logo
Sobota, 03 grudnia 2022 r.
imieniny:
Hilarego, Franciszka, Ksawerego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Władysław Majkowski SCJ
Dzień niepodległości
Czas Serca
 


Łatwo jest stracić wolność, suwerenność i Ojczyznę, ale o wiele trudniej jest ją odzyskać...

 

W historii każdego narodu są momenty wzniosłe, chwalebne, napawające dumą, do których jednostki i przedstawiciele tego narodu chętnie wracają. Ale każdy naród ma również takie chwile czy zdarzenia, które najchętniej wymazałby z historii, o których chciałoby się zapomnieć z różnych powodów. I tak chętnie wracamy do wspaniałych zwycięstw spod Grunwaldu, Wiednia, Chocimia czy Radzymina.


Chcielibyśmy natomiast zapomnieć o Mątwach, Żółtych Wodach, kampanii wrześniowej 1939 roku, o kapitulacji Powstania Warszawskiego z 1944 roku... Jednak najbardziej dramatyczną datą w naszej historii był dzień 24 października 1795 roku, kiedy to trzy ościenne mocarstwa: Rosja, Prusy i Austria podzieliły się resztą terytorium I Rzeczypospolitej w ramach jej III rozbioru.

 

Tym sposobem zniknęło z politycznej mapy świata jedno z największym państw Europy XVI wieku, zaś podpisana dwa lata później, 26 stycznia 1797 roku, w Petersburgu konwencja rozbiorowa na stałe usankcjonowała ten stan rzeczy. Miała ona na zawsze wymazać z pamięci ślady Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Przyczyny upadku I Rzeczypospolitej

 

Przyczyny upadku Rzeczypospolitej są dziś znane i opisywane przez historyków. Każdy z nas uczył się tego na lekcjach historii. Zasadniczo są dwa rodzaje przyczyn upadku państw: te działające od zewnątrz i wewnętrzne, a nierzadko ich kombinacja. I tak największe w Europie Imperium Rzymskie, zanim padło pod ciosami Hunów, Wandali, Wizygotów i Ostrogotów, uległo moralnemu rozkładowi, wewnętrznej dezintegracji, stając się tym sposobem łatwym łupem dla wrogów. Również upadek I Rzeczypospolitej nie nastąpił nagle, niespodziewanie.

 

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jej schyłek rozpoczął się półtora wieku wcześniej w kontekście niewydolnego systemu politycznego i absurdalnych praw, jakimi się rządziła. Wolna elekcja, liberum veto, nihil novi, a w wymiarze społecznym, system pańszczyźniany... to choroby, które toczyły organizm Rzeczypospolitej.

 

Dziś jedynie można pytać, jak to było możliwe, że klasy rządzące jakiegoś narodu, naszego narodu, okazały się politycznie tak niedojrzałe, krótkowzroczne, a pewnie nie będzie przesadą powiedzieć głupie? Jak do tego doszło, że nie znajdywano w łonie swego narodu godnych kandydatów na króla? Jak można było losy narodu powierzać przedstawicielom państw ościennych, które niejednokrotnie wcale nie były zainteresowane pomyślnością Rzeczypospolitej?

 

Jak można było dopuścić tak niefortunny mechanizm blokady jakichkolwiek reform? Ta sytuacja sprzyjała egoizmowi, prywacie, wysługiwaniu się obcym mocarstwom, aktom zdrady... Wolna elekcja była czasem licytacji, kiedy to szlachta i magnaci licytowali się z kandydatem na króla, by uzyskać dla siebie jak najwięcej przywilejów!

 

Mając tego świadomość, król Jan Kazimierz wygłosił 4 lipca 1661 roku na sesji połączonych Izb przemówienie, w którym stanowczo domagał się wyboru następcy króla jeszcze za życia urzędującego monarchy. 18 lipca tego roku sejm zakończył obrady nie dokonawszy takiego wyboru. Ościennym państwom, a zwłaszcza Rosji, było na rękę to, że Polska nierządem stała.

 

Wzrastający w potęgę wschodni sąsiad nie tylko nie miał nic przeciw tej sytuacji, ale prowokował ją jeszcze poprzez intrygi oraz przekupstwa i starał się ten stan wewnątrz Rzeczypospolitej utrwalić. Dość powiedzieć, że w 1719 roku czterej hetmani koronni: Ludwik Pociej, Mateusz Rzewuski, Adam Sieniawski i Stanisław Denhoff byli na żołdzie dworu rosyjskiego.

