logo
Piątek, 05 marca 2021 r.
imieniny:
Aurory, Euzebiusza, Hadriana, Fryderyka, Oliwii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
Duszpasterstwo młodzieży ”trudnej”
Kwartalnik Homo Dei
 


Czy to znaczy, że nie każdy ksiądz jest zdolny do pracy z młodzieżą?

Niestety, nie każdy. Jeśli nie posiada pewnych naturalnych predyspozycji, to lepiej, żeby z młodzieżą nie pracował. Dotykamy w tym momencie pewnego problemu istniejącego w formacji w seminariach duchownych, a także później w powierzaniu zadań nowo wyświęconym kapłanom. Na ogół neoprezbiter po przyjęciu święceń kapłańskich jest kierowany do pracy w katechezie. W takiej sytuacji on oczywiście musi podjąć pracę w szkole. Myślę, że to jest błąd. Jeżeli bowiem nie posiada pewnych predyspozycji, to praca w szkole może spowodować, że po dwóch latach będzie całkowicie wypalony nie tylko w katechezie, ale także w swoim kapłaństwie. Analogiczny problem dotyczy zresztą w nie mniejszym stopniu nauczycieli. Nie wypowiadam tej myśli jako przeczytanej w książkach. W czasie szkoleń katechetycznych, które prowadzę, podchodzą nieraz kapłani, katecheci świeccy, a także nauczyciele innych przedmiotów, którzy mówią wprost, że czują się wypaleni i chcieliby zakończyć pracę w szkole, ale sytuacja życiowa zmusza ich do dalszego nauczania.

Badania dowodzą, że średnio ok. 1/6 nauczycieli, katechetów, a pewnie także kapłanów kategorycznie nie powinna pracować z młodzieżą, gdyż gdziekolwiek podejmą pracę, pozostawiają po sobie jedynie zgliszcza; 2/3 jest takich, którzy mogą być duszpasterzami młodzieży, o ile włożą w tę pracę odpowiednią ilość swojego zaangażowania; i zaledwie 1/6 to ludzie z charyzmą, którzy potrafią uczynić z młodzieżą bardzo dużo dobrego.

Nie jest to zatem problem dobrej lub złej woli, dobrej lub małej wiary, tylko pewnych predyspozycji naturalnych?

Tak, oczywiście. Tych predyspozycji może brakować i niewiele da się wtedy zrobić. Jednakże nie wszyscy duszpasterze młodzieży muszą być obdarzeni wyjątkową charyzmą. Pamiętam np. jednego z moich duszpasterzy z lat szkolnych, ks. Macieja. Nie był on jakimś wyjątkowym duszpasterzem młodzieży w sensie posiadanych zdolności. Ale my widzieliśmy, że jemu na nas zależy. Kiedy nas zapraszał, to czuliśmy, że on naprawdę chce nawiązać z nami kontakt. To wystarczyło, by stworzyć fantastyczne duszpasterstwo młodzieży. Bardzo wielu młodych ludzi do niego przychodziło i przyprowadzało następnych.

Bo praca z młodzieżą wygląda tak: zaczyna się od bardzo małej grupy osób, nawet liczącej 3-4 osoby. Jeśli znajdzie się dla nich odpowiednia propozycja, to oni przyprowadzą innych. Grupa zaczyna wtedy rosnąć. Grupy młodzieżowe przy parafii powiększają się nie tyle dzięki rozwieszanym plakatom, choć i one mają pewne znaczenie informacyjne, ale przede wszystkim dzięki temu, że jeden przyprowadza drugiego. Jeżeli ksiądz ma dobrą wolę, nie żałuje pieniędzy, nie żałuje czasu, nie szczędzi swoich pomysłów i otwartości, to - nie ma siły! - młodzież do niego przyjdzie także wtedy, kiedy nie będzie "duszpasterskim wirtuozem", bo przecież nie wszyscy nimi jesteśmy.

Wróćmy do siedmiu kroków, czyli "garnka z zupą z siedmiu produktów". Wiemy, jak ma wyglądać garnek. A siedem "produktów"?

