sprawy się komplikują. Tak naprawdę wojna postu z karnawałem trwa okrągły rok. Człowiek raz chce przyjemności, szaleństwa do utraty tchu, to znów szuka wyciszenia, modlitwy, ładu. Nieraz w samym środku beztroskiej zabawy przychodzi moment otrzeźwienia. Jak zimny prysznic. Przecież to wszystko marność, pustka, nic więcej – co ja tutaj robię? Bywa odwrotnie. Zaraz po wejściu do kościoła przychodzi ochota, by uciec z niego, gdzie pieprz rośnie. Najgorsze pokusy nawiedzają ludzi podczas kazania, Mszy czy Różańca.
 
Człowiek jest wewnętrznie rozdarty. Szarpany w przeciwne strony, nieraz do bólu. Ciało walczy z duchem. Nieszczęsny ja człowiek – woła św. Paweł pośrodku tej walki. I pyta: Któż mnie wyzwoli…? Pyta retorycznie. Ponieważ zna odpowiedź i chce ją przekazać.
 
Oszalało miasto całe
 
Obraz Breughla w genialny sposób obrazuje wojnę postu z karnawałem. Pośrodku placu zbliżają się do siebie dwa odmienne orszaki. Karnawał symbolizowany jest przez opasłą postać. „Dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy / Kałdun – tarczą, hełmem – rechot na rozlanej twarzy. / Zatknął na swej kopii upieczony łeb prosięcia, / Będzie żarcie, będzie picie, będzie łup do wzięcia” (Jacek Kaczmarski).
 
Od strony kościoła nadciąga orszak postu. Postać symbolizująca post, z ulem na głowie, jest wychudzona, wynędzniała przez wyrzeczenia. Mnich i mniszka ciągną ją na wózku. Zaraz za nią podążają dzieci z kołatkami, z popiołem na czołach, człowiek niosący wodę święcona. Miejscowi notable rozdają jałmużnę ubogim.
 
Obie symboliczne postaci ukazane są w sposób karykaturalny, przesadzony. Dochodzi do konfrontacji. Chorągiewka trzymana przez chłopca zaraz da sygnał do rozpoczęcia walki.
 
„Oszalało miasto całe”. Sceny wesołości i sceny skruchy przemieszane są ze sobą. Jak w życiu. Wręcz słychać gwar tego miasta. Czuć pulsowanie życia. Między farsą a cierpieniem, bogactwem i nędzą, zdrowiem i kalectwem, dzieciństwem i starością, wiosną i zimą. Karnawał i post niezmiennie toczą walkę także w naszych czasach. Zmieniają się tylko dekoracje: ubiory, zabawy, trunki, tańce, gadżety. Istota pozostaje bez zmian. To miasto mieszka w nas.
 
Czy śmiech jest grzechem?
 
Po której stronie ma stanąć chrześcijanin? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Po stronie postu, umartwienia, wyrzeczeń. Po stronie ducha, przeciwko grzesznemu ciału! Chrześcijanin musi odrzucić karnawałowe szaleństwa w imię wyższych wartości!
 
Taka odpowiedź jest jednak uproszczeniem. Owszem, chrześcijanin odrzuca karnawał rozumiany jako sposób na życie. Sprzeciwia się takiej pogoni za przyjemnością, która staje się środkiem przeciwbólowym na duchową pustkę. Jeśli zabawa staje się ucieczką od pytań o sens, jeśli ironia, szyderstwo czy rechot stają się życiowym mottem, wtedy trzeba powiedzieć: dość.
 
To wszystko nie oznacza jednak przekreślenia prawa do radości, zabawy, przyjemności. Czołowy biblijny pesymista, Kohelet, mówi: „Jest czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów” (Koh 3,4). Niemiecki teolog Karl Rahner pisze: „Istnieje rzeczywiście czas śmiechu; ma prawo istnieć, bo i on został stworzony przez Boga. Ja, śmiech, ten mały dziecinny głuptasek, który wywija koziołki i zaśmiewa się do łez, jestem stworzony przez Boga”. Rzecz w tym, by z przyjemności nie uczynić bożka, by rozpoznać właściwy czas.
 
Czy dziś Breughel namalowałby taki obraz? 
 
Czy w naszych czasach karnawał zwyciężył? Czy duch rozrywki, luzu, ubawu, ironii zabił w nas pragnienie pokuty, skruchy, postu?
 
Grzegorz Górny twierdzi, że tak. „Wielki Post to wielki nieobecny współczesnej kultury, nie tylko masowej. Gdyby Piotr Breughel żył dzisiaj, to zapewne nie namalowałby swej Walki postu z karnawałem. Trudno byłoby mu bowiem znaleźć zarówno w realnym życiu, jak i w przestrzeni symbolicznej odpowiedniki postnego nastawienia do rzeczywistości. (…)
 
Większość z nas żyje zanurzona w kulturze masowej, a w tej miejsca na post nie ma. Nie ma bowiem dla niego zrozumienia. Zrozumiałe są diety i głodówki zdrowotne, bo służą utrzymaniu ciała w dobrej kondycji, ale post?”. Zgadzam się tylko po części. Niewątpliwie w zachodniej kulturze karnawał wypiera dość skutecznie ducha postu. Nie traciłbym jednak nadziei. Natura ludzka jest niezmienna. Rozrywkowe nastawienie do życia, prędzej czy później, znudzi człowieka, osłabi, wykończy. Doprowadzi go do odkrycia pustki. I wtedy zatęskni on za leczącą ciszą, łzami skruchy, pustynią oczyszczającą z iluzji.
 