 

To posłowie sejmu 1776 roku, po I rozbiorze wyprosili, by wschodni sąsiad, był gwarantem istnienia w Polsce liberum veto, wolnej elekcji i szlacheckich przywilejów! Pewnie do tej sytuacji i do takich ludzi odnosiły się słowa naszego wieszcza Juliusza Słowackiego, który wołał:


O Polsko! póki ty duszę anielską
Będziesz więziła w czerepie rubasznym,
Póty kat będzie rąbał twoje cielsko,
Póty nie będzie twój miecz zemsty strasznym,
Póty mieć będziesz hyjenę na sobie,
I grób – i oczy otworzone w grobie.

 

Cena odzyskania wolności

 

Łatwo jest stracić wolność, suwerenność i Ojczyznę, ale o wiele trudniej jest ją odzyskać. Sytuacja, jak napisał nasz inny wieszcz, Adam Mickiewicz, jest podobna do tej, która wiąże się z utratą i odzyskiwaniem zdrowia. Łatwo jest je stracić, ale jakże trudno odzyskać:


...Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie,
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto Cię stracił.

 

Zrozumieli to i doświadczyli tego nasi rodacy. Rozproszeni po różnych częściach Europy mogli tylko wspominać Ojczyznę, ale nie mogli do niej wrócić, bo jej nie było. Nie istniała w formie politycznej organizacji, była niszczona w sercach i umysłach dzieci i młodzieży w procesie rusyfikacji i germanizacji. Nie było sposobu na jej wskrzeszenie.

 

Najlepsi synowie nieżyjącej Ojczyzny desperacko chwytali się każdej iskierki nadziei, by ją na nowo wskrzesić: formowali Legiony we Włoszech, wiązali się z Napoleonem, który ich wykorzystywał do osiągania swoich wielkomocarstwowych celów: wysyłał pod Samosierrę, na San Domingo, czy inne pola bitewne..., czynił z nich narzędzie podbijania innych narodów! Synowie zniewolonej Polski dokonywali zrywów powstańczych, byli zakuwani w kazamaty i kibitkami wysyłani na Syberię..., gdzie ginęli z chłodu i głodu.

 

Niestety ich ofiary nie przynosiły skutku. Sprzymierzone mocarstwa były absolutnie zdeterminowane, by utrzymać stworzony przez siebie podział Europy. Zaś w czasie I wojny światowej Polakom przyszło stanąć przeciw sobie jako żołnierzom armii walczących ze sobą zaborców. Sprawdzały się już wtedy słowa, wyryte przez skazańca na ścianie celi więźnia przy Alei Szucha, które obecnie są wypisane na tablicy na cmentarzu w Palmirach:


Łatwo jest mówić o Polsce,
Trudniej dla niej pracować.
Jeszcze trudniej umrzeć,
A najtrudniej dla Niej cierpieć!

 

Na szczęście ta właśnie straszliwa światowa zawierucha okazała się być wojną ludów, o którą modlił się Adam Mickiewicz. Tylko taki powszechny wojenny zamęt mógł stworzyć warunki do odzyskania wolności przez Polaków. Paradoksalnie, dla Polaków zbawienne okazały się strzały Gawriło Principa, serbskiego konspiratora, które pozbawiły życia następcę tronu habsburskiego, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego małżonkę Zofię w Sarajewie w dniu 28 czerwca 1914 roku. Stworzyły one pretekst do wszczęcia przez Austro-Węgry działań wojennych przeciwko Serbii i tym samym zapoczątkowały pierwszą wojnę światową. Polska stała się największą areną walk. Okazało się, że tylko ofiarą krzyży, wielu krzyży, można było odzyskać utraconą wolność Ojczyzny, ponieważ: „Historia ma ten błąd, że wolność krzyżami się mierzy!”.

