logo
Piątek, 30 października 2020 r.
imieniny:
Augustyny, Przemysława, Marcela, Zenobii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Dwie twarze w jednym człowieku
Mateusz.pl
 
fot. Elena Prieto Landaluce | Unsplash (cc)


„A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”(Łk 15,20. 31).
 
Przypowieść o synu marnotrawnym, ojcu i starszym bracie jest rozwinięciem wcześniejszych obrazów o odnalezionej owcy i drachmie. Razem tworzą zwartą całość. Ponieważ Jezus zwraca się do celników i grzeszników oraz do zgorszonych faryzeuszów i uczonych w Piśmie, nie powinniśmy być zdziwieni taką kolejnością narracji. Owca zgubiła się, odłączając się od stada, podczas gdy drachma zapodziała się w domu. Dlatego w dalszej części opowieści pojawiają się dwaj różni synowie. Jeden zrywa więź z rodziną, udając się w „dalekie kraje”, a drugi wprawdzie pozostaje z ojcem, ale gubi się we własnym domu.

Synowie: podobni i różni
 
Bogactwo tej przypowieści jest tak nieogarnione, że za każdym razem odkrywa się w niej coś nowego, co tylko zachęca do częstych powrotów. Spróbujmy więc zastanowić się, w czym przejawia się problem obu synów. Co ich odróżnia od siebie, a co łączy?
 
Przy pobieżnej lekturze wydaje się, że grzech młodszego syna polega głównie na przepuszczeniu mienia ojca. Sprawa okazuje się jednak o wiele poważniejsza. Majątek tak czy owak był mu obiecany. Mógł z nim zrobić, co chciał, chociaż wypadałoby mieć wzgląd na to, że otrzymał go w darze. Problem w tym, że syn prosi o podział dóbr przedwcześnie. Według tradycji żydowskiej syn mógł odziedziczyć spadek dopiero po śmierci ojca lub, czasami, tuż przed poślubieniem kobiety. Ale o niczym takim nie słyszymy. Co więcej, nie jest jasne, czy syn nosi się z zamiarem opuszczenia domu już w chwili prośby, czy po prostu chce się ucieszyć przysługującym mu prawem, a dopiero po pewnym czasie decyduje się na podróż.
 
Syn de facto obszedł się ze swoim rodzicielem jak z nieboszczykiem. I to jest największa obraza, jaka spotkała ojca, bo przecież prędzej, czy później syn i tak mógłby pójść w świat. Jego śmiały krok objawił, że ojciec właściwie już się nie liczy. Jakby stał się martwy. Najwyższy czas, aby się usamodzielnić. Ważna jest kasa. Możemy sobie uzmysłowić, co to znaczy, jeśli bliska nam osoba nie wiadomo z jakich powodów, nagle zaczyna patrzeć nas jak na bankomat. Zresztą takie historie zdarzają się między ludźmi do dzisiaj. Jeśli znika miłość, osoba zostaje zredukowana do rzeczy lub posiadacza dóbr. Chyba nie ma większego bólu, co mogłem zauważyć wśród starszych osób w domu opieki społecznej, niż bycie potraktowanym przez własne dzieci jak – chwilowo użyteczny – przedmiot. Uzyskanie niezależności zakłada unieważnienie ojca i wzięcie go w nawias. Kto z nas myśli o Bogu w chwili grzechu? Kto stawia sobie Go przed oczy? Raczej „zawieszamy” Boga w istnieniu, tak jakby Go nie było, by pójść własną drogą.
 
Mimo braku szacunku ze strony syna i przykrego roszczenia, ojciec nie komentuje jego posunięcia, ani nie okazuje wzburzenia, czy rozczarowania. Dokonuje podziału majątku. Ewangelia używa w tym miejscu słowa bios, które przede wszystkim oznacza „życie”. Ojciec daje siebie obu synom. Jednakże z dalszego toku przypowieści wynika, że ojciec zatrzymał „najlepszą szatę, pierścień i sandały”, jakby przeczuwał rychły powrót swojego dziecka.
 
Jakie atrakcje zastąpiły „nudnego” ojca? Syn „roztrwonił majątek, żyjąc rozrzutnie”. W tym zdaniu pojawia się greckie słowo asotia – „marnotrawstwo”, które w Nowym Testamencie występuje jeszcze 2 razy. W Ef 5,18 chodzi o upijanie się winem, kończące się rozwiązłością, a w Tt 1,6 o samą rozpustę. Starszy syn miał rację. Braciszek wszystko przepił, zabawiając się z prostytutkami. Pijaństwo i wyuzdany seks pozwala chociaż na chwilę „wyjść z siebie”, doświadczyć czegoś innego, opuścić ten smętny świat, zapomnieć o wszystkim i o sobie. Jednak pieniądze się skończyły i zaczął się głód. Idylla zamieniła się w koszmar. Dopiero nad świńskim korytem syn „dochodzi do siebie”, odzyskuje świadomość i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co się stało. Ożywa i postanawia wrócić do ojca.
 