To prawda, że o ile z namalowaniem współczesnego karnawałowego orszaku Breughel nie miałby najmniejszego kłopotu (setki kanałów TV dostarczyłoby mu natchnienie w kilka minut), o tyle z postem byłoby znacznie trudniej. A jednak sądzę, że, przynajmniej w Polsce, Breughel miałby co malować.
Kilka podpowiedzi. Każdego roku w Środę Popielcową tłumy przychodzą do kościoła, by posypać głowy popiołem. Ludzie nadal słuchają rekolekcji, kazań pasyjnych. Miliony obejrzało w zeszłym roku „Pasję” Mela Gibsona. Na nocne czuwania wciąż przychodzi młodzież.
 
Znam sanktuarium maryjne, gdzie co miesiąc na tzw. noce pokuty zjeżdżają dziesiątki pełnych autobusów. W wielu miastach Drogi Krzyżowe wychodzą na ulice. Mam wciąż przed oczami akademicką Drogę Krzyżową w Lublinie. Rzeka młodych przemierza studenckie miasteczko z krzyżem, śpiewem, modlitwą. Z mijanych akademików dochodzą pijackie głosy, nieraz wulgarne, odgłosy imprez, dudnienie muzyki. Pędzel Breughla poszedłby w ruch. Bez wątpienia.
 
Prochem jesteś!
 
W Środę Popielcową dołączymy do postnego orszaku. Na naszą głowę posypie się popiół. Usłyszymy: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Księża nieraz żartują, że tzw. popiołkowanie traktowane jest jak ósmy sakrament. Nie lekceważyłbym tego. Tak duży udział wiernych w posypywaniu głów popiołem świadczy o czymś ważnym. Potrzebujemy znaku, rytu. Symbol popiołu przemawia bardzo silnie. Nieraz znaki potrafią więcej niż słowa.
 
Popiół jest efektem spalania. Przypomina o kruchości życia, o jego „łatwopalności”, o przemijaniu, starzeniu się, śmierci, która zabiera bliskich, a kiedyś zabierze i mnie. Popiół jest także symbolem duchowych ciemności: pustych dłoni, pustego serca, nieuniknionego rozczarowania sobą, innymi, światem, Kościołem. Przypomina o nucie goryczy, która wmiesza się w każdą radość, sukces, powodzenie. Popiół przenika wszystkie sfery ludzkiego losu. Oznacza nieprzejrzystość ludzkiego życia.
Popiół jest wezwaniem do uznania, że sam z siebie jestem tylko biednym grzesznikiem potrzebującym miłosierdzia. To gest gorzki i trzeźwiący. To wołanie o skruchę, żal, post. To włączenie do wspólnoty pokutników.
 
Najgłębszy wymiar tego znaku odkrywamy z perspektywy prawdy o Chrystusie. To w Nim Bóg stał się ciałem, czyli prochem. Pisze Rahner: „Sam Bóg posypał sobie głowę prochem ziemi”. Odtąd „chrześcijaństwo wybawia nie od ciała i nie z pominięciem ciała i prochu, lecz poprzez ciało i proch”.
 
Wojna postu z karnawałem trwa i trwać będzie. Dobra Nowina mówi nam, że ostatecznie zwycięży… karnawał. Nie w sensie płytkiej przyjemności, ale szczęścia bez końca. Dopóki jednak jesteśmy na tej ziemi, potrzebujemy postu, pustyni, wyrzeczenia. Do zmartwychwstania prowadzi krzyż. I tylko on. Dlatego proch nas nie przeraża.
 
 
ks. Tomasz Jaklewicz 
 
Zobacz także
Fr. Justin
W prywatnym domu miało miejsce spotkanie małżeństw, podczas którego ksiądz odprawił Msze świętą. Nie poszłam z mężem na to spotkanie, gdyż uważaliśmy, że Msze świętą należało najpierw odprawić w kościele, a następnie udać się na spotkanie do domu, tym bardziej ze wszyscy mamy blisko do kościoła.
 
Andrzej Sudoł SCJ

Pracując wiele lat z młodzieżą, często słuchałem ich problemów, które zwykle sprowadzały się do braku zrozumienia ze strony rodziców. Najczęściej nie poświęcali im oni wystarczająco dużo czasu, a jeśli już rozmawiali z dziećmi, okazywało się, że żyją w zupełnie innym świecie. Z tej racji młodym trudno było zaufać swoim rodzicielom, dlatego coraz częściej szukali innej osoby, by porozmawiać o trudnych dla nich tematach. Tymczasem rodzicom wydaje się najczęściej, że to właśnie młodzież jest trudna i żyje na „obcej planecie”. Powtarzają oni: „Dawniej tak nie było”. Czyżby „zapomniał wół, jak cielęciem był”?

 
Marek Blaza SJ
Podczas corocznych, styczniowych spotkań podzieleni chrześcijanie spotykają się przede wszystkim po to, aby się wspólnie modlić. Ta modlitwa winna być jednak ściśle związana z osobistą przemianą i nawróceniem, dzięki któremu chrześcijanin będzie mógł nie bez pomocy łaski Bożej wzrastać w świętości. Już uczestnicy Soboru Watykańskiego II w Dekrecie o ekumenizmie pod kreślili, iż rzeczywisty ekumenizm nie istnieje bez wewnętrznej przemiany. 
 
 
___________________
 
 reklama