 

11 listopada 1918 roku

 

Jeśli 24 października 1795 roku był najdramatyczniejszym dniem w historii naszej Ojczyzny, to dzień 11 listopada 1918 roku był dniem najszczęśliwszym. W tym dniu, nasza Ojczyzna, po 123 latach niewoli odzyskała na nowo wolność. Polska powróciła na polityczną mapę świata. W tym dniu zdarzyła się rzecz najmniej oczekiwana: wszyscy trzej zaborcy byli stroną przegraną w kończącym się konflikcie światowym 1914–1918 roku. Nadto u wschodniego sąsiada nastąpiła zmiana ustroju społeczno-politycznego. Do władzy doszli komuniści.

 

Ci, którym było dane przeżyć ten moment, opisują entuzjazm, radość, jakie stały się udziałem całego narodu polskiego. Wszyscy zrozumieli, że „teraz będzie Polska”. Jednak Polskę trzeba było odzyskać, jej byt i granice wywalczyć. Stąd młodzi ludzie, z nielicznymi tylko wyjątkami, przerywali naukę, opuszczali domy i zaciągali się do wojska, tym razem polskiego wojska! Józef Dominik Kłoczowski, wonczas student SGGW w Warszawie, był jednym z nich.

 

Tak oto opisuje te dni: „U nas w SGGW nie było przeciw wstąpieniu do wojska opozycji, natomiast padały zdania, że ze wstąpieniem do wojska trzeba czekać na zupełny upadek Niemców. Gdy dyskusja trwała, przyniesiono wieść z uniwerku, że ogromna część młodzieży – wszyscy Żydzi i część zagorzałych socjalistów – nie chce absolutnie iść do wojska, nie chcą uchwalić wniosku o zawieszeniu studiów. Wiadomość ta podziałała na nasz wiec niezmiernie podniecająco. Rzucono wniosek o przerwanie dyskusji i przejście do głosowania wniosku o obowiązkowe wstąpienie do wojska wszystkich zdrowych kolegów. Dyskusję przerwano i SGGW – pierwsza z warszawskich uczelni – jednogłośnie uchwaliła przerwanie studiów w momencie przez władze wojskowe wskazanym i obowiązkowe wstąpienie wszystkich do wojska”.

 

Kilka dni później młody student, Józef Dominik Kłoczowski, po pożegnaniu się z rodziną, wsiadał do pociągu na stacji Rachujce w drodze do Warszawy, by wstąpić do wojska. Na przystanku kolejowym spotkał zawiadowcę tej stacji, Niemca, który uprzednio namawiał go do wstąpienia do niemieckiego wojska i tym razem oznajmił mu: „Sehen Sie, ich gehe endlich nach Militär”. Tamten machnął ręką i teraz na przekór łamaną polszczyzną odpowiedział: „teraz syćko jedno; alles kaputt!” I dobrze, że kaputt! – pomyślał młody Polak jadący do Warszawy, by wstąpić do polskiego wojska. Przecież na tę chwilę czekało 123 lata pięć pokoleń Polaków. Bogu niech będą dzięki, że znowu BĘDZIE POLSKA!

 

Inne wyzwania

 

Przed moim pokoleniem i wielu z nas stanęły inne wyzwania w kontekście służby Ojczyźnie. Nie musieliśmy iść na front, walczyć w powstaniach, nie byliśmy zsyłani na Syberię... My musieliśmy walczyć o Polskę w naszych sercach. Bo znowu, w imię imperialistycznych zapędów wschodniego sąsiada, zniekształcano naszą historię, lżono imiona największych patriotów i narodowych bohaterów, a zdrajcom Ojczyzny budowano pomniki i ich imionami nazywano place i ulice naszych miast.

 

I znowu znaleźli się ludzie przekupni i służalcy, którzy dla utrzymania się przy władzy, sponsorowanej przez Sowietów, wyprowadzili czołgi przeciw braciom w narodzie. Dziś dla usprawiedliwienia tej zdrady stwarzają absurdalne teorie, które ich niecny czyn mają przekształcić w akt patriotyzmu. I z pewnym zaskoczeniem trzeba przyznać, że znajdują się ludzie, którzy dają się nabrać na ten zabieg.


Ostatnie lata naszej historii dostarczają nam nie mniej okazji do refleksji na temat sytuacji w naszej Ojczyźnie.