Wpływ grzechu podobny jest do alkoholowego upojenia. Niby się żyje, a jednak ociera się o nierzeczywistość i śmierć. Alkoholik praktycznie nie istnieje dla siebie, a tym bardziej dla innych. Nie jest w stanie właściwie funkcjonować w pracy i społeczeństwie. Tak jak niepodobna powrócić do normalności bez porzucenia butelki raz na zawsze, tak też niemożliwe jest pełne życie bez zerwania z grzechem i okazją do niego.

Starszy syn pozostaje w domu. Pracuje na roli. Na wieść o powrocie brata i zgotowanym mu przyjęciu, wpada w gniew. Pod wpływem tego wydarzenia ujawnia się w nim coś, co być może ukrywał przez lata, udając „grzeczne” dziecko. Chodzi o jego specyficzną relację względem ojca. Warto zauważyć, że w sposobie zwracania się obu synów do ojca pojawia się bardzo ważny szczegół, odróżniający ich od siebie. Otóż, młodszy syn zarówno przed opuszczeniem domu jak i po „odrodzeniu się” mówi do swego rodzica „Ojcze!” (w sumie 3 razy). Natomiast starszy syn, pomimo tego, że uważał się za lepszą latorośl, ani razu nie używa tego słowa. Zachowuje się arogancko, zaczynając swoją kwestię od „słuchaj”, co pominięto w polskim tłumaczeniu. Ojciec staje się „ty”, a brat jest tylko „synem owego ty”. Ponadto według oryginalnego tekstu zamiast „szlachetniejszego” wyznania pierworodnego syna: „Oto tyle lat ci służę”, powinno być raczej: „Oto tyle lat jestem twoim niewolnikiem” (lub sługą). Jakkolwiek by było, niewolnik, czy sługa to nie syn. W końcu ma za złe, że „ojciec nic mu nie dał”, nie wynagrodził go za ciężką pracę. Podobnie jak w przypadku młodszego brata to nie ojciec jest ważny, lecz jego mienie. Starszy syn wydusił z siebie coś, o czym myślał od dawna.
 
To jest klucz do zrozumienia postawy starszego syna. Haruje przez lata, czując się we własnym domu jak niewolnik. Ojciec, pan, żąda bezwględnego posłuszeństwa. Oficer wydaje rozkazy i polecenia. Nic dziwnego, że w chwili konfrontacji z ojcem starszy syn nie wchodzi do domu. Ojca nie uważa za ojca, brata za brata, a siebie za syna. Dlatego zachowuje dystans i czuje się obco. Wylane pretensje i wyrzuty w gruncie rzeczy przypominają bunt wobec pana, który poczyna sobie ze służbą, jak mu się podoba. Ileż można znieść, w końcu trzeba się postawić. Nie wiemy, czy starszy syn ostatecznie zdecydował się na uczestnictwo w uczcie. Przypowieść urywa się w tym momencie, pozostawiając odpowiedź słuchaczowi.
 
Druga część opowieści odsłania jednak kolejny korzeń ludzkiego grzechu: fałszywe wyobrażenie o Bogu i sobie, które w ogóle nie odzwierciedla rzeczywistości. Relacja do ojca naznaczona jest lękiem. Trzeba być posłusznym, aby się nie narazić. Trudno bowiem przewidzieć jak zareaguje, jeśli coś nie wyjdzie. Jeśli Bóg jest kimś, kto trzyma nas na postronku, dyktuje warunki i nie przejmuje się za bardzo naszymi potrzebami, jakżeż można Go pokochać? Takiego Boga można tylko odrzucić, nawet jeśli zewnętrznie zachowuje się pozory i wszelką poprawność. Siebie też trudno pokochać, gdyż wewnątrz stale odzywa się głos: „Jesteś niewolnikiem”. Starszy syn nie potrafi się cieszyć, bo uważa, że na wszystko trzeba zapracować. Nie rozumie darmowej łaskawości ojca.
 
Obaj synowie nie rozpoznali dobroci ojca, chociaż z nim mieszkali. Patrzą na Niego przez pryzmat majątku i przysługujących im praw. Są pełni roszczeń i obaw. Czy ojciec (a może i matka, o której tutaj nie ma mowy) poniósł wychowawczą porażkę? Jak to możliwe, aby synowie, mając tak wyrozumiałego i kochającego ojca, traktowali go jak prawie umarłego lub nieczułego despotę?
 