Te siedem kroków rozumiem jako siedem zasad pracy z młodzieżą. Pierwsza zasada: wsłuchać się w świat młodych. Trzeba poznać ich język, ich kulturę, ich przeżycia. Często my się w nich nie wsłuchujemy, ponieważ albo nie mamy na to czasu, albo nie mamy odwagi, albo niekiedy nie potrafimy sprostać tym problemom, z którymi oni do nas przychodzą. Wtedy łatwiej jest "rzucić" w ich stronę trochę teologicznej frazeologii, niż podjąć problemy, z którymi oni się zderzają. Jakie to są problemy? - różne. Mogę przywołać kilka bardziej ..pikantnych z otrzymanych w ostatnim czasie sms-ów: dziewczyna, które chce popełnić samobójstwo, bo była gwałcona przez ojca; chłopak, który nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami, a ma tendencje samobójcze; dziewczyna, która widzi, że ojciec alkoholik niszczy jej rodzinę, jest zupełnie bezradna wobec trwającej sytuacji i ma pretensje do Pana Boga... Przychodzą i pytają: co Pan Bóg ma im do powiedzenia w tej konkretnej sprawie? - duszpasterz nie może zlekceważyć tych pytań. Ja też często nie wiem, co im powiedzieć, ale chcąc razem z nimi szukać odpowiedzi, muszę wejść w świat ich przeżyć i muszę razem z nimi szukać tej odpowiedzi tak, aby była przekonująca. Po prostu duszpasterz musi najpierw rozpoznać, co się w nich naprawdę dzieje.

Zasada druga; duszpasterz musi próbować zrozumieć, dlaczego stawiają takie pytania, z którymi przychodzą. Jedna z nauczycielek, pragnąc nawiązać więź z dziewczyną, która stwarzała ogromne problemy wychowawcze, powiedziała mniej więcej tak (imię zostało zmienione): "Karolina, ja chyba ciebie zaczęłam rozumieć". Wtedy ta dziewczyna zareagowała bardzo gwałtownie: "Jak ty możesz mnie rozumieć? Przecież twój ojciec się nie powiesił, a matka nie chlała". A zatem: czy my ich rozumiemy? Właśnie wczoraj dziewczyna mnie pytała: "Proszę ojca, czy księża nas rozumieją?" W jakim świecie oni żyją, a w jakim my żyjemy? Zrozumienie jest niesłychanie ważne.
 
Zobacz także
Irena Świerdzewska

Talent artysty bez talentu wiary może stworzyć arcydzieła, ale one nie będą prowadzić do modlitwy – a tego oczekujemy od sztuki sakralnej. Z kolei talent wiary bez talentu artysty może stworzyć pobożny kicz, co też nikogo do modlitwy nie pociągnie, może nawet wręcz przeciwnie. Więc jeśli te dwie rzeczy spotykają się ze sobą, a tak jest w przypadku Fra Angelica, powstają głębokie dzieła artystyczne i religijne zarazem, w sensie ducha, który tam jest zawarty.
– mówi bp. Michał Janocha w rozmowie z Ireną Świerdzewską.

 
abp Stanisław Gądecki
Gdy na początku dnia czynię z wiarą znak krzyża, wymawiając słowa "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", Bóg uświęca cały czas i przestrzeń, która otworzy się za chwilę przede mną. Wszystkie zaplanowane i nie zaplanowane – a znane tylko Jemu – wydarzenia wychylą się ku Niemu. Te słowa uświadamiają mi, że nie jestem sam z tym, co mnie czeka. Że w tym wszystkim kryje się Boża obecność i miłość. 
 
Jacek Salij OP
Pan Jezus jest prawdziwym człowiekiem. Skoro jednak jest On zarazem Synem Bożym, pojawia się pytanie, czy nie wynikają z tego jakieś realne konsekwencje dla Jego człowieczeństwa. Innymi słowy, czy we wszystkim jest On takim samym człowiekiem, jak my. Zauważmy najpierw, że Jezus był człowiekiem niewyobrażalnie piękniej niż my. Jego człowieczeństwo nie było bowiem w żaden sposób zdeformowane grzechem.
 
 
___________________
 
 reklama