 

Polityczne kłótnie, warcholstwo, pomówienia, prywata... to metody postępowania wielu spośród tych, którzy powinni być wzorem służby Ojczyźnie. Przedstawiciele prawej i lewej strony sceny politycznej i Ci ze środka prezentują się przed wyborcami jako jedyni zbawcy, a właściwie najczęściej „służą” samym sobie. Po 19 latach „kuracji” Rzeczypospolitej nasza Ojczyzna jest nadal chora. Te choroby to złe prawo, które niejednokrotnie broni interesów złodzieja, bandyty i rozbójnika, a pozostawia bez pomocy ofiary tych czynów.

 

Inna choroba Polski to korupcja, która przenika wszystkie poziomy i wszystkie sfery życia społecznego. Złodzieje i malwersanci ciągle mają się u nas dobrze, a zdrajcy Ojczyzny i komunistyczni zbrodniarze otrzymują wysokie emerytury. Osoby skazane prawomocnym wyrokiem sądowym za przestępstwa zza krat kierują powierzonymi im wcześniej jednostkami administracyjnymi. Ktoś wybrany w sposób budzący wątpliwość zostaje posłem, zaś immunitet poselski chroni przestępców przed odpowiedzialnością karną za pospolite naruszenie prawa.

 

Twórcy ubeckiego systemu pewnie śmieją się w kułak, patrząc, jak niejednokrotnie byłe ofiary stworzonego przez nich systemu, dziś na nowo są gnębione w procesie tzw. lustracji, a oni sami są nietykalni. Jak długo będzie trwała ta straszliwa niemoc, niewydolność publicznych instytucji? Czy to nowa forma konstytucji nihil novi? Czy naprawdę Polska musi stać nierządem, a my nie możemy zdobyć się na narodową zgodę, na minimum uczciwości, na podstawowe wyrazy patriotyzmu? Dlaczego reprezentanci najwyższych urzędów Państwa, zamiast współpracować dla Jego dobra, kłócą się, a przedstawiciele najliczniejszej partii politycznej przygotowują gotowce, jak źle mówić o Prezydencie Rzeczypospolitej?!

 

Mój kolega z uniwersytetu, prof. Zdzisław Krasnodębski, nieco optymistyczniej ocenia naszą obecną sytuację. Pisze: „Powoli wracamy na miejsce nam należne. Jest to powód do dumy, tym bardziej, że nikt niczego nie dał nam za darmo. Demokracji nie przynieśli nam Niemcy, wolności Francuzi, a poprawy sytuacji materialnej Unia Europejska. Mierzona normalnymi miarami, a nie utopijnymi wyobrażeniami o «Zachodzie», «Europie» czy «Ameryce», Polska jest krajem, który może przysporzyć radości, prestiżu, zasługiwać na ciepłe uczucia.

 

Mamy Kraków, który jest miastem «kultowym» na europejską skalę. Warszawa tętni życiem. Odbudowaliśmy Wrocław i Gdańsk. Cudzoziemcy, którzy przełamali barierę języka, widzą jak żywe jest polskie życie intelektualne. Mamy niezwykle inteligentnych młodych ludzi, bijących na głowę studentów niemieckich czy amerykańskich.

 

Zasługują oni na znacznie lepsze uniwersytety. My wszyscy zasługujemy na znacznie lepsze państwo i znacznie sprawniejszą gospodarkę. Lecz jeśli chcemy zmiany, polubmy, doceńmy i szanujmy siebie. Doceńmy Polskę. Pielęgnujmy nasze cnoty i zalety. A innych lubmy bez przymilania, bez niewolniczej imitacji i wymachiwania białą flagą. Wtedy i oni nas bardziej polubią”.

 

W etyce każdego zawodu zwykło się podkreślać jego naczelną cechę. Dla polityka powinna to być odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Dlatego nie jest obojętną rzeczą, jakimi cechami odznacza się polityk. Ma on bowiem powierzoną władzę wykorzystywać dla dobra wszystkich obywateli, a nie swojego własnego, ugrupowania politycznego czy jakiejś kliki. Stąd, jeśli kiedykolwiek, to najbardziej dziś, nie tylko trzeba nam rozsądnie wybierać, ale też się modlić słowami poety Juliana Tuwima:

 

...Gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.
[Julian Tuwim]

 

Władysław Majkowski SCJ
Czas serca 97/2008