Jak wobec tego reaguje ojciec? Przede wszystkim wychodzi do obu synów na drogę i na dziedziniec. Nie kieruje się bólem, niezrozumieniem i odrzuceniem. Cały czas pragnie ich szczęścia. Nie jest mu obojętne, co przeżywają jego synowie. Do pierwszego z nich wybiega z radością i wzruszeniem. Całuje go i przytula do siebie. Nie pozwala mu wypowiedzieć do końca przygotowanej przemowy. Nie oczekuje zadośćuczynienia. Nie nakłada pokuty. Niczego nie wypomina. Nie obraża się. Cieszy się. Akceptuje bez zastrzeżeń.
 
Podobnie zachowuje się w stosunku do starszego dziecka. Nie strofuje go w stylu: „Słuchaj no!” lub „Jak ty się do mnie odzywasz!”, lecz zwraca się do niego z delikatnością: „Moje dziecko, wszystko moje jest twoje”. Chociaż syn przestaje zwracać się do rodzica „Ojcze”, tenże podtrzymuje wzajemną relację między nimi. Tłumaczy mu ze spokojem: „Twoja część to reszta mojego majątku (życia). Niczego ci nie skąpię. Możesz korzystać z czego tylko chcesz. Nie musisz mi tego wydzierać. Nie potrzeba mi twego potu na czole, abym dał ci to, czego potrzebujesz”. Nie obejmuje syna, bo prawdopodobnie jest na to jeszcze za wcześnie. Trudno przytulić się do pana, który wydaje rozkazy. Ojciec daje mu również do zrozumienia, że młodszy syn jest nadal jego bratem. Starszy syn musi odświeżyć sobie znaczenie słów „ojciec”, „syn”, „brat” i nauczyć się je wypowiadać. Wtedy poczuje się rzeczywistym członkiem rodziny, a nie wasalem pana i rywalem swego brata.
 
W każdym z nas mieszka celnik i faryzeusz

Są okresy w naszym życiu, kiedy jesteśmy owcą błąkającą się po bezdrożach, a innym razem drachmą, która wpada pod szafę, by ukryć się przed innymi. Czasem zachowujemy się jak młodszy syn, ale nieobcy jest nam również wewnętrzny bunt „posłusznego” niewolnika. I tak się to w nas wszystko kotłuje. Jedno jest pewne: Bóg przyjmuje nas zawsze. Czeka. Jeśli trzeba, wyjaśnia, przebacza i cieszy się, że jesteśmy. Bo istnieje miłość absolutna, bezinteresowna, bezwarunkowa. I chociaż bardzo pragniemy takiej miłości, jakże trudno nam w nią uwierzyć!
 
Dariusz Piórkowski SJ
mateusz.pl | 14 marca 2009 r.
 
Zobacz także
Justyna Majewska
Każde nałogowe picie zaczyna się niewinnie: jedno, drugie, trzecie piwko na imprezie czy imieninach. Każda okazja jest dobra. No bo jak odmówić w towarzystwie? Nikt nie chce zostać uznanym za „mięczaka”. Ponoć abstynenci to frajerzy, pantoflarze i maminsynki. Powiedzieć „nie” nalegającemu, wręcz naciskającemu, koledze uchodzi za heroizm. Odmówić wypicia choćby symbolicznej dawki trunku, to jakby popaść w niełaskę i zostać wykluczonym ze „stada”... 
 
Ks. Mariusz Pohl
Kiedy Apostołowie prosili Chrystusa: „Przymnóż nam wiary”, to prawdopodobnie nie wiedzieli, o co prosili. I to chyba chciał im uświadomić Jezus – jak wielką moc mogą otrzymać do swej dyspozycji. Oczywiście, siła ta w żadnym wypadku nie powinna służyć popisywaniu się sztuczkami typu: „Morwo, przesadź się w morze”. Chrystus to nie David Coperfield: nie chce nas zabawiać, lecz zbawiać. I tak samo Kościół: nie jest instytucją rozrywkową ani magiczną pałeczką, lecz środowiskiem życia duchowego i drogą do Boga.
 
ks. Krzysztof Porosło
Długo zastanawiałem się nad tym, dlaczego w kalendarzu liturgicznym znajduje się święto Podwyższenia Krzyża. Czy nie mogło być po prostu nazwane świętem Krzyża? Jak wywyższyć krzyż w swoim życiu? Wiele wyjaśnia historia tego święta, dlatego musimy się wybrać na wycieczkę aż do Jerozolimy IV w. Wtedy to zgodnie z tradycją w 326 r. święta Helena, matka cesarza Konstantyna Wielkiego, miała odnaleźć relikwie krzyża. 
 
 
___________________
 
 